Przykro nam, strona o podanym adresie nie istnieje.

Sprawd, czy wpisae poprawny adres strony, lub skorzystaj z katalogu lub wyszukiwarki.



Copyright 1996 - 2006 Grupa Onet.pl SA - zobacz wszystkie serwisy »

  • Czytasz wiadomości wyszukane dla frazy: Akademia Nauk Republiki Czeskiej
  • Widzialem niedawno spory meteor

    m napsal(a):

    Cytat:dokladnie o 00:27
    (poniedzialek 18.04)
    meteor trwal ok. 3- 4 sek
    Ktos wie gdzie sie to zglasza?



    Nie bede taki zwiezly, jak Ayrton. Obserwacje takich bardzo jasnych
    zjawisk zbiera Instytut Astronomii Akademii Nauk Republiki Czeskiej.
    Interesuje ich zwlaszcza zjawiska z Czech i Slowacji wraz z obserwacjami
    z krajow sasiednich, wiec z Polski tez. Moge powiedziec, ze czescy
    astronomowie sa w tej dziedzinie faktycznie bardzo dobrzy, o ile nie w
    tej chwili najlepsi w swiecie. Odwiedz wiec ten link podany przez
    Ayrtona i wpisz tam wszystko, co widziales. Jezeli nie znasz
    angielskiego, mozesz nawet po polsku. Maja kogos, kto im w razie
    potrzeby przetlumaczy z polskiego na czeski.

    Ludek

     

    Formularz zgloszenia bolidu

    Ayrton napsal(a):

    Cytat:| Ostatnia modyfikacja: 11 grudnia 2002
    | To jak to ? :-)

    Podejrzewam, ze tu chodzi o merytoryczna modyfikacje, a nie techniczna,
    jak jest umieszczenie przetlumaczonej strony.



    Tlumacz przetlumaczyl wtedy dokladnie wszystko, jak to bylo na stronie
    angielskiej/czeskiej. Tlumaczenie dostalem 8 wrzesnia, po dlugich
    dyskusjach (chociaz mialem od maja 2003 zgode na tlumaczenie formularza
    na polski) udalo sie przekonac niektorych ludzi, zeby umieszczyc
    formularz na stronach Instytutu Astronomii Akademii Nauk Republiki
    Czeskiej. Ze niewiadomo, jakie jest oficjalne tlumaczenie instytutu na
    polski a czy w ogole istnieje. Niektorzy po prostu chcieli, zeby ten
    formularz byl gdzies na stronach polskich i przekazywal dane na serwer.
    Tez "przelinkowanie" miedzy wersjami jezykowymi sie nie podobalo, ale w
    koncu udalo sie.

    Ludek

    Formularz zgloszenia bolidu

    Cytat:
    Tlumacz przetlumaczyl wtedy dokladnie wszystko, jak to bylo na stronie
    angielskiej/czeskiej. Tlumaczenie dostalem 8 wrzesnia, po dlugich
    dyskusjach (chociaz mialem od maja 2003 zgode na tlumaczenie formularza
    na polski) udalo sie przekonac niektorych ludzi, zeby umieszczyc
    formularz na stronach Instytutu Astronomii Akademii Nauk Republiki
    Czeskiej. Ze niewiadomo, jakie jest oficjalne tlumaczenie instytutu na
    polski a czy w ogole istnieje. Niektorzy po prostu chcieli, zeby ten
    formularz byl gdzies na stronach polskich i przekazywal dane na serwer.
    Tez "przelinkowanie" miedzy wersjami jezykowymi sie nie podobalo, ale w
    koncu udalo sie.



    Widac wyraznie, ze Czesi takze wchodza do Unii Europejskiej ;o)))

    do tlumaczy z pol na cz: z "-ovĂĄ" czy bez?

    Katarzyna napsal(a):

    Cytat:Mam taka bulwersującą kwestię. Chodzi o doczepianie w czeskim do wszelkich
    nazwisk osób płci żeńskiej owego słynnego "-ova". Co do mnie, to jak widze
    np. Vaira Víkeová-Freibergerová, Tirunesh Dibabaová, Janet Jacksonová to mi
    się robi słabo. Albo różne jakieś chińskie i inne wschodnie nazwiska, to już
    prawdziwe perełki. Chciałabym więc wiedzieć, jak rozwiązują ten problem inni
    tłumacze na czeski: doczepiacie czy nie?



    Oficjalnie musisz to robic, po prostu sa takie obowiazkowe reguly
    Instytutu Jezyka Czeskiego Akademii Nauk Republiki Czeskiej (chociaz sa
    czasami absurdalne). Kiedy tlumaczylem na czeski ksiazke Kevina Mitnicka
    (po polsku znana jako Sztuka Podstepu), to nie doczepialem. W czeskim
    dochodzi do takich absurdow, ze doczepia sie tez do zenskich koncowek
    rosyjskich nazwisk, np. rosyjska kosmonautka Valentina Tereskova (to juz
    jest koncowka zenska) zamienia sie w czeskim na kosmonautke, ktora sie
    nazywa Valentina Tereskovova. Chinskich nazwisk sie raczej nie zmienia.

    Ludek

     

    "Tajemnica Księżycowej Jaskini" wydanie czeskie!

    Z prawdziwą satysfakcją pragniemy poinformować Koleżanki i Kolegów o tym, że nasza książka pt. "Tajemnica Księżycowej Jaskini" została wydana także w Republice Czeskiej i na Słowacji. Dziękujemy Wydawcom za jej wydanie, a Czytelnikom za przychylne opinie! Przypominamy, że książka ta została nominowana do tytułu "Książka roku 2006" przez Słowacką Akademię Nauk (SAV) w dziedzinie popularyzacji nauki.

    inż. Robert K. Leśniakiewicz (Bobik)
    dr Milos Jesensky

    http://www.nagrzyby.pl/ga...BLICE+CZESKIEJ/

    Kolokwium "Dwory i rezydencje w średniowieczu"

    Instytut Historii Akademii Nauk Republiki Czeskiej
    wspólnie z Instytutem Historii Czeskiej Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Karola
    i Archiwum Stołecznego miasta Pragi
    organizuje w dniach 18 – 19 października 2007 roku
    II Kolokwium Dwory i rezydencje w średniowieczu

    Struktura i kultura społeczności dworskich

    Obrady będą się toczyły w sali wykładowej Archiwum Stołecznego miasta Pragi
    Pałac Clam-Gallasův, ul. Husova 20, Praha 1

    Celem konferencji jest podsumowanie wyników badań nad obliczem i organizacją dworu nie tylko monarszego, ale także szlacheckiego lub dostojnika kościelnego; identyfikacją poszczególnych urzędów dworskich, ich treścią i relacjami w strukturze dworu między pełniącymi je urzędnikami. Jak dowiodło I Kolokwium w roku 2005, wyniki interdyscyplinarnych badań pozwalają potraktować dwór jako złożony organizm społeczny, którego życie rozgrywało się na kilku płaszczyznach – politycznej, administracyjnej i towarzyskiej. Dwór nie był jedynie organem administracji, ale także miejscem społecznych interakcji żyjących na nim osób. Jako taki reprezentował wprawdzie hierarchiczną, ale nie statyczną i niezmienną instytucję. Dlatego drugi krąg tematyczny nierozerwalnie tworzy kultura, która obejmowała wszystkie wskazane elementy i stanowiła wyznacznik życia dworskiej społeczności w dni powszednie i świąteczne.

    Organizatorzy:
    PhDr. Dana Dvořáčková (Malá) dmala@seznam.cz; dvorackova@hiu.cas.cz
    PhDr.. Jan Zelenka zorlac@seznam.cz; zelenka@hiu.cas.cz

    Materiały I Kolokwium ukazały się w roku 2006:

    Dvory a rezidence ve středověku. Sborník příspěvků z kolokvia konaného 18. března 2005 v Historickém ústavu AV ČR ve spolupráci s Ústavem českých dějin FF UK. Uspořádala a redigovala: Dana Dvořáčková-Malá. Praha, Historický ústav AV ČR 2006

    Na tom składają się trzy grupy studiów:
    - badania prozopograficzne środowiska dworskiego (M. Špůrová, I. Moravcová, T. Baletka, D. Budský)
    - studia biograficzne nad poszczególnymi postaciami, ich karierą i motywacją jej podjęcia (M. R. Pauk, D. Dvořáčková-Malá, M. Čapský, R. Novotný)
    - analiza rezydencji (M. Holá, R. Němec, P. Hlaváček)
    Końcowa rozprawa O. Slanaře przedstawia dziedzictwo rycerskiej społeczności dworskiej w zwierciadle literackich form wyrazowych.

    Czesi o nas

    To żeby było bardziej optymistycznie, mój wywiad w "Echu Miasta":

    Polak-handlarz to przeszłość
    Z profesorem Milanem Hlavačkou oraz z doktorem Romanem Baronem z Instytutu Historii Akademii Nauk Republiki Czeskiej, rozmawiamy o polsko-czeskich sympatiach i uprzedzeniach

    Jak dzisiejszy Czech postrzega sąsiednią Polskę?

    Dr Roman Baron: - Dla przeciętnego Czecha Polska to po prostu normalny, środkowoeuropejski kraj, nasz sojusznik z Unii Europejskiej i NATO. Nikt raczej nie patrzy na was z góry i nie wypomina gorszych dróg czy słabszej gospodarki. Może tak kiedyś było, ale wiele się pod tym względem zmieniło.

    Już odeszło w niepamięć jak komunistyczna propaganda czechosłowacka przedstawiała niegdyś Polskę jako kraj pustych półek i wiecznie strajkujących pracowników?

    Prof. Milan Hlavačka: - Tyle że my wcale nie ocenialiśmy tych strajków negatywnie, bo przecież były one skierowane przeciwko reżimowi. Poza tym widzieliśmy nie tylko Polaka, który strajkuje, ale także Polaka, który wyjeżdża za granicę i handluje. Obraz handlowca nie do końca pasował wprawdzie do wzorca bojownika za ojczyznę, jednak trudno, żebyśmy was za to krytykowali, skoro chętnie kupowaliśmy towary, które przywoziliście do nas na handel.

    Jednak udział Ludowego Wojska Polskiego w zdławieniu Praskiej Wiosny z pewnością nie przysporzył nam sympatyków wśród Czechów i Słowaków.

    Dr Roman Baron: - Polacy przesadzają ze swoim poczuciem winy i przeceniają własne możliwości. Po wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji, wzrosła niechęć nie do Polaków, lecz do Moskwy, gdzie przecież tak naprawdę zapadła decyzja o interwencji.

    Prof. Milan Hlavačka: - Z kolei w latach 80. pozytywny obraz Polski wśród Czechów budował Jan Paweł II, pierwszy słowiański papież. Czesi są zlaicyzowanym narodem, jednak na spotkania z Karolem Wojtyłą przychodziły tłumy zarówno wierzących, jak i niewierzących. To dzięki niemu na Morawach nastąpiło przebudzenie religijne, bo katolicy zobaczyli, jak wielu ich jest. Waszemu papieżowi zawdzięczamy naszą odnowę duchową. Dziś bardziej od Polaków lubimy tylko Słowaków.

    Co przeciętni Czesi wiedzą o polskiej kulturze?

    Prof. Milan Hlavačka: - Kiedy przełożono na czeski "Gottland" Mariusza Szczygła, książka natychmiast się sprzedała. I została odebrana dobrze, choć przecież autor nie zawsze przedstawia Czechów w bardzo pozytywnym świetle. Tylko Karel Gott się oburzył, że Szczygieł ukradł mu logo; trzeba bowiem wiedzieć, że muzeum piosenkarza w Pradze też nazywa się "Gottland". Ale ten spór wpłynął tylko na wzrost sprzedaży książki.

    Dr Roman Baron: - Czesi znają też filmy Andrzeja Wajdy, "Seksmisję" Juliusza Machulskiego, ekranizacje "Trylogii" Henryka Sienkiewicza oraz seriale z czasów PRL: "Czterej pancerni i pies" oraz "Stawka większa niż życie". Ze współczesnych rzeczy popularne są książki Andrzeja Sapkowskiego oraz film "Mój Nikifor".

    Czy Czesi wiedzą, jakie stereotypy na ich temat funkcjonują w Polsce?

