Przykro nam, strona o podanym adresie nie istnieje.

Sprawd, czy wpisae poprawny adres strony, lub skorzystaj z katalogu lub wyszukiwarki.



Copyright 1996 - 2006 Grupa Onet.pl SA - zobacz wszystkie serwisy »

  • Czytasz wiadomości wyszukane dla frazy: Agroturystyczne małopolska Agroturystyka małopolska
  • Ulubiony napój wzmacniająco-osłabiający

    Wydaje się że należy zmienić przepisy i ustawy co do LOKALNYCH wyrobów alkoholowych, przecież to absurd AD 2006. Nie wierzę żeby w UE były takie kretynizmy w tym zakresie co u nas.

    Masz rację, akcyzy, zezwolenia zabiją każdy zapał. Tymczasem własne piwo np w małej karczmie, oberży zupełnie zmieniło by jej charakter. Skoro jest ich tak mało, znaczy jest za dużo zapór. Tylko większa kasa to potrafi przeskoczyć, a ja widzę takie browary w każdej wsi, miasteczku. Być może dałoby się to dofinansowywać z grantów unijnych.

    Zreszta nie chodzi tylko o minibrowary.

    A winnice?
    Tu dopiero jaja. Nie można z tego co wiem wina sprzedawać w butelkach... można tylko do użytku "własnego"... ze 100 ha winnic hehhee, co za kretynizm, podobnie jak przepisy o agroturystyce, gdzie wypożyczenie rowera jest już działalnością gospodarczą.

    O wódce i nalewkach to szkoda nawet wspominać.

    Miody pitne... przecież Polska od 1000 lat z tego słynie, słynne półtoraki królewskie. To są ważne sprawy dla rozwoju Polski. Mogą być wielkim bodźcem w rozwoju turystyki, agroturystyki. Ileż można oglądać nudne drewniane kościoły... To jak zwiedzanie 300 zamków nad Loarą, do wyrzygania, a to zwykłe dworki nie zamki na ogół. Takie tam pałacyki.

    Np w Małopolsce moim zdaniem za 30 lat większą popularność będzie miał szlak winno-piwno-nalewkowy niż "architektury drewnianej", czy "rowerowy wiślany" czy "bursztynowy". Ludzi same zabytki po prostu nudzą. Dlaczego w Krakowie najbardziej popularne są puby, a nie muzea? Hahahha

    Żeby zmienić temat, może coś o sokach owocowych? Jak obalić mit zdrowych soków z kartonów, tudzież nektarów, napoi... zaprawionych chemią, cukrem i Bóg wie czym jeszcze... pijcie soki zamiast koki, zdrowe że zrywać boki... Zdrowe to jest brudne jabłko prosto z drzewa. Sterylność zabiła odporność dzieci.

     

    1

    Podam poniżej jeden z przykładów pozytywnej postawy mieszkańców
    Bartne - Beskid Niski

    Cytat:Mieszkańcy Bartnego nie chcą zbiornika retencyjnego ani rezerwatu architektonicznego

    Nie chcemy żyć w "rezerwacie dla Łemków" - mówią mieszkańcy podgorlickiej wioski Bartne. I protestują przeciw planom budowy zbiornika retencyjnego i rezerwatu architektonicznego.

    Wioska Bartne leży w Beskidzie Niskim, na skraju woj. małopolskiego. Zachowały się tutaj zabytkowe łemkowskie cerkwie, chałupy i krzyże. Oburzenie mieszkańców wywołał projekt przestrzennego zagospodarowania dla okolicy. Władze gminy Sękowa zaliczyły w nim Bartne i pobliskie Bodaki do strefy ograniczonego rozwoju. Tutaj zaplanowały zbiornik retencyjny i tzw. rezerwat ruralistyczno-architektoniczny. Na pierwszy zarezerwowano kilkanaście hektarów, drugi obejmuje ponad 100 ha (strefy ścisłej i wzmożonej ochrony). Obydwa projekty znacznie ograniczają, a w niektórych miejscach wykluczają budownictwo.

    Nie chcemy nieżyciowych przepisów

    - Od 100 lat nie mieliśmy poważniejszej powodzi. Tymczasem władze chcą zakazać zagospodarowania ziemi, choć nie wiadomo nawet, czy ten zbiornik powstanie - przekonuje sołtys Bartnego Adam Kuziak. Łemko z urodzenia, najbardziej narzeka na architektoniczne obostrzenia w centrum wioski. Rezerwat - jak przyznaje - istnieje formalnie od lat 70. Mimo to nie uchronił przed dewastacją wielu drewnianych chyży (łemkowskich chat). Mieszkańcy, nierzadko wbrew zakazom, budowali nowe domy, zaniedbując stare. Aż w końcu - po zaostrzeniu prawa budowlanego - urzędnicy zaczęli egzekwować przepisy, wstrzymując zezwolenia na niezgodne z prawem inwestycje.

    - Chcą, żebyśmy budowali tylko takie domy jak dawniej. Sam urodziłem się w chyży, ale czasy się zmieniają i ludzie chcą wygodniej żyć i gospodarować - narzeka sołtys Kuziak. - Bartne to nie Zakopane czy Białka Tatrzańska. Z samej agroturystyki tutaj się nie wyżyje.

    Mieszkańcy obydwu wiosek zaapelowali do władz gminy, by wycofały się z "nieżyciowych" zapisów. Przypominają, że Bartne to jedyna miejscowość na dawnej Łemkowszczyźnie, zamieszkana w większości przez rdzenną ludność. Tymczasem plan ogranicza jej rozwój. "( ) chcemy, aby obiekty zabytkowe (chyże, cerkwie, krzyże) były pod opieką konserwatora zabytków, ale w rozsądnej granicy wokół tychże obiektów" - napisali mieszkańcy. Ich wystąpienie wsparł prof. Andrzej Felenczak z krakowskiej Akademii Rolniczej. "( ) to pomysł szalony i nosi znamiona polityczne, a wręcz nacjonalistyczne ( ). Wyznaczenie rezerwatu na terenie, gdzie żyją ludzie i funkcjonują dobrze działające gospodarstwa rolne. jest perfidne i niedopuszczalne, uderza w całą społeczność łemkowską" - stwierdził w liście do rady gminy Sękowa. "Czyżby władze gminy Sękowa chciały dokończyć dzieło zamierzone Akcją >>Wisła<
    Władze: o wszystkim informowaliśmy

    Protest zaskoczył lokalne władze. Wystąpienie łączą ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Zaprzeczają, aby ktokolwiek chciał szkodzić łemkowskiej społeczności. Jak podkreślają, gminny plan uchwalono już w listopadzie 2004 r. Choć zawierał wspomniane ograniczenia dla Bartnego i Bodaków, nikt się wtedy nie sprzeciwiał. - O wszystkim na bieżąco informowaliśmy radnych, sołtysów, a za ich pośrednictwem i drogą ogłoszeń mieszkańców - zapewnia przewodniczący rady gminy Andrzej Tokarz. Według niego plan nie ogranicza rozwoju miejscowości. Wręcz przeciwnie, chroni przed dewastacją malowniczy krajobraz i służy agroturystyce. W rozmowie z "Gazetą" zapowiedział jednak wystąpienie o wyłączenie zbiornika z wojewódzkiego programu małej retencji.

    - Nie będziemy nikogo uszczęśliwiać na siłę. Budownictwo na terenach zalewowych i tak nie ma sensu - dodaje wicedyrektor Adam Cebula z Małopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Krakowie.

    O rezerwacie architektonicznym w tym tygodniu mają rozmawiać mieszkańcy z konserwatorem zabytków i władzami gminy. Wójt i przewodniczący rady gm. Sękowa bronią pomysłu, tłumacząc się prawnymi wymogami ochrony dóbr kultury. "Można jedynie wyrazić ubolewanie, że Państwowa Służba Ochrony Zabytków nigdy nie dysponowała wystarczającymi środkami na ratowanie cennych zabytków regionalnego budownictwa łemkowskiego, nie mogła wspomóc właścicieli zabytkowych budynków, a na ogół była bezsilna wobec dziejącej się na naszych oczach fizycznej destrukcji obiektów" - odpisali mieszkańcom.



    Żródło

    a jeśli chcecie prześledzić całą dyskusję mieszkańców z Gminą Sękowa to zapraszam tutaj.

    melex?

    Cytat:Co mają dotację i kredyty wspólnego z realną ekonomią w tym wypadku?



    Ma to wspólnego że nie zfinalizujesz całego tego przedsiewziecia z własnych pieniążków, tylko masz wsparcie. Tzn. mniej wydasz a masz

    Możliwości dofinansowania i preferencyjnego kredytowania systemów solarnych w Polsce
    Kredyt preferencyjny udzielany przez Bank Ochrony Środowiska
    Kredyty preferencyjne przeznaczone są dla osób fizycznych i innych inwestorów (w zależności od województwa). Warunki kredytowe, w tym wysokość oprocentowania, zależą od rodzaju kredytobiorcy (osoba fizyczna, przedsiębiorstwo, samorząd itp.), rodzaju przedsięwzięcia (np. budowa, modernizacja) i jego lokalizacji (konkretne województwo).
    (www.bosbank.pl/i.php?i=700)

    Pożyczka z Funduszu Pożyczkowego Rolnictwa Ekologicznego
    Pożyczki na cele związane z podejmowaniem, prowadzeniem lub rozwijaniem rolnictwa ekologicznego, a także na realizację inwestycji mających na celu poprawę stanu środowiska naturalnego lub ochronę środowiska; pożyczką mogą być również objęte działania i inwestycje związane z agroturystyką. Wysokość dofinansowania do 20 tysięcy zł (w przypadku agroturystyki 15 tysięcy zł). Dofinansowanie mogą uzyskać rolnicy bądź osoby prowadzące działalność agroturystyczną z województwa małopolskiego. (www.marr.pl/pl/oferta_finansowa/pozyczki/pozyczki_dla_rolnikow.html).

    Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
    Możliwość uzyskania dofinansowania w wysokości 50% w ramach dopłat dla rolników.
    Umorzenie części kredytu (25%) z funduszu termomodernizacyjnego Banku Gospodarstwa Krajowego.
    (www.bgk.com.pl/fundusze/ft/ft_zasady.jsp)

    Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej
    Możliwości dofinansowania inwestycji realizowanych przez osoby fizyczne w formie dopłat do kredytów preferencyjnych z BOŚ, WFOŚiGW w Warszawie udziela osobom pomocy finansowej, na realizację zadań o charakterze proekologicznym w postaci dopłat ze środków Funduszu do oprocentowania preferencyjnych kredytów, udzielanych przez Bank Ochrony Środowiska.

    Osoby fizyczne mogą ubiegać się o dopłaty do kredytów zaciąganych na realizację inwestycji dotyczących: - budowy źródeł ciepła z wykorzystaniem niekonwencjonalnych źródeł energii np. pompy ciepła, kolektory słoneczne, kotły na biomasę.
    (www.wfosigw.pl/oferta/oferta.htm).

    Ekofundusz
    Możliwość uzyskania dofinansowania wyłącznie na instalację kolektorów słonecznych wraz z niezbędną instalacją (konstrukcja wsporcza, zasobnik ciepła, rozrząd wody, armatura, sterowanie). Wnioski mogą dotyczyć zarówno kolektorów instalowanych na istniejących budowlach, jak też i nowobudowanych.

    Wszystkie obiekty muszą być własnością wnioskodawcy. EkoFundusz uwzględnia zgłoszenia zarówno projektów nowych, jak i zaawansowanych, o ile finansowe ich zaawansowanie nie przekroczyło 60% kosztów projektu na dzień złożenia wniosku do EkoFunduszu. Dopłata ze strony Fundacji dla tego rodzaju projektów wynosi 1.000 zł/m2 powierzchni czynnej kolektora, ale nie może przekroczyć 40% kosztów projektu.

    Dopłata ta nie może być jednak niższa od 50 tys. złotych, co oznacza, że wniosek powinien dotyczyć instalacji wynoszącej co najmniej 50 m2 powierzchni czynnej kolektorów.
    (www.ekofundusz.org.pl)

    Dotacje z funduszy unijnych 2007-2013
    1. Regionalne Programy Operacyjne, np. RPO Województwa Śląskiego
    o Priorytet V. Środowisko Działanie 4.4. Wspomaganie rozwoju odnawialnych źródeł energii
    2. PO Infrastruktura i Środowisko
    o Oś Priorytetowa 9 - Infrastruktura energetyczna przyjazna środowisku
    3. Działanie 10.7. Sieci ułatwiające odbiór energii ze źródeł odnawialnych
    4. działanie 10.4. Wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych
    5. Priorytet Inwestycje w innowacyjne przedsięwzięcia Działanie 4.4. Nowe inwestycje o wysokim potencjale innowacyjnym
    6. Priorytet Inwestycje w innowacyjne przedsięwzięcia Działanie 4.5. Wsparcie dla inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki
    7. Działanie 10.1. Wysokosprawne wytwarzanie energii (w tym kogeneracji z odnawialnych źródeł energii)
    8. Oś 3 Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich Działanie Podstawowe usługi dla gospodarki i ludności wiejskiej (wytwarzanie lub dystrybucja energii wytwarzanej z odnawialnych źródeł energii)
    (www.parp.gov.pl, www.zporr.gov.pl)

    Zakochani w koniach i agroturystyce...

    Renata i Augustyn Gocowie sprzedali piękny dom, aby kupić 3 - hektarowe gospodarstwo po upadłym SKRze niedaleko Sanoka i zająć się agroturystyką. Pracują ciężko i wierzą, że z roku na rok będzie im lżej i łatwiej.
    Pasję do zwierząt Renata i Augustyn, zwłaszcza koni, wynieśli ze studiów na lubelskiej Akademii Rolniczej, gdzie się poznali i pokochali.

    Po ślubie zamieszkali w rodzinnej wiosce Augustyna - Srogowie Dolnym. Szybko pojawiły się dwa koniki, a wkrótce potem pokoje dla gości na poddaszu.

    - Gdy zorientowaliśmy się, że interes zaczyna się kręcić, w 2002 roku wydzierżawiłem dużą stajnię w upadłym SKRze. Zaczęliśmy hodować konie rasy małopolskiej - mówi Augustyn. 700-metrowa odległość od domu do stajni okazała się dość uciążliwą. Kupili całe gospodarstwo, choć byli świadom ryzyka, jakie niesie ze sobą ta decyzja. Był to rok 2004.

    W ciągu dwóch miesięcy zaadaptowali pawilon na budynek mieszkalny, w którym znalazły się cztery pokoje gościnne z łazienkami, olbrzymi salon z kominkiem oraz kuchnia.

    Jeszcze trwał remont, gdy do "Folwarku” Renaty i Augustyna Goców zaczęli zjeżdżać miłośnicy jazdy konnej, kuligów. Głównie dzieci i młodzież z sanockich szkół, ale od czasu do czasu zajeżdżali do Srogowa turyści z Polski.

