Przykro nam, strona o podanym adresie nie istnieje.

Sprawd, czy wpisae poprawny adres strony, lub skorzystaj z katalogu lub wyszukiwarki.



Copyright 1996 - 2006 Grupa Onet.pl SA - zobacz wszystkie serwisy »

  • Czytasz wiadomości wyszukane dla frazy: agroturystyczne Kotlina Kłodzka
  • gdzie pojechac na dolnym slasku :)


    Cytat:Sluchajcie
    szykuje wycieczke po dolnym slasku głownie w okolicach Doliny Klodzkiej na
    dlugi weekend, macie jakies propozycje co mozna zwiedzic ? - chodzi mi
    zamki, palacyki, sztolnie, jaskienie itp.



    Klodzko - twierdza z podziemiami
    Srebrna Gora - to samo, choc inne ;)
    Gluszyca i Walim - sztolnie
    Jaskinia Niedzwiedzia, Kletno - ale nie wiem czy sie bedzie dalo wejsc. Jak
    mala grupa to warto byc tam przed otwarciem, zawsze ktos rezygnuje z
    rezerwacji i po godzinie wejdziecie
    Szczeliniec i Bledne Skaly - okolice Kudowy, Radkowa
    ze skal warto jeszcze Skalne Mesto w Czechach (Adrspach, Teplice nad
    Metuji) - duzo ladniejsze wg mnie niz nasze skaly
    Nowa Ruda - kopalnie
    Zagorze - zamek
    wiecej nie chce mi sie do glowy przypaletac, ale starczy juz na jeden
    weekend ;)

    Cytat:Podeslijcie tez jakies propozycje gdzie mozna zanocowac - dobrze i tanio.



    wzdluz granicy, pod Zielencem mnostwo osrodkow agroturystycznych - nie
    polece zadnego, nigdy nie bylem w zadnym z nich
    z miejsc godnych polecenia - choc kawalek drogi od Kotliny Klodzkiej -
    wyguglaj szczesliwa siodemka jarkowice
    warto tez poszukac w Czechach - ceny moze juz nie tak atrakcyjne jak kiedys
    ale na piwie odbijecie ;)

     

    Kiedy nastepny zlot???

    Wy tu tylko dyskutujecie i nic więcej a daty nie znam, a chciałbym wiedzieć na kiedy mam kaske odłozyć co wazniejsze to ile odłożyć ponieważ moja panienka jest na benzynke bez gazu więc to jest dla mnie ważne narazie . I najwazniejsze, u mnie w pracy urlop w okresie wakacyjnym jak i świątecznym kazdego roku jest zawsze ciężko i trzeba o niego walczyć że tak powiem, i dlatego musiałbym znać dokładną datę żebym mógł o ten urlop walczyc i dostać w czasie kiedy ten zjazd będzie organizowany A więc data jest najważniejsza, a miejscowość się dopasuje ja bym proponował małą wioseczke w Dolnosląskim dokładniej w kotlinie kłodzkiej miejscowość się nazywa Radków nie jest za duże ale nie powinno być problemów z trafieniem. są tam gospodarstwa agroturystyczne w których można pokoiki wynająć oraz hotel. Jest naprawde co pozwiedzać i tam i w okolicy do 30 km jest duzo zabytków w tym bardzo ciekawa Komnata czaszek osobiście nie byłem ale moja rodzinka tak i im się bardzo podobało. Poza tym mam tam rodzinke :D hehe cwaniaczek ze mnie zartuje

    W jakie góry na wakacje?

    Cytat:Zastanawiam się co jest lepsze schronisko czy np. gospodarstwo agroturystyczne? Opowiadałbym się chyba za tym drugim ale pod warunkiem ze byłoby to miejsce już sprawdzone



    W takim razie polecam Sudety, szczególnie Kotlinę Kłodzką. Widoki są piękne, szczególnie wschód słońca na Śnieżniku Powiat kłodzki nie jest jeszcze bardzo powszechny wśród turystów, dlatego ma swój urok. Jeśli chcesz mogę wysłać Ci kilka zdjęć z moich okolic, będą lepszym argumentem niż jakiekolwiek słowa Jeśli chodzi o gospodarstwa agroturystyczne to przyznam, że jest to bardzo dobry wybór na wakacje. I znowu pod tym względem zacznę zachwalać powiat kłodzki, bo znam wielu właścicieli takich gospodarstw i są bardzo miłymi ludźmi. Jeśli się zdecydujesz, mogę Ci doradzić u kogo się zatrzymać i co najlepiej zwiedzić w tych okolicach

    Góry.