    Dr Roman Baron: - Czesi się tak naprawdę za bardzo tym nie interesują. Mają sporo własnych problemów. A jakie to stereotypy?

    http://echomiasta.pl/index.php?option=com_content&task=view&id =11526&Itemid=46&city=poznan

    !!!!!!!!!! WABENE !!!!!!!!!!

    Jan Maria Jackowski
    Dekomunizacja po polsku

    Niedawno w Telewizji Polskiej, w cyklu "Errata do biografii", został wyemitowany wstrząsający film o Andrzeju Szczypiorskim (1924-2000). Ten pisarz osiągnął sukces jako partyjny intelektualista w czasach PRL, a po jej upadku jako uznany opozycjonista był szczególnie lansowany przez środowisko "Gazety Wyborczej", któremu służył w roli dyżurnego pogromcy "ciemnogrodu". Z filmu Grzegorza Brauna telewidzowie dowiedzieli się o dotąd prawie nieznanym obliczu nieżyjącego już literata, kreowanego na "wielkiego pisarza-moralistę" przez różowy salon, który ciągle ma ogromne wpływy i chce nadal utrzymać w Polsce "rząd dusz". Z dokumentów zgromadzonych w IPN dobitnie wynika, że Andrzej Szczypiorski swoją karierę zawdzięczał bezpiece, z którą przez lata współpracował i składał donosy nawet na własnego ojca. Puentę dopisało życie: w późniejszym okresie to syn pisarza, Adam, kontynuując rodzinną tradycję, też współpracował z SB i donosił na własnego ojca - donosiciela...

    Jest to ponura i bolesna historia ilustrująca meandry i istotę demonicznego zła komunistycznego reżimu. Dla osób znających książkę Michała Grockiego "Konfidenci są wśród nas" z 1992 roku, film telewizyjny zapewne nie był zaskoczeniem. W tej publikacji jej autor pisał o "słynnym pisarzu", "głosicielu prawd moralnych", zarzucając mu współpracę z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie SB, malwersacje finansowe na placówce dyplomatycznej w Danii. Tyle że dostęp do tej wiedzy był reglamentowany, bo książka była przemilczana i rozeszła się w niewielkim nakładzie. Co charakterystyczne, czujni redaktorzy "Gazety Wyborczej", którzy zazwyczaj z tak ogromną uwagą śledzą, co się w Polsce ukazuje, udawali, że fakty ujawnione przez Grockiego nie istnieją i do końca kreowali Szczypiorskiego na "wybitny autorytet moralny".
    Takich ciemnych stron w życiorysach wielu osób do niedawna albo nadal aktywnych w życiu publicznym jest sporo. Chodzi nie tylko o jawną czy niejawną pracę lub współpracę z peerelowskim aparatem represji, ale także o uwiarygodnienie reżimu komunistycznego i nadawanie PRL pozoru normalnego państwa oraz zakłamywanie rzeczywistości. Ten rodzaj kolaboracji, który eufeministycznie bywa określany mianem "ukąszenia Heglem" czy "uwikłaniem w PRL", dotyczył przedstawicieli aparatu partyjnego i administracyjnego, władz oświatowych, ludzi gospodarki, sędziów, prokuratorów, przedstawicieli koncesjonowanych środowisk społecznych i wcale licznych ludzi nauki, kultury i sztuki, ludzi mediów i wielu innych środowisk społecznych oraz zawodowych.

    Laboratorium kolaboracji
    W przypadku środowisk opiniotwórczych - które dla propagandowego autoryzowania władzy komunistycznej miały szczególne znaczenie - swoiste laboratorium kolaboracji zainstalowano we Lwowie. Działalność organizowanej z perfidną premedytacją przez Sowietów V kolumny miała miejsce w mieście, które odegrało szczególną rolę w naszych dziejach (słynąc jako Leopolis semper fidelis) niemal natychmiast po zajęciu go przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 roku na mocy zdradzieckiego paktu Ribbentrop - Mołotow. Jesienią 1939 roku została sprowadzona do Lwowa grupa polskich komunistów. W ogromnej większości ludzie ci włączyli się aktywnie do polityki sowieckiego okupanta, podjęli pracę w aparacie przemocy i propagandy, stali się nadzorcami życia polskiego w okupowanym mieście. Dla niektórych późniejszych luminarzy peerelowskiej kultury i nauki współpraca z tajnymi sowieckimi służbami oraz kolaboracja z sowieckim okupantem były gwarantem ich sukcesów i nagrodą za wierność. Tak naprawdę oznaczały zdradę na rzecz nieprzyjaciela, który nie wyzwolił naszego kraju, ale go podbił, a następnie przez dziesiątki lat okupował.
    Kolaboracją z Sowietami zajmowali się zresztą nie tylko komuniści. "Zgodnie z linią polityczną - pisał w swoich wspomnieniach 'Jestem z lwowskiego etapu' Kazimierz Żygulski - zainicjowaną w latach trzydziestych przez Stalina szczególna rola przypadła związkom twórczym łączącym ludzi kultury, przede wszystkim Związkowi Literatów. To właśnie pisarze polscy, którzy zdecydowali się na polityczną współpracę z okupantem, mieli do odegrania szczególną rolę. Jako 'inżynierowie dusz ludzkich' mieli pozyskać Polaków, przede wszystkim bardzo liczną we Lwowie inteligencję, do współpracy z nowym systemem. W sumie w ciągu dwudziestu dwu miesięcy radzieckiej okupacji Lwowa po raz pierwszy na ziemiach polskich wprowadzono zbiór reguł postępowania, który później, zwłaszcza w sferze kultury, nazwany został stalinizmem. W 1944 roku przenieśli go - w zmienionych historycznie okolicznościach - do Lublina i Warszawy ci sami ludzie, którzy na moich oczach tworzyli ten system w okupowanym Lwowie w latach 1939-1941".
    W ten sposób Lwów - w którym okupanci sowieccy (1939-1941 i po 1944 r.) na przemian z niemieckimi (1941-1944) podsycali antagonizmy polsko-ukraińskie - stał się poligonem doświadczalnym totalitarnej władzy, która posługiwała się szantażem, a promowała uległość, służalczość, donosicielstwo, lansowanie "słusznej ideologicznie" miernoty. Stosowała zasadę kija i marchewki: piewców narzuconego siłą systemu sowicie wynagradzała, a krytyków surowo karała więzieniem, zsyłkami i śmiercią. Jerzy Putrament pisał o tamtym okresie swojego życia we Lwowie: "Ambicją moją jest zasłużyć w całej pełni na zaszczytny tytuł pisarza radzieckiego". To pragnienie "zasłużenia" było rzeczywiście olbrzymie, skoro nie zostało ostudzone nawet przez wywózkę całej rodziny pisarza w głąb ZSRS. Stanisław Jerzy Lec nie protestował przeciwko delegacji mającej wręczyć Stalinowi petycję z postulatem włączenia połowy Polski do ZSRS. Na łamach "Czerwonego Sztandaru" w grudniu 1939 roku uznał Józefa Wissarionowicza Stalina za ojczyznę "co to od Kamczatki po szynach pędzi aż po San, którą jak mleka pełny dzban podają dzieciom czułe matki".
    O tym, jak obcy i narzucony siłą sowieckich bagnetów system miał wyglądać w praktyce, mogli się przekonać Polacy nazajutrz po tym, jak 3 stycznia 1944 roku oddziały I Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej przekroczyły koło Sarn granicę polsko-sowiecką z 1939 roku. Władze sowieckie z właściwą sobie butą nie poinformowały o tym fakcie legalnie działającego rządu RP w Londynie. Zaczęły wprowadzać własne porządki i prawa. Po kilku miesiącach powołały własną satelicką administrację pod nazwą Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Polska wkroczyła w kolejny, bardzo trudny etap swych burzliwych dziejów, który był konsekwencją zawieranych w latach 1943-1945 teherańsko-jałtańsko-poczdamskich układów między wielkimi mocarstwami. Następowała bezwzględna sowietyzacja Polski. Więzienia i obozy pracy były wypełniane akowskimi bohaterami niedawnej walki o wolność i ludźmi, których arbitralnie uznano za "wrogów klasowych". Polityczne mordy, tortury, wszechobecna bezpieka były stałymi elementami zmasowanego terroru. W dzień i w nocy każdy mógł spodziewać się śmierci, aresztowania, osądzenia za "zdradę", "spisek", ukrywanie pochodzenia, praktykowanie wiary, posiadanie majątku, niewłaściwe poglądy, rodzinę za granicą. Tak wygląda realizacja ponurego hasła: "Dajcie człowieka, a paragraf się znajdzie". Posługując się terrorem, huraganową indoktrynacją i propagandą, partia komunistyczna ujednolica wszelkie przejawy życia do "jedynie słusznych" sowieckich wzorców. Polska w okresie stalinowskim przypominała sowiecką republikę i nie bez przesady nazywana była "17. republiką", a narodowa spuścizna i tradycja mogące zagrozić rewolucji komunistycznej były bezwzględnie tępione.
    Przez cały okres swego istnienia Polska Ludowa była całkowicie kontrolowana przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, która choć mieniła się "przewodnią siłą narodu" i działała w imieniu "ludu pracującego miast i wsi", wcale nie działała w interesie i na rzecz ludzi pracy. Kastowy i hierarchiczny system PRL oparty był na głębokiej dyskryminacji ekonomicznej, politycznej, społecznej ludzi bezpartyjnych, którzy byli "obywatelami II kategorii". Byli "równi" i "równiejsi", a czerwona legitymacja PZPR dawała liczne profity i przepustkę do lepszego materialnie życia. I niektóre przywileje, na przykład specjalne emerytury, przetrwały okres transformacji. Co charakterystyczne - bo faktycznie były różne podokresy PRL (stalinizm, gomułkowszczyzna, gierkizm, epoka Jaruzelskiego) - cechy immanentnie związane z totalitarnym reżimem były stałe, zmieniała się natomiast forma kontroli i represji z "bardzo twardej" w stronę "bardziej miękkiej", choć prześladowania dekady stanu wojennego w wielu przypadkach przypominały okres stalinowski.
    Przez cały czas trwania PRL było ono satelickim państewkiem ZSRS całkowicie podporządkowanym "imperium zła". Znamienne, że to uzależnienie od Moskwy formalnie do peerelowskiej konstytucji zostało wprowadzone już w czasach nieźle wspominanego przez wielu Polaków "socjalizmu z ludzką twarzą" Gierka, a nie za stalinowca Bieruta. 10 lutego 1976 roku Sejm PRL przegłosował, że Polska jest państwem socjalistycznym (w miejsce dotychczasowego określenia - państwo demokracji ludowej), a PZPR - przewodnią siłą społeczeństwa w budowie socjalizmu, PRL zaś w swej polityce umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich i innymi państwami socjalistycznymi.