    Żadnej pracy się nie bojąPaństwo Gocowie mogą służyć za wzór pracowitości, ale także umiejętności planowania zajęć. Nikt by nie uwierzył, ale obydwoje pracują zawodowo. Renata na pół etatu w Krajowym Centrum Hodowli Zwierząt w Rzeszowie, Augustyn w Zespole Szkół Rolniczych w Nowosielcach. Wychowują trzech synów w wieku 14, 13 i 4 lat. Prowadzą hodowlę mając w stajni 19 koni, licząc ze źrebakami. Zajmują się też turystami, którzy goszczą w ich gospodarstwie.

    - Jesteśmy jeszcze młodzi i mamy dużo sił - mówi Augustyn
    Najbardziej lubią grupy szkolne. - Dzieci chłoną tę wiejską atmosferę. Wspaniale bawią się z kozami, królikami, głaszczą kucyka, fikają koziołki na sianie w stodole, a co odważniejsi dosiadają koni. U nas czują się naprawdę szczęśliwe - opowiada Renata.

    Strzałem w dziesiątkę okazał się pomysł prowadzenia w gospodarstwie pensjonatu dla obcych koni. Z usługi tej korzysta już czterech miłośników koni z Sanoka. Jeżdżą na swoich rumakach zazwyczaj w weekendy.

    Jazda konna i szkolenie jeźdźców to domena Augustyna, który podczas studiów zdobył uprawnienia instruktora jazdy konnej. Jego 14-letni syn Bartek już wygrywa zawody jeździeckie.

    Ranczo ze strzyżonym trawnikiem
    Państwo Gocowie znajdują czas, aby pomarzyć. Augustyn myśli o rozwoju hodowli, o bryczce, nowych zaprzęgach, o parkurze, na którym odbywałyby się zawody hippiczne. Może kiedyś zbuduje krytą ujeżdżalnię… Miejsca jest dosyć. Renata marzy o zagospodarowaniu wszystkich obiektów "folwarku”, gdyż niektóre jeszcze straszą swym wyglądem. A ona chciałaby doczekać się pięknej woliery z drobnym ptactwem, altany nad stawem, boisk do gry, placu zabaw dla dzieci, może kortu tenisowego.

    Obydwoje są jednak realistami i wiedzą, że najpierw trzeba połatać dachy, które ciekną, a dopiero potem myśleć o spełnieniu marzeń. Mają świadomość, że potrzeba dużych pieniędzy. Trudno będzie o nie zwłaszcza przez sześć lat spłacać będą zaciągnięte kredyty. Liczą na wsparcie z programów Unii Europejskiej. Są one skierowane na różnicowanie działalności rolniczej, w celu zapewnienia alternatywnych dochodów. Projekty takie Gocowie już złożyli.

    - Jeśli nam się nie uda wszystkiego zrobić, uczynią to synowie, którzy już dziś bardzo dużo nam pomagają. Rodzina jest najważniejsza, stawiamy na dzieci i jesteśmy pewni, że się nie zawiedziemy - zwierza się pani Renata. Pogodna, radosna, pełna optymizmu i nadziei.

    Gazeta Codzienna NOWINY...Dziennik ukazuje się w południowo-wschodniej Polsce.

    Artykuł napisał Marian Struś.

     

    Lato pod gruszą




    Lato pod gruszą

    Znudziły cię zatłoczone plaże w kurortach? Wciąż nie możesz się zdecydować, dokąd pojechać na wakacje? Pomyśl o pobycie na wsi. Nie będzie nudno, może być tanio.



    Zalety agroturystyki

    1. Przystępne ceny. W porównaniu z cenami noclegów w kurortach jest znacznie taniej.
    2. Zdrowe jedzenie. Posiłki przyrządzane są z własnych płodów rolnych. Nic nie zastąpi mleka prosto od krowy, twarogu i masła własnej roboty, świeżych jaj, swojskich wędlin i domowych konfitur. Coraz więcej gospodarstw przestawia się na rolnictwo ekologiczne i ubiega się o certyfikat Europejskiego Centrum Ekologicznego (ECEAT).
    3. Nieskażone środowisko. Największą ofertę mają okolice o nieskażonej przyrodzie, usytuowane z dala od miast i dróg. Polskie zagłębia agroturystyki to Beskidy, Kaszuby, Warmia i Mazury, Podlasie, Małopolska.
    4. Funkcjonalne kwatery. Do dyspozycji są miejsca o różnym standardzie. Od kwater, które poza sezonem użytkują domownicy, po samodzielne mieszkania. Właściciele adaptują strychy, stodoły, dawne młyny, leśniczówki. I trzeba przyznać, że robią to z głową, uwzględniając potrzeby i przyzwyczajenia mieszczuchów. Nie zapominają też o otoczeniu. Budują baseny, altanki, wydzielają miejsca na grill, ognisko, boiska.
    5. Różnorodność. Większość miejsc nastawia się na wypoczynek rodzin z dziećmi. Niemal wszędzie znajdują się place zabaw z huśtawkami i piaskownicami. Są letniska powstałe z myślą o miłośnikach koni, wędkarzach, myśliwych. Wiele gospodarstw ma oryginalne specjalności: od uprawy ziół i produkcji wina, aż po trening chodzenia po rozżarzonych węglach, strzelanie z łuku i loty balonem.
    6. Rodzinna atmosfera. Na ogół gospodarze są ludźmi sympatycznymi i otwartymi - gdyby tacy nie byli, nie przyjmowaliby obcych pod swój dach. Nie znaczy to jednak, że się narzucają. Tylko od nas zależy, czy nawiążemy z gospodarzami bliższy kontakt.

    Owce na hali i stare koronki

    Chciałabyś w ciszy i spokoju wędrować łagodnymi górami wśród drewnianych świątyń i łemkowskich wsi? Ruszaj w Beskidy. Przyjazne i dostępne są rajem dla miłośników wczasów pod gruszą, zarówno tych, którzy podczas urlopu preferują „nicnierobienie”, jak i dla spragnionych ruchu. Nie znajdziesz tu dzikich ostępów oraz nieprzetartych szlaków, ale za to dobrze wypoczniesz i nie będziesz się nudzić. Poza Ustroniem i Krynicą, pięknie położoną Brenną i naszą największą wsią - Zawoją, znajdziesz sto innych miejsc, którym warto się przyjrzeć z bliska.
    Wiślańskiego kurortu rekomendować nie trzeba, rozsławił go Adam Małysz. Beskidzka trójwieś, czyli Istebna, Jaworzynka i Koniaków to sielskie klimaty w pełnej krasie, czyli drewniane chałupy, owce na halach i słynne koronki (od wieków koronczarstwem zajmują się tu wszystkie gospodynie, a nawet kilku gospodarzy). Rytro zaprasza w ruiny zamku zbudowanego z łez księżnej Kingi, a Komańcza skłoni do refleksji u Nazaretanek - w miejscu odosobnienia kardynała Stefana Wyszyńskiego.
    Od ilości ofert może się zakręcić w głowie. Ponieważ pomiędzy poszczególnymi obiektami panuje spora konkurencja, każdy stara się przyciągnąć gości wyjątkowymi atrakcjami. Właściciele swojskich chat, kameralnych pensjonatów i pałacyków dobrze wiedzą, że dzisiaj łóżko i wikt już nie wystarczą. Na przykład "Promyczek” w Brennej znany jest z wyśmienitej kuchni (sery własnej roboty, że palce lizać).
    Zajazd „U Brzezinów” w Cisownicy urządzono wokół chałupy z 1923 roku, pełnej starych sprzętów. Za to Kukuczkowie w Istebnej prowadzą najprawdziwsze górskie gospodarstwo. Miejscem zupełnie wyjątkowym jest ulokowany na zachodnim krańcu (i poza zasięgiem) „Swystowy Sad”. W sadzie huśtawki dla dzieci, w pokojach stare meble i pożółkłe fotografie, na stołach konfitury. Wystrój wnętrza i kuchnia przypominają o dawnych łemkowskich właścicielach tego miejsca. Chętni mogą karmić kury i kozy, pomagać w pasiece albo pojeździć konno w Hańczowej.
    Wszystkie, nie tylko beskidzkie drogi, prowadzą do „Rzymu”. Na rynku w Suchej Beskidzkiej stoi najsłynniejsza polska karczma, gdzie, zgodnie ze starą legendą, Pan Twardowski przegrał zakład z diabłem. Tu czas się zatrzymał. Nazwy potraw często nawiązują do folkloru, w którym podobnie jak na Podhalu, ważną rolę odgrywali harnasie Ondraszek oraz Proćpak. Hej!

    Świat w pigułce

    Kaszubi opowiadają, że Pan Bóg tworząc świat, obdarowywał poszczególne krainy różnymi dobrami. O nich przypomniał sobie dopiero wówczas, gdy zakończył swoje dzieło. Z wielkiego worka wysypał więc to, co mu zostało. I tak dostało się Kaszubom każdego bogactwa po trochu. W tej opowieści jest sporo racji. Na Kaszubach znajdziemy wszystko: góry, nadmorskie plaże, ciche jeziora, cieniste bory i zabytki. A do tego gościnni, pracowici mieszkańcy, którzy zachowali swój barwny świat.
    Współcześni Kaszubi coraz rzadziej utrzymują się z uprawy roli czy rybołówstwa, a coraz częściej - z turystów. Najlepiej przygotowane na przyjęcie gości są Bory Tucholskie z mnóstwem kwater i wypożyczalni sprzętu wodnego w Charzykowym i Swornychgaciach. Ale najpiękniej i najciszej jest w Szwajcarii Kaszubskiej. Idealną bazą wypadową będą liczące 700 lat leniwe Ostrzyce z ładnym kąpieliskiem. Osada wyspecjalizowała się w organizowaniu rejsów wycieczkowych po jeziorze. Stąd tylko dwa kroki do Kartuz. To serce Szwajcarii. Zawdzięcza powstanie zakonowi kartuzów, który ściągnął tu pod koniec XIV wieku. Mnisi co prawda przyjechali tylko na rekonesans, ale urzeczeni pięknem okolicy, zostali na wieki. Z tamtych ponurych czasów przetrwał jeden przysadzisty erem i słynny kościół z dachem w kształcie wieka gigantycznej trumny.
    Buszując po Kaszubach, koniecznie trzeba zobaczyć najstarszy w Polsce skansen we Wdzydzach. Latem odbywają się pokazy plecionkarstwa i haftu. Ożywa kuźnia, wiatrak holender i stara lokomobila z tartaku. Zgłodniali powinni zajrzeć do karczmy „Wygoda” na kluski ziemniaczane, jak również racuchy drożdżowe o wdzięcznej nazwie „ruchanki”. A po biesiadzie obowiązkowo zażyć tabaki. Na zdrowie! Bo, jak mawiają miejscowi: „Chłop, co nie zażywa, baba się nazywa”. Obok skansenu przycupnęło minizoo. Maluchy warto też przyprowadzić do Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach, by pokazać im buty dla koni, zwane klumpami. Dzieciom pewnie trudno będzie uwierzyć, że kiedyś wśród przedmiotów codziennego użytku były kijanki do prania i pyzder do klapsów.

    Nie święci garnki lepią

    Na początku spróbuj zrobić gliniany garnek lub miskę. Zabierz wykutą podkówkę, która przyniesie ci szczęście. Potem wystrugaj łyżkę i utkaj wełniany chodnik. Z tym bagażem udaj się tam, gdzie możesz upiec razowy chleb. To nie lista magicznych zadań w supernowoczesnej grze komputerowej. Taką przygodę z dawnymi rzemiosłami możesz przeżyć podczas podróży po Podlasiu, kojarzonym niesłusznie głównie z żubrami, łosiami i komarami. Tuż za rogatkami Białegostoku zaczynają się lasy Puszczy Knyszyńskiej, a w nich nostalgiczne wioski naszpikowane warszta- tami, jakich nie zobaczysz nigdzie. Numerem jeden okolicy jest Czarna Wieś Kościelna, w któ- rej uchowała się tradycyjna kuźnia. We wsi możesz też przekonać się, że nie święci garnki lepią. Dwojaki i ładyszki do mleka wyrabia się, tak jak sto lat temu. Niemłody już garncarz z młodzieńczym zapałem i cierpliwością pokazuje, jak wypalić dzbanek. W pobliskiej stodole stoją setki cudeniek. Warto kupić coś na pamiątkę i dołożyć chochlę z pobliskiego Zamczyska.
    Na tym nie koniec podróży szlakiem rękodzieła. Blisko Suwałk, w Piertaniach, blisko Suwałk, upieczesz chleb, jak niegdyś czyniono to w prawie każdym wiejskim domu. Niecałe trzy kilometry od Piertań, we wsi Tartak czeka gospodarstwo agroturystyczne - prawdziwa akademia kuchni regionalnej. Tu mleka na masło należy samemu nadoić, a potem ubić w drewnianej maselnicy. Świeże masło na wiejskim pachnącym chlebie! Czy trzeba czegoś więcej? Białego sera? Jego produkcja nie zajmie wiele czasu. A miód na okrasę znajdziesz w jednej z okolicznych pasiek. W gospodarstwie poznasz też tajniki wypieku sękacza.
    Trochę dalej na północ, w okolicach Janowa (trzy kilometry stąd we wsi Wygoda znajduje się najstarsa w Europie stadnina koni arabskich), wyrabia się dwustronne wełniane tkaniny. Wielobarwne chodniki urzekają ornamentami. Warto spróbować sił w tkaniu. Na początku trudno połapać się w plątaninie sznurków i nici, ale po kilku fachowych uwagach wszystko staje się znacznie prostsze. Gdyby zdarzyło ci się wpaść w trans, pamiętaj, że pojawienie się na stole babki i dwójniaka kończy pracę przy krosnach.

    Praktyczne informacje

    Katalog kwater: www. agroturystyka.beskidy.pl, Brenna - 033 8536533, www.brenna.pl, Istebna - 033 8556158, www.ur.istebna.pl, Ustroń - 033 8542653, www.ustron.com.pl, Wisła - 033 8553456, www.wisla.pl, Żywiec - 033 8614310.
    Polecamy:
    • „Swystowy Sad” - G. M. Furman, Ropki k. Hańczowej, tel. 018 3532294, pokoje 2- i 3-osobowe z łazienkami, kuchnia bezmięsna, ceny: 70 zł za osobę dorosłą i 40 zł za dziecko.
    • „Koziarnia” - J. M. Lorek, Pogorzany Smykań k. Szczyrzycy, tel. 018 3320350, pokoje 2-, 3- i 4-osobowe z łazienkami plus domek dla 8 osób, cena: 25-35 zł.
    • „Pancerzówka” - B. J. Pancerz, Głębokie, tel. 018 4464763, pok. 2-, 3-, 4- i 5-osobowe z łazienkami, kuchnia domowa, cena: nocleg 30 zł (możliwe zniżki).

