tekst z Gazeta.pl
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2961367.htmlKrajobraz po klęsce Stokłosy
Piotr Bojarski 10-10-2005, ostatnia aktualizacja 10-10-2005 18:16
- To sukces, który spowoduje lawinę - prorokują jedni po wyborczej klęsce Henryka Stokłosy. - Nie wszedł do Senatu, ale i tak da sobie radę. Ma pieniądze, więc ma wszystko - studzą ich inni
Wieść uderzyła w gminę Kaczory jak grom z jasnego nieba: wieczny senator pożegnał się z Senatem! W niedzielnych wyborach parlamentarnych Henryk Stokłosa - od szesnastu lat murowany bezpartyjny kandydat do izby wyższej, na którego jeszcze w 2001 r. głosowało 113 tys. wyborców - dostał zaledwie 38 tys. głosów i zajął dopiero szóste miejsce w okręgu pilskim. Senatorami zostali Mieczysław Augustyn z PO i Janusz Kubiak z LPR.
Stokłosa po raz pierwszy stracił prymat nawet w swojej gminie Kaczory, w której w poprzednich wyborach deklasował konkurentów. Tym razem minimalnie (1493:1430 głosów) wyprzedziła go liderka ekologów Irena Sienkiewicz (lista Jednomandatowych Okręgów Wyborczych). W samych Kaczorach wypadł gorzej - poparło go ledwie 320 wyborców; Irenę Sienkiewicz - aż 811.
- Kiedy to usłyszałem, prawie popłakałem się ze szczęścia - opowiada Zbigniew Toporowicz, weterynarz z Zelgniewa, którego Stokłosa próbował usunąć z mieszkania. - Dosyć tego! Nie jestem przeciwko Stokłosie i jego zakładom, tylko przeciwko jego metodom. Był senatorem, miał immunitet, więc czuł się bezkarny. Był udzielnym księciem. Aroganckim i tak pewnym sukcesu, że nie szukał z ludźmi kompromisu. I to go zgubiło.
Pan i władca
Mięsny magnat Henryk Stokłosa to właściciel prawdziwego latyfundium w gminie Kaczory koło Piły - ma 16 tys. hektarów ziemi, zakłady - m.in. w Koziegłowach i Śmiłowie - Eko-Młyn w Wałczu, gorzelnie, kilkanaście ferm trzody chlewnej, bydła i drobiu. W Śmiłowie stoją dwa zakłady utylizacji odpadów zwierzęcych - jeden postawiony niedawno, drugi w modernizacji. W
okolicy śmierdzi na potęgę, a ludzie coraz częściej chorują. Według danych medycznych, do których dotarli ekolodzy, liczba zachorowań na nowotwory w gminie wzrosła w latach 2001-2003 o 177 proc., a na choroby układu krążenia - o ponad 200 proc.
Stokłosa zasiadał w Senacie od 1989 r. Był wtedy jedynym senatorem spoza "Solidarności". Interes rozkręcił już w drugiej połowie lat 80., a dzięki licznym kontaktom z przedstawicielami władzy i własnej rzutkości stał się na początku III RP największym pracodawcą w rejonie (dziś w jego zakładach pracuje blisko 7 tys. osób). To dało mu w 1989 r. mandat senatora.
Od lat Stokłosa kontrolował wszystko, co działo się w gminie Kaczory. Wójt gminy Brunon Wolski to jego znajomy jeszcze z lat 80., bywa na każdych imieninach Henryka Stokłosy. Wielu radnych gminy - rolników i drobnych prywaciarzy - pracuje dla Farmutilu. Porządku w radzie pilnuje syn Stokłosy - również radny gminy Kaczory.
Kiełbasa wyborcza, upominki dla emerytów
Były senator słynął z patentu na wychowywanie elektoratu - dla mieszkańców gminy Kaczory organizował przed wyborami imprezy ludowe z darmową kiełbasą i piwem. W rejonie, w którym bezrobocie mocno przekracza 20 proc., taka rozrywka to kąsek nie do pogardzenia. Na imprezy senatora zjeżdżali wyborcy z okolicznych gmin, a także miejscowi notable, by zademonstrować lojalność wobec Stokłosy. Elektorat widział, kogo kocha władza - i wyciągał wnioski podczas wyborów.
Stokłosa twórczo rozwinął swój patent. Przed ostatnimi wyborami do zakładów Farmutil na koszt senatora zjeżdżały z odległych zakątków jego okręgu wyborczego autobusy pełne emerytów i sportowców. Po zwiedzeniu firmy zachwyceni goście częstowani byli darmowym posiłkiem, a na koniec czekały na nich upominki: wyroby Farmutilu. Senator fundował też szkolne wyprawki dzieciom z okolicznych gmin.