    Dekomunizacja a lustracja
    Świadoma kolaboracja, niekiedy mylnie określana mianem "kompromisu" czy poszukiwaniem "mniejszego zła", była udziałem wielu, którzy w czasach PRL pełnili rolę "inżynierów dusz", a następnie stawali się "autorytetami moralnymi". Dla środowisk, które pozycję swoich luminarzy budują na "zmowie milczenia" i "grubej kresce", ujawnianie ukrywanej przez lata prawdy jest "przejawem działalności szwadronów lustracyjnych", "szargania pamięci ludzi zasłużonych" czy "niszczenia wizerunku III RP". Tymczasem przywracanie normalności postępuje z oporem i jak dotąd - mimo wielu wysiłków zwolenników ujawniania prawdy o przeszłości - obiektywnie należy stwierdzić, że ciągle jesteśmy na początku tego procesu, a to za przyczyną dominującej dotąd w naszym życiu publicznym michnikowszczyzny, czyli ideologii realnego postkomunizmu. Należy zwrócić uwagę, że upadek komunizmu miał miejsce w wyniku świadomych decyzji i działań służb specjalnych, stanowiących główny instrument totalitarnej władzy. Dlatego w sposób naturalny ludzie dawnej elity władzy, związani ze służbami, wzięli udział w budowie nowego ustroju i odcisnęli swoje piętno na funkcjonowaniu III RP. Okrągły Stół, czyli akt założycielski III RP, w swojej filozofii sankcjonował powszechną amnezję, "grubą kreskę" i ochronę interesów postkomunistów.
    Doświadczenia po 1989 roku wskazują, że jakość struktur wolnego państwa jest w istotny sposób uzależniona od sposobu rozliczenia się z totalitarną przeszłością. Tymczasem rok 1989 nie stał się cezurą, która dogłębnie oceniała i zamykała miniony okres. Nie nastąpiło zadośćuczynienie za wyrządzone krzywdy, nie dokonała się elementarna sprawiedliwość. Sprzeciw Polaków przeciwko totalitarnej władzy był bezprecedensowy na skalę całego bloku komunistycznego. Nasz kraj miał zatem szczególny tytuł, by być dla innych krajów "demokracji ludowej" liderem działań rozliczających komunistyczne dziedzictwo. Jednak tak się nie stało, a zaniechania, świadkami których jesteśmy w Polsce, są nie tylko przyczyną zjawisk patologicznych w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym Rzeczypospolitej, ale powodują także zamęt ideowy, chaos aksjologiczny. I dziś nie dla każdego jest już jasne, kto jest katem, a kto ofiarą.
    Dekomunizacja bywa często mylona z lustracją. Choć obie sprawy dotyczą pozostałości po komunistycznej przeszłości i jej konsekwencji dla teraźniejszości oraz są ze sobą nierozłącznie związane, to oznaczają co innego. Lustracja jest definiowana jako zbadanie przeszłości osób zajmujących funkcje publiczne oraz określone stanowiska w sferze politycznej, gospodarczej i społecznej celem ustalenia, czy były one funkcjonariuszami lub tajnymi współpracownikami komunistycznych służb specjalnych.
    W konsekwencji fakt ten podaje się do wiadomości publicznej lub nie, w zależności od tego, czy dana osoba wycofa się z życia publicznego lub poda do dymisji. Zakaz sprawowania określonych funkcji przez byłych pracowników i współpracowników służb specjalnych nie dotyczy parlamentarzystów, ale ich mandat może być wygaszony, jeśli zataili prawdę w swoim oświadczeniu lustracyjnym, a tak zwane kłamstwo lustracyjne niezawisły sąd potwierdzi prawomocnym wyrokiem.
    Dekomunizacja to zakaz sprawowania określonych funkcji publicznych i zajmowania określonych stanowisk w sferze politycznej, gospodarczej i społecznej przez funkcjonariuszy ustroju komunistycznego, a ściślej mówiąc, przez przedstawicieli nomenklatury partyjnej. Dekomunizacja to systemowe zerwanie z komunistyczną przeszłością. Oznacza rozliczenie polityczne, historyczne i prawne okresu PRL oraz ustawowy zakaz sprawowania funkcji publicznych przez wysokich funkcjonariuszy partii komunistycznej i jej aparatu przymusu. Dekomunizacja ma jednak także głębszą warstwę, dotyczy bowiem oceny moralnej przeszłości i rzetelnej oceny, czym była PRL i w jaki sposób jej aparat sprawował swe totalitarne rządy. Jednak wszelkie projekty ustaw oraz próby działania w tym kierunku wywołują ogromne spory i dyskusje.
    Przeciwnicy dekomunizacji zarzucają ahistoryczne i aspołeczne myślenie, bo "takie były czasy" i trzeba było coś robić. Twierdzą, że dekomunizacja - to stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, łamanie praw człowieka oraz rażąca sprzeczność z duchem europejskiej cywilizacji. Uznanie Służby Bezpieczeństwa za organizację przestępczą nie ma nic wspólnego z przypisywaniem komukolwiek kolektywnej winy. Funkcjonariuszem aparatu przymusu i represji zostawało się nie z powodu przymusu, pochodzenia społecznego czy koloru oczu, ale na mocy własnej, indywidualnej i świadomej decyzji. Każdy człowiek ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, dlaczego esbecy mieliby być uprzywilejowani i uwolnieni od tej odpowiedzialności? Przeciwnicy dekomunizacji często podważają fakt, że PRL była krajem kadłubowej, koncesjonowanej państwowości. Twierdzą - wbrew faktom - że PRL nie była atrapą, tworem wasalnym całkowicie uzależnionym od ZSRS.
    Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Wystarczy odrobina wiedzy historycznej, by zdać sobie sprawę, że PRL spełniała oczywiście niektóre funkcje państwa, ale atrybuty niezależności i suwerenności były pozorne i fasadowe. Były redaktor naczelny "Trybuny" Wiesław Dębski, broniąc tezy o samodzielności PRL, napisał przekornie na łamach "Rzeczpospolitej": "To nie była republika radziecka, lecz państwo-członek ONZ, w którym funkcjonowały ambasady obcych państw". Formalnie tak, ale co z tego? Przypomnijmy, że w PRL nie było wolności religijnej, wolności słowa i zgromadzeń, przestrzegania praw człowieka, władzy pochodzącej z demokratycznych wyborów, własnej polityki zagranicznej, armii podległej autonomicznym ośrodkom krajowym i wielu innych atrybutów niepodległego państwa. To, że Służba Bezpieczeństwa oprócz rozpracowywania oraz prześladowania opozycji i Kościoła zwalczała też przestępczość zorganizowaną, a PKP nie tylko miały być ważnym elementem logistycznym inwazji na Europę Zachodnią, ale woziły też ludzi i towary, nie oznacza, że było to normalne państwo. Ocena peerelowskiej rzeczywistości nie polega na odrzuceniu wszystkiego, co się wówczas działo, ale chodzi o odcedzenie dobra od zła i nieobarczanie wolnej Rzeczypospolitej dziedzictwem, które nadal obciąża Polskę.

    Model niemiecki i czeski
    Nierozliczenie tej przeszłości to milcząca zgoda na to, że sprawiedliwość i prawda, które stanowią fundament naszej cywilizacji, stają się pustymi sloganami. Dlatego przykład denazyfikacji Niemiec po II wojnie światowej, a w czasach nam bliższych dekomunizacja dokonana w Niemczech, mogą stanowić przykład postępowania w sytuacji odchodzenia od totalitarnego systemu, który nie tylko zniewalał, ale także zabijał i niszczył. Co więcej, ostatnio nawet nad Renem, na co zwracał uwagę Robert Krasowski na łamach "Rzeczpospolitej", ubolewa się, że Republika Federalna wyraźniej nie potępiła Stasi jako organizacji zbrodniczej, tym bardziej że dawni funkcjonariusze enerdowskich służb bezpieczeństwa ostatnio odzyskali animusz, organizują spotkania, publikują książki i zakładają stowarzyszenia o ładnie brzmiących nazwach, oczywiście powołując się na prawa obywatelskie, prawa człowieka i zasady praworządnego państwa. Wywołuje to oburzenie opinii publicznej, coraz bardziej zaniepokojonej, że zaciera się pamięć o tym, czym w istocie był komunistyczny reżim.
    To wszystko się dzieje pomimo tego, konkluduje Krasowski, że w Niemczech środkami prawnymi i politycznymi dokonano dekomunizacji i lustracji w stopniu, o jakim w Polsce nawet nie myślano. Po 1990 roku nie było tam miejsca dla byłych sekretarzy partii i byłych oficerów służb bezpieczeństwa wśród elit politycznych. Już w traktacie zjednoczeniowym przewidziano możliwość zwolnienia oficerów i współpracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa oraz funkcjonariuszy partyjnych z administracji państwowej. Sprawdzeniu poddano całą służbę cywilną, łącznie z uniwersytetami i szkolnictwem. I mimo że po piętnastu latach proces ten wydawał się prawie zakończony, w grudniu ubiegłego roku okres obowiązywania prawa umożliwiającego dostęp do akt oraz wyznaczającego zasady sprawdzania urzędników i pracowników przedłużono o dalsze pięć lat. Funkcjonariuszom SED i służby wysokiego szczebla odebrano przywileje emerytalne. Oczywiście nikt w Europie nie pisał wówczas, że chodzi o maccartyzm i polowanie na czarownice. Wręcz przeciwnie - takie działania uznano za oczywiste.
    U innego naszego sąsiada - w Czechach - ustawa została przyjęta 4 października 1991 roku. Uchwalona początkowo na okres pięciu lat została następnie przedłużona na następne pięć lat. Objęła zarówno funkcjonariuszy i współpracowników tajnych służb, jak i przedstawicieli komunistycznej nomenklatury, a więc wprowadziła dekomunizację. Osoby, które w okresie od 25 lutego 1948 roku do 17 listopada 1989 roku były: sekretarzami partii komunistycznej od poziomu komitetu powiatowego lub jemu równego wzwyż, członkami biur tych komitetów, członkami Komitetu Centralnego lub biura kierującego pracą partyjną na terytorium Czech (z pewnymi wyjątkami), nie mogą zajmować funkcji pochodzących z wyboru, mianowania lub z ustawy w organach kierowniczych państwa, armii (funkcje odpowiadające stopniowi pułkownika, generała i attaché wojskowego), w policji, w służbach specjalnych, w kancelariach: prezydenta, parlamentu, rady ministrów, Sądu Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, w Prezydium Akademii Nauk, w radiu, telewizji i agencji telegraficznej, funkcji kierowniczych w przedsiębiorstwach i organizacjach państwowych (chodzi m.in. o funkcje akademickie pochodzące z wyboru i zatwierdzane przez senat uczelni), spółkach akcyjnych, w których głównym akcjonariuszem jest państwo, w centralach handlu zagranicznego, na kolei państwowej, w państwowych funduszach i organizacjach finansowych, w Banku Narodowym.
    Żadna z tych osób nie może być także sędzią, ławnikiem, prokuratorem, śledczym w prokuraturze, notariuszem i arbitrem państwowym lub kandydatem na te stanowiska. Obywatel ubiegający się o daną funkcję lub urząd składa deklarację, którą sprawdza specjalna komisja MSW. Musi ona zdecydować w ciągu 60 dni, czy obywatel należał do jednej z kategorii objętych ograniczeniami. Jeśli okaże się, że tak, ale był represjonowany i został zrehabilitowany zgodnie z ustawą numer 119 z 1990 roku o rehabilitacji sądowej, wówczas nie podlega ograniczeniom. Paragraf ten jest odpowiedzią na zarzuty, jakoby dekomunizacja oznaczała, że ludzie zasłużeni dla walki z komunizmem, którzy poprzednio sami go budowali, musieli zostać automatycznie wykluczeni z życia politycznego.
    Tymczasem w Polsce ideolodzy realnego postkomunizmu uprawiają sofistykę i semantyczną ekwilibrystykę. Szachują opinię publiczną, twierdząc, że każdy, kto w czasach PRL pił wodę z kranu, kolaborował z systemem, a dekomunizacja oznacza "odwet" i "polowanie na czarownice" oraz na przykład konieczność rozbiórki Centralnej Magistrali Kolejowej łączącej Warszawę ze Śląskiem, którą wybudowano w czasach gierkowskich. Zazwyczaj zwolennicy tej szkoły myślenia lubią podkreślać osiągnięcia PRL, pomijając przy tym milczeniem fakt zwiększającego się wówczas zacofania cywilizacyjnego i technologicznego w stosunku do Europy Zachodniej. Bazują na "poczuciu bezpieczeństwa" i "sentymencie za państwem opiekuńczym", z tak zwaną bezpłatną służbą zdrowia, wczasami, pełnym zatrudnieniem i zasadą: "Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy". Przywołują nostalgię za epoką gomułkowskiej "małej stabilizacji" oraz gierkowskim modelem dobrobytu z M3, maluchem i kolorowym telewizorem oraz pomarańczami i od czasu do czasu Coca Colą, negując lub mistyfikując faktyczny obraz tego, czym była Polska Rzeczpospolita Ludowa.