    ***

    Kartuzy - 058 6810185, www.kartuzy.pl, Kościerzyna - 058 6841612, www.infokościerzyna.pl, Tuchola - 052 3342189, www.tuchola.pl.
    Polecamy:
    • „U Stolema” - Ostrzyce, tel. 058 6841877, pokoje 2-, 3- i 4-osobowe z łazienkami oraz domki 6-osobowe z łazienkami, kuchnia kaszubska, cena: nocleg w pokoju 2-osobowym od 35 zł.
    • Gospodarstwo J. J. Bruskich - Wałdowo, tel. 059 8571277, mieszkanie dla 4 osób, pokoje 4-, 3- i 2-osobowe z łazienkami, specjały kaszubskie, cena: nocleg od 28 zł.
    • „Cichy zakątek” B. Ciemińskiego - Półczno, tel. 059 8223455, 2 mieszkania (4-, 6-os.), cena: noc 20 zł.
    • „Kaszubska Strzecha" - Goręczyno, tel. 058 6841469, 45 miejsc w zaadaptowanej owczarni w pokojach 2-, 3- i 4 osobowych z łazienkami i TV, cena: od 45 zł za osobę.

    ***

    Białystok - 085 6537950, Białowieża - 085 6812295, Goniądz - 085 7380785, eco-travel@biebrza.com.
    Mistrzowie rękodzieła: Kowal M. Hulewicz, Czarna Wieś Kościelna, ul. Sosnowa 4a, tel. 085 7109085. Garncarz St. Mosiej, Czarna Wieś, ul. Piękna 69, tel. 085 7109089. Łyżkarz M. Baranowski, Zamczysk 10, tel. 085 7109321.
    Tkaczki: A. Kochanowska, Janów, ul. Nadrzeczna 3, tel. 085 7216036, F. Krupowicz, Janów, ul. Sokólska 50, tel. 085 7216128.
    Kwatery: A. Żukowska - Piertanie, tel. 087 5637140. Z. Tarasiewicz - Tartak, tel. 087 5637174. B. Florczuk - Starczewice, tel. 025 6312013. „Uroczysko Zaborek" - Janów Podlaski, tel. 083 3413068. M. Falkiewicz - Janów Podlaski, tel. 083 3413222.

    www.auschwitz-oswiecim.pl/forum/

    Cytat:Czy lokalizacja firmy chemicznej w Oświęcimiu była zła? Wypromowana na cały świat. Jestem przekonany, że te osoby do końca życia będą potrafiły podać lokalizację jednej z polskich firm chemicznych mimo iż nigdy nie miały nic wspólnego z przemysłem chemicznym.



    Ta fabryka jest w zasadzie poza miastem Oświęcim, to DWORY, MONOWICE, nawet Włosienica, Stawy Monowskie. O ZCHO już się nie martwię, bo po dłuuuuugim zastoju jest masę pomysłów w realizacji na zagospodarowanie terenu. Jednak zauważ JEDNO, już nie ma dynamiki w inwestycjach w cieżką syntezę chemii, w ciężki przemysł, gdzie idą pomysły...? W hurtownie, drobne pomysły. Taki wybrano kierunek. Stopniowo wyburza się niemieckie i bierutowskie budynki, nawet z ery Gomułki. Ta fabryka teren jest BARDZO DALEKO od obu Muzeów i Żydzi mają tylko interes w tym żeby nie powstała tu "nowa huta", głośny, uciążliwy przemysł itd Hurtownie i MSP może być. Nie protestuję, bo co to da? Miejsca pracy będą, ale że za 700-1000zł? Trudno, dla bezrobotnych od wielu lat to i tak ratunek, zmiana w życiu.

    Cytat:Popatrzmy na sprawy turystyki miasta Oświęcim jak na zwykły biznes. Bo nikt nie zaprzeczy że jest to biznes. Aby wygrać na rynku, należy użyć najmocniejszych swoich atutów. Zaniedbanie sprawy muzeum i próba walki innymi atutami miasta mogę spokojnie porównać do pójścia na wojne z nożami mając w zapleczu karabiny. Stosując to porównanie Oświęcim ma w obwodzie działa wielkiej mocy potrafiące dosięgnąć celu w każdy miejscu naszego globu.



    Tu się świetnie rozumiemy zdaje sie.
    Kupiłeś tą książkę? Można kupić PDF, waham się czy warte to jest 15zł bodajże. Bez jej lektury trudno będzie ocenić dobrze trafnie jej przesłanie. Obawiam się że jest bliskie linii MDSM, blisko tych co chcą nie tyle sprawić żeby lud powiatu zarabiał na gościach, turystach, pielgrzymach (trudno nazwać inaczej byłych wieźniów, ich rodziny itd) a podejść ideowo do tego. Ja buntuję się przeciw temu, mając obiekt UNESCO nie zarabiać na tym milionów to SZOK Jak to możliwe że powiat ma tak mało noclegów, że na wsiach nie ma smażalni ryb, wędzalni mimo że wszędzie pełno ryb. Trzeba dobrze sie naszukać żeby kupić słynnego wędzonego karpia, zjeść rybę poza gminą Zator.

    Powiem Ci czemu 50 lat nie wymyślono tego co my dwaj w lot rozumiemy.
    Oświęcim, klucz jest w elitach Oświęcimia, które chcą sobie zawłaszczyć cały ruch turystyczny usiłując go OD PÓŁ WIEKU zamknąć w granicach miasta Oświęcim. Czy owe elity wyobrażają sobie że Żydzi i nie tylko Żydzi będą jeść miejscowe przysmaki w godzinę po obejrzeniu tych strasznych miejsc? Czy elity Oświęcimia kolejne 50 lat będą się łudzić, że wycieczki będą zamawiały po 6 noclegów żeby dokładnie zwiedzać miasto i Muzea? Owszem, jeżeli np MDSM organizuje coś dla młodzieży to zlot trwa może i tydzień, ale ile dni nocuje przeciętny turysta w Oświęcimiu? Dobre pytanie.

    Teraz pomysł.
    Nie bez powodu namawiam gminę ziemską Oświęcim i Chełmek na sojusz w ramach regionu i koncepcji DOLINA KARPIA. Chciałbym zbudować taki duet - Oświęcim z Muzeami i DOLINA KARPIA w której się nocuje, wypoczywa, spożywa, gdzie są rozrywki, stadniny, kąpieliska. Tygodniowe pobyty z bogatym programem turystycznym. Oświęcim na tym i tak zarobi swoje, bo jest co zwiedzać zarówno na trasach "holokastu", jak i historycznych, współczesna oferta kulturalno-rozrywkowo-sportowa. Nie mamy np w DOLINIE KARPIA MOSiRu, ale mamy jeden atut - jesteśmy daleko od drutów obozów!

    Cała koncepcja turystyki w powiecie MUSI być zbudowana na DOLINIE KARPIA! Mówię to z żarliwością i zamierzam pomóc dostać się do rady powiatu ludziom, którzy będą tę ideę wspierać, jeszcze nie wiem, ale zdaje się Pan Mariusz Makuch wiceburmistrz Zatora miał kandydować, to byłby ważny człowiek w radzie, zapewniam. Bardzo MEDIALNY www.zator.iap.pl dużo jest tam wycinków prasowych. Z tym człowiekiem można współpracować, bo jest żywo tym zainteresowany. Tak naprawdę obecna rada powiatu TOTALNIE OLAŁA pomysł na region DOLINA KARPIA a sami NIC lepszego nie wymyślili.

    Przecież można oddzielić Inicjatywę LEADER od powiatowego regionu DOLINA KARPIA w postaci związku komunalnego GMIN, federacji organizacji, stowarzyszenia sołectw, osiedli. Mamy średniowieczne tradycje cechów rzemieślniczych, trzeba to rozwijać, jest moda na rzemiosło, to świetna metoda aktywizacji ludzi. Liczy się ręczna robota w UE, przemysłowe wyroby tanieją, nie sposób konkurować w tym segmencie z Chinami choćby, zresztą z nimi nie da się konkurować wcale.

    Moja frustracja częściowo bierze się właśnie z braku pomysłu elit oświęcimia rozwoju oświęcimia, miast w skali całego powiatu. Może wiesz że był pomysł na powołanie LOTu, Lokalnej Organizacji Turystycznej? Umarło... ale może i dobrze, bo na 100% byłby to podmiot promocji Oświęcimia... a nie wszystkich gmin powiatu. To jest egoizm, egocentryzm elit Oświęcimia, które przez 50 lat nie rozwinęli turystycznie całego powiatu. Dlaczego Przeciszów po II wojnie ułożono jako gminę sypialnię m.in pracowników Chełmka? Czemu wzorem setek innych gmin nie realizowano rozwoju "wczasów pod gruszą", rekreacji. Ok, było zatrucie środowiska, ale od dekady ponad jest OK. Wcześniej można było stawiać choćby na wędkarstwo, przetwórstwo ryb drobne, gastronomię. Jeszcze za czasów GS mogła powstać karczma rybna, żydowska czy jakaś.

    To wsie powiatu mogą stanowić siłę napędową gospodarki turystycznej powiatu. Tu mogą nocować ludzie, nawet tydzień i zwiedzać nie tylko Oświęcim, ale i całą okolicę. Fundamentem muszą być noclegi poza miastem Oświęcim. Nie wierzę że Oświęcim może stać się Krakowem pod kątem ilości noclegów, knajpek. Próbowaliście 50 lat... nie udało się, zatem pora na opracowanie powiatowego planu rozwoju turystyki na nowych zasadach. DOLINA KARPIA - Księstwo Zatorskie, Ksiestwo Oświęcimsko Zatorskie - to są pomysły w które już wpisuje się świetnie bractwo Posłanników Chorsa z banerem mi tu bezlitośnie migoczącym czy Rycerze XIII wieku z Oświęcimia. Należy instytucjonalnie pomóc powstawać takim kolejnym bractwom, niech się rozwijają nie tylko pod kątem wyposażenia, umiejętności walenia sobie po łbach toporami bojowymi - powinni mieć wizję na różnorodną ofertę, obsługę imprez biznesowych, targów. To niesłychana atrakcja, ożywi każdy rynek, zamek, festiwal, imprezy. Latem powinni być wręcz na etacie miast.

    Trzeba w naszym powiecie czerpać wzorce z Krakowa. Myślę że lepiej zorganizowanego miasta pod każdym kątem nie ma. Wzorujmy się na zaradności Zakopiańczyków i innych miejscach gdzie na turystach, gościach spoza powiatu zarabia się. Ja widzę pusty rynek w Oświęcimiu, smutnych ludzi... i klimat EMIGRACYJNY wśród młodych ludzi.

    Cytat:Turyści nie przyjadą do Oświęcimia tylko dlatego, że jest tam stary zamek, piękna przyroda czy karpie w odległości 10km od miasta. Prawda brutalna, ale prawda. Mamy w Obozie niesamowity potencjał i 90% działań pro-rozwojowych (turystyki) powinno się opierać o muzeum i równie ważna sprawa - należy zachęcać turystów do zostania przynajmniej na jedną noc w mieście - poprzez dodatkowe atrakcje



    I wyszło szydło z worka.
    Wpisujesz się w nurt elit Oświęcimia, którzy 50 lat próbują zrobić to o czym mówisz, CZEGO NIE DA SIĘ ZROBIĆ, bo żadne atrakcje nie zmuszą do JEDNEGO nawet noclegu zwykłych gości. Kto w Oświęcimiu nocuje? Sportowcy, młodzież wokół MDSM, pielgrzymi którzy opłakują bliskich i wiesz gdzie mają atrakcje? Nie powiem... Mylisz się. Dolina Karpia którą między wierszami wyśmiewasz, słowem wieśniacy w kilka lat będą mieli więcej noclegów niż miasta zachodniej części powiatu oświęcimskiego, może wtedy zmienisz zdanie. DOLINA KARPIA nie pobije Oświęcimia liczbą przyjeżdżających, ale liczbą noclegów w 2-3 lata.

    Trzeba sprawić żeby ludzie przyjeżdżali poznać powiat oświęcimski i Muzea w Oświęcimiu, rozumiecie? Taka kolejność, duet. Wiadomo że "polskie obozy w Oświęcimiu" (google namierzy ten zwrot i będzie więcej wejść do forum) zawsze będą dla wielu żelaznym punktem, ale zapominasz że wielu Polaków juz ma to za sobą! Mieszkańcy Śląska, Małopolski jeżdżą sobie i zwiedzają, łowią ryby. Masz nikłe pojęcie o gospodarce turystycznej, jeszcze mizerniejsze niż ja Mamy blisko 5 mln ludzi i to jest nasz podstawowy TARGET na rekreację-turystykę poza Muzeami.

    Jak można się łudzić że Żydzi, goście będą chcieli nocować w Oświęcimiu, nigdy nie wygramy z Krakowem w kategorii MIASTA. Knajpki na styl krakowski w Oświęcimiu bez lepszej komunikacji publicznej też nie będą zasilane np ludźmi z wiosek spod Beskidu Małego czy Przeciszowa. W weekend bez samochodu ruszyć się gdzieś to masakra.

    Cytat:Mamy w Obozie niesamowity potencjał i 90% działań pro-rozwojowych (turystyki) powinno się opierać o muzeum


    Po tym zdaniu już nie głosowałbym na Ciebie do rady powiatu i gminy Chełmek bo nawet o SWOJEJ GMINIE zapomniałeś... martw się o Chełmek, macie atrakcje u siebie? Porządne lokale, rozrywki, ofertę dla gości, zróżnicowane noclegi pod każdą kieszeń? Gdzie porządny hotel dla ludu z górnej półki? Myślisz że tacy nie zwiedzają Muzeum? Muszą wrócić do Krakowa, bo zbyt dobrych hoteli nawet Oświęcim nie ma, a co dopiero cały powiat... Otóż ja uważam że 90% środków powiatowych ma iść na powiat, a 10% na okołomuzealne. To zadania obu gmin oświęcimskich, a nie starostwa, nie organizacji które mają rozwijać powiat, np agencje rozwoju, CBMZ i co tam jeszcze jest, bo zdaje się sklonowali się na dwie agencje, tak?

    Czemu uważasz że zrobienie cyrku z Holokaustu może zbawić powiat?

    Czemu nie DOLINA KARPIA?

    Inne regiony nie mają Muzeum, a jakoś dochody większe niż Chełmek czy Przeciszów, a Chełmek z wikipedii to mam, ma dochód...

    Cytat:Według danych z roku 20026, średni dochód na mieszkańca wynosił 1293,67 zł.



    A teraz gmina ziemska Oświęcim.
    Cytat:Według danych z roku 20026, średni dochód na mieszkańca wynosił 1376,53 zł.



    A przecież tam jest właśnie BRZEZINKA.
    Paweł myślisz szablonowo o Oświęcimiu, przyszłość jest w śmielszych wizjach rozwoju powiatu. Coś czego nie było, Przeciszów ma pierwszy nocleg agroturystyczny połączony z gospodarstwem ekologicznym w sołectwie Piotrowice. Takie jaskółki wiosny nie czynią, ale liczę że nowe władze skończą ze statusem Przeciszowa jako gminy sypialni, bo ludzie do pracy dojeżdżają po 50-60 i więcej kilometrów. Potrzebne miejsca pracy jeżeli nie w gminie Przeciszów, to w POWIECIE chociaż! Nie jest to roszczenie Paweł, przecież jako rolnik nie ściągnę inwestora, zatem nie wyśmiewaj, rola samorządów jest teraz niesłychanie ważna. To nie lata 80te...