    Hmm.. góry stołowe są wielce ok. Ani strasznie ciężkie, a ciekawe nawet (strzeliniec czy jak to się nazywa, taki fajny labirynt z ciasnymi przejsciami itp, dla dzieciaka w sam raz ). Jakaś agroturystyka też w okolicy na pewno się znajdzie, z tego żyją przecież. Spokojnie można sobie dwa dni tam spędzić, a i więcej też lekką ręką. Kotlina kłodzka fajna jest, nie wydaje mi się zbyt wymagająca, a Twierdza Kłodzka, czy samo Kłodzko, Polanica itp, też wielce fajnymi miastami są

     

    Góry.

    godzillo, z małymi dziećmi można wybrać się w tę bardziej cywilizowaną część Sudetów, czyli w Kotlinę Kłodzką. Jest tam niezła infrastruktura. Wizualnie Kotlina jest piękna, a górki przystępne. Konkretów nie mam, bo to niezupełnie moje strony. W Karkonoszach, oprócz Karpacza i Szklarskiej Poręby (których zdecydowanie nie polecam turystom) są spokojniejsze miejsca, jak Przesieka. Trochę bliżej natury. Parę lat temu spędziłem sylwestra nieopodal, w pensjonacie Cichy Potok, w Podgórzynie. Może być, ale lokalizacja taka sobie. Mają stronę WWW. Zajrzyj też, jak chcesz, na strone Stanicy pod Zadzierną. Agroturystyka. Totalne zadupie (moje strony!), ale okolica ładna i dobra do spacerów.

    Dylewski vs Szmidt

    Cytat:Wynik glosowania w I turze jest jednoznaczny. 64% wyborcow glosowalo przeciwko obecnemu ukladowi, opowiadajac sie za zmianami w naszej gminie.
    Waldemar Wiazowski - Posel na Sejm RP".
    Tak wiec czas wielki na ZMIANY, glosujmy na DYLEWSKIEGO - to gwarancja rozkwitu Ladka, Ladek liczy na Was



    hehehe...naszej gminie...a co pan poseł Wiązowski wie o naszej gminie.... były burmistrz miasta Oławy (nasuwa się pytanie dlaczego były...), były doradca w pewnej , niestety już na skraju upadłości firmy przetwórczej...dlaczego były..., a teraz właściciel gospodarstwa agroturystycznego gdzieś w Kotlinie Kłodzkiej i oczywiście poseł na Sejm RP

    Spotkanie

    Witam co prawda wspinacza jeszcze nie mam ale na zawody chętnie przyjadę popatrzeć.

    pozdrawiam
    Ps.
    Na wiosnę (lub jesień) chętnie pomogę przygotować zawody w okolicy Kotliny Kłodzkiej - mam kolegę co ma gospodarstwo agroturystyczne w Srebrenj Górze (70km w stronę kłodzka) noclegi po 15zł. Można by zrobić zawody a do tego koleżeński rajd na WLK Sowę - ponad 1100 m. n.p.m., szlak kamienisty ze strumieniami itd. W okolicy sa też Błędne Skały i ogólnie dużo plenerów do jazdy.

    Duuuzeeee dzieciiii...

    a ja bym chciała tak:
    być redaktor naczelną jakiegoś pisma o modzie, amerykański vogue najlepiej - tylko jak tu wygryźć anne wintour;
    mieć gospodarstwo agroturystyczne w kotlinie kłodzkiej, trójkę dzieci i dużo zwierząt niedozjedzenia;
    grać na basie i śpiewać apokaliptyczne wiersze t.s.elliota w jakiejś zapomnianej kapeli i nosić na koncertach lalkowate sukienki.
    a najlepiej wszystko razemi równocześnie i mam nadzieję, że ta trójka dzieci nikogo nie przestraszyła

    Agroturystyka w KOtlinie Kłodzkiej

    Witam wszystkich i zapraszam do "Leszczynowego dworku" agroturystyki w ziemi kłodzkiej, koło miejscowości Długopole Zdrój. Blisko Wrocławia, tanie noclegi. W okolicy jest wiele ciekawych miejsc do zwiedzania. Zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą. W pobliżu Agroturystyki "Leszczynowy Dworek" położone jest wiele ciekawych miejsc, oraz wyciągi narciarskie.