    Z dziejów dekomunizacji w III RP
    W roku 1992 w programie Szczepana Żaryna emitowanym w Telewizji Polskiej "Dekomunizacja po polsku" senator Ryszard Bender określił Jerzego Urbana mianem "Goebbelsa stanu wojennego". Znany z cynizmu i prowokacyjnych działań rzecznik rządu z czasów Jaruzelskiego poczuł się owym porównaniem obrażony i złożył pozew sądowy. Zaczął się jeden z najdłuższych seriali sądowych w III RP. Różne instancje badały po kilka razy sprawę przez trzynaście lat i wydawały wyroki korzystne raz dla jednej, raz dla drugiej strony. Wreszcie w 2005 roku, po czterech podejściach, Sąd Najwyższy wydał ostateczne postanowienie utrzymujące wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z października 2004 roku. Wtedy to stwierdzono, że Bender miał prawo porównywać Urbana do Goebbelsa w zakresie stylu uprawianej propagandy.
    Cała ta sprawa obrazowo oddaje problem dekomunizacji w Polsce i stan państwa. Po osiemnastu latach od Okrągłego Stołu nadal w naszym kraju nie doszło do rozliczenia się z przeszłością, choć takie próby były podejmowane, a dekomunizacja i lustracja znalazły się w programach wyborczych kilku partii, które na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat rządziły w Polsce. I nadal nie wiadomo, kto zniewalał Polskę, kto zdradził, kto odpowiada za wymordowanie tysięcy patriotów, za uwięzienie dziesiątek tysięcy, za terror, za deptanie praw człowieka, spustoszenia cywilizacyjne, rujnowanie gospodarki, za beznadziejną, upokarzającą egzystencję kilku pokoleń Polaków, za polityczne zabójstwa, za cenzurowanie polskiej kultury, za prześladowanie Kościoła, za upodlenie Narodu, za życie w kłamstwie.
    Przyczyn jest wiele. Lecz jedna zasadnicza - stanowcze działania ponadpartyjnego lobby antylustracyjnego wzmocnionego kontraktem Okrągłego Stołu i współpracą "oświeconych elit" z kręgu "liberałów partyjnych" (byłej PZPR) i tak zwanej lewicy solidarnościowej (nierzadko też byłej PZPR, a następnie ROAD, UD, UW), zwolenników "grubej kreski". Poza tym część przywództwa "Solidarności", tzw. ugodowa, zdecydowała się na usankcjonowanie bezkarności komunistów, uwłaszczenie nomenklatury i zagwarantowanie jej uprzywilejowanej pozycji w życiu politycznym i gospodarczym. W ten sposób powstające inicjatywy legislacyjne były neutralizowane i został utracony najlepszy okres do przeprowadzenia tego procesu zaraz po 1989 roku.
    Poza tym w mediach (w których cały czas wpływy zachowali ludzie bezpośrednio lub rodzinnie związani z obozem komunistycznym, nierzadko o rodowodzie stalinowskim) programowo dezawuowano i ośmieszano ideę dekomunizacji. Symptomatyczna była działalność publicystyczna Lesława Maleszki, przez lata wpływowego redaktora i autora tekstów na łamach "Gazety Wyborczej", znanego przeciwnika lustracji i dekomunizacji. Okazał się on wyjątkowo gorliwym donosicielem SB sugerującym bezpiece przyjęcie ostrzejszej polityki względem działaczy opozycji. I choć po skandalu związanym z jego zdemaskowaniem w listopadzie 2001 roku został wycofany z pierwszej linii, to nadal pracuje w "GW". Nośne było hasło "wybierzmy przyszłość" (A. Kwaśniewski), mówiono o konieczności narodowego pojednania i przebaczenia (ale jednostronnego, bo odpowiedzialni za PRL wcale nie uważali się za winnych czegokolwiek), o tym, że "wszyscy są współwinni za PRL" (teza A. Michnika i A. Szczypiorskiego). Zachwycano się polskim modelem "bezkrwawej rewolucji" i faktem, że odpowiedzialni za zbrodnie komunistyczne gen. W. Jaruzelski i gen. Cz. Kiszczak zainicjowali tak zwane pokojowe przemiany 1989 roku. Nierzadko lansowano jako czołowych dekomunizatorów osoby, które uprawiały operetkowy antykomunizm i swoimi publicznymi wypowiedziami i wystąpieniami kompromitowały ideę dekomunizacji. Wpajano przekonanie, że dekomunizacja oznacza chęć odwetu i jest synonimem nieudacznictwa; jest elementem walki politycznej i lepiej "zajmijmy się gospodarką i realnymi problemami".
    Mimo tej gigantycznej kampanii antydekomunizacyjnej i antylustracyjnej pojawiały się konkretne inicjatywy legislacyjne. Warto wspomnieć o kilku z nich. Pierwsza, historyczna debata dekomunizacyjna odbyła się podczas I kadencji Sejmu RP 31 stycznia 1992 roku nad projektem ustawy o restytucji niepodległości, jaki złożył Klub Parlamentarny Konfederacji Polski Niepodległej. Rozdziały 5 i 6 zajmowały się kwestią dekomunizacji. Projekt został odrzucony, co znamienne, również głosami przedstawicieli partii nawiązującej do tradycji narodowej i chrześcijańskiej, mającej w swoim programie dekomunizację. W Senacie II kadencji, 28 lipca 1992 roku, a więc tuż po obaleniu rządu Jana Olszewskiego, trwały prace nad projektem ustawy przygotowanym przez grupę senatorów (w tym sen. Piotra Ł. Andrzejewskiego) o warunkach wstępnych zajmowania niektórych stanowisk w Rzeczypospolitej Polskiej. W uzasadnieniu projektu podkreślano, że chodzi o poczucie sprawiedliwości i troskę o bezpieczny rozwój demokracji w Polsce. Jego intencją było, aby nie dopuścić do stanowisk kierowniczych w państwie ludzi, którzy kreowali struktury państwa totalitarnego.
    W myśl proponowanych rozwiązań ludzie z nomenklaturową przeszłością tracili jedynie okresowo prawo do sprawowania najważniejszych urzędów. Za to, że w przeszłości współuczestniczyli w kreowaniu antydemokratycznego modelu państwa, mieli ponieść jedynie odpowiedzialność polityczną. Po dramatycznej całodniowej debacie projekt został przyjęty przez Senat minimalną większością, przy 41 głosach za, 38 głosach przeciwnych i 2 głosach wstrzymujących się. Następnie trafił do Sejmu, ale tam nie zakończono nad nim prac legislacyjnych, gdyż parlament został rozwiązany, a wybory we wrześniu 1993 roku wygrali postkomuniści, którzy przejęli rządy w Polsce.
    Po raz kolejny Sejm zajmował się ustawą dekomunizacyjną przygotowaną przez posłów AWS 22 października 1999 roku. W tym projekcie proponowano, aby peerelowscy działacze wysokiego szczebla nie mogli przez 10 lat zajmować wysokich stanowisk w państwie. Notable ci zostali w ustawie wymienieni, chodziło głównie o sekretarzy partii wszystkich szczebli, szefów administracji PRL, poczynając od wojewodów, prezesów NIK, Sądu Najwyższego, a także esbeków, kadrę dowódczą wojska. Zakaz sprawowania kierowniczych stanowisk przez 5 lat miał dotyczyć: etatowych pracowników politycznych PZPR, rektorów wyższych uczelni partyjnych, naczelnych redaktorów kilku partyjnych czasopism, szefów telewizji, radia i agencji informacyjnych. Sankcje nie obejmowałyby kandydowania do parlamentu czy ubiegania się o urząd prezydenta. Tak naprawdę chodziło więc nie tyle o karanie, co publiczne potwierdzenie, ważne zwłaszcza dla ludzi młodych, że system komunistyczny jest odpowiedzialny za niszczenie Narodu i całkowite podporządkowanie państwa i gospodarki interesom Moskwy. Projekt ustawy został odrzucony głosami nie tylko SLD oraz PSL, co było oczywiste, ale posłów Unii Wolności i Aleksandra Halla, członka Klubu Parlamentarnego AWS ze Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, uważanego za forpocztę unijną. Nie wzięło ponadto udziału w głosowaniu lub wstrzymało się od głosu ponad 20 posłów AWS, z ówczesnym premierem i marszałkiem na czele. To głosowanie już wówczas wywołało komentarze o dryfowaniu AWS, które, jak wiadomo, skończyło się klęską wyborczą tej formacji w wyborach parlamentarnych 2001 roku.
    W Sejmie IV kadencji (2001-
    -2005), w czasach rządów Leszka Millera i Marka Belki oczywiste było, że ustawa dekomunizacyjna nie ma szans. Liga Polskich Rodzin złożyła jednak jako demonstrację projekt ustawy dekomunizacyjnej, który nie został w Sejmie poddany nawet pierwszemu czytaniu. Dekomunizacja - według założeń LPR - to pozbawienie prawa pełnienia funkcji publicznych przez osoby, które od 21 lipca 1944 roku do 1 lipca 1989 roku, "w czasie komunistycznej dyktatury", "sprzeniewierzyły się interesom Narodu Polskiego".
    W projekcie chodziło m.in. o osoby zajmujące stanowiska w Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w aparacie partyjnym, szkołach partyjnych oraz redakcjach i wydawnictwach partyjnych. 10 lat dekomunizacji objęłoby m.in. pierwszego sekretarza i członków Komitetu Centralnego, członków i zastępców Biura Politycznego, pierwszych sekretarzy komitetów wojewódzkich, powiatowych, miejsko-gminnych, miejskich i dzielnicowych, członków komisji rewizyjnych. 5 lat dekomunizacji dotyczyłoby rektorów i wykładowców Wyższej Szkoły Nauk Społecznych, Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu oraz Akademii Nauk Społecznych, jak również redaktorów naczelnych m.in. "Głosu Ludu" czy "Trybuny Ludu".
    Dziesięcioletniej dekomunizacji - zgodnie z propozycją LPR - podlegaliby też przewodniczący, jego zastępcy oraz członkowie Rady Państwa, prezesi oraz wiceprezesi Rady Ministrów, ministrowie, wojewodowie, prezesi i wiceprezesi NIK, prokuratorzy generalni, zastępcy, prezesi Sądu Najwyższego. Zakaz piastowania funkcji publicznych na 10 lat objąłby też tych, którzy pracowali, służyli lub tajnie współpracowali z organami bezpieczeństwa; osoby, które zajmowały wysokie stanowiska w Ludowym Wojsku Polskim; na 5 lat - redaktorów naczelnych oraz członków zarządów w Polskim Radiu, polskiej telewizji oraz Polskiej Agencji Prasowej. W projekcie proponowano 12-osobową komisję, powoływaną zgodnie z propozycją Ligi przez rzecznika interesu publicznego, która w razie wątpliwości ustalałaby, czy osoba zajmowała dane stanowisko, oraz prowadziłaby archiwum.