    Cytat:Najważniejsze: żeby przyjechali, drugie w kolejności, żeby zostali - sprawa oczywista.


    Oni przyjeżdżają Paweł, ale nie żeby nocować, jeść, bawić się, kupować, ale żeby zwiedzać Oświęcim. 2-3 godziny i powrót do Krakowa. Kiedy to zrozumiecie? Dobry przewodnik siłą zmusza jeszcze do szybkiego zwiedzania Oświęcimia, ale pewnie rzadko namówi na obiad w Oświęicimiu... a nocleg? hahahaah Czemu tak uparcie mieszkaniec Chełmka optuje za noclegami z widokiem na DRUTY OBOZÓW? Czemu nie w Chełmku? Czemu nie w Bobrku, czemu nie w Przeciszowie, Zatorze, Polance Wielkiej, Osieku, Kętach, Brzeszczach? Czemu nie w Waszych lasach? Taka sztuka wybudować leśną osadę turystyczno-noclegową z setkami miejsc różnego standardu? Albo kilka takich miejsc z różnym pomysłem pod różne gusta? Miejce sami wybierzecie.. to ruszy rozwój agroturystyki, kwater prywatnych w całej gminie Chełmek, a nawet szerzej.

    Po tym tylko reklama, promocja już od dworca w Krakowie, lotniska, nawet zagranicą. Jeszcze coś. Czemu Oświęcim traci znaczenie węzła regionalnego, czemu dworce PKP i PKS i BUSY nie stworzą systemu podobnego do dworca regionalnego w Krakowie?

    Czemu Oświęcim nie jest stacją DOCELOWĄ dla pociągów z całej Europy? Owszem docelową, ale z przedłużeniem na Kraków czy Katowice w zależności od tego skąd jadą. Czemu nie ma do nas jak do Zakopanego autokarów PKS z Warszawy, z wszystkich dużych miast Polski i nie tylko? Moim zdaniem to wszystko wygląda na świadomą niegospodarność władz Oświęcimia i starostwa. Oświęcim to nie jest cały powiat, to 1/4 ludności powiatu. Zakończę stwierdzeniem iż jest nadal skotniałe myślenie o naszym powiecie, musi minąć chyba kolejne 50 lat żeby cos się mogło zmienić na LEPSZE.

    Młodym pozostaje emigracja, albo praca za 600-1000zł.

    Urlop w gospodarstwie agroturystycznym - dlaczego warto?

    Wielu turystów rezygnuje z urlopu w zatłoczonych kurortach i wybiera się odpocząć na wsi. Agroturystyka staje się coraz bardziej popularna, powstają nowe obiekty agroturystyczne.

    Wakacje na wsi mają wiele zalet. Turystów kusi przede wszystkim niska cena w porównaniu z pobytem w hotelach, czy pensjonatach.

    Dużym plusem jest też zdrowe jedzenie, które oferowane jest w obiekcie. Posiłki przygotowywane są tylko z własnych płodów rolnych. Podczas takich wakacji można wypić mleka prosto od krowy, zjeść twaróg i masło domowej roboty, świeże jaja, swojską wędlinę i domowe konfitury. Coraz więcej polskich gospodarstw przestawia się na rolnictwo ekologiczne i stara się o certyfikat Europejskiego Centrum Ekologicznego (ECEAT).

    Gospodarstwa agroturystyczne usytuowane są w czystym, nieskażonym otoczeniu, z dala od miast i dróg. Największą ofertę pobytów agroturystycznych mają: Beskidy, Kaszuby, Warmia i Mazury, Podlasie oraz Małopolska.

    Zazwyczaj w gospodarstwach są bardzo funkcjonalne kwatery. Turyści mogą wybierać miejsca o różnym standardzie. W ofercie są kwatery, które poza sezonem użytkują domownicy, a także samodzielne mieszkania. Do celów agroturystyki właściciele adaptują strychy, stodoły, dawne młyny lub leśniczówki. Zagospodarowują też otoczenie, budują baseny, altanki, miejsca na grill, ognisko i boiska.

    Większość miejsc nastawionych jest na wypoczynek rodzin z dziećmi. Prawie na wszystkich podwórkach znajdują się huśtawki i piaskownice. Są także gospodarstwa, które powstały specjalnie dla miłośników koni, wędkarzach, czy myśliwych. Istnieją też gospodarstwa, które mają oryginalne specjalności, jak: uprawa ziół, produkcja wina, trening chodzenia po rozżarzonych węglach, strzelanie z łuku lub loty balonem.

    Zazwyczaj gospodarze są sympatyczni, otwarci i tworzą rodzinną atmosferę.

    Beskidy oferują ciszę, spokój i zapewniają wędrówki po górach wśród drewnianych świątyń i łemkowskich wsi. Do najbardziej popularnych miejscowości wypoczynkowych należą: Ustroń, Krynica, Brenna, Zawoja i Wisła. Natomiast w Istebnej, Jaworzynce i Koniakowie, czyli beskidzkiej trójwsi można zobaczyć drewniane chałupy, owce na halach oraz słynne koronki. Już od wieków koronczarstwem zajmują się tam wszystkie gospodynie i nawet kilku gospodarzy. Atrakcją Rytro są ruiny zamku zbudowanego z łez księżnej Kingi, natomiast Komańcza skłania do refleksji u Nazaretanek, czyli w miejscu odosobnienia kardynała Stefana Wyszyńskiego.

    Właściciele, w celu przyciągnięcia turystów, oferują oprócz łóżka wiele innych atrakcji. "Promyczek" w Brennej znany jest z doskonałej kuchni, natomiast Zajazd "U Brzezinów" w Cisownicy urządzono wokół chałupy z 1923 roku, w której znajduje się pełno starych sprzętów. Kukuczkowie w Istebnej prowadzą prawdziwe górskie gospodarstwo. Na zachodnim krańcu utworzono "Swystowy Sad", gdzie są huśtawki dla dzieci, w pokojach stare meble oraz pożółkłe fotografie, a na stołach konfitury. Wystrój wnętrza oraz kuchnia przypominają o dawnych łemkowskich właścicielach. Można również tam karmić kury i kozy, pomagać w pasiece, a także jeździć konno w Hańczowej.

    Na rynku w Suchej Beskidzkiej znajduje się najsłynniejsza polska karczma, gdzie, jak głosi legenda, Pan Twardowski przegrał zakład z diabłem. Nazwy oferowanych potraw nawiązują do folkloru.

    Na terenie Kaszub są góry, nadmorskie plaże, ciche jeziora, cieniste bory oraz liczne zabytki. Legenda mówi, że Pan Bóg tworząc świat, obdarowywał poszczególne krainy różnymi dobrami. Jednak o Kaszubach przypomniał sobie dopiero, gdy zakończył swoje dzieło. Wówczas z wielkiego worka wysypał to, co mu pozostało. Dlatego też Kaszubi dostali każdego bogactwa po trochu.

    Współcześni Kaszubi już coraz rzadziej utrzymują się z uprawy roli i rybołówstwa, natomiast coraz częściej z turystów. Najlepiej przygotowane na turystów są Bory Tucholskie, gdzie znaleźć można mnóstwo kwater oraz wypożyczalnie sprzętu wodnego. Główne ośrodki wypoczynkowe Borów to Charzykowy i Swornegacie. Jednak najpiękniejsza i najcichsza jest Szwajcaria Kaszubska. Ostrzyce to 700-letnia miejscowość z ładnym kąpieliskiem. Organizowane są tam rejsy wycieczkowe po jeziorze.

    Na Kaszubach, we Wdzydzach Kiszewskich znajduje się też najstarszy w Polsce skansen. Latem odbywają się tam pokazy plecionkarstwa oraz haftu. Obok skansenu jest minizoo i karczma "Wygoda" z kluskami ziemniaczanymi i racuchami drożdżowymi.

    Na Podlasiu można samemu zrobić gliniany garnek lub miskę, wykuć podkowę na szczęście, wystrugać łyżkę, utkać wełniany chodnik lub upiec razowy chleb. Już za Białymstokiem zaczynają się lasy Puszczy Knyszyńskiej, gdzie znajdują się nostalgiczne wioski z warsztatami, jakich nigdzie indziej nie ma. W Czarnej Wsi Kościelnej zachowała się tradycyjna kuźnia.

    W pobliżu Suwałk, w Piertaniach można upiec chleb. Natomiast we wsi Tartak jest gospodarstwo agroturystyczne, które uchodzi za prawdziwą akademię kuchni regionalnej. Mleko na masło trzeba nadoić samemu, a następnie ubić je w drewnianej maselnicy. W okolicach Janowa wyrabiane są dwustronne wełniane tkaniny. Można też spróbować swoich sił w tkaniu.

    Lato pod gruszą...plusy agroturystyki

    Znudziły Cię zatłoczone plaże w kurortach? Wciąż nie możesz się zdecydować, dokąd pojechać na wakacje? Pomyśl o pobycie na wsi. Nie będzie nudno, może być tanio.

    Zalety agroturystyki

    1. Przystępne ceny. W porównaniu z cenami noclegów w kurortach jest znacznie taniej.

    2. Zdrowe jedzenie. Posiłki przyrządzane są z własnych płodów rolnych. Nic nie zastąpi mleka prosto od krowy, twarogu i masła własnej roboty, świeżych jaj, swojskich wędlin i domowych konfitur. Coraz więcej gospodarstw przestawia się na rolnictwo ekologiczne i ubiega się o certyfikat Europejskiego Centrum Ekologicznego (ECEAT).

    3. Nieskażone środowisko. Największą ofertę mają okolice o nieskażonej przyrodzie, usytuowane z dala od miast i dróg. Polskie zagłębia agroturystyki to Beskidy, Kaszuby, Warmia i Mazury, Podlasie, Małopolska.

    4. Funkcjonalne kwatery. Do dyspozycji są miejsca o różnym standardzie. Od kwater, które poza sezonem użytkują domownicy, po samodzielne mieszkania. Właściciele adaptują strychy, stodoły, dawne młyny, leśniczówki. I trzeba przyznać, że robią to z głową, uwzględniając potrzeby i przyzwyczajenia mieszczuchów. Nie zapominają też o otoczeniu. Budują baseny, altanki, wydzielają miejsca na grill, ognisko, boiska.

    5. Różnorodność. Większość miejsc nastawia się na wypoczynek rodzin z dziećmi. Niemal wszędzie znajdują się place zabaw z huśtawkami i piaskownicami. Są letniska powstałe z myślą o miłośnikach koni, wędkarzach, myśliwych. Wiele gospodarstw ma oryginalne specjalności: od uprawy ziół i produkcji wina, aż po trening chodzenia po rozżarzonych węglach, strzelanie z łuku i loty balonem.

    6. Rodzinna atmosfera. Na ogół gospodarze są ludźmi sympatycznymi i otwartymi - gdyby tacy nie byli, nie przyjmowaliby obcych pod swój dach. Nie znaczy to jednak, że się narzucają. Tylko od nas zależy, czy nawiążemy z gospodarzami bliższy kontakt.

    Owce na hali i stare koronki

    Chciałabyś w ciszy i spokoju wędrować łagodnymi górami wśród drewnianych świątyń i łemkowskich wsi? Ruszaj w Beskidy. Przyjazne i dostępne są rajem dla miłośników wczasów pod gruszą, zarówno tych, którzy podczas urlopu preferują „nicnierobienie”, jak i dla spragnionych ruchu. Nie znajdziesz tu dzikich ostępów oraz nieprzetartych szlaków, ale za to dobrze wypoczniesz i nie będziesz się nudzić. Poza Ustroniem i Krynicą, pięknie położoną Brenną i naszą największą wsią - Zawoją, znajdziesz sto innych miejsc, którym warto się przyjrzeć z bliska.

    Wiślańskiego kurortu rekomendować nie trzeba, rozsławił go Adam Małysz. Beskidzka trójwieś, czyli Istebna, Jaworzynka i Koniaków to sielskie klimaty w pełnej krasie, czyli drewniane chałupy, owce na halach i słynne koronki (od wieków koronczarstwem zajmują się tu wszystkie gospodynie, a nawet kilku gospodarzy). Rytro zaprasza w ruiny zamku zbudowanego z łez księżnej Kingi, a Komańcza skłoni do refleksji u Nazaretanek - w miejscu odosobnienia kardynała Stefana Wyszyńskiego.

    Od ilości ofert może się zakręcić w głowie. Ponieważ pomiędzy poszczególnymi obiektami panuje spora konkurencja, każdy stara się przyciągnąć gości wyjątkowymi atrakcjami. Właściciele swojskich chat, kameralnych pensjonatów i pałacyków dobrze wiedzą, że dzisiaj łóżko i wikt już nie wystarczą. Na przykład "Promyczek” w Brennej znany jest z wyśmienitej kuchni (sery własnej roboty, że palce lizać).

    Zajazd „U Brzezinów” w Cisownicy urządzono wokół chałupy z 1923 roku, pełnej starych sprzętów. Za to Kukuczkowie w Istebnej prowadzą najprawdziwsze górskie gospodarstwo. Miejscem zupełnie wyjątkowym jest ulokowany na zachodnim krańcu (i poza zasięgiem) „Swystowy Sad”. W sadzie huśtawki dla dzieci, w pokojach stare meble i pożółkłe fotografie, na stołach konfitury. Wystrój wnętrza i kuchnia przypominają o dawnych łemkowskich właścicielach tego miejsca. Chętni mogą karmić kury i kozy, pomagać w pasiece albo pojeździć konno w Hańczowej.

    Wszystkie, nie tylko beskidzkie drogi, prowadzą do „Rzymu”. Na rynku w Suchej Beskidzkiej stoi najsłynniejsza polska karczma, gdzie, zgodnie ze starą legendą, Pan Twardowski przegrał zakład z diabłem. Tu czas się zatrzymał. Nazwy potraw często nawiązują do folkloru, w którym podobnie jak na Podhalu, ważną rolę odgrywali harnasie Ondraszek oraz Proćpak. Hej!

    Świat w pigułce

    Kaszubi opowiadają, że Pan Bóg tworząc świat, obdarowywał poszczególne krainy różnymi dobrami. O nich przypomniał sobie dopiero wówczas, gdy zakończył swoje dzieło. Z wielkiego worka wysypał więc to, co mu zostało. I tak dostało się Kaszubom każdego bogactwa po trochu. W tej opowieści jest sporo racji. Na Kaszubach znajdziemy wszystko: góry, nadmorskie plaże, ciche jeziora, cieniste bory i zabytki. A do tego gościnni, pracowici mieszkańcy, którzy zachowali swój barwny świat.