    Dziennik interaktywny - informacje na bieżąco

    Cytat:Chociaż ostatnio, jak byłam na zastępstwie w kl. VI i miałam temat o poczcie elektronicznej, to dzieciaki chwaliły sie, jak uczą rodziców (i jacy oporni na wiedzę są "starzy")

    Kilka lat temu byliśmy na wakacjach w Kotlinie Kłodzkiej. Tam obok miast-uzdrowisk jest mnóstwo wiosek rozrzuconych po górach, a w tych wioskach ludzie wynajmują letnikom pokoje.
    Dowiedzieliśmy się, że model biznesowy często jest taki:
    - średnie pokolenie pracuje w mieście,
    - wynajmem pokoi i obsługą turystów zajmuje się babcia,
    - ale żeby babcia miała klientelę, niezbędny jest wnuczek-gimnazjalista, który zrobi stronę pensjonatu, zgłosi do portali agroturystycznych, itp.

    Tak mi się skojarzyło...

    Karkonosze

    Termit, Wczesną wiosna byliśmy w Kotlinie Kłodzkiej, miejscowość Jarków, cudna chałupka, warunki super, ceny fajne, polecamy : www.agroturystyka-podptasznica.blog.onet.pl

    Jura Krakowsko - Częstochowska

    Widzę Agnieszko, że zachwalasz na forum piękno Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Ja byłem ostatnio 24 maja na Jurze. Zrobiłem sobie wycieczkę do Pieskowej Skały, zwiedziłem Zamek i jego podwoje, jedyny minus to że nie można robić zdjęć na salonach tylko na zewnątrz. Po zwiedzeniu zamku pojechaliśmy do Wierzchowa obejrzeć Jaskinie Wierzchowską ogólnie to nie byłem nią zachwycony, brak jakichkolwiek nacieków, zniszczone przez archeologów i ludność tubylczą wiele wiele lat temu a dlaczego to opowie wam przewodnik. Wejścia o pełnej godzinie, czas przejścia 45minut dł. trasy coś koło 700m. Następnym etapem była Dolina Będkowska z uroczymi skałkami wśród drzew i nie tylko i najwyższa skałka na tym terenie Sokolica, raj dla amatorów wspinaczki skałkowej. Jest kamping i gosp. agroturystyczne ,,Brandysówka". Kolejnym etapem wycieczki było podjechanie do Kobylan i pospacerowanie sobie po Dolinie Kobylańskiej, tu dopiero jest raj dla skałkowców, nie było skały żeby się na nią ktoś nie wspinał. Jeżeli by ktoś chciał pooglądać fotki to zapraszam do mojej galerii na www.na grzyby.pl tu link do wycieczki na Jurę http://www.galeria.nagrzy...001/24_05_2009/ a tu link do mojej całej galerii http://www.galeria.nagrzy...nny40/2009_001/
    . Ogólnie rzecz biorąc to zapraszam Was do zajrzenia na naszą stronkę zagrzybionych, www.nagrzyby.pl znajdziecie tam sporo relacji z wypadów naszych grzybniętych towarzyszy w różne rejony kraju I dużo ciekawych zdjęć.
    Te wszystkie ruiny zamków na Jurze co opisuje Agnieszka zwiedziłem w zeszłym roku, w tym roku miałem 2 wypady do Kotliny Kłodzkiej i chcę ten rejon oraz dalej na zachód i lekko na południe zwiedzić w tym roku. pozdrawiam Janusz

    newsy 2007

    Alpejskie kozy w Nowym Gierałtowie

    Gospodarstwo agroturystyczne Barbary i Ryszarda Kalińskich ma nową serowarnię. Wkrótce ich stado kóz powiększy się o zwierzęta z włoskich Alp. Wszystko dzięki pieniądzom ze Światowej Organizacji do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO).

    Nową serowarnię otwarto w Gierałtowie niedaleko Stronia Śląskiego kilka dni temu. Teraz państwo Kalińscy czekają na obiecane im alpejskie kozy. Dzięki nim powstanie pierwsza w Polsce południowo-zachodniej koziarnia zarodowa.

    – W gospodarstwie mamy 40 kóz i od dawna produkujemy własne sery – opowiada Barbara Kalińska. – Jednak teraz, kiedy mamy dobrze wyposażoną mleczarnię z serowarnią i czekamy na transport kóz alpejskich z włoskiej Aosty, rozszerzymy naszą działalność.
    – W przyszłości chcemy rozmnażać nasze kozy i pomagać w tworzeniu podobnych gospodarstw na tym terenie – dodaje Ryszard Kaliński.