    Lustracja i deubekizacja w IV RP
    Po wyborach parlamentarnych i prezydenckich 2005 roku zaistniała nowa sytuacja. Dekomunizacja - co było niewątpliwie wzmocnione przez reakcję na pełne afer 4-letnie rządy SLD - była jednym z głównych motywów kampanii. Kilka partii politycznych obiecywało wyborcom przeprowadzenie dekomunizacji i przecięcie patologicznych układów na styku polityki, mediów, gospodarki, służb specjalnych zakorzenionych jeszcze w peerelowskiej rzeczywistości. Obiecywano obywatelom między innymi ustawowe pozbawienie byłych funkcjonariuszy bezpieki i byłych członków aparatu PZPR przywilejów, rozliczenie afer i grabieży mienia publicznego, wnioski do Trybunału Stanu wobec winnych z najwyższego kręgu władzy.
    Jesienią 2005 roku doszło do sytuacji, że po raz pierwszy od 1989 roku formacje antykomunistyczne uzyskały większość w Sejmie, a prezydentem został polityk, który w przeszłości opowiadał się za ustawą dekomunizacyjną i przez ostatnie kilkanaście lat niezmiennie akcentował swój antykomunizm. Wiele osób miało nadzieję, że po latach sporów, zaniechań, wykrętów i matactw wejdą wreszcie w życie regulacje prawne mające przeciwdziałać zamazywaniu prawdy o PRL i zacieraniu różnic między osobami pokrzywdzonymi a tymi, które były prześladowcami w czasach totalitarnego systemu.
    Mijały miesiące, ale realizacja tych postulatów nie następowała. Co prawda już w listopadzie 2005 roku Liga Polskich Rodzin złożyła do marszałka Sejmu projekt ustawy o dekomunizacji życia publicznego bazujący na projekcie z poprzedniej kadencji, jednak do tej pory nie został on skierowany nawet do pierwszego czytania. Dochodziły sygnały, że w PiS nad projektem ustawy dekomunizacyjnej pracuje sen. Piotr Ł. Andrzejewski, współautor kilku projektów ustaw na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat i weteran rozliczenia okresu PRL oraz oczyszczenia życia publicznego z osób skompromitowanych aktywnym wspieraniem totalitarnego systemu. Jego oparta na projekcie Senatu z 1992 roku ustawa zakłada pozbawienie byłych aparatczyków PZPR i funkcjonariuszy struktur represji możliwości pełnienia stanowisk publicznych w administracji państwowej nawet przez 10 lat. Jednak kierownictwo PiS sceptycznie podchodziło do pomysłu dekomunizacji, choć taka idea nadal może liczyć na szerokie poparcie szeregowych członków tego klubu. Pojawiały się argumenty, że ustawa może postawić w niezręcznej sytuacji niektórych członków rządu Jarosława Kaczyńskiego z ramienia PiS, którzy w przeszłości pełnili funkcje w aparacie partyjnym i państwowym PRL i zapewne zostaliby objęci ustawą dekomunizacyjną, gdyby weszła ona w życie.
    W październiku 2006 roku, po wielotygodniowych przepychankach w Sejmie, dzięki determinacji grupy młodych posłów z PiS, LPR i PO została uchwalona nowa ustawa lustracyjna. Wzbudziła ona ogromne emocje, gdyż bardzo szeroko otwierała dostęp do archiwów IPN. Wprowadzała powszechne prawo ("każdy ma prawo") ubiegania się o wydanie urzędowego potwierdzenia w przedmiocie istnienia w archiwach IPN dokumentów organów bezpieczeństwa państwa dotyczących własnej osoby oraz obowiązek przedłożenia takiego potwierdzenia przy ubieganiu się o pełnienie funkcji publicznych.
    Treść tego potwierdzenia miała być uwzględniana przy ocenie kwalifikacji wymaganych w przypadku zajmowania funkcji publicznych. Każdy obywatel uzyskał prawo dostępu do informacji zawartych w informatycznej bazie zaświadczeń rejestru, a powszechny dostęp miał być zapewniony poprzez internet z wyjątkiem danych adresowych i numeru PESEL. Ustawa lawinowo poszerzyła krąg osób objętych lustracją z ok. 25 tys. do ok. 400 tys. Według październikowej regulacji, badane dotąd przez rzecznika interesu publicznego i Sąd Lustracyjny oświadczenia osób publicznych miały być zastąpione zaświadczeniami IPN o zawartości archiwów tajnych służb PRL, które dana osoba mogłaby zaskarżać w procedurze cywilnej. Ustawa nakładała też obowiązek opublikowania osobowych źródeł informacji (OZI) peerelowskich służb specjalnych.
    Ustawa wywołała burzliwą dyskusję. W debacie publicznej podnoszono między innymi argument, że w świetle ustawy z października 2006 roku bardzo ważny członek rządu Jarosława Kaczyńskiego - wicepremier Zyta Gilowska, byłaby uznana za osobowe źródło informacji SB. Zwrócił na to uwagę w bezprecedensowym uzasadnieniu Sąd Lustracyjny, który, co prawda, oczyścił Zytę Gilowską z zarzutu rzecznika interesu publicznego, że skłamała w swoim oświadczeniu lustracyjnym, ale stwierdził też, co zastanawiające, iż nie ma jednoznacznych dowodów, z których by wynikało, czy była, czy nie, tajnym współpracownikiem SB. Fala krytyki, którą wywołała ustawa - zarówno w kręgach przeciwników lustracji, jak i osób deklarujących się jako jej zwolennicy, ale zarzucających lustracji nieprecyzyjność definicji i procedur oraz likwidację instytucji weryfikowanego przez rzecznika interesu publicznego i sąd oświadczenia lustracyjnego - skłoniła prezydenta Lecha Kaczyńskiego do zaproponowania nowelizacji ustawy lustracyjnej. Miała ona być tak szybko przeprowadzona przez parlament, aby ustawa październikowa (mająca obowiązywać od 1 marca 2007 r.) nie mogła wejść w życie.
    W projekcie prezydenckim, określonym mianem "kompromisowego", przywrócono oświadczenia lustracyjne, ale nastąpiło odejście od zasady jawności archiwów IPN. Dostępność teczek została ograniczona jedynie do wąskiego kręgu osób sprawujących najwyższe funkcje publiczne, co w ocenie przedstawiciela IPN "jest jedynie namiastką jawności potrzebnej w tym zakresie". Funkcje publiczne podległe lustracji ustawa dzieli na dwie grupy. W pierwszej grupie, której teczki są jawne dla wszystkich, są: prezydent, parlamentarzyści, osoby pełniące najważniejsze funkcje w państwie, wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast, prezesi sądów, szefowie prokuratur, szefowie mediów. W drugiej kategorii osób - które mogą zastrzec powszechny dostęp do ich teczek - są pracownicy samorządów, IPN, sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, radcy prawni, notariusze, naukowcy, szefowie państwowych spółek, dyrektorzy szkół, szefowie związków sportowych oraz dziennikarze. Możliwość korzystania z archiwów IPN została ograniczona do dziennikarzy i historyków. Pojawia się zatem możliwość reglamentowania wiedzy o przeszłości osób sprawujących funkcje publiczne i manipulowania informacjami o zasobie archiwalnym Instytutu Pamięci Narodowej. Ustawa wchodzi w życie 15 marca 2007 roku.
    Nadal jednak Sejm nie zajmuje się ustawą dekomunizacyjną. Dopiero dramatyczna i bolesna dla ludzi dobrej woli nagonka na ks. abp. Stanisława Wielgusa skłoniła kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości do zapowiedzenia ustawy, którą media określiły jako deubekizacyjną. Wśród polityków pojawiła się refleksja, że lustracja ujawnia ofiary tamtego systemu, ale nie wskazuje tych, którzy go tworzyli. Tym samym zostałby wytrącony przeciwnikom lustracji ich koronny argument, że poniżane i prześladowane są w gruncie rzeczy ofiary totalitarnego reżimu, podczas gdy ich oprawcy mają się świetnie, co miesiąc inkasując wielotysięczne emerytury. Funkcjonariusze aparatu terroru cieszą się wysokimi świadczeniami nie tylko za aktywne zwalczanie wszelkiej opozycji. Zabójcy ks. Jerzego Popiełuszki mają prawo do resortowych emerytur tak jak funkcjonariusze, którzy całe życie zawodowe przepracowali i nie siedzieli w więzieniu, co dobrze ilustruje stan patologii w tym zakresie. Jest to bodaj jedyny przypadek w cywilizowanym świecie, by na wysokość świadczenia emerytalnego wpływał pozytywnie fakt skazania za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.
    Ustawa deubekizacyjna miałaby uznać UB i SB za organizacje przestępcze, a ich byli funkcjonariusze zostaliby pozbawieni niesłusznie zdobytych przywilejów. Esbecy ponosiliby także odpowiedzialność karną za zatajanie informacji o swojej służbie - w tym także o tajnych funkcjonariuszach - a ponadto podlegaliby karze za ukrywanie dokumentów SB. Jak wiadomo, podczas obecnie toczących się procesów lustracyjnych esbecy spokojnie kłamią, uniemożliwiając ujawnienie swoich dawnych agentów. Istotne jest jednak, że w ślad za trafną analizą pewnego problemu - bo niesprawiedliwie wysokie emerytury dla esbeków są problemem - nie poszła taka propozycja jego rozwiązania, która w przyszłości nie ostałaby się w sądach. Warto też przypomnieć, że próby odebrania przywilejów emerytalnych byłym funkcjonariuszom podjęto już w 1992 i 1998 roku. Jednak obie ustawy, choć przyjęte przez parlament, zostały zawetowane przez ówczesnych prezydentów.
    Jeśli się mówi "a", to trzeba powiedzieć "b". Lustracja bez dekomunizacji czy deubekizacji jest ułomna i niesprawiedliwa. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że sekwencja czasowa - zapowiedzenie projektu zaraz po rezygnacji ks. abp. Stanisława Wielgusa z urzędu metropolity warszawskiego - miało zatrzeć kłopotliwe dla rządzących wrażenie, że czynniki polityczne i państwowe ingerowały w autonomiczne sprawy Kościoła. Premier Jarosław Kaczyński zręcznie i przewrotnie neutralizował ten problem, odwracając kota ogonem. Powiedział w Radiu Maryja, że tzw. ustawa antyubecka prawdopodobnie nie miałaby szans, gdyby nie sprawa ks. abp. Stanisława Wielgusa. "Niestety, gdyby nie tego rodzaju wydarzenia, to prawdopodobnie taka ustawa nie miałaby szans. Dzisiaj wydaje mi się, że poza znanymi przeciwnikami jakiegokolwiek rozliczenia z przeszłością, jak SLD czy może też posłowie innych partii, wszyscy inni nie będą mogli się temu przeciwstawić i tym razem ta sprawa zostanie załatwiona" - mówił Jarosław Kaczyński. Pierwotnie PiS zapowiadało ustawę na połowę lutego, obecnie jest mowa o terminie marcowym.
    Problem uwolnienia Polski od balastu komunizmu i zniesienia wszelkich przywilejów osób odpowiedzialnych za przestępstwa i represje aparatu państwa totalitarnego - od 18 lat nie został w Polsce rozwiązany. Dekomunizacja - choć ma bardzo wielu zwolenników wśród polityków i znaczące poparcie społeczne - była często instrumentalizowana i wykorzystywana do bieżącej gry politycznej. I to przez obie strony sporu: zarówno przez środowiska wywodzące się z obozu postkomunistycznego, jak również przez niektóre środowiska polityczne i ludzi wywodzących się z dawnego obozu solidarnościowego. Dla tych pierwszych była wygodnym argumentem propagandowym o "oszołomstwie" prawicy, która zajmuje się "tematami zastępczymi". Dla drugich - nośnym społecznie w pewnych okresach hasłem i postulatem, który miał służyć uwiarygodnianiu i przynosił wymierne korzyści wyborcze. Jeżeli w najbliższym czasie taka ustawa nie zostanie uchwalona (a jest to w tej chwili test wiarygodności dla koalicji rządzącej), to raczej są już niewielkie szanse, by została przyjęta w przyszłości.
    Znamienne jest, że projekt ustawy dekomunizacyjnej senatora PiS Piotra Ł. Andrzejewskiego zamiast jednoznacznego poparcia doczekał się nawet w kręgach PiS kąśliwych uwag i głosów wyrażających wątpliwości, "czy dekomunizacja jest potrzebna". Problem dekomunizacji jest w pewnym sensie podobny do problemu nowelizacji art 38. Konstytucji i ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci: marszałek Marek Jurek jest za, ale niektórzy ze ścisłego kierownictwa partii proponują rozwiązanie, które de facto może osłabić nawet dotychczasową normę w tym zakresie. Czasami jest się za, a nawet przeciw... Zapewne większe są szanse na przyjęcie ustawy deubekizacyjnej, ale to jest jedynie fragment niezakończonej historii i dotyczy wyłącznie odebrania przywilejów emerytalnych funkcjonariuszom SB. Wielu bezsilnych polityków PiS przyznaje, że deubekizacja bez dekomunizacji jest działaniem czysto propagandowym, które nie rozwiązuje problemu dziedzictwa totalitarnego systemu. Oby więc nie było tak, że chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle.
    naszdziennik.pl

    Konwent Mistrzów ???