    Współcześni Kaszubi coraz rzadziej utrzymują się z uprawy roli czy rybołówstwa, a coraz częściej - z turystów. Najlepiej przygotowane na przyjęcie gości są Bory Tucholskie z mnóstwem kwater i wypożyczalni sprzętu wodnego w Charzykowym i Swornychgaciach. Ale najpiękniej i najciszej jest w Szwajcarii Kaszubskiej. Idealną bazą wypadową będą liczące 700 lat leniwe Ostrzyce z ładnym kąpieliskiem. Osada wyspecjalizowała się w organizowaniu rejsów wycieczkowych po jeziorze. Stąd tylko dwa kroki do Kartuz. To serce Szwajcarii. Zawdzięcza powstanie zakonowi kartuzów, który ściągnął tu pod koniec XIV wieku. Mnisi co prawda przyjechali tylko na rekonesans, ale urzeczeni pięknem okolicy, zostali na wieki. Z tamtych ponurych czasów przetrwał jeden przysadzisty erem i słynny kościół z dachem w kształcie wieka gigantycznej trumny.

    Buszując po Kaszubach, koniecznie trzeba zobaczyć najstarszy w Polsce skansen we Wdzydzach. Latem odbywają się pokazy plecionkarstwa i haftu. Ożywa kuźnia, wiatrak holender i stara lokomobila z tartaku. Zgłodniali powinni zajrzeć do karczmy „Wygoda” na kluski ziemniaczane, jak również racuchy drożdżowe o wdzięcznej nazwie „ruchanki”. A po biesiadzie obowiązkowo zażyć tabaki. Na zdrowie! Bo, jak mawiają miejscowi: „Chłop, co nie zażywa, baba się nazywa”. Obok skansenu przycupnęło minizoo. Maluchy warto też przyprowadzić do Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach, by pokazać im buty dla koni, zwane klumpami. Dzieciom pewnie trudno będzie uwierzyć, że kiedyś wśród przedmiotów codziennego użytku były kijanki do prania i pyzder do klapsów.

    Nie święci garnki lepią

    Na początku spróbuj zrobić gliniany garnek lub miskę. Zabierz wykutą podkówkę, która przyniesie ci szczęście. Potem wystrugaj łyżkę i utkaj wełniany chodnik. Z tym bagażem udaj się tam, gdzie możesz upiec razowy chleb. To nie lista magicznych zadań w supernowoczesnej grze komputerowej. Taką przygodę z dawnymi rzemiosłami możesz przeżyć podczas podróży po Podlasiu, kojarzonym niesłusznie głównie z żubrami, łosiami i komarami. Tuż za rogatkami Białegostoku zaczynają się lasy Puszczy Knyszyńskiej, a w nich nostalgiczne wioski naszpikowane warszta- tami, jakich nie zobaczysz nigdzie. Numerem jeden okolicy jest Czarna Wieś Kościelna, w któ- rej uchowała się tradycyjna kuźnia. We wsi możesz też przekonać się, że nie święci garnki lepią. Dwojaki i ładyszki do mleka wyrabia się, tak jak sto lat temu. Niemłody już garncarz z młodzieńczym zapałem i cierpliwością pokazuje, jak wypalić dzbanek. W pobliskiej stodole stoją setki cudeniek. Warto kupić coś na pamiątkę i dołożyć chochlę z pobliskiego Zamczyska.

    Na tym nie koniec podróży szlakiem rękodzieła. Blisko Suwałk, w Piertaniach, blisko Suwałk, upieczesz chleb, jak niegdyś czyniono to w prawie każdym wiejskim domu. Niecałe trzy kilometry od Piertań, we wsi Tartak czeka gospodarstwo agroturystyczne - prawdziwa akademia kuchni regionalnej. Tu mleka na masło należy samemu nadoić, a potem ubić w drewnianej maselnicy. Świeże masło na wiejskim pachnącym chlebie! Czy trzeba czegoś więcej? Białego sera? Jego produkcja nie zajmie wiele czasu. A miód na okrasę znajdziesz w jednej z okolicznych pasiek. W gospodarstwie poznasz też tajniki wypieku sękacza.

    Trochę dalej na północ, w okolicach Janowa (trzy kilometry stąd we wsi Wygoda znajduje się najstarsa w Europie stadnina koni arabskich), wyrabia się dwustronne wełniane tkaniny. Wielobarwne chodniki urzekają ornamentami. Warto spróbować sił w tkaniu. Na początku trudno połapać się w plątaninie sznurków i nici, ale po kilku fachowych uwagach wszystko staje się znacznie prostsze. Gdyby zdarzyło ci się wpaść w trans, pamiętaj, że pojawienie się na stole babki i dwójniaka kończy pracę przy krosnach.

    Co studiujecie? Wydział Rolniczo-Ekonomiczny AR

    Cytat:
    O widzisz-i to mnie bardzo interesuje. Zawsze miałem jakiś pociąg właśnie do rolnictwa ekol, ewentualnie alternatywnych źródeł energii. Podejrzewam, że nasze okolice nie za bardzo nadają się pod uprawy ekologiczne i to mnie martwi. Jak zauważyłeś-kopalnie, zakłady chemiczne zrobiły swoje, aczkolwiek kto wie, może jeszcze nie wszystko stracone. Może uda mi się dowiedzieć czegoś na ten temat od chrzestnej, która działa m. in. w stow. "BIOS"-powinna więc chyba mieć inf na ten temat.

    Co do problemów do omówienia-dlaczego mamona nie pozwala,lub w znacznym stopniu utrudnia produkcję ekologicznego papieru z konopii indyjskiej. FAKTY:z 1 akra odnawialnej, jednorocznej, łatwej w uprawie, odmiany konopii NIE ZAWIERAJĄCEJ "substancji odurzających", a więc konopii siewnej można wytworzyć tyle papieru, co z 4 akrów zielonych płuc ziemi, czyli rosnących długie lata drzew. To mnie boli!!!



    Konopie z kilometra śmierdzą marihuaną itd zatem musi to być absolutnie pewne że nie da się z tego ABSOLUTNIE NIC INNEGO zrobić, tylko papier czy karmę dla ptaszków itd Zrozum że to MUSI być pilnowane i zapewne stąd problemy. Skąd w ogóle o tym wiesz? Temat ciekawy z tym papierem, można by jakieś cuda z tego robić dla turystów.

    Co do rolnictwa w powiecie oświęcimskim to sprawa jest prosta, trzeba zbadać dokładnie ziemie, tak jak to robią podmioty certyfikujące, zatem im to można zlecić - sporządzą mapę powiatu pod kątem przydatności, wykresy zanieczyszczeń. Ziemia potrafi się trochę oczyścić w 10-20-30 lat, metale osadzają się coraz niżej, trochę idzie do wody... trochę zjadamy itd

    Nie można ABSOLUTNIE polegać na badaniach z początku lat 90tych, czy z 80tych. Jest duuuuużo lepiej na szczęście. Generalnie to co leciało z kominów, leciało okręślonymi kanałami i tam będzie nadal duże zanieczyszczenie, ale wierz mi, jest w Przeciszowie (sołectwo Piotrowice) już pierwsze certyfikowane gospodarstwo agroturystyczne, jest w gminie WIEPRZ od dawna, to już powiat wadowicki. Nie ma wsparcia władz optymalnego, nie ma organizacji które by to pchały do przodu. Ów BIOS za mocny w skali całego powiatu oświęcimskiego nie jest. Zaproś ich do mojego forum, zaproś ich tutaj na forum AR. Czy mają www? Czy wiedzą jak trudno odnaleźć organizację bez własnego www, namiarów? Ileż można gadać o ogólnikach telefonicznie? Co im mam powiedzieć? Mam hektar, ale nie chcę iść w ekologię, bo taki ze mnie rolnik jak z koziej pupy trąbka Rodzice przepisali mi dom z hektarem bo MUSIELI, żeby matka dostała emeryturę większą i szybciej. Takich "rolników" jest wielu, przybywa tych na rentach strukturalnych także.

    Trzeba w powiecie oświęcimskim i w każdym innym w Małopolsce ruszyć rolnictwo ekologiczne, niestety są pogłoski że rząd nieszczęśliwie (zapewne lobby Samoobrony, wysokotowarowców którzy są na rolnictwem wysokochemicznym, GMO Genetically modified organisms) nie podwyższa opłacalności, dopłat do rolnictwa ekologicznego. Zatem DROGA POD GÓRĘ, wiele lat upłynie zanim te buce zrozumieją że to nasza szansa. Ziemie krajów zachodnich są tak nasycone chemią, że Polska ma niesłychaną szansę, ale za nami idzie RUMUNIA, Bułgaria, dojdzie kiedyś Ukraina zdolna wyżywić sama całą Europę, gdyby tam postawić Amerykanów Amerykanie nawet ryby karmią sterydami, sama chemia, modyfikacje genetyczne, świat zapłacze gorzko kiedyś... po co walczyć z naturą, ścigać się z chorobami, zarazami. NATURA. Naturalne metody jakie 1000 lat temu mieli Wiślanie, nawet płytka orka ma swoje znaczenie, taka niby "nienowoczesna".

    Rolnictwo ekologiczne moim zdaniem pójdzie kilkoma nurtami, nurtem TOWAROWYM, oraz kulturowo-agroturystycznym na potrzeby danego gospodarstwa, wioski, gminy, regionu małego. U nas wokół miasteczka ZATOR www.zator.iap.pl tworzy się od ZERA zupełnie nowy REGION TURYSTYCZNY, rekreacyjny zwany DOLINA KARPIA. To dawne Księstwo Zatorskie generalnie, samorządowcy nie wiedzą z organizacjami chyba że zaczyna się tworzyć coś, co było już 400-700 lat świetnie działało, ale wtedy był książę, każdy wiedział CO MA ROBIĆ. Teraz jest decyzyjna ANARCHIA. Upadek gmin nastąpił za ery BALCEROWICZA, padło wtedy większość firm na wsiach, w małych miasteczkach. U nas np CEGIELNIA działająca conajmniej 100 lat. Zostało pół miliona metrów gliny ponoć, wszystko zniszczyli, zabytkową cegielnię ludność rozszabrowała do fundamentów...

    Na wsiach jest zwykle jeszcze zaplecze budynków dworskich z XIX wieku. Zwykle wpadają w ruinę, zapraszam do Przeciszowa żeby je obejrzeć w spółdzielni jak się wszystko wali... Tam można by właśnie rolnictwo ekologiczne choćby w sposób KULTUROWY pielęgnować, szkoda że po II wojnie zniszczono niekiedy 500 letni dorobek narodu polskiego, to była ZBRODNIA, TRWA nadal na zabytkach. Rolnictwo ekologiczne towarowo w Polsce musi się opłacać, to już POLITYKA.

    Zachęcam do studiowania kierunków związanych jakoś z rolnictwem ekologicznym, będzie i jest popyt na doradców. Trzeba opracować obrót tymi produktami, scalenie rolników w grupy producenckie, budowanie lokalnych TARGOWISK EKOLOGICZNYCH, giełd. Myślę że wiele produktów można lokalnie sprzedawać bez tego cyrku jakie wymagają wielkie sieci.

    Ja ciągle widzę sens łączenia agroturystyki z rolnictwem ekologicznym i w ogóle z rolnictwem, ogrodnictwem, hodowlą. NOCLEG powinien mieć CHARAKTER, jedno gospodarstwo będzie słynąć z własnych wędlin, inne z grzybów, pamiątek np z kuźni, stolarni, warsztatu. Taki region jak DOLINA KARPIA jest swoistym pilotażem dla innych powiatów gdzie nie ma turystyki, ale jest zamysł na jej tworzenia. To nie jest ZAKOPANE gdzie największa nora gdzieś na końcu gminy znajdzie chętnych i to za niezłą cenę latem, czy zimą. Regiony III kategorii muszą mieć atrakcje inne niż góry, może właśnie rolnictwo ekologiczne, kulturowe? Górale też zrozumieli że muszą mieć owce choćby dla "ozdoby", czy dla oscypków zwykle z mleka krowiego i tak diełanych... ale na tle łowiecek

    Czy można wycenić obiad złożony wyłącznie z certyfikowanych ekologicznie produktów? Są ludzie którzy zapłacą wiele za to, to jest przyszłość. Małopolskę odwiedzają miliony zagranicznych turystów, czym ich karminy? Mikrofalą i chińskimi zupkami? A dać im pieczonego wołu, barana, czy delikatną jagnięcinę, prosiaka z rożna, ziemniaki pieczone w popiele... okowitkę księżycową 60 procentową itd Czy smakują wam jaja przemysłowe? Wiecie co one tam jedzą? Kupy swoje, kury takie są... a następnie wszystko razem mielą z padliną, kupami i pasza...dodatki. Owszem kura to kura, ale kiedy krowie daje się paszę z padliny jej siostry... to ja przepraszam... nie dziwota że są choroby.

    U mnie kura pasie się na trawie cały dzień niczym na wolności dawniej gęsi dzikie, wcina robaki, piasek na trawienie. Naturalna pasza, garstka tylko kupionych. Jaja wielkości strusich, żółtko jest żółte, a nie pomarańczowe czy blade. Smak - delicje.

    Polska wieś jest sama w sobie FENOMENEM. Turystów ze świata na pewno takie klimaty zachwycą, ale czym my mieszkańcy wsi potrafimy być jeszcze wiejscy? Czy mówimy gwarą, znamy zwyczaje naszych dziadków, pradziatków? Trzeba to pielęgnować. [/url

    Stadniny na Jurze

    OKOLICE KRAKOWA, CHRZANOWA, OJCOWA

    Stadnina koni 'Szarża' w Bolęcinie
    Maria i Mikołaj Rey
    (0-32) 613-76-37,
    0-501 358-083,
    0-502-358-083
    www.szarza.horsesport.pl
    - nauka i doskonalenie jazdy,
    - trening sportowy, skoki i ujeżdżenie,
    - ujeżdżalnia otwarta i kryta ( jedna z największych w Polsce),
    - wycieczki i rajdy,
    - wycieczki pod zamki Lipowiec i Tenczyn; w okolicy żeremia bobrów,
    - hotel dla koni,
    - noclegi,
    Ośrodek położony jest 30 km na zachód od Krakowa.

    Stadnina koni 'Botoja' w Korzkwi
    (0-12) 419-44-92
    0-602 648-580
    www.botoja.pl
    - nauka i doskonalenie, sport
    - wycieczki po okolicach Ojcowskiego Parku Narodowego
    Stajnie i zabudowania zostały wybudowane z zachowaniem tradycyjnej dla regionu architektury, ośrodek położony 12 km od Krakowa, w pobliżu Ojcowa i zamku w Korzkwi.

    Stadnina koni huculskich w Nielepicach
    (0-12) 283-87-26
    www.konna.malopolska.pl
    - spacery, wycieczki, rajdy na hucułach,
    - w ośrodku rozpoczyna się transjurajski szlak konny,
    - przy ośrodku tor crossowy z licznymi przeszkodami terenowymi,
    - zaprzęgi konne, w zimie kuligi dla grup od kilku do 50 osób,
    - wakacje w siodle, latem i zimą,
    - 20 miejsc noclegowych,
    - hotel dla koni oraz sprzedaż koni rasy huculskiej.
    Stadnina położona pomiędzy Brzoskwinią i Nielepicami, organizuje pobyty dla młodzieży szkolnej i dzieci w wieku przedszkolnym (grupy do 100 osób).
    Program pobytu obejmuje jazdę w siodle i zaprzęgami, oraz ognisko z pieczeniem kiełbasek, a na życzenie pogadanki o koniach huculskich i regionie w którym zostały wyhodowane.