Fama o ,,ludzkim" senatorze przez lata niosła się po północnej Wielkopolsce dzięki należącym do Stokłosy mediom - Radiu Sto i "Tygodnikowi Nowemu". Dziennikarze Stokłosy nagłaśniali najdrobniejszy sukces senatora i dezawuowali stawiane mu przez - nielicznych - przeciwników zarzuty. A jednak w tym roku Stokłosie nie pomógł ani ,,ciepły" plakat z hasłem: ,,Senator z sercem", ani festyny, ani turystyczna promocja Farmutilu czy kampania w "Tygodniku Nowym". Dlaczego?
My tam nic nie wiemy
Bar Na Rogu w Śmiłowie (tu Stokłosa wygrał - dostał 614 głosów, Sienkiewicz - 261). Wszyscy wokół mówią, że powstał z inicjatywy byłego senatora, by wykończyć istniejący obok od lat bar U Doroty, którego właścicielka - Dorota Pawłowska - popadła w niełaskę, gdy powiedziała mediom, że w Śmiłowie ,,wszystko śmierdzi".
Ceny w Na Rogu dają do myślenia: duże piwo 1,50, a za złotówkę można kupić ,,zestaw": grubą parówkę z musztardą i bułką. Mięso jest tańsze od herbaty, za którą trzeba zapłacić 1,20.
Dwie miejscowe emerytki czekają na smażonego kurczaka za 4 zł. Chwalą Stokłosę: - Ma bardzo smaczne wyroby. I dobre ceny
- Słyszałem w telewizji, że tu u was śmierdzi? - pytam.
- Nie zawsze. Ale za te zapachy to chociaż tanie wędliny mamy. A Stokłosa to dobry człowiek jest. Tylu ludzi u niego pracuje, a jak on wszystkim pomaga!
- Podobno nie dostał się do Senatu?
- My tam nic nie wiemy - kobiety nagle nabierają wody w usta.
Nareszcie ludzie zobaczyli
Krótko po godz. 15 szosą od Farmutilu idą do Na Rogu grupki pracowników Stokłosy. Od razu zamawiają piwo, niektórzy kieliszek czegoś mocniejszego.
O wyborach rozmawiać nie chcą. Szybko wskakują do podstawionego autobusu.
- To są biedni, poszkodowani ludzie. Chyba nigdy sami za siebie mówić nie będą, bo się boją - komentuje Krystyna Lemanowicz, działaczka pilskiego Ruchu Przeciw Bezradności Społecznej działającego pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich.
Ruch nawiązał kontakt z pracownikami Farmutilu, dzięki czemu ekologom udało się latem nagłośnić sprawę należącej do Stokłosy działki nr 85. Mimo trudności, jakie robił senator (nie wpuścił kontrolerów, a gdy przybyli ponownie, pole było już zaorane i polane gnojówką), kontrola inspektorów ochrony środowiska i weterynarzy oficjalnie potwierdziła, że na terenie zakładu
zakopano w ostatnich latach padlinę - bez zezwolenia. Senator po raz pierwszy popadł w tarapaty.
W kraju zrobiło się o nim głośno wiosną ub. roku, gdy na prowadzącej do zakładu drodze jego ludzie zatrzymali ekipę TVP i nie chcieli jej wypuścić. Znalazł się wtedy w niemal wszystkich ogólnopolskich mediach.
- I dobrze, bo na ekranie telewizora ludzie nareszcie zobaczyli, jak prostacki i chamski potrafi być ich senator - komentuje Hubert Karolczak, właściciel gospodarstwa
agroturystycznego ,Złoty Lin w Śmiłowie. Jego zdaniem zatarg z dziennikarzami był początkiem końca mitu niezwyciężonego Stokłosy: - Pogrążyła go arogancja i eskalowanie konfliktów z ludźmi.
To jest terror
Społeczny opór Stokłosa po raz pierwszy napotkał w ubiegłym roku, gdy forsował plan budowy nowego zakładu utylizacji odpadów w Śmiłowie (już stoi). Mieszkańców zmobilizowała Irena Sienkiewicz, emerytowana nauczycielka. Gdy za sprawą zakładów senatora sielski krajobraz zaczął śmierdzieć, założyła Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej. Podważała wiarygodność decyzji administracyjnych, wysyłała pisma do wojewody i starosty (w tym roku już ponad trzysta), walczyła o prawa mieszkańców w sądzie.
- Prawo musi dotyczyć wszystkich! I musi być przestrzegane! Bo jeśli terror oznacza przymuszanie ludzi do czegoś, to my mamy do czynienia z terrorem - mówi z pasją Irena Sienkiewicz.