    Utworzenie koziarni i serowarni to jeden z projektów pilotażowych FAO, które mają wspierać górskie regiony i pomagać ich mieszkańcom w poprawie warunków życia. Do projektu wybrano kozy alpejskie, ponieważ dają one znacznie więcej mleka niż hodowane obecnie w Kotlinie Kłodzkiej. Poza tym są przystosowane do życia w górach. Projekt FAO będzie trwał 2 lata. Jego ważną częścią mają być warsztaty i lekcje poglądowe dla szkół rolniczych. W Nowym Gierałtowie będzie gościł również mistrz serowar, pełniący również funkcję prezesa Stowarzyszenia Producentów Sera Capri. Z Polskiej strony projekt wspiera i nadzoruje Stowarzyszenie „Wybrani w Górach” oraz Fundusz Lokalny Masywu Śnieżnika na czele z Krzysztofem i Dorotą Komornickimi.

    Twarożek z ziołami
    Państwo Kalińscy robią kozie sery od ponad 10 lat. Do większości dodają zioła, dzięki którym ich wyroby nabierają niepowtarzalnego smaku i zapachu. Kozi ser kupują przede wszystkim turyści. W styczniu w ich gospodarstwie gościł Robert Makłowicz. Telewizyjny kucharz kręcił w Kotlinie Kłodzkiej dwa odcinki swoich kulinarnych podróży.

    (ECHA) - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

    TransPolonia - zachód 2008

    NOCLEGI:

    26 kwietnia Pensjonat w Darłówku- pokoje dla każdego
    27 Pałac w Wąsoszu Camp i możliwość pokoju a 120 zł za 2-kę ( są w tej chwili wolne miejsca ok. 14 ), w okolicy agroturystyki i pensjonatów zatrzęsienie
    28 Górzyca k/Kęszyce Lesnej- camp. Wkoło sporo agroturystyk i Hotel w Kęszycy leśnej
    29 Sieraków k/Szprotawy - biwak ( mam 3 pokoje dla ok. 12 osób w odwodzie po ok. 40 zł/osoba )
    30 Komarno k/Jeleniej Góry- Camp- Mam 3 pokoje dla 6 osób po 40 zł/osoba
    1 Ołdrzychowice Kłodzkie k /Lądka Zdroju- Camp Mam 4 pokoje dla 8 osób w domkach po 30 zł/osoba
    2 Tresna- Pensjonat - pokoje dla każdego 2-ki,3-ki i 4-ki

    Ponadto w RB postaramy się o umieszczenie kilku namiarów na spanie w najbliższej okolicy. Pojedyńczo powinno się udawać znaleźć nocleg.
    Pogoda ma być drut więc campy powinny być jak najbardziej ok. ale............. Pamietacie co było w zeszłym roku

    Pierwsze 4 dni sporo off roadu ( u mnie wyciągarka przód i tył pracowała 7 razy ) - było jednak mega mokro i podejrzewam, że się bardzo ułatwi - błota, czołgówki, woda, koleiny, dziury, podjazdy, bale, wyspa, trawers ( są objazdy więc Cayenki nie bójcie się ) + sporo ciekawych rzeczy do zwiedzania. Z off roadu odwiedzamy miejsca po rajdach Śruby, Poland Trophy, Lupusa, Berlin-Wrocław i H4. 5 dzień to duża ilość zwiedzania w Kotlinie Kłodzkiej
    ( warto ) i trochę szutrów, ponadto miejsca z Poland Trophy i Gór Sowich ale bardzo łatwo.
    6 dzień to zabawy na Lądeckim trialu i błotkach potem trochę gór i ........
    reszta czyli 3/4 6 dnia i połowa 7 w Tresnej niech pozostaną naszą słodką tajemnicą Ale zapewniam, że Będą Państwo Zadowoleni
    PS Proszę o wstepne deklaracje noclegowe w podanych wyżej miejscówkach coby w razie W niepotrzebnie ich nie trzymać.
    Jesteście wspaniali- kocham Was-wyśmienita sanna
    Franc tonący teraz w stosie papierów i tajemniczych leśnych mapek

    Zagospodarowanie lasu

    To ma byc jako atrakcja funkcjonujacego gospodarstwa agroturystycznego. Teren znajduje sie w Kotlinie Klodzkiej.

    A może by tak się spotkać?