    Ośrodek jeździecki przy Zespole Szkół Rolniczych w Czernichowie k/Krakowa
    Czernichów 1 (0-12) 270-20-16; 270-26-62 (instruktor)
    - ujeżdżalnia
    - jazdy terenowe
    Możliwość organizowania dalszych wycieczek, w pobliżu Wisła.

    Stadnina koni huculskich w Zabierzowie, koło Krakowa
    0-502-035-240
    - ujeżdżalnia i tereny
    - hucuły i duże konie

    Stadnina koni 'Decjusz' w Krakowie
    Andrzej i Krystyna Będkowscy
    Kraków, ul. Kasztanowa 1
    tel. (0-12) 425-24-21
    www.decjusz.citynet.pl
    - nauka i doskonalenie jazdy
    - jazdy po Lasku Wolskim
    Ośrodek położony jest na Woli Justowskiej, tuż przy Willi Decjusza.

    Klub turystyki konnej 'Tabun'
    (0-12) 623-82-37
    (0-12) 623-80-62

    Klub Jazdy konnej 'Mustang'
    Kraków, ul. Nad Zalewem 15
    (0-12) 425-26-58
    Ośrodek położony nad Rudawą.

    agroturystyka 'Przy Leśniczówce'
    Janik Jarosław
    Czerna 119
    0-12) 282-29-01
    0-608 595-537
    www.jura.turist.pl/czerna119
    - 2 konie małopolskie,
    - spacery i wycieczki,
    - hotel dla koni.
    - wycieczki po okolicach Ojcowskiego Parku Narodowego
    Gospodarstwo położone w pobliżu Krzeszowic, blisko klasztor Karmelitów w Czernej, lasy...

    OKOLICE DĄBROWY GÓRNICZEJ, OLKUSZA

    Ośrodek konnej jazdy 'KONTUR'
    Jolanta i Kazimierz Kocjan
    Małobądz, ul. Laskowska 17
    (0-32) 642-47- 62
    0-602-289-472
    www.lo-slawkow.oswiata.or...0nowy/index.htm
    - spacery, wycieczki, rajdy
    - wyjazdy w teren na Pustynię Błędowską.
    Ośrodek położony przy transjurajskim szlaku konnym.
    dojazd: z drogi Olkusz - Dąbrowa Górnicza , skręcamy na światłach (jadąc od Olkusza w prawo) na Krzykawkę i w drugą w prawo, potem w lewo na Pniaki

    Ośrodek konnej jazdy 'Husar'
    Dąbrowa Górnicza ul. Kuźniczka Nowa 9
    (0-32) 260-72-68
    - jazdy na ujeżdżalni i w terenie.
    Ośrodek położony jest 20 km od centrum Dąbrowy Górniczej,
    w pobliżu Pustyni Błędowskiej
    Dojazd : z drogi Olkusz - Dąbrowa Górnicza skręcamy na Krzykawę

    OKOLICE ZAWIERCIA, MYSZKOWA, OGRODZIEŃCA I PILICY

    Jurajska Stadnina Koni w Udorzu
    Udórz 72,
    tel. (0-32) 644-90-82,
    0-600 087 796,
    0-600 087 792
    0-692 897 894 (instruktor)
    - nauka jazdy konnej,
    - jazdy konne dla zaawansowanych,
    - wycieczki konne,
    - przejażdżki bryczką,
    - kuligi,
    - obozy jeździeckie dla młodzieży od lat 12,
    - przyjmowanie wycieczek szkolnych ze specjalnym programem:
    - zwiedzanie stadniny,
    - przejażdżki konne i bryczką,
    - ognisko
    - wczasy rodzinne w okresie ferii szkolnych,
    - zakładowe spotkania integracyjne,
    Na terenie stadniny dawne zabudowania folwarczne, w pobliżu:
    - Kleszczowski Las,
    - ruiny zamku Udórz,
    - ruiny zamku Smoleń,
    Dojazd: przy drodze Pilica - Żarnowiec.

    Ośrodek jeździecki 'Lachowizna'
    0-604-893-114
    0-692-783-623
    - jazdy na ujeżdżalni,
    - tereny w okolicach ruin ogrodzienieckiego zamku Ośrodek położony wśród lasów sosnowych o piaszczystym podłożu, w okolicach Ogrodzieńca
    Dojazd : z drogi Olkusz - Ogrodzieniec, na Śrubarnię.

    Ośrodek jeździecki 'Orle Gniazdo'
    Aleksandra Motyl
    (0-34) 315-49-28
    0-606 411-407
    Ośrodek położony u stóp ruin zamków w Mirowie i Bobolicach, na zimę konie przenoszą się do Dąbrowna, koło Niegowej.

    KJ 'Amigo'
    Rudniki, koło Zawiercia
    (0-32) 67-32-045
    0-600-97-20-31

    OJ KASZTANKA
    Parkoszowice - gm. Włodowice
    ul. Krakowska 81
    tel. 0606 81-24-32
    - jazda konna rekreacyjna,
    - nauka jazdy konnej,
    - wycieczki konno po Jurze

    Ośrodek Wypoczynkowo - Szkoleniowy 'Morsko'
    (0-32) 672-10-74
    www.morsko.com.pl
    - 2 konie
    Ośrodek położony na wzgórzach wśród bukowych lasów, na terenie ruiny zamku, posiada dużą bazę noclegową (hotel i domki)

    Ośrodek jeździecki 'Mustang'
    Zawiercie, Karlin
    ul. Karlińska 59
    (0-32) 671-66-96
    Kuce i duże konie

    Motel 'Amazonka'
    Zawada Pilicka 130
    tel. (0-34) 355-74-18
    dojazd: motel przy trasie Kroczyce - Szczekociny

    Ośrodek Fantazja
    Przybyszów 17 , koło Kroczyc
    (0-34) 31-55-702
    0-504 845 781
    - 5 koni,
    - maneż i tereny

    Gospodarstwo agroturystyczne 'Koniki'
    Maciej Ekiert
    Rodaki, ul. Wiejska 17
    0-605 074-301
    www.jura.turist.pl/rodaki17
    - pokoje całoroczne,
    - pensjonat dla koni,
    - 4 konie,
    - jazda w siodle,
    - zaprzęgi, w zimie kuligi,
    - całodniowe wycieczki po okolicy
    Na terenie gospodarstwa : stare zabudowania, lipa - pomnik przyrody, hodowla kóz, pasieka Dojazd: od trasy Klucze - Ogrodzieniec

    agroturystyka Wesołowski Paweł
    Ryczówek, ul. Rodacka 2a
    0601 407-140
    3 konie,
    Dojazd: od trasy Klucze - Ogrodzieniec

    agroturystyka Zajazd 'Magda'
    Kroczyce, ul. Armii Ludowej 75
    (0-34) 31-52-184
    0-605 038 905
    3 konie

    OKOLICE CZĘSTOCHOWY, JANOWA

    Stajnia WIKING
    Leszek Pilarski
    Złoty Potok, ul. Kościuszki 8
    (0-34) 327-81-19
    0-607-989-228
    - 15 koni, w tym 5 kuców islandzkich, chodzących töltem (jeden z chodów specyficznych dla koni tej rasy)
    - nauka i doskonalenie jazdy,
    - spacery, wycieczki i rajdy,
    - noclegi,
    Przez ośrodek przebiega transjurajski szlak konny.
    Stajnia położona naprzeciwko pałacu w Złotym Potoku

    KJ Goldregen w Olsztynie
    (0-34) 328-50-54
    0-601-416-000
    - 13 koni, konie duże oraz kuce
    W pobliżu ruiny olsztyńskiego zamku, rezerwat �Sokole Góry�
    Dojazd : od drogi z Olsztyna na Janów, Złoty Potok

    Ognisko TKKF 'Pegaz'
    Częstochowa, ul. Mstowska 46
    (0-34) 361-71-65
    http://luk0.w.interia.pl
    - ujeżdżalnia i tereny,
    - rajdy
    W ośrodku rozpoczyna się transjurajski szlak konny.

    Klub jeździecki 'Scout'
    Częstochowa, ul. Drogowców 12
    tel. (0-34) 324-15-93; 361-56-62
    Ośrodek położony jest na skraju miasta, nad rzeką Wartą, przy hotelu 'Scout'

    ośrodek 'Kalina'
    Mizgała Krzysztof
    Julianka 1
    (0-34) 354-73-92
    - noclegi
    Ośrodek położony ok. 6 km na północ od Janowa

    agroturystyka Karoń Mirosław
    Sokole Pole 43 , okolice Janowa
    0-34) 32-78-812

    1

    Witam wszystkich

    DOLINA KARPIA to nazwa nowa w Małopolsce, twór samorządowców z bodaj 2003 roku. Nazwa się przyjmuje, choć nie wiadomo co ma objąć docelowo, są zresztą inne konkurencyjne lansowane przez kręgi ngo's i ekologów.

    Dolina Górnej Wisły - wg mnie świetna nazwa na region do źródeł Wisły do Krakowa

    Kraina karpia i ślepowrona -

    To raczej taki mini region okolic z siedliskami ślepowrona, w tym mojej gminy Przeciszów www.przeciszow.iap.pl Ta gmina potrzebuje opieki ekologów, większego zainteresowania, chociaż która nie potrzebuje wsparcia? Wszędzie tępi samorządowcy, włodarze skłonni zaorać rzeki, wyciąć każde drzewo, wszędzie rządzą myśliwi, a w Zatorze www.zator.iap.pl mają swoją BAZĘ. Dzieje się tam armagedon na ptakach. Co roku, od wielu lat. Od zawsze. Ilość zastrzelonych sięga tysięcy ponoć. Nie mają żadnej kontroli, bo kto skontroluje 100 tys armię zawodowych morderców dzikiej zwierzyny? Tylko ekolodzy, organizacje spoza powiatu (miejscowy TnZ z Oświęicmia gdyby miał pokonać myśliwych, to by się to już stało dawno i nie polowaliby w takiej skali) zatem łowiectwo w DOLINIE KARPIA to zguba dla ptaków, brak szans na przywracanie innych gatunków. Katastrofa. Trzeba im utrzeć nosa i sprawić żeby zamiast strzelać dla rozrywki, dla mięsa tylko selekcjonowali, choć saków jest mało. Więcej jest myśliwych niż saren na tak dużym terenie.

    www.kasztelania.pl/mapa.php

    POLECAM mape dla zapoznania się z terenem. Można ją otrzymać być jeszcze za darmo w siedzibie FWIE w Krakowie. Spytajcie dyrektora Piotra Rymarowicza. Jest też nowiutki przewodnik rowerowy po Ziemo zatorsko-oświęcimskiej. Rozwojem turystyki zajmuje się:
    Wydział promocji UM Zator www.zator.iap.pl
    Towarzystwo na Rzecz Ziemi z Oświęcimia www.tnz.most.org.pl (przekieruje na nową)
    Fundacja Wspierania Inicjatyw Ekologicznych z Krakowa www.fwie.eco.pl - Piotr Rymarowicza jest kluczem i naszą nadzieją. Samorządowców z wystrzelałbym co do jednego!
    Czaplon pomógł zrobić mapę - www.czaplon.most.org.pl

    Mam nadzieję że pomożecie nam. Zachodnia Małopolska jest biedna. Powiaty zaczynają odstawać od Krakowa że szok. III świat. Ludzie w nędzy, zatem turystyka w ujęciu długofalowym na pewno nieco polepszy sytuację.

    Potrzebna nam organizacja która pociągnie region, albo choć naszą gminę Przeciszów. Mogłoby się nami zainteresować PTTK, PTK, PTT bo zdaje się że coraz częściej jeżdżą zagranicę, Polska znudziła... ale czy to nie jest łamanie statutów tych organizacji?

    50 km od Krakowa, Bielska, Katowic, 15 km od Leskowca w Beskidzie Małym jest zupełnie nie znana DOLINA KARPIA. W moim Przeciszowie są dwa rezerwaty przyrody, ostoja ślepowronów. Gmina idealna na agro i ekoturystykę, na rekrację dla mieszczuchów. Szkoda tylko że np PTTK ma nas gdzieś z Krakowa.

    Jest już jeden nocleg Agroturystyczny w gminie Przeciszów, a dużo więcej w miasteczku Zator. Można przyjechać wiosną na ptaki, póki nie ma ptasiej grypy u nas... Świetny teren na wycieczki rowerowe. Są szlaki groblami po stawach Przyręb. Są stare szlaki piesze.

    Aha.
    FWIE ma taką płytkę z materiałami o przyrodzie Doliny Karpia. Pewnie dla Was zrobią kopie jeśli poprosicie. Kluczem do rozwoju agroturystyki, ekoturystyki, ale bez niszczenia skarbów przyrody jest przejęcie władzy w gminach wiejskich, miejsko-wiejskich Małopolski przez środowiska wspierajace ekologów, ochronę przyrody, przez młodych ludzi. Pomóżcie, bo antyprzyrodniczy beton PRL jeśli wygra, to zniszczą całą Polskę, np regulując rzeki za unijną kasę. 100% niszczenie dolin rzek, strumieni. Wszystko zgodnie z prawem... Zatem skoro prawo jest złe, to trzeba rządzić gminami i postawić na ZRóWNOWAżONY ROZWóJ bez masakry przyrody, ale nawet z odtwarzaniem siedlisk, zalesieniami, bo u mnie jest np 5% zalesienia gminy, same pola, trochę wód.

    W tej sprawie nie jest ważna opcja polityczna. PIS Czy PO czy inne. Albo ktoś ma wrażliwość ekologiczną, albo nie.

    Mam pogląd że nudne gminy można w ciągu 4-20 lat rewolucyjnie przebudować w wspaniałe turystyczne miejscowości, choćby do rekreacji dla Krakowian, Ślązaków. TYmczasem do nas nawet szynobusa nie ma z Krakowa Głównego. Trzeba się przesiadać w Skawinie, pociągów bardzo mało. Polecam PKS za 5zł do Przeciszowa czy Zatora, są też busy do Zatora za 7 zł. Macie teraz mapę, planujcie wycieczki.

    Zapraszam też do mojego forum oraz do portalu www.kasztelania.pl z Oświecimia, który mocno wspiera Dolinę Karpia, są tam teksty, jest wspaniała GALERIA, relacje z plenerów foto, jest forum. Jestem z nimi trochę skłócony, ale to świetni ludzie. Zagląda tam wiceburmistrz Zatora Mariusz Makuch i dyrektor fundacji FWIE Piotr Rymarowicz, można z nimi podyskutować, bo ja nie mam ani w 10000000 takiej wiedzy jak oni o regionie. Wszyscy razem spotykamy się na wycieczkach przyrodniczych, plenerach foto. Teraz grają w Graboszycach w ośrodku Karpik w scrabble. Zator jest potęgą w tę grę, w tym i sam wiceburmistrz.