    To jest to co przed chwila poczta doszlo:
    (nie jestem autorem tekstu i za niescislosci nie odpowiadam )

    HISTORYCZNY KONWENT
    POLSKICH MISTRZÓW JUJUTSU
    Z okazji 100-Lecia Jujutsu na Ziemiach Polskich, z inicjatywy Tomasza Gui, w hotelu „Panska Góra” w Jaworznie odbyl sie „Historyczny Konwent Mistrzów Jujutsu”, w ramach którego przeprowadzono:
    -Kongres Liderów Organizacji Jujutsu w Polsce,
    -Seminarium Jujutsu,
    -Miedzynarodowa Konferencje Naukowa „100 Lat Jujutsu na Ziemiach Polskich”,
    -Pokazy klasycznych japonskich sztuk walki, samoobrony i walki wrecz Guja Jiujutsu.
    Honorowymi goscmi imprezy byli miedzy innymi: profesor dr hab. Henryk Cwiek z Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach, nestor Jujutsu sportowego w Polsce mistrz Andrzej Trepte z Warszawy, prekursor samoobrony Jujutsu na Górnym Slasku Roman Witek z Katowic, prezes Czeskiej Organizacji Samoobrony Jiujutsu Stanislav Lansky z Olomouc.
    W „Kongresie Liderów Organizacji Jujutsu w Polsce” udzial wzieli:
    -Wojciech Cynarski (prezes Stowarzyszenia Idokan Polska z siedziba w Rzeszowie),
    -Roman Grzegorz (prezes Miedzynarodowej Federacji Modern Ju-Jitsu z siedziba w Glogowie, podczas Kongresu reprezentujacy równiez Polska Akademie Ju-Jitsu z siedziba w Zielonej Górze),
    -Tomasz Guja (prezes Polskiej Organizacji Jiujutsu, reprezentujacy równiez Centrum Kobudo Kenkyukai z siedziba w Opolu),
    -Zenon Liszkiewicz (prezes Polskiego Stowarzyszenia Okuyama Ryu i Hakko Ryu Ju-Jutsu z siedziba w Krakowie),
    -Roman Witek (honorowy prezes Polskiego Zwiazku Ju-Jitsu)
    -Jan Slopecki (prezes Centralnego Okregowego Zwiazku Ju-Jistu z siedziba w Warszawie)
    Liderzy poszczególnych organizacji przedstawili wlasny dorobek na polu propagowania sztuki i sportu walki Jujutsu w Polsce oraz poza granicami kraju. Zaprezentowano równiez historie, cele statutowe zwiazków, stowarzyszen i federacji oraz osiagniecia ich reprezentantów na arenie miedzynarodowej.
    Roman Witek odpowiadajac na pytania uczestników Kongresu staral sie wskazac podloze i wyjasnic przyczyny funkcjonowania wiekszosci osrodków Jujutsu poza strukturami Polskiego Zwiazku Ju-Jitsu, któremu przewodzil przez kilka lat. Wraz z Janem Slopeckim, który przez pewien czas kierowal dzialalnoscia Komisji Dan PZ Ju-Jitsu wyjasniono kwestie przyznawania stopni mistrzowskich dzialaczom i szkoleniowcom Zwiazku. Sprawa przyznawania stopni Dan przez Polski Zwiazek Ju-Jitsu osobom nie posiadajacym odpowiednich kwalifikacji byla przedmiotem dyskusji liderów organizacji Jujutsu w Polsce.
    Na prosbe Tomasza Gui niektórzy uczestnicy Kongresu przedstawili historie rozwoju samoobrony w poszczególnych miejscowosciach. Mariusz Ossowski ze Stowarzyszenia Ju-Jitsu Kobudo z siedziba w Lubsku wraz dyrektorem Wydzialu Samoobrony Polskiej Organizacji Jiujutsu – mistrzem Pawlem Kraszewskim (6. Dan POJ) przekazali szereg cennych informacji na temat poczatków samoobrony w Glogowie, która rozwijala sie w tym miescie od 1979 roku. W latach 80-tych, juz pod nazwa ju-jitsu, glogowska szkola samoobrony transmitowana zostala do wielu innych miejscowosci polozonych w zachodniej czesci kraju.
    Poczatki i rozwój Jujutsu w Katowicach, Lodzi, Warszawie, Piastowie oraz Skarzysku Kamiennej przedstawili kolejno: Roman Witek (Polski Zwiazek Ju-Jitsu), Maciej Lisowski (Polska Federacja Ju-Jitsu), Jan Slopecki, Krzysztof Dawidowicz i Stanislaw Makuch.
    Zajecia praktyczne na macie, które odbyly sie w ramach „Seminarium Jujutsu”, prowadzili: Wojciech Cynarski ze Strzyzowa (Idokan Jujutsu Yoshin ryu, SIP), Jan Slopecki z Warszawy (samoobrona Jujutsu, COZJJ), Marcin Walendowicz z Glogowa (Modern Ju-Jitsu MFMJJ), Zenon Liszkiewicz z Krakowa (Hakko ryu Jujutsu PSOHJJ), Mariusz Ossowski z Lubska (Modern Ju-Jitsu SJJK), Pawel Kraszewski z Glogowa (samoobrona Jiujutsu POJ) i Tomasz Guja z Jaworzna (Guja Jiujutsu POJ). Mistrzowie przedstawili rózne odmiany Jujutsu, dzieki czemu uczestnicy Konwentu mieli okazje przesledzic wspólczesne tendencje rozwoju tej dyscypliny w naszym kraju. Zaprezentowano równiez film na temat Hakko ryu Jujutsu.
    Po zajeciach szkoleniowych odbyla sie konferencja naukowa „100 lat Jujutsu w Polsce”, która poprowadzil dr Wojciech Cynarski. Tematy referatów:

    1. Struktura treningu sportowego jujutsu (dr Tadeusz Ambrozy)

    2. Westernizacja dalekowschodnich sztuki walki czy easternizacja zachodniej kultury fizycznej na przykladzie jujutsu (dr Wojciech Cynarski)

    3. Zarys historii jujutsu w Polsce (Eryk Murlowski)

    4. Nowy podzial wspólczesnych sportów walki (mgr Tomasz Guja)

    5. Ocena dzialan technicznych zawodników jujutsu na podstawie Mistrzostw Polski Polskiej Organizacji Jiujutsu w 2001 roku (mgr Jaroslaw Gdak, mgr Jan Slopecki)

    6. Historia samoobrony w Republice Czeskiej (mgr Stanislav Lansky)

    7. Wychowawczy aspekt tradycyjnej japonskiej formy przekazu i oceny w sztukach walki – Menkyo (mgr Zenon Liszkiewicz)

    8. Wspólzaleznosc poziomu zdolnosci zachowania równowagi ciala z efektywnoscia rozstrzygania walk turniejowych jujutsu i poziomem mistrzostwa sportowego (mgr Artur Tykwinski).

    9. Motywy podejmowania treningu Jiujutsu przez dzieci i mlodziez gimnazjalna (mgr Tomasz Guja).

    Ta pierwsza w historii miasta Jaworzno konferencja naukowa zostala wysoko oceniona przez profesora Henryka Cwieka z katowickiej AWF, który bazujac na materiale zawartym w wygloszonych referatach zobowiazal sie zredagowac zeszyty metodyczno-naukowe.
    Póznym wieczorem odbyly sie pokazy klasycznych japonskich sztuk wojennych – Kenjutsu (szermierka) i Yawara/Jujutsu, w których wystapili: Mariusz Blaszkiewicz z Nowego Brzeska oraz Zenon Liszkiewicz z Krakowa. Z kolei reprezentanci „Guja Jiujutsu Team” z Jaworzna przedstawili techniki samoobrony i walki wrecz Jiujutsu. Ostatnim punktem pokazów byl wystep Tomasza Gui. Utytulowany zawodnik i twórca nowoczesnego systemu walki wrecz zademonstrowal obrony przed uderzeniem piescia, kopnieciem oraz atakiem nozem. Na koniec jaworznianin ulozony zostal na ostrych szklach z potluczonych butelek i przykryty betonowa plyta, która nastepnie rozbito przy uzyciu ciezkiego mlota. Tegoroczny mistrz swiata w sportowym jujutsu wyszedl bez szwanku.
    Prestizowa impreza byla równiez okazja do wreczenia mistrzowskich certyfikatów. Swiadectwo potwierdzajace uzyskanie stopnia 1. Dan Polskiej Organizacji Jiujutsu otrzymal Lukasz Proksa z Jaworzna – trzykrotny mistrz Polski i zdobywca Pucharu Swiata w 2003 roku. 3. Dan otrzymal Stanislav Lansky z Olomouckiej Skoly Sebeobrany Jiujutsu.
    Zorganizowana w Jaworznie impreza zostala wysoko oceniona przez jej uczestników, którzy wyszli z idea jej kontynuowania w nastepnych latach pod szyldem Unii Organizacji Jujutsu w Polsce. Spotkaniu w Jaworznie towarzyszyla przyjacielska atmosfera. Niewatpliwie ten historyczny konwent przyczynil sie do integracji srodowiska propagujacego rózne odmiany Jujutsu.

    Kongres Mistrzów JU JUTSU Jaworzno 11.12.2004

    Na prośbę Yumemori, krótko o Kongresie (nawet jeśli chciałbym napisać więcej to nie było specjalnie o czym). Posłużyłem się za to relacją Pana Tomasza Gui z Jarzorzna, organizatora Konwentu.

    Na kongres zajechaliśmy w sobotę, chociaż zaczął się dzień wcześniej. Jak będziecie mogli przeczytać ponieżej - impreza była fajna, choć nie tak fajna jak to wynika z tego tekstu.

    Dla mnie osobiście najmilszym spotkaniem, było spotkanie z Ulą, Bogdanem i chłopakami z Chrzanowa. Można powiedzieć, że Ulę ściągnąłem na ten Konwent niejako szantażem ale (uprzedzając pytania) nie prosiłem o szampon
    Miałem okazję odświerzyć kilka kontaktów, spotkać kilka znajomych osób, ale równiez poznałem kilku Mistrzów, co bardzo wysoko sobie cenię.

    Niewątpliwie wielkim zaszczytem było dla mnie siedzenie przy jednym stole z Mistrzami, którzy tworzyli i nadal tworzą historie polskiego ruchu Ju Jitsu.

    Bardzo mile zaskoczyła mnie osoba Stanisława Makucha Shihan (autora m. innymi "Aikido dla dzentelmenów"), który, pomimo różnicy stopni i wieku okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Obiecał także, że bardzo chętnie skorzysta z zaproszenia do prowadzenia treningów na szkoleniach. ( na zdjęciu - 6 od prawej strony w górnym rzędzie - w okularach)

    poniżej relacja autorstwa Tomasza Gui:
    Cytat:HISTORYCZNY KONWENT
    POLSKICH MISTRZÓW JUJUTSU