Za publiczne zarzucenie senatorowi, że szykanuje osoby przeciwstawiające się jego praktykom, została przez niego pozwana do sądu. Ale nie poddała się. - Władza musi wiedzieć, że mieszkańcy też są gospodarzami terenu. Nie może być tak, że zyski ma tylko właściciel wielkiej firmy, a koszty jego działalności ponosi społeczeństwo - uważa Sienkiewicz. - Pan Stokłosa miał w ubiegłym roku 20 mln zł zysku, a umorzono mu 800 tys. zł podatku. Nam nikt podatków nie umorzy, a wartość naszych posesji dramatycznie spada. Dlaczego umarza się tak wielkie kwoty Stokłosie, zamiast na przykład przeznaczyć je na badania medyczne mieszkańców gminy? - pyta z wyrzutem.
Sienkiewicz latem zdecydowała się wystartować w wyborach do Senatu. Chciała sprawdzić skalę poparcia. Mandatu nie zdobyła, ale w całym okręgu pilskim dostała tylko 10 tys. głosów mniej niż Stokłosa. Ma satysfakcję: - Wynik Stokłosy świadczy o tym, że ludzie właściwie ocenili jego działalność.
Uwierzyli w siebie
Toporowicz: - Działania Stowarzyszenia uświadomiły ludziom, że jednak coś można zrobić.
Janusz Lemanowicz, mąż Krystyny: - Ludzie uwierzyli w siebie. Dzięki Stowarzyszeniu nareszcie mieli możliwość konfrontacji tego, co mówi Stokłosa, z tym, co się dzieje na polach. Zobaczyli tony mączki kostnej ponad wszelkie normy, bajora ścieków wylewanych na pola.
Sienkiewicz ma nadzieję, że po klęsce mięsnego magnata władze w końcu się obudzą i będą traktować mieszkańców gminy jak partnerów.
Od lat Stokłosie sprzyja starosta pilski Leszek Partyka (SLD). Zezwolił na budowę nowego zakładu utylizacji w Farmutilu, a kiedy przeciwnicy budowy zakwestionowali decyzję, nie skorzystał z możliwości zorganizowania rozprawy administracyjnej, która upubliczniłaby argumenty ekologów.
Może doczekam wyroku
Stanisław Grabiński i jego żona Ewa od sześciu lat mieszkają w małym, zawilgoconym domku w Brodnej. Nie mają nawet prądu - odcięto im go, bo nie mieli na rachunki. Majątek stracili, gdy przez trzy miesiące oczyszczali swoje pięciohektarowe jezioro ze ścieków, które dostały się do zbiornika z pól Stokłosy. Z powodu skażenia jeziora stracili setki klientów i ryby za 600 tys. zł.
Dziś żyją za 120 zł miesięcznie z opieki społecznej. Od lat procesują się ze Stokłosą o odszkodowanie. Sąd się nie spieszy.
- Cieszę się, że Stokłosa przegrał. Myślałem, że znowu przejdzie - mówi Grabiński, ale w jego głosie nie czuć satysfakcji. - Dzięki tym wyborom może zmieni się nastawienie sądów i prokuratury w Chodzieży - mówi.
Prokuratura już raz umorzyła sprawę zatrucia jeziora i ryb. W uzasadnieniu prokurator napisał o ,,znikomej szkodliwości społecznej" zdarzenia.
- Teraz Stokłosę przestanie chronić immunitet i może prokuratorzy inaczej będą na niego patrzeć - zastanawia się Grabiński. Spuszcza wzrok: - Moja żona jest poważnie chora. Ja też, lekarz daje mi kilka lat. Nie wiem, czy doczekamy wyroku skazującego Stokłosę.
Dość tych smrodów
Kiedy w barze Na Rogu jest tłum, U Doroty ledwie kilku klientów. Mimo to na twarzy Doroty Pawłowskiej maluje się radość: - Z przegranej Stokłosy cieszy się w Śmiłowie kilka osób. Ale tak naprawdę to zadowolonych jest więcej, tylko tego nie okażą. Kto chce pracę stracić? - pyta. - W zakładach jest wielka żałoba. Ponoć ludziom Stokłosa powiedział, że już więcej nic od niego nie dostaną - ani bonów, ani premii.
Grabiński: - W Śmiłowie prawie wszyscy dla niego pracują, a i tak zagłosowali przeciwko. Społeczeństwo ma dość tych smrodów. I dość jego kłamstw. Źródłem smrodów nie jest tylko padlina - także spalanie tłuszczów w kotłowni albo wywożenie mączki kostnej na pola.
- Ludzie w Farmutilu boją się, bo od lat im wpajano, że tak długo, jak on będzie senatorem, tak długo ten zakład będzie się rozwijał. Teraz obawiają się o swój byt - ocenia Lemanowicz.