    Kończąc uważam warto poświęcić kilkanaście dni na wycieczki po naszej krainie wodnika_szuwarka DOLINIE KARPIA. Są zabytki, skarby przyrody. Spokojne trasy na rower. Jest Greenway, jest odnoga Burszynowego Szlaku w ramach EQUAL. Jest parodia programu Leader+ którego nasze samorządy się śmiertelnie wystraszyły. Ten skandal opiszę w prasie, będzie grubsza afera w Małopolsce i myślę w Polsce. Nic mnie tak nie wnerwia jak ormowcy w samorządach o stalinowskiej mentalności, albo nowa fala skorumpowanych układów. Wiecie że samorządowców w całej Małopolsce do 30 -tki jest kilkudziesięciu? Że ludzi do 40 stki jest mniej niż po 60 stce?

    Nie będzie ochrony przyrody z takim betonem! Niech w każdej gminie w Polsce powstanie młodzieżowy komitet wyborczy i pomagajmy sobie! Pokażmy jaka jest nasza lokalna Polska antydemokracja. Młodych nie wychowano na obywateli, nie pójdą do wyborów, za to po mszy pójdą głosać starsi na "tych co zawsze". Zwykle z rodowodem PZPR -ZSL.

    Sorki że mieszam tyle tematów, ale w mojej gminie przez 15 lat nie zrobiono nawet schroniska dla ornitologów, wędkarzy, rowerzystów, fotografów. Nawet tego! Jak tu ma być turystyka??? Nie mam pieniędzy na kampanię, więc pewnie nie wystartuję na wójta, ale sygnalizuję temat dla 180 gmin Małopolski.

    pozdrawiam

    [pr] o inwestycjach i Naturze 2000 w Polityce

    Polityka - nr 17/18 (2602) z dnia 28-04-2007
    za http://www.polityka.pl/archive/do/regis ... id=3354824

    Jak zjeść tę żabę

    Czy da się w Polsce cokolwiek zbudować bez protestu ekologów i sprzyjającej im Unii? Zwłaszcza teraz, gdy powinny ruszyć przedsięwzięcia związane z organizacją mistrzostw Europy w piłce nożnej.

    Kiedy aspirowaliśmy do Unii Europejskiej, wszelkie wymogi dotyczące ochrony natury wydawały się oczywiste i łatwe do zrealizowania.

    Nasi negocjatorzy już w 2002 r. deklarowali pełną gotowość wypełnienia unijnych standardów i dyrektyw. Szybko zamknęliśmy ten obszar negocjacji, zapewniając Brukselę, że tu żadnych kłopotów nie sprawimy.

    W Unii obowiązywały już wówczas dwie ważne dyrektywy: tzw. ptasia, mówiąca, jak chronić gatunki dzikich ptaków zagrożone wyginięciem na obszarze europejskim, oraz tzw. siedliskowa, traktująca o ochronie innych gatunków ginących zwierząt, roślin oraz ekosystemów. Ptaki są teraz w Unii na topie, bo istnieje pewność, że ich populacja precyzyjnie odzwierciedla stan całego ekosystemu. Pierwsza dyrektywa pochodzi z 1979 r. i jest pokłosiem Konwencji Berneńskiej (ratyfikowanej przez Polskę w 1999 r.). Druga obowiązuje od 1992 r.

    Obie dyrektywy stały się podstawą prawną programu Sieć Natura 2000, obowiązującego od 2004 r. we wszystkich krajach Unii i dotyczącego „ochrony wspólnego europejskiego dziedzictwa przyrodniczego”. Każde państwo ma obowiązek taką sieć obszarów chronionych wyznaczyć i zgłosić do Komisji. Ale ma też pewną samodzielność w wyznaczaniu i wyborze praktycznych sposobów ochrony.

    W Polsce wyznaczenie objętych Siecią obszarów Ministerstwo Środowiska zleciło Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska, a ten Instytutowi Ochrony Przyrody PAN i Stacji Ornitologicznej w Gdańsku. Obie instytucje przeprowadziły inwentaryzację przyrody i opracowały listę ekspercką w 2003 r. Według tych ustaleń, natural habitat, czyli w naszym żargonie obszary naturowe, obejmowały 18 proc. powierzchni kraju.

    Ochrona okrojona

    Gdy ta wiedza dotarła do polityków, wpadli w panikę. Powstała koalicja zabiegająca o ograniczenie obszarów włączonych do Sieci, żeby lista była jak najkrótsza. W efekcie ścięto ją o połowę, okrawając o te wszystkie tereny, gdzie istniały stare plany inwestycyjne i mogły powstać lokalne konflikty. Wygląda na to, że skutecznym lobbystą okazały się też regionalne zarządy gospodarki wodnej i Lasy Państwowe: leśnicy uważają, że to oni najlepiej potrafią chronić przyrodę i mają skłonność, by traktować las jak swoją własność.

    Taką kadłubową listę wysłano do Brukseli wiosną 2004 r. Komisja Europejska zaczęła kręcić nosem, bo już na pierwszy rzut oka było widać, że takie obszary w mniej uprzemysłowionej wschodniej części Europy powinny zajmować więcej, niż zgłoszone przez Polskę 9 proc. terytorium. W piętnastu krajach starej UE przypada na nie ok. 18 proc. powierzchni. Zresztą nie chodziło o procenty, bo nie ma tu żadnych przyjętych norm, a o meritum. Organizacje pozarządowe szybko powiadomiły KE, że polska lista nie odzwierciedla rzeczywistych zasobów i że została mocno uszczuplona. Rząd dostał z Brukseli upomnienie, a ostatnie ostrzeżenie nadeszło w grudniu 2006 r.: jeśli Polska nie naniesie poprawek, Komisja skieruje sprawę do Trybunału Sprawiedliwości.

    – Istotnie, Komisja wskazała nam słabe punkty, niedostateczną ochronę siedlisk – przyznaje Zygmunt Krzemiński, szef Samodzielnego Wydziału ds. Obszarów Natura 2000 i Parków Narodowych w Ministerstwie Środowiska.

    Można było wówczas przywrócić pierwotny kształt listy i dziś mielibyśmy spokój. Rząd jednak miał wątpliwości co do poprzednich danych i postanowił je zweryfikować: rozpoczął nową inwentaryzację oraz wyznaczanie granic obszarów naturowych. Te prace postępują wolno i dużo kosztują. Wszystkie decyzje muszą być też konsultowane z samorządami, bo taki jest unijny wymóg. Kłopot też z tym, uważa dyrektor Krzemiński, że organizacje przyrodnicze nie udostępniły ministerstwu swojej bazy danych, więc trzeba było o nią wystąpić – okrężną drogą – do Komisji Europejskiej.

    Wykreślona przez Ministerstwo Środowiska część wykazu obszarów chronionych stała się podstawą shadow list, pierwszej listy alternatywnej, aktualizowanej następnie sukcesywnie przez pozarządowe organizacje ekologiczne. – Organizacje pozarządowe wcale nie zamierzały przygotowywać shadow list. Zostały zmuszone rozwojem wypadków – wyjaśnia Ireneusz Chojnacki, dyrektor WWF Polska, filii największej światowej organizacji ekologicznej. Kiedy urzędnicy Komisji porównali oba zestawy – oficjalny i społeczny – zdumieli się polską niekonsekwencją. Lista rządowa nie obejmuje bowiem obszarów dla części gatunków chronionych, jakie sami wcześniej zgłosiliśmy.

    Najpierw lobbowaliśmy, żeby wpisać do dyrektywy przytulię krakowską, rzadki kwiatek występujący na terenie Małopolski, a trzy lata po akcesji nie mamy ani jednego obszaru Natura 2000 dla tego gatunku rośliny. Albo bardzo rzadki suseł perełkowany, którego sami ulokowaliśmy przed laty w Świdniku, bardzo udanie zresztą, bo populacja sama się odtwarza. A teraz chcemy susła wykurzyć i na terenach, które zasiedla, ma być wybudowane lotnisko pasażerskie (patrz ramka na s. 7).

    Najpierw szczyciliśmy się, że mamy niesłychanie piękne bagno Całownie, a teraz blokujemy wyznaczenie tam obszaru Natura 2000, bo wolimy pole golfowe i lotnisko. Chcemy też zniszczyć niektóre rzeki, bo zamierzamy realizować projekty z epoki Gierka i regulować je. Ma to zapobiegać powodziom, choć specjaliści dawno stwierdzili, że to przekonanie błędne. To, że trwamy w zamiarze budowy Kaskady Dolnej Wisły, okazało się dla Brukseli całkiem niepojęte.

    Zdziwienie wzbudziła tam też wypowiedziana przez premiera Jarosława Kaczyńskiego opinia, że „ta Natura tak się rozszerzyła, że praktycznie rzecz biorąc nic budować nie można”. Czesi umieli się z problemem zmierzyć. Do kosza wyrzucono plany zagospodarowania z poprzedniej epoki, jeśli nie przystawały do unijnych kryteriów. Po sporządzeniu inwentaryzacji wiadomo było, gdzie planować drogi i autostrady. Niemcy na wschodzie też potrafili zerwać z przeszłością i nie trzymali się kurczowo enerdowskich pomysłów.

    Trybunał nie żartuje

    Tworzenie nowych planów przestrzennych nie jest proste. Nowe kraje Unii dopiero teraz, już przy zaostrzonych kryteriach ochrony środowiska, będą budować infrastrukturę. Niemcy, Francja, Włochy budowały główne trasy kilkadziesiąt lat temu. Dzisiaj na pewno nie poszłoby z tym tak łatwo – wystarczy popatrzeć, przez jakie piękne góry i wybrzeża prowadzi wiele autostrad. Ale sprawiedliwości trudno tu wymagać. Polska musi dostosować się do nowych standardów, które dobrowolnie przyjęła.

    Europejski Trybunał Sprawiedliwości traktuje bardzo serio dyrektywy chroniące przyrodę. Hiszpanie, którzy nie zaklasyfikowali regionów bagien jako specjalnej strefy ochronnej, usłyszeli, że ich bagna są jednym z najważniejszych ekosystemów na Półwyspie Iberyjskim, z siedliskami gatunków ptactwa wodnego, które tu zimują lub zatrzymują się w drodze do Afryki. A to oznacza, że bagna są miejscem o ponadnarodowym znaczeniu i należy je wpisać na listę obszarów chronionych.

    Trybunał nie zaakceptował też wyjaśnień Holendrów, którzy zamierzali wybudować nową drogę, co uszczupliłoby obszary bagienne. „Państwa nie mają dowolności w zmianie granic lub pomniejszaniu obszaru objętego ochroną” – stwierdził. A droga spowodowałaby zmiany w poziomie wód i wysychanie bagien. Nie uznał też argumentów, że nowa trasa ułatwi mieszkańcom dostęp do miasta. Nakazał Holendrom zburzyć groblę i zaprzestać budowy drogi. Muszą znaleźć wariant alternatywny. Innym razem, kiedy rząd Holandii zgłosił do KE mniejszy obszar ochrony niż organizacje pozarządowe, które dokonały inwentaryzacji, Trybunał orzekł, że „rząd znacząco przekroczył limity władzy w ustalaniu granic obszarów chronionych”.

    Komisja wstrzymuje płatności

    Żeby nie było wątpliwości, prawo mamy ustanowione: zasady funkcjonowania obszarów Natura 2000 w Polsce określa nasze własne ustawodawstwo, czyli ustawa o ochronie przyrody z kwietnia 2004 r., znowelizowana specjalnie pod wymogi akcesji. Jej podstawowy zrąb został zresztą żywcem przeniesiony z dyrektyw ptasiej i siedliskowej (mamy wciąż rozbieżności, gdy idzie o ochronę gatunkową, za co ściga nas KE). Główny problem polega jednak na interpretacji prawa, jego wdrażaniu i z tego wynika wiele naszych kłopotów. – Bez zamkniętej listy obszarów naturowych trudno o inwestycje za pieniądze z Brukseli – tłumaczy Janusz Mikuła, wiceminister rozwoju regionalnego. A w wielu wypadkach granice obszarów na shadow list nie pokrywają się z tymi, jakie oficjalnie proponuje Ministerstwo Środowiska. – Wyznaczenie granic jest bardzo istotne, ich brak może rodzić szereg nowych konfliktów – obawia się wiceminister. Na Dolnym Śląsku jest kolizja obszarów z budową linii kolejowej E59, finansowaną przez Unię. Takich kolizji jest więcej, trasa kolejowa E30, autostrada A1 i A4, droga ekspresowa S3. To najważniejsze pięć projektów, które podważa Bruksela. – Dlatego Komisja wstrzymuje przyznane już dla tych projektów dotacje z unijnych funduszy strukturalnych, dopóki nie zostaną wyznaczone obszary Natura 2000 – mówi Mikuła. Polska próbuje dyskutować z Brukselą, ale można przypuszczać, że sprawa znów skończy się w Trybunale.

    Miejsc potencjalnych konfliktów jest dużo więcej (minister Szyszko wspomina nawet o stu): osiem punktów zapalnych na Via Baltica, zbiornik retencyjny w Raciborzu, który może fatalnie oddziaływać na 250 km biegu Odry, ale ani trochę nie zwiększy bezpieczeństwa powodziowego. Dalej: zbiornik na Wiśle, wspomniane już lotnisko w Świdniku, które pokochały susły, a wreszcie kolejka na Kasprowy Wierch, o której rozbudowę walczą PKL.

    – U nas nie prowadzi się analiz kolizyjnych, choć na świecie od dawna są narzędzia pozwalające wyznaczać takie korytarze dla inwestycji – wiceminister Mikuła przypomina, że Włosi korzystają z takich programów komputerowych już od 20 lat. Mając wyznaczonych kilka korytarzy przeprowadza się konsultacje społeczne z samorządami, organizacjami ekologicznymi i wybiera najmniej kolizyjny wariant. Mikuła wini także Brukselę, bo podpisała finansowanie inwestycji na lata 2004–2006 niejako w ciemno, zamiast już wcześniej zdyscyplinować Polskę.

    – Dlaczego nam jest trudniej – zastanawia się Marta Majka Wiśniewska z WWF Polska, specjalizująca się w sprawach polityki unijnej. – Jesteśmy przywiązani do planów sprzed kilkunastu lat. Droga północ–południe S3 bazuje na starych planach, może wpływać negatywnie na kilkanaście nawet obszarów Natura 2000 i nikt nie szukał innego wariantu. Stare plany ustawiamy w nowej rzeczywistości prawnej, w Polsce poakcesyjnej dorabia się tylko nowy raport o oddziaływaniu na środowisko. Post factum.

    W Unii każdy duży projekt inwestycyjny, czyli powyżej 50 mln euro, musi być akceptowany w Komisji. Regulacje dotyczące środowiska naturalnego wchodzą w zakres traktatu ustanawiającego wspólnotę, czyli są prawem pierwotnym i nie mogą być traktowane jako drugorzędne. Jeżeli nie potrafimy dostosować się do podstawowych zasad, to następuje eskalacja konfliktu. Świadkami tego właśnie jesteśmy.