    Z inicjatywy Tomasza Gui z okazji 100-Lecia Jujutsu na Ziemiach Polskich w hotelu „Pańska Góra” w Jaworznie odbył się „Historyczny Konwent Mistrzów Jujutsu”, w ramach którego przeprowadzono:
    -Kongres liderów organizacji Jujutsu w Polsce,
    -Seminarium Jujutsu,
    -Międzynarodową konferencję naukową „100 Lat Jujutsu na Ziemiach Polskich”,
    -Pokazy klasycznych japońskich sztuk walki, samoobrony i walki wręcz Guja Jiujutsu.
    Honorowymi gośćmi imprezy byli między innymi: profesor dr hab. Henryk Ćwięk z Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach, nestor Jujutsu sportowego w Polsce mistrz Andrzej Trepte z Warszawy, prekursor samoobrony Jujutsu na Górnym Śląsku Roman Witek z Katowic, prezes Czeskiej Organizacji Samoobrony Jiujutsu Stanislav Lansky z Olomouc.
    W „Kongresie Liderów Organizacji Jujutsu w Polsce” udział wzięli:
    -Wojciech Cynarski (prezes Stowarzyszenia Idokan Polska z siedzibą w Rzeszowie),
    -Roman Grzegorz (prezes Międzynarodowej Federacji Modern Ju-Jitsu z siedzibą w Głogowie, podczas Kongresu reprezentujący również Polską Akademię Ju-Jitsu z siedzibą w Zielonej Górze),
    -Tomasz Guja (prezes Polskiej Organizacji Jiujutsu, reprezentujący również Centrum Kobudo Kenkyukai z siedzibą w Opolu),
    -Zenon Liszkiewicz (prezes Polskiego Stowarzyszenia Okuyama Ryu i Hakko Ryu Ju-Jutsu z siedzibą w Krakowie),
    -Roman Witek (honorowy prezes Polskiego Związku Ju-Jitsu)
    -Jan Słopecki (prezes Centralnego Okręgowego Związku Ju-Jistu z siedzibą w Warszawie).
    Liderzy poszczególnych organizacji przedstawili własny dorobek na polu propagowania sztuki i sportu walki Jujutsu w Polsce oraz poza granicami kraju. Zaprezentowano również historie powstania oraz cele statutowe związków, stowarzyszeń i federacji, a także osiągnięcia ich reprezentantów na arenie międzynarodowej.
    Roman Witek odpowiadając na pytania uczestników Kongresu starał się wskazać podłoże i wyjaśnić przyczyny funkcjonowania większości ośrodków Jujutsu poza strukturami Polskiego Związku Ju-Jitsu, któremu przewodził przez kilka lat. Wraz z Janem Słopeckim, który przez pewien czas kierował działalnością Komisji Dan PZ Ju-Jitsu wyjaśniono kwestię przyznawania stopni mistrzowskich działaczom i szkoleniowcom Związku. Sprawa przyznawania stopni Dan przez Polski Związek Ju-Jitsu osobom nieposiadającym odpowiednich kwalifikacji była przedmiotem dyskusji liderów organizacji Jujutsu w Polsce.
    Na prośbę Tomasza Gui niektórzy uczestnicy Kongresu przedstawili historię rozwoju samoobrony w poszczególnych miejscowościach. Mariusz Ossowski ze Stowarzyszenia Ju-Jitsu Kobudo z siedzibą w Lubsku wraz z dyrektorem Wydziału Samoobrony Polskiej Organizacji Jiujutsu – mistrzem Pawłem Kraszewskim (6. Dan POJ) przekazali szereg cennych informacji na temat początków samoobrony w Głogowie, która rozwijała się w tym mieście od 1979 roku. W latach 80-tych, już pod nazwą ju-jitsu, głogowska szkoła samoobrony transmitowana została do wielu innych miejscowości położonych w zachodniej części kraju.
    Początki i rozwój Jujutsu w Katowicach, Łodzi, Warszawie, Piastowie oraz Skarżysku Kamiennej przedstawili kolejno: Roman Witek (Polski Związek Ju-Jitsu), Maciej Lisowski (Polska Federacja Ju-Jitsu), Jan Słopecki, Krzysztof Dawidowicz i Stanisław Makuch. Na temat rozwoju w Polsce systemu Aikijutsu Yoseikan mówił Andrzej Stepień z Warszawy.
    Zajęcia praktyczne na macie w ramach „Seminarium Jujutsu” prowadzili: Wojciech Cynarski ze Strzyżowa (Idokan Yoshin ryu Jujutsu), Jan Słopecki z Warszawy (samoobrona Jujutsu, COZJJ), Marcin Walendowicz z Głogowa (Modern Ju-Jitsu MFMJJ), Zenon Liszkiewicz z Krakowa (Hakko ryu Jujutsu PSOHJJ), Mariusz Ossowski z Lubska (Modern Ju-Jitsu SJJK), Paweł Kraszewski z Głogowa (samoobrona Jiujutsu POJ) i Tomasz Guja z Jaworzna (Guja Jiujutsu POJ). Mistrzowie przedstawili różne odmiany Jujutsu, dzięki czemu uczestnicy Konwentu mieli okazję prześledzić współczesne tendencje rozwoju tej dyscypliny w naszym kraju. Zaprezentowano również film na temat Hakko ryu Jujutsu.
    Po zajęciach szkoleniowych odbyła się konferencja naukowa „100 lat Jujutsu w Polsce”, którą poprowadził dr Wojciech Cynarski. Tematy referatów:

    1. Struktura treningu sportowego jujutsu (dr Tadeusz Ambroży)
    2. Westernizacja dalekowschodnich sztuki walki czy easternizacja zachodniej kultury fizycznej na przykładzie jujutsu (dr Wojciech Cynarski)
    3. Zarys historii jujutsu w Polsce (Eryk Murlowski)
    4. Nowy podział współczesnych sportów walki (mgr Tomasz Guja)
    5. Ocena działań technicznych zawodników jujutsu na podstawie Mistrzostw Polski Polskiej Organizacji Jiujutsu w 2001 roku (mgr Jarosław Gdak, mgr Jan Słopecki)
    6. Historia samoobrony w Republice Czeskiej (mgr Stanislav Lansky)
    7. Wychowawczy aspekt tradycyjnej japońskiej formy przekazu i oceny w sztukach walki – Menkyo (mgr Zenon Liszkiewicz)
    8. Współzależność poziomu zdolności zachowania równowagi ciała z efektywnością rozstrzygania walk turniejowych jujutsu i poziomem mistrzostwa sportowego (mgr Artur Tykwiński).
    9. Motywy podejmowania treningu Jiujutsu przez dzieci i młodzież gimnazjalną (mgr Tomasz Guja).

    Ta pierwsza w historii miasta Jaworzno konferencja naukowa została wysoko oceniona przez profesora Henryka Ćwięka z katowickiej AWF, który bazując na materiale zawartym w wygłoszonych referatach zobowiązał się zredagować zeszyty metodyczno-naukowe.
    Późnym wieczorem odbyły się pokazy klasycznych japońskich sztuk wojennych – Kenjutsu (szermierka) i Yawara/Jujutsu, w których wystąpili: Mariusz Błaszkiewicz z Nowego Brzeska oraz Zenon Liszkiewicz z Krakowa. Z kolei reprezentanci „Guja Jiujutsu Team” z Jaworzna przedstawili techniki samoobrony i walki wręcz Jiujutsu. Ostatnim punktem pokazów był występ Tomasza Gui. Utytułowany zawodnik i twórca nowoczesnego systemu walki wręcz zademonstrował obrony przed uderzeniem pięścią, kopnięciem oraz atakiem nożem. Na koniec jaworznianin ułożony został na ostrych szkłach z potłuczonych butelek i przykryty betonową płytą, którą następnie rozbito przy użyciu ciężkiego młota. Tegoroczny mistrz świata w sportowym jujutsu wyszedł bez szwanku.
    Prestiżowa impreza była również okazją do wręczenia mistrzowskich certyfikatów. Świadectwo potwierdzające uzyskanie stopnia 1. Dan Polskiej Organizacji Jiujutsu otrzymał Łukasz Proksa z Jaworzna – trzykrotny mistrz Polski i zdobywca Pucharu Świata w 2003 roku. 3. Dan uzyskał Stanislav Lansky z Olomouckiej Śkoly Sebeobrany Jiujutsu.
    Zorganizowana w Jaworznie impreza została wysoko oceniona przez jej uczestników, którzy wyszli z ideą jej kontynuowania w następnych latach pod szyldem Unii Organizacji Jujutsu w Polsce. Spotkaniu w Jaworznie towarzyszyła przyjacielska atmosfera. Niewątpliwie ten historyczny konwent przyczynił się do integracji środowiska propagującego różne odmiany Jujutsu.


    "Doktor Kwaśniewski odpowiada" - DZ 18.04.03 r.

    data: 18 kwietnia 2003r., źródło: Dziennik Zachodni
    --------------------------------------------------------
    Doktor Kwaśniewski odpowiada

    Najwyższą wartość biologiczną mają tłuszcze ze szpiku, z żółtek jaj, łój
    wołowy, barani, masło, śmietana, słonina, smalec gęsi, oliwa z oliwek, olej
    słonecznikowy, orzechy

    Szanowny panie doktorze Kwaśniewski

    Z zainteresowaniem obserwujemy u nas na Białorusi opracowaną przez pana
    dietę tłuszczową i jesteśmy zwolennikami tego modelu żywienia. Ale
    publikacje w miesięczniku "ZOŻ" i inne informacje nie pozwalają w pełni i
    prawidłowo odtworzyć i zrozumieć istoty pańskiego optymalnego żywienia.
    Prosimy pana o rozwianie wątpliwości i odpowiedź na podane niżej pytania.

    1. Czy dzieli pan tłuszcze, zalecane w ilości 2,5-3,5 g na 1 g białka, w
    określonych proporcjach pomiędzy tłuszcze roślinne i zwierzęce, a w
    tłuszczach zwierzęcych wyróżnia pan masło śmietankowe? Czy można dostarczać
    tłuszcz w jednym tłuszczu, czy też stosować je zamiennie. Czy dopuszczalne
    jest stosowanie zamienników cukru?

    2. Gdzie można zdobyć książkę kucharską z 700 przepisami kulinarnymi dań
    optymalnego żywienia i poznać metodykę i inne dane dotyczące stosowania
    tłuszczowej diety?

    3. Jak i na jakich warunkach Białorusini mogą dostać się do jednej z
    licznych Akademii Zdrowia Arkadia? Czy jest taka akademia w Białymstoku, czy
    też znajduje się ona tylko w Warszawie?

    4. Szczególnie interesują nas materiały dotyczące leczenia i kontroli u osób
    chorych na cukrzycę typu I (insulinozależną), z chorobami
    sercowo-naczyniowymi, grzybicami, chorobami alergicznymi i chorobami stawów.

    Z głębokim poważaniem
    W.A. Gorochow
    akademik Białoruskiej Akademii Nauk
    doktor nauk, profesor

    Praktycznie w każdym tłuszczu pochodzenia zwierzęcego znajduje się
    wystarczająca ilość kwasów tłuszczowych o 1-3 wiązaniach podwójnych, których
    według biochemików (biochemia Harpera) organizm rosnący potrzebuje około 2
    proc. ogólnej ilości spożywanych tłuszczów, a dorosły jeszcze mniej. Czyli
    "niezbędne, nienasycone" kwasy tłuszczowe występują i w tłuszczach
    zwierzęcych w takiej ilości, w jakiej są potrzebne dla najbardziej
    korzystnego funkcjonowania organizmu.

    Kalorycznie, jako paliwa, najlepsze są kwasy tłuszczowe o najdłuższych
    łańcuchach, w pełni nasycone, które przy spalaniu dają ponad 10 Kcal/g.
    Ale najlepsze są tłuszcze pochodzenia zwierzęcego zawierające wszystkie
    potrzebne do spalania tłuszczów witaminy, mikroelementy, enzymy, hormony w
    ilościach i proporcjach najbardziej dostosowanych do potrzeb organizmu
    ludzkiego, czyli praktycznie o składzie chemicznym najbardziej zbliżonym do
    tłuszczów własnych człowieka. Najwyższą wartość biologiczną mają tłuszcze ze
    szpiku (Galen), następnie z żółtek jaj, łój wołowy, barani, masło, śmietana,
    słonina - zawsze lepsza od smalcu - smalec gęsi, oliwa z oliwek, olej
    słonecznikowy, orzechy.

    Najgorsze dla człowieka są tłuszcze z oleju wiesiołka, zawierające najwięcej
    wiązań podwójnych, zatem najmniejszą wartość kaloryczną, o ile w ogóle
    zostaną spalone w organizmie.

    To wiązania nienasycone są w organizmie źródłem tlenków, nadtlenków,
    ponadtlenków, czyli wolnych rodników zabijających wszystko, co żywe.

    Dlatego są przyczyną raka, miażdżycy, uszkodzeń tkanek, stanów zapalnych,
    starzenia. Są przetwarzane na aldehyd malonowy, na gazy techniczne - etan
    lub (i) pentan.

    Węglowodany można podawać w dowolnej postaci, eliminując maltozę (piwo) i
    fruktozę aczkolwiek przy żywieniu optymalnym, gdzie spożywa się bardzo mało
    węglowodanów, wybieranie węglowodanów o niższym wskaźniku glikemicznym nie
    ma większego znaczenia.

    Już jest gotowa książka pt. "Żywienie optymalne" w języku rosyjskim.

    Akademie Zdrowia na Białorusi powinni otwierać Białorusini. Trzeba szybko
    znaleźć na Białorusi młodych lekarzy z otwartymi głowami, najlepiej
    znających również język polski. Mogą to być lekarze chorujący na jedną czy
    więcej "nieuleczalnych" chorób, np. cukrzyca typu I lub II, stwardnienie
    rozsiane, gościec przewlekły postępujący, choroba Bechterewa, choroba
    Crohna, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, choroba wrzodowa, astma,
    migrena, neurastenia, różne nowotwory, inne choroby. Tym lekarzom należy
    dostarczyć książki. Powinni oni zastosować u siebie żywienie optymalne, a
    następnie przyjechać do Polski na szkolenie do Centrum Żywienia Optymalnego
    w Jastrzębiej Górze, po uprzednim uzgodnieniu terminu z dyrektorem Centrum.
    Dla lekarzy takie szkolenia są bezpłatne. W przypadku kierowania chorych z
    Białorusi na leczenie do Polski lekarz z Białorusi mógłby pomagać w
    nawiązaniu kontaktów z pacjentami z Białorusi.