    A ja nadal mam nadzieję, że się uda. Jest jeszcze sporo czasu do terminu majowego. My od wielu lat wyjeżdżamy z Liwią gdzieś w Polskę i Liwia jako grzeczna córka biega razem ze mną po róznych miejscach wartych zobaczenia. Jestem z wykształcenia historykiiem, a poza tym zapalonym turystą, krajoznawcą czy jak to tam nazwać. Jeździłyśmy z plecakami w różne miejsca, byłyśmy np. w Krakowie, gdzie tzw. plan poznawania Krakowa był dostosowany do Liwii, która miała wtedy 6 lat. Nocujemy z reguły w schroniskach młodzieżowych. Ale w naszym przypadku raczej schronisko by odpadało, chyba że byłoby zorganizowane już według nowych standardów i regulaminów, który np. nie zakłada wyrzucenia bladym świtem turysty z łóżka. Raczej stawiałabym na gospodarstwo agroturystyczne lub pensjonat, oczywiście jeśli chodzi o ceny w granicach rozsądku. Myślę, że gdyby wśród nas było ok. 20 chętnych to już byłoby dużo. Pamietajmy, że na takie spotkanie przyjeżdża rodzic z dzieckiem lub dwoje rodziców.
    Ja tak namawiam, bo we mnie drzemią takie logistyczno-kwatermistrzowskie zapędy. Na razie nie zaczełam planować weekendu majowego samodzielnie, bo mam nadzieję, że nam się uda.
    Może zaczniemy od pomysłów na miejsce i wstępnych deklaracji. Jeśli będą wśród nas osoby mniej więcej (bardzo mniej więcej) z tych samych stron, to możemy wybrać jakieś miejsce w danym rejonie. Jeśli nie to cóż... zawsze ktoś będzie miał dalej, a ktoś bliżej. Ja ponieważ jestem tak sobie zmotoryzowane(mój"maluch" może przejechać na raz najwyżej 30 km) postulowałabym jakieś miejsce do którego dojeżdża PKS.
    Becia jest z Kłodzka, może w tamtych okolicach? Sama znam Kotlinę Kłodzką dość dokładnie, ale chętnie bym tam znów pojechała. Jeśli macie jakieś propozycje, kwestia miejsca pozostaje cały czas otwarta.

    Dolny Śląsk dba o promocję

    Przepis na promocję: palce lizać

    Sylwia Królikowska 2008-09-07 22:10:06, aktualizacja: 2008-09-07 23:03:40

    Na Dolnym Śląsku królują pierogi, ser i zupa. Imprezy ku czci jedzenia zawsze ściągają tłumy.

    Dobre jedzenie, garść ludowych przyśpiewek, kilka ławek i stolików, a dla pikanterii nagroda za najlepszy przysmak. Okazuje się, że to najlepszy przepis na udaną imprezę w niewielkiej gminie.

    Z powodzeniem korzystają z niego władze miasteczek na Dolnym Śląsku. A poszczególne miejscowości zaczynają się kojarzyć z konkretnymi potrawami.
    - Niewielkie gminy nie mogą sobie pozwolić na imprezy z wielkimi gwiazdami, bo to sporo kosztuje - przyznaje Robert Michałowski, specjalista do spraw promocji z Warszawy. - Ale mogą postawić na lokalnych artystów, którzy dzięki temu mają szansę pokazać, co potrafią.
    Przyznaje, że jeżeli festiwal ku czci jakiejś potrawy przypadnie do gustu, miejscowość ma szansę wypromować się, bo turyści chętni przyjadą np. na wyjątkowe pierogi.

    I tak Jedlina-Zdrój to przede wszystkim festiwal zupy. Właśnie na niego ściągają tłumy turystów z całej Polski, a nawet z zagranicy. Dzięki temu na darmową reklamę mogą liczyć miejscowe gospodarstwa agroturystyczne.
    - Organizujemy festiwal między innymi po to, żeby wypromować lokalnych gospodarzy i atrakcje turystyczne - nie ukrywa Leszek Orpel, burmistrz Jedliny.
    Okazuje się, że z powodzeniem. Tegoroczna, szósta już edycja, jak zwykle ściągnęła tłumy.

    Jawor nieodłącznie kojarzy się z targami chleba. Swoimi wypiekami chwalą się najlepsi piekarze w Polsce. Przy okazji wybierana jest też najładniejsza mieszkanka powiatu jaworskiego.
    Kotlina Kłodzka, a od niedawna również Głuszyca chcą słynąć z pysznych pstrągów. Dlatego organizowane są tam festiwale ku czci tej ryby. Podczas nich popisać mogą się właściciele smażalni. W tych regionach ich nie brakuje.

    W Przemkowie postawili na karpia. Legnica chce słynąć ze specjałów przygotowywanych z ogórka, a Dzierżoniów ze słodkiego miodu.
    Za to w Czarnym Borze pod Wałbrzychem już szykują się do święta pieroga. Odbędzie się ono 21 września.