Ludzie mają jakiś żal
- Byłem we wsi po zakupy - opowiada Zbigniew Toporowicz z Zelgniewa. - Spojrzenia ludzi powiązanych ze Stokłosą wskazywały, że mają jakiś żal. Euforii nie widać. Ludzie mówią: ,,Nie wszedł, ale i tak da sobie radę. Ma pieniądze, więc ma wszystko".
Pracownicy Farmutilu boją się zwolnień. Strach padł na nich już wcześniej - gdy okazało się, że wiosną senator złożył w Powiatowym Urzędzie Pracy zgłoszenie zamiaru zwolnienia 400 pracowników. Rzecznik Farmutilu twierdzi, że zwolnień nie będzie, ale informacja o wniosku podziałała na ludzi jak straszak.
- On się teraz będzie odgrywał - mówi Pawłowska.
Przed wyborami senator obiecał dyrektorce przedszkola autobus na wycieczkę do Kaliny [mieści się tam Centrum Edukacji Ekologicznej - red.]. Ale już w poniedziałek po wyborach zadzwonili z Farmutilu, że autobusu nie będzie.
Wójt się kręci
W Śmiłowie i Kaczorach liczą na rychliwsze sądy i prokuratury. - Nikt z nas nie ma jednak złudzeń, że porażka wyborcza Stokłosy nauczy czegoś wójta Kaczorów. On zawsze szukał kruczków prawnych, by usprawiedliwić działania senatora - mówi Toporowicz.
Wójt Brunon Wolski od lat utrzymuje bliskie kontakty towarzyskie ze Stokłosą. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi senator publicznie poparł wójta. Kiedy mieszkańcy wystosowali do Wolskiego petycję z licznymi zarzutami pod adresem zakładów Stokłosy, w odpowiedzi poradził im: "Jeszcze raz zaufajmy panu senatorowi".
Sienkiewicz: - Wójt nigdy nie chciał z nami rozmawiać. Jak zrobiliśmy pikietę, to krzyczał, że organizuję to, bo kandyduję w wyborach. A ja się pytam: czy zrobiłam coś niezgodnego z prawem?
- Mam nadzieję, że za rok mieszkańcy gminy powiedzą wójtowi do widzenia - mówi Pawłowska.
Wójt nerwowo kręci się w obitym czarnym skajem fotelu. - Ja się nie cieszę z tego, że senator przegrał - mówi. - Gdy gmina miała senatora, to miała prestiż. A teraz nie mamy żadnego parlamentarzysty.
Wójta o przyszłoroczne wybory samorządowe nawet nie trzeba pytać, bo sam o nich mówi. - Przyszła pora na senatora, to może też przyjdzie na mnie? Ale tego, co zrobiłem dla gminy, a właściwie zrobiliśmy razem, nikt mi nie odbierze.
- Ludzie mają żal, że popierał pan senatora.
- Jak mogłem nie popierać pracodawcy, który zatrudnia 700 osób z naszej gminy? Uciążliwe zapachy znikną, gdy pan Stokłosa zakończy modernizację starego zakładu utylizacji.
- Smrody to nie tylko utylizacja. To także padlina albo mączka kostna na polu.
- Padlina? Nie mogę się w tej sprawie wypowiadać, od tego są służby specjalistyczne.
Przebudzenie wyżej
Pojawiają się pierwsze jaskółki przebudzenia władz. Wojewódzki inspektorat ochrony środowiska nakazał Stokłosie usunąć padlinę z gleby. - Już nie ma tego owijania w bawełnę - cieszy się Lemanowicz.
Samowolami Stokłosy zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich - poprosił prokuraturę apelacyjną w Poznaniu o wykaz wszystkich spraw dotyczących byłego senatora.
- Musi być lepiej! Skończyły się przecież te układy, w Sejmie też rządzi inna opcja. Liczę na to, że wreszcie wróci u nas sprawiedliwość. Że nareszcie obudzi się prokuratura, a policja powie "stop" - mówi Lemanowicz.
Wszedłem do historii
Marek Barabasz, rzecznik prasowy Farmutilu, twierdzi, że nic nie wie o planowanych zwolnieniach w firmie. Nie zna również sprawy autobusu, który jego szef przyrzekł przed wyborami przedszkolakom.
Henryk Stokłosa uważa, że padł ofiarą nagonki. - Po takich atakach mediów, robionych na siłę, mój wynik to nic dziwnego - mówi. - Zdecydowało społeczeństwo. Przyjmuję ten wynik z pokorą. I tak już wszedłem do historii, bo przez 16 lat byłem senatorem. Teraz będę mógł się zająć wyłącznie biznesem.
Piotr Bojarski