    Dla tych lekarzy z Białorusi, którzy znają język polski, angielski,
    niemiecki, czeski, (wkrótce) francuski i rosyjski już mogą być pomocne
    książki wydane w tych językach, które można zamówić w Wydawnictwie WGP.

    Pozostaję z szacunkiem
    Jan Kwaśniewski

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    14 marca 2003 r. prof. Gorochow przyjechał wraz z małżonką do Polski i w
    drodze z Warszawy do Jastrzębiej Góry wstąpił do Ciechocinka.
    Bardzo szybko pojął zasady optymalnego żywienia i zrozumiał, jakie korzyści
    odniesie rodzaj ludzki z powszechnego wprowadzenia żywienia optymalnego.

    Zawsze zależało mi aby Polacy pierwsi mogli poznać moją wiedzę i pierwsi
    mogli skorzystać z jej dobrodziejstw. Wiem, że wiedza którą zgromadziłem,
    potwierdziłem w badaniach naukowych, jest tą, na którą ludzkość od dawna
    oczekuje. "Moim marzeniem było tak postawić sprawę, aby do Polski, jak do
    Mekki Nauki przyjeżdżali uczeni z całego świata po wiedzę i mądrość" -
    marzył ks. prof. Włodzimierz Sedlak.

    W miesięczniku "ZOŻ" w Moskwie, o nakładzie blisko 4 milionów, ukazało się
    kilka doniesień na temat żywienia optymalnego. Czytelnicy zostali
    poinformowani, że nie muszą chorować, że mogą przyczynowo wyleczyć się z
    wielu nieuleczalnych chorób, nawet z cukrzycy typu I i II, nowotworów,
    astmy, chorób stawów, przewodu pokarmowego i prawie wszystkich innych
    chorób.

    Wielu lekarzy w Rosji i w dawnych republikach byłego ZSRR zapoznało się z
    informacjami o żywieniu optymalnym.

    Redakcja i ja otrzymaliśmy wiele listów od chorych o podobnej treści:
    "Jestem chory na jedną czy więcej chorób, leczę się wciąż, a zawsze bez
    skutku, nie mam pieniędzy, chcę być zdrowy, co mam robić?"

    Ale wśród lekarzy i uczonych pojawił się tylko jeden - prof. W.A. Gorochow z
    Białorusi, który zrozumiał i zechciał dowiedzieć się więcej.

    W Polsce też znalazł się tylko jeden uczony, który potrafił zrozumieć,
    ocenić i docenić moją wiedzę i pomagał w potwierdzeniu jej w badaniach
    naukowych. Był to prof. Julian Aleksandrowicz, któremu potomni przyznali
    tytuł "Krakowianina XX wieku".

    Niestety nadal utrzymuje się "powszechnie wadliwa struktura i czynność
    mózgów ludzkich", o której pisał prof. Julian Aleksandrowicz jako o
    przyczynie wszelkiego zła i wszelkich chorób, szczególnie wadliwa wśród
    uczonych i polityków, co uniemożliwia uwolnienie ludzkości od chorób i
    wszelkiego zła tak powszechnego wśród ludzi w całej historii ludzkości,
    których w zdrowym biologicznie gatunku być nie powinno. Jeśli są choroby i
    zło, to dowód, że gatunek ludzki jest mocno zdegenerowany. Jeśli recepty na
    zdrowie i na wszelkie zło proponowane przez uczonych czy polityków
    pogarszają stan zdrowia ludzi, obniżają ich wartość biologiczną, pomnażają
    wszelkie zło, to oznacza, że propozycje rodzące się w umysłach o powszechnie
    wadliwej strukturze i czynności muszą i mogą być tylko szkodliwe. I takimi
    są. Sposób na rozumne zorganizowanie życia ludzi na ziemi jest tylko jeden:
    Żywienie Optymalne.

    JAN KWAŚNIEWSKI
    -----------------------------------------------------------

    ..

    Konferencje naukowe

    Cytat:
    „Europa w latach 1968-2008. Społeczeństwo w procesie przemian“
    Akademia Letnia, 20-22 czerwca 2008
    Zamek Liblice – Centrum Konferencyjne Akademii Nauk, Czechy

    Szanowni Państwo,
    niniejszym chcielibyśmy poinformować Państwa o Akademii Letniej „Europa w latach 1968-2008. Społeczeństwo w transformacji“, która odbędzie się w dniach od 20 do 22 czerwca 2008 roku w Zamku Liblice (Czechy, www.schlossliblice.com) pod patronatem czeskiego Ministra ds. Edukacji, Młodzieży i Sportu, Ondřeja Liąki, oraz Ambasadora Republiki Federalnej Niemiec w Republice Czeskiej, Helmuta Elfenkämpera.
    Akademia Letnia organizowana jest przez praskie Biuro Fundacji im. Heinricha Bölla we współpracy z Instytutem Historii Współczesnej Republiki Czeskiej, Instytutem Goethego w Pradze, Gender Studies oraz innymi organizacjami partnerskimi.

    40 lat po politycznych i kulturalnych wydarzeniach roku 1968 Akademia Letnia oferuje możliwość przedstawicielom i przedstawicielkom nauk społecznych i społeczeństwa obywatelskiego do zróżnicowanej i krytycznej wymiany poglądów na temat roku 1968 w Europie. W trakcie dyskusji panelowych i warsztatów, jak również podczas programu kulturalnego uczestnicy i uczestniczki Akademii Letniej będą wspólnie zajmować się tym tematem.

    Do uczestnictwa zachęcamy młodych przedstawicieli i przedstawicielki świata nauki (w wieku do 35 lat) z zakresu historii, nauk politycznych, socjologii, filozofii, pedagogiki i gender studies; studentów i studentki na etapie studiów magisterskich i doktoranckich oraz działaczy i działaczki

    związanych z pracą na rzecz społeczeństwa obywatelskiego. Organizatorzy Akademii Letniej pokrywają koszty za przejazd, zakwaterowanie i wyżywienie.

    Dalsze szczegóły znajdą Państwo w załączonym opisie koncepcji i programu. Oficjalnymi językami spotkania są język czeski i niemiecki (tłumaczenie symultaniczne). W razie zapotrzebowania oferujemy profesjonalną opiekę nad dziećmi.

    Prosimy o przesłanie zgłoszenia wraz z życiorysem i krótkim listem motywacyjnym (1 strona A4 w języku czeskim lub niemieckim) do 19 maja 2008 roku. Dokumenty można wysłać emailem

    (kopka@boell.pl) lub pocztą na adres:

    Fundacja im. Heinricha Bölla, ul. Żurawia 45, 00-680 Warszawa.

    O wynikach postępowania kwalifikacyjnego poinformujemy Państwa do dnia 1 czerwca 2008 roku. Czekamy na Państwa zgłoszenia i w razie dalszych pytań prosimy o kontakt.

    Załączam pozdrowienia,

    Agnieszka Rochon

    Dyrektorka Przedstawicielstwa
    Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie

    Koncepcja
    Letnia Akademia „Europa 1968 – 2008. Społeczeństwo w transformacji”
    20-22 czerwca 2008 r., Zamek Liblice (Republika Czeska)
    „Przypisywanie istotnych zmian w historii jednemu konkretnemu momentowi nigdy nie jest precyzyjne. To rok 1967 i 1969, i wszystkie lata je poprzedzające sprawiły, że rok 1968 był tym, czym był. A jednak to rok
    1968 symbolizuje epicentrum tej istotnej zmiany, która narodziła się w naszej postmodernistycznej erze, tak zdominowanej przez media.
    To był początek końca Zimnej Wojny i świt nowego geopolitycznego porządku, w którym zmianie uległ tak charakter polityki jak i przywódcy. (...) Poruszające w roku 1968 było to, że wielu ludzi na całym świecie przestało pomijać milczeniem napotykane niegodziwości. I już nikt nigdy nie mógł ich uciszyć."

    Mark Kurlansky

    1968: Rok, który zmienił świat

    Tło

    Krytyczna refleksja na temat wydarzeń roku 1968 w Republice Czeskiej pojawia się obecnie jedynie w świecie naukowym (a i tu nieregularnie), zaś w świecie polityki taka refleksja nie występuje w ogóle. Analizy roku 1968 zajmują się niemal wyłącznie komunizmem reformistycznym i jego porażką. Po 1989 r. często interpretowano wydarzenia polityczne w Czechosłowacji 1968 r. wykorzystując je do różnych celów. W większości przypadków rok 1968 prezentuje się jako dowód na twierdzenie, że socjalizmu nie da się zreformować i że jest on zasadniczo niekompatybilny z demokracją. Często też podkreśla się, że Praska Wiosna miała niewiele wspólnego z rewoltami studenckimi na Zachodzie.

    Taka interpretacja historii jest jednostronna i nie uwzględnia odcieni, bo rok 1968 w Czechosłowacji to nie tylko zderzenie przeciwnych skrzydeł Partii Komunistycznej i próba budowy „socjalizmu o ludzkiej twarzy” podjęta przez część elity politycznej. Ludzie wyszli na ulice by walczyć o wolność i demokrację nie tylko w wielu miastach Europy Zachodniej, ale także w Pradze i Bratysławie. Praska Wiosna jest też symbolem odrodzenia społeczeństwa obywatelskiego.

    Znaczenie protestów z 1968 r. polega nie tylko na skutkach politycznych osiągniętych natychmiast w wielu krajach. W pewnym sensie, poprzez swój globalny zasięg i globalne spojrzenie, wydarzenia roku 1968 stanowią pierwszy przypadek „globalnej zbieżności”, łączącej wojnę w Wietnamie, Praską Wiosnę oraz protesty studenckie w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych.

    Społeczeństwo czechosłowackie przeżyło upadek Praskiej Wiosny jako totalne zniszczenie nadziei na demokratyczne zmiany w kraju i jednocześnie jako potwierdzenie założenia, że sowiecki system socjalistyczny jest niereformowalny. Temu załamaniu nadziei na zmiany często towarzyszył brak wiary w lepszą przyszłość.

    Sposób, w jaki interpretujemy historię współczesną określa sposób, w jaki rozumiemy naszą teraźniejszość. Nieobiektywne obrazy historii utrudniają nie tylko krytyczną interpretację historii, ale też analizę współczesnych zjawisk społeczno-politycznych.

    Cel

    W Letnia Akademia będzie stanowić forum, gdzie młodzi badacze-humaniści (politolodzy, socjolodzy, historycy, filozofowie) oraz przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego będą mogli krytycznie podejść do tematu roku 1968 w Europie z różnych punktów widzenia. Konferencja ma zbadać, czy da się znaleźć powiązanie pomiędzy rokiem 1968 i 1989. Ponadto omówimy, do jakiego stopnia wydarzenia roku 1968 mają wciąż wpływ na współczesną Europę.Uczestnicy poddadzą ten temat analizie podczas dyskusji na podium, warsztatów oraz towarzyszącego programu kulturalnego.

    Zamek Liblice niedaleko Pragi, w którym odbędzie się Letnia Akademia, gościł konferencję kafkowską w 1963 r. Konferencja ta, w której wzięli udział badacze literatury z byłej Czechosłowacji oraz byłego NRD miała położyć intelektualny fundament pod Praską Wiosnę.

    Patronat: Ondřej Liąka, Minister Edukacji, Młodzieży i Sportu Republiki Czeskiej

    Organizatorzy: Fundacja im. Heinricha Bölla Praga, Instytut Historii Współczesnej Akademii Nauk Republiki Czeskiej (Praga), Instytut Goethego Praga, Gender Studies

    Współpraca: AMO (Stowarzyszenie na rzecz Stosunków Międzynarodowych) Praga, Bildungswerk Weiterdenken in der Heinrich-Böll-Stiftung (Dresden), Brücke-Most-Stiftung (Dresden), Zentrum für Zeithistorische Forschung, Europäische Akademie Berlin
    Oficjalne języki konferencji: czeski, niemiecki (tłumaczenie symultaniczne)

    Kontakt
    Małgorzata Kopka
    Fundacja im. Heinricha Bölla
    Ul.Żurawia 45
    00-680 Warszawa
    Polska
    Tel. +48 22 59 42 333
    Fax: +48 22 59 42 337
    E-mail: kopka@boell.pl



    deu, przyznaj- kawałek dobrej roboty?