    Z pysznym serem chce się kojarzyć gmina Walim. Zorganizowany w ostatnią sobotę festiwal w Dziećmorowicach to druga edycja imprezy. Okazuje się jednak, że dzięki niej wiele osób znalazło sposób na życie. Między innymi tegoroczny zwycięzca konkursu na najlepszy ser - Krzysztof Motowilczuk.
    Prowadzi on certyfikowane gospodarstwo ekologiczne w Walimiu. Po jego przysmaki przyjeżdżają nawet goście z Niemiec. Dzięki takiej imprezie mógł pochwalić się setkom ludzi wyjątkowymi serami. I w ten sposób zachęcić do odwiedzania gospodarstwa.

    Taki festiwal to również szansa dla pań, które na co dzień zajmują się domem.
    Na jeden dzień gospodyni staje się gwiazdą. Okazuje się bowiem, że jej naleśniki z serem, które od lat piekła dla rodziny, są hitem festiwalu.
    Jak przyznaje socjolog Przemysław Awdankiewicz, takie festyny mobilizują mieszkańców.
    - Zwykle w organizację angażuje się cała miejscowość. Każdy ma jakieś zadanie - wyjaśnia socjolog.

    http://polskatimes.pl/gazetawroclawska/ ... ,id,t.html

    Gdzie w góry?

    Cytat: Chciałbym bardzo się dowiedzieć jak sobie najlepiej zaplanować 4-dniowy wyjazd w rejony kotliny kłodzkiej aby zobaczyć najciekawsze miejsca turystycznie i jednocześnie załatwić sobie niezbyt drogie noclegi na 4 osoby. Chcemy się wybrać z Opola autem osobowym, ale woleli byśmy niespędzać wiekszości czasu za kółkiem lecz bardziej w terenie na zwiedzaniu. Bardzo bym prosił o jakąś sensowną podpowiedź. Wyjazd planujemy na 14-17.07.2007r. U nas z informacją turystyczną kiepsko.

    pozdrawiam



    Jeśli planujecie wyjazd w Kotlinę Kłodzką, to polecam noclegi Orlicka Chata w Lasówce (12 km od Bystrzycy Kłodzkiej). Cena za osobę w zeszłym roku we wrześniu wynosiła 25 zł. Z okien wychodził przepiękny widok na Góry Orlickie (Czechy) i Góry Bystrzyckie, jedynym mankamentem był brak zasięgu w telefonach ze względu na teren przygraniczny z Czechami.

    Warto poświęcić przynajmniej 1 dzien na piesze wędrówki po szlakach Gór Bystrzyckich, gdzie można zaczerpnąć naprawdę świeżego i alpejskiego (okolice Lasówki charakteryzują się alpejskim klimatem)powietrza.

    Kolejny dzień można spędzić w Dusznikach Zdroju, których dobrodziejstwem są pijalnie wód o znaczących właściwościach. Letnią atrakcją Dusznik jest Kolorowa Fontanna. Przy fontannie jest informacja o jakich godzinach będą odbywać się iluminacje świetlne. Dobrze rozwinięta w uzdrowisku sieć gastronomiczna pozwoli na zaspokojenie każdego apetytu.

    Z Dusznik Zdroju jest tylko 13 km do Kudowy Zdrój leżącej przy granicy z czeskim Nachodem. W Kudowie można popijać wody lecznicze np. "Marchlewski", wskazane do spożycia przy nadczynności tarczycy, otyłości bądź niewydolności nerek. Woda "Śniadecki" wskazana jest przy anemii, zmęczeniu bądź przepracowaniu.

    Będąc w tych okolicach naprawdę warto odwiedzić Kaplicę Czaszek w Czermnej. "Jest to kaplica, której ściany i sklepienie wyłożono szczątkami - ludzkimi, prawdziwymi czaszkami i kośćmi. Znajduje się tutaj 3 tysiące czaszek, a dalsze 21 tysięcy jest w krypcie pod kaplicą".

    1 dzień warto poświęcić na kąpiele w wodach teramalnych w Lądku Zdroju. Szczególnie polecamy uzdrowisko "Wojciech". Pijalnia jest cynna codziennie od 10:00 do 18:00, natomiast basen dostępny jest dla każdego tylko w soboty i niedziele. Pobliskie wzgórza to miejsce, skąd naprawdę warto podziwiać zachodzące słońce nad Lądkiem.

    Oczywiście koniecznie musicie się wybrać w okolice Masywu Śnieżnika. Powyżej wsi Kletno znajduje się wejście do Jaskini Niedźwiedzia (autem dojedzie się tylko do parkingu oddalonego od jaskini o jakieś 20 min drogi pieszo. Atrakcją dla leniuchów jest dojazd melexem do jaskini. Jaskinia Niedźwiedzia jest czynna oprócz poniedziałków i czwartków w godzinach od 9:00 - 16:40. Zwiedzanie odbywa się w bardzo małych grupach z przewodnikiem. Warto jest wcześniej zadzwonić (074 814 12 50) i zapytać o możliwość zwiedzania, ze względu liczne ograniczenia. W pobliżu jaskini znajduje się również Muzeum Minerałów a także liczne obiekty świadczące usługi gastronomiczne i noclegowe. Ja osobiście polecam smażalnie pstrągów, gdzie największa atrakcją dla głodomora jest własnoręcznie złowiona pyszna rybka:))

    Życzę miłego odpoczynku.
    Pozdrawiam

    Reklama i promocja Klimontowa- propozycje, przykłady

    W Polsce obserwuje się od czasu uchwalenia nowej ordynacji wyborczej, która zwiększyła niezależność samorządów i burmistrzów, wójtów, pęd do budowania marki miasta (miejscowości). Ich władze same zabiegają o turystów i inwestorów. Mają też świadomość, że od wizerunku miejscowości zależy jej gospodarka i przyszłość.

    Polskie miasta reklamują się, tworzą swój wizerunek, zastanawiają się, w jaki sposób najlepiej się promować i co jest ich tożsamością, którą można do tego celu wykorzystać. Szukają czegoś unikalnego, co można powiedzieć o danej miejscowości.

    Dużym miastom łatwiej budowć markę, gdyż dysponują wieloma ofertami i atrakcjami. Ale obecnie zaczynają się promować także małe miejscowości, w których niewiele się dzieje. Angażują nawet do opracowania strategii promocyjnej agencje reklamowe. Zwykle takie miejscowości, rzędu Klimontowa, reklamują swoje walory krajoznawcze i turystyczne, np. Czaplinek. Zwolnij!

    Wśród pomysłów stosuje się też tzw. eventy, czyli wykreowanie wydarzenia. Jeden z takich projektów w Kotlinie Kłodzkiej będzie realizowany przez kilkanaście miejscowości pod hasłem Wioski beztroski. Będą do nich zjeżdżać dzieci na interaktywne warsztaty, np. fotografii, ekologii.

    W Klimontowie może powiódłby się event, jako warsztaty dla zainteresowanych geologią i paleobiologią. Na zboczach góry pęchowskiej pełno było w swoim czasie oryginalnych kamieni osadowych z odciskami prehistorycznego świata roślinnego i zwierzęcego. Z tego typu materiału Państwo Goryccy zbudowali sobie kiedyś dom.

    Sadzę, że unikalnym tematem do celu promocji Klimontowa byłby...Bruno Jasieński, jako współtwórca polskiego futuryzmu w literaturze. Sprzyjałyby temu kontynuowane od pięciu lat w lipcu Brunonalia.Ten aspekt “użyteczności” tego znaczącego poety pozwoliłby może popatrzeć inaczej na dające o sobie znać w środowisku Klimontowa wątpliwości sięgające biografii poety (okres w Związku Radzieckim, pochodzenie).

    W ogóle, odnoszę wrażenie, że temat Żydów jest w Klimontowie traktowany jako tabu. Dlaczego? Przecież w okresie międzywojennym ludność tej miejscowości stanowili prawie w 80% Żydzi. Poza tym, czyżby chciano zatrzeć w pamięci niechlubną historię z okrsu II wojny światowej (opisaną w książce prof. E. Niebelskiego o Klimontowie) i nigdy do niej nie wracać?
    Nie da się zamazać swojej tożsamości, trzeba umieć uczciwie ją określić, zaakceptować ją i z nią żyć.

    Dzisiaj ten aspekt historii miejscowości i jego społeczności może okazać się właśnie tym 'unikalnym elementem' poszukiwanym dla celów promocji. Tylko- wstydliwa sprawa- co zrobić z zaniedbanym budynkiem synagogi? Znamy stanowisko władz (por. pismo na stronie TPK), które uważają, że przekazanie budynku organizacji żydowskiej rozwiązuje sprawę i zwalnia je z troski o stan substancji oraz racjonalne wykorzystanie budynku.
    A może by tak zapytać tę organizację, jakie plany ma na najbliższą przyszłość wobec tego gmachu i nie dopuścić do całkowitej wtórnej jego destrukcji? Czyżby znowu brakowało inicjatywy i pomysłu? Skoro tak, to po co tak parliście do tej 'władzy', by teraz przez swą obojętność blokować rozwój miejscowości?

    Samą reklamą nie stworzy się jednak dobrego wizerunku Klimontowa. Promocja taka powinna być wsparta konkretnymi inwestycjami, jak na przykład: baza noclegowa, na razie oparta na prywatnych pokojach gościnnych (agroturystyka?), ewentualnie wyremontowany hotel “Nikisiołka”, coś sensownego z zakresu skromnej gastronomii.

    Wydaje się, że Klimontów potrzebuje profesjonalnej promocji, a także publicznej debaty, która pobudzi przedsiębiorczość jego mieszkańców.

    Już czas rozpocząć poważną rozmowę o przyszłości Klimontowa!
    Z.Sz.

    "Ceramika - dotyk ziemi" w Kotlinie Kłod

    „Ceramika - dotyk ziemi” - www.artystyka.eu
    Prowadzenie: Krystyna Kolonko
    Zapraszam na tygodniowy warsztat ceramiczny do Artystyki w terminie 13 – 19 lipca 2009.

    Warsztat jest propozycją dla tych, którzy chcą rozpocząć lub kontynuować swoją przygodę z ceramiką w niezwykłej atmosferze pracowni w Artystyce, w bliskim kontakcie z naturą.
    Podczas zajęć z ceramiki, pokażę jak uwolnić swój twórczy potencjał i wykorzystać pracę własnych rąk do stworzenia rzeczy użytkowych i artystycznych, które po poszkliwieniu i wypaleniu każdy będzie mógł zabrać ze sobą. Powstaną różnego rodzaju naczynia, czarki, miseczki, rzeźby, figurki, kafle, biżuteria. Formy przestrzenne i płaskie, użytkowe lub dekoracyjne.
    Praca z gliną i czterema żywiołami, stosowana od tysięcy lat, pozwala zasmakować harmonii prostego życia. Wykonywane czynności i kontakt z naturą sprzyjają rozluźnieniu i skupiają uwagę na chwili obecnej. Wakacje z ceramiką sprawią, że złapiecie oddech i nową energię do działania.

    W programie:
    -podstawowe techniki lepienia z gliny – czyli jak dotykać ziemi, by wydobyć z niej kształt
    -poznanie procesu powstawania ceramiki – w jaki sposób pracować z żywiołami, by sprzyjały zamierzonym efektom (lepienie, suszenie, wypalanie, szkliwienie, praca z ogniem)
    -blok zajęć na kole garncarskim – próba okiełznania siły wirowania
    -podstawy projektowania ceramiki – świadome planowanie przeznaczenia przedmiotu, czerpanie z tradycji i nowoczesnego design’u
    -szkliwienie i wypał w technice raku – o spotkaniu rozgrzanej do czerwoności ceramiki z trocinami i wodą
    -o inspiracji ! – zajęcia w terenie
    W cenie:
    -codziennie 5 godzin zajęć z artystką. W pozostałym czasie otwarty dostęp do pracowni.
    -materiały do zajęć (różne gatunki glin, szkliwa, koszty wypałów)
    -pyszne jedzenie z artystycznej kuchni Kajetana (śniadanie, lunch i obiadokolacja – składniki naturalne)
    -noclegi we wspólnej sali - adaptowane poddasze drewnianej pracowni (dwuosobowe boksy z zasłonami), lub nocleg w namiocie (własnym), łazienka z widokiem na Wzgórze Kilku Sosen.

    Termin: 13-19. lipca 2009
    Zakwaterowanie 12. lipca w niedzielę od godziny 18:00/ obiadokolacja godz. 19:30
    Wyjazd 19. w niedzielę po lunchu (ok. godz. 15)

    Zgłoszenia:Krystyna Kolonko : krysiakol@interia.pl ; tel.: 697 557 600

    Cena: 900 zł
    przy wpłacie do 10 czerwca !!! cena: 850 zł
    Przyjazd z drugą osobą dodatkowa zniżka – 50zł
    Ilość miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń i wpłat. Mała grupa (do 10 osób)
    Wpłaty prosimy kierować na nr konta: 73 1090 2297 0000 0001 0577 9441 BZ WBK
    Krystyna Kolonko, Nowa Bystrzyca 71, 57-500 Bystrzyca Kłodzka

    Miejsce:Gospodarstwo Agroturystyczne Artystyka, położone w majestatycznych Górach Bystrzyckich, zapewnia swoim gościom plener, który sprzyja doświadczaniu prostej radości życia. Znajdziecie tu ogrom ciszy, wielką przestrzeń, zapierające dech w piersiach widoki i bliski kontakt z naturą. Niepowtarzalną atmosferę miejsca tworzą przestronne wnętrza drewnianej pracowni, mieszkające w gospodarstwie zwierzęta (kozy, koty i pies husky) oraz gospodarze artyści.

    Informacje o prowadzącej:
    Krystyna Kolonko - absolwentka Wydziału Ceramiki i Szkła Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Zajmuje się