    Oczy szeroko zamknięte

    – Nie jest prawdą, że na obszarach naturowych nie można nawet wbić łopaty w ziemię. Można wiele, byle nie pogorszyć stanu siedlisk – wyjaśnia wiceminister Mikuła. Na wielu obszarach gospodarka człowieka nie musi być w ogóle ograniczana, a niekiedy nawet, dla zachowania ekosystemów półnaturalnych, wspiera się na przykład ekstensywne rolnictwo. Ochrona musi być jednak skuteczna, co jest sprawdzane w procesie obowiązkowego monitoringu.

    – Dobre planowanie to takie, któremu myśl o ochronie przyrody towarzyszy cały czas – mówi Jerzy Solon, ekolog krajobrazu z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Zdaniem Solona u nas takiego planowania brakuje, czemu winna jest długa tradycja antagonistycznego traktowania człowieka i przyrody w planowaniu przestrzennym. – Mamy złe prawo i złą jego realizację. Ustawy o ochronie przyrody i zagospodarowaniu przestrzennym nie są spójne. Wiele gmin nie ma w ogóle planu miejscowego oraz ważnego studium uwarunkowań i rozwoju przestrzennego. Winę ponosi władza odpowiedzialna za planowanie – wylicza grzechy. Jego zdaniem kierunki strategicznego rozwoju Polski nie uwzględniają wizji struktury przyrodniczej kraju. Na szczeblu województw nie ma przepływu pieniędzy ani informacji między wojewodami i marszałkami. Często decydują o tym animozje osobiste lub różnice polityczne.

    Żeby ruszyć z miejsca, trzeba prześwietlić już istniejące projekty. Dlatego Ministerstwo Rozwoju Regionalnego podjęło decyzję opracowania całościowej koncepcji zagospodarowania przestrzennego kraju – co do głównych strategicznych kierunków. Resort chce, żeby była gotowa w połowie przyszłego roku, zostaną w niej uwzględnione wszystkie obszary chronione, które spełniają unijne kryteria Sieci Natura 2000. Kilka tygodni temu została też powołana Państwowa Rada Gospodarki Przestrzennej, która będzie nadzorować prace. Plany mają być konsultowane ze wszystkimi środowiskami i organizacjami ekologicznymi.

    Unia gotowa jest nam pomóc. – Programy Rozwój Obszarów Wiejskich i Infrastruktura i Środowisko przewidują również pieniądze na rozwój obszarów objętych Siecią. Są to pieniądze przeznaczone bezpośrednio dla rolników – przypomina wiceminister Mikuła. Jest wreszcie 16 programów operacyjnych dotyczących rozwoju regionów. Spore pieniądze są tam na ochronę środowiska, zmniejszenie emisji gazów, alternatywne źródła energii – budowę wiatraków i baterii słonecznych, tworzenie gospodarstw ekologicznych. Możliwości jest wiele, wystarczy pomyśleć.

    Korzystać z nich mogą wszystkie instytucje sektora publicznego i prywatnego oraz organizacje pozarządowe. Programy rolno-środowiskowe są uważane w Brukseli za jeden z ważniejszych mechanizmów osiągania celów Natury 2000. Jeśli ochrona siedlisk przyrodniczych lub gatunków wymaga ograniczenia gospodarki rolnej, to rolnikowi przysługuje pieniężna rekompensata. Pieniądze otrzymują rolnicy w Brandenburgii, a od wejścia do Unii także rolnicy litewscy. Jednak Polska zrezygnowała w latach 2004–2006 ze stosowania tego instrumentu. Nie opłacało nam się pochylić nad przyrodą?

    Tymczasem Sławomir Chmielewski, burmistrz Mogielnicy, ma na zarządzanym terenie obszar Natura 2000 i uważa, że to czysty zysk. Lobbuje za Siecią. – W tej chwili odbywa się nagonka na program Natura 2000. To nie służy Polsce, bo naturą trzeba się chwalić. Turyści szukają takich obszarów, bo to gwarancja, że są wyjątkowe – uważa. – Natura 2000 to także zwiększone płatności dla rolników z programu rolno-środowiskowego: choćby tylko za koszenie w obszarze naturowym stawka została powiększona nawet o 40 proc. To są konkretne pieniądze. Te szanse gminy powinny wykorzystać do rozwoju turystyki i agroturystyki.

    Dla 3850 mieszkańców gminy Białowieża pomysłem na życie jest właśnie turystyka i głównie z niej się utrzymują. Białowieża rozwija się dzięki sąsiedztwu puszczy. – Jesteśmy perłą w Unii – mówią tam. Największym pracodawcą są hotele. Zarejestrowano też 60 kwater agroturystycznych. Z turystyki żyją też okolice parku biebrzańskiego: Holendrzy, Niemcy, Belgowie przyjeżdżają oglądać ptaki. Na razie tę szansę bardziej wykorzystują mieszkańcy niż lokalne władze.

    Mariusz Romotowski, inżynier rolnik, absolwent podyplomowych studiów (sterowanie ekorozwojem), pracuje w biebrzańskim parku, prowadzi gospodarstwo ekologiczne i razem z żoną Martą sklep z pamiątkami znad Biebrzy. – Przemysłu tu nie ma i nie będzie. Trzeba zadbać o turystów – mówi. Dziś Goniądz to 2 tys. mieszkańców. Kilka osób pracuje w gminie, reszta żyje z gospodarstw. Natura 2000 jest dla gminy szansą.

    – Prawo europejskie, dyrektywa siedliskowa to wspaniałe instrumenty, z których polskie władze wciąż nie zdają sobie sprawy – podkreśla Przemysław Chylarecki. To po prostu jasno napisana instrukcja postępowania, pozwalająca rozwijać się w szybkim tempie, sięgać obficie do unijnej kasy, a jednocześnie mapa drogowa, pokazująca, jak pozostawić w dobrym stanie parę procent powierzchni kraju i ochronić tam co trzeba.

    Z Brukselą trzeba rozmawiać uczciwie, zamiast uciekać się do oszustw, uników, bo takie zachowanie nas kompromituje i przynosi szkody. Całkiem zresztą wymierne, bo liczone w milionach euro. Gdybyśmy wstrzymali prace przy budowie drogi przez Dolinę Rospudy, uniknęlibyśmy postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu. Prace jednak zostały rozpoczęte za zgodą polskich władz, mimo ostrzeżeń Komisji, i komisarz ds. środowiska Stavros Dimos wniósł właśnie sprawę przeciwko Polsce, bo „Komisja nie może zgodzić się na utratę tak cennego dziedzictwa przyrodniczego”. Komisja Wspólnot Europejskich wniosła także 18 kwietnia do Trybunału o „nakazanie Rzeczpospolitej Polskiej, by nie rozpoczynała lub zawiesiła bezzwłocznie realizację projektu zalesienia na terenie Pojezierze Sejneńskie – który powinien zostać zaproponowany jako teren mający znaczenie dla Wspólnoty”. Sami sobie utrudniliśmy życie i do siebie możemy mieć pretensję, jeśli przyjdzie nam słono zapłacić. Dyrektywy unijne obowiązują we wszystkich dziedzinach, ale tylko w sferze ochrony przyrody urastają do rangi mitycznej przeszkody. Problem jest tymczasem w głowach, nie w dyrektywach. Im łatwiej sobie to uświadomimy, tym szybciej i taniej zbudujemy autostrady. Walenie głową w mur nie jest dobrym sposobem.

    Jagienka Wilczak

    Mapa konfliktów z Naturą 2000

    • Lotnisko w Świdniku

    Pomysł budowy portu lotniczego w Świdniku jest stary. Świdnik, będąc miastem z tradycjami lotniczymi, jest niejako do tego predestynowany. Stosowny zapis znalazł się również w Planie Zagospodarowania Przestrzennego Województwa Lubelskiego. Obecnie pomysł budowy jest forsowany przez władze samorządowe. Tymczasem na terenie trawiastego lotniska, gdzie miałby powstać nowy port, rozmieszczona jest kolonia rzadkiego w Europie susła perełkowanego – wpisanego do Czerwonej Księgi Zwierząt. Dlatego teren ten w 2004 r. objęty został programem Natura 2000 (suseł perełkowany jest gatunkiem priorytetowym według kryteriów dyrektywy siedliskowej, a w przypadku inwestycji na terenach zasiedlonych przez gatunki priorytetowe niezbędna jest zgoda Komisji Europejskiej).

    Najlepszym, zdaniem ekologów, rozwiązaniem tego konfliktu byłoby przeniesienie lokalizacji lotniska ze Świdnika do odległej o 36 km wsi Niedźwiada.

    • Kolejka linowa na Kasprowy Wierch

    Budowa kolei linowej Kuźnice–Kasprowy Wierch ze zdwojoną przepustowością (zamiast 180 – 360 osób/godz.) ma być zrealizowana na obszarach objętych ochroną ścisłą oraz w sercu obszaru Natura 2000 Tatry, na którym występują gatunki priorytetowe, takie jak: wilk, niedźwiedź, świstak, kozica, sichrawa karpacka czy sasanka słowacka. Rzadko mamy do czynienia z sytuacją, iż na jednym obszarze występuje taka ilość gatunków priorytetowych. Oprócz sichrawy karpackiej wszystkie te gatunki zostały wpisane do Polskiej Czerwonej Księgi.

    Rada Naukowa TPN jednogłośnie pozytywnie zaopiniowała modernizację kolejki na Kasprowy, ale bez zwiększenia jej przepustowości. 11 organizacji ekologicznych skierowało w kwietniu 2006 r. skargę do Komisji Europejskiej na decyzję o rozbudowie kolejki, zarzucając władzom, iż nie przedstawiły raportu o skutkach takiej rozbudowy. Skarga została przyjęta przez Komisję Europejską.

    • Via Baltica

    Pierwszy paneuropejski korytarz transportowy Via Baltica ma według założeń Unii Europejskiej łączyć Warszawę z Helsinkami. Już od wielu lat polscy decydenci forsują wariant przebiegu tej trasy przez Białystok po śladzie drogi krajowej nr 8 (planowanej drogi ekspresowej S8). Ekologowie twierdzą, że wariant ten jest nieuzasadniony z perspektywy ruchu tranzytowego i szkodzi środowisku, przecinając obszary włączone do sieci Natura 2000: Puszczę Knyszyńską, Biebrzański Park Narodowy i Puszczę Augustowską.

    W grudniu 2006 r. Komisja Europejska rozpoczęła w związku z tą sprawą procedurę przeciwko Polsce za naruszenie prawa wspólnotowego, a w marcu 2007 r. skierowała sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, zarzucając polskiemu rządowi m.in. niewykonanie oceny oddziaływania na środowisko i nieprzeanalizowanie wariantów alternatywnych dla planowanej trasy.

    • Zapora w Nieszawie

    Pomysł zbudowania zapory w Nieszawie na Wiśle powraca co jakiś czas, rzekomo jako jedyne rozwiązanie problemów będącego w złym stanie technicznym stopnia wodnego we Włocławku – elementu planowanej pół wieku temu Kaskady Dolnej Wisły. Ewentualna budowa zapory w Nieszawie będzie – zdaniem ekologów – w sprzeczności z prawem krajowym i wspólnotowym, głównie ze względu na ignorowanie bezpieczniejszych dla środowiska rozwiązań alternatywnych. Będzie zagrażać pięciu obszarom Natura 2000 – chodzi o Obszar Specjalnej Ochrony Ptaków Dolina Dolnej Wisły oraz dotychczas niezgłoszone Brukseli przez polski rząd cztery potencjalne specjalne obszary ochrony siedlisk: włocławski, nieszawski, Solecką i Dybowską Dolinę Wisły.

    Euro 2012: żółta kartka dla Zielonych?

    Euro 2012 może zwiększyć liczbę konfliktów władzy nie tylko z ekologami, ale też z mieszkańcami województw, w których będą rozgrywane mecze mistrzostw Europy.

    Biorąc na siebie organizację Euro Polska zobowiązała się – poza budową stadionów – do gigantycznych inwestycji infrastrukturalnych, szacowanych na 80–100 mld zł. Będą one realizowane w czterech grupach. Rozbudowane mają być lotniska i dworce kolejowe (Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Kraków). Ponieważ nowych lotnisk nie da się zbudować tak szybko, pomóc mają prowizorycznie postawione tymczasowe terminale pasażerskie. Powstaną nowe hotele, motele i pensjonaty. Tylko w samej Warszawie ma ich być prawie sto (na 80 tys. gości). W Poznaniu przybędzie 70, we Wrocławiu 23, a w Gdańsku 36 obiektów.

    Najwięcej problemów będzie z poprawą sytuacji na kolei i na drogach. Do 2012 r. będzie zmodernizowanych 1500 km torów oraz uruchomione zostaną nowe trasy (np. oczekiwane od pół wieku połączenie Wrocław–Warszawa). Najwięcej pieniędzy pójdzie na autostrady, z tego 20 mld euro z unijnych dotacji. Do mistrzostw mają być ukończone autostrady: A4 (prawie 300 km z Krakowa do granicy z Ukrainą), A1 (północ–południe) i A2 (od granicy z Niemcami do Warszawy).

    Samych autostrad ma w ciągu 5 lat powstać 650 km – tyle ile w ciągu dwóch dekad od upadku komunizmu. Plany są więc bardzo ambitne, biorąc pod uwagę, że w tym roku przybędzie nam całe 7 km autostrad. Eksperci ostrzegają, że wielkie budowy mogą utknąć przez biurokrację, plany zagospodarowania przestrzennego, ciągnące się latami wykupy gruntów oraz błędy przy projektowaniu inwestycji na terenach wrażliwych ekologicznie. Kluczowa autostrada A4 w co najmniej kilku miejscach przetnie obszary objęte Naturą 2000. Podobnie jest z innymi trasami.

    Niektóre przepisy, np. dotyczące przetargów, wykupów gruntów, możliwości oprotestowywania inwestycji, są zdaniem prawników do natychmiastowej zmiany, jeśli mamy zdążyć na czas. – Muszą zostać podjęte decyzje, że pewne sprawy przyspieszamy – powiedział na konferencji prasowej premier Kaczyński.

    To wywołuje obawy nie tylko ekologów, ale też właścicieli ziemi, która ma być wykupiona pod przyszłe inwestycje oraz wszystkich mieszkających w ich sąsiedztwie. Czy nie będzie tak, że przy szale budowania na czas i na efekt niektóre przepisy pójdą w kąt lub będą omijane? Ogólnonarodowy cel – Euro 2012 – może uświęcić środki, nawet jeżeli po kilku latach Polska przegra sprawę w europejskich sądach i zapłaci kary za zniszczone środowisko czy wywłaszczony grunt. – Takie inwestycje będą musiały być bardzo dobrze przygotowane z zachowaniem wszystkich procedur – mówi Paweł Średziński z ekologicznej organizacji WWF Polska. Oby miał rację. P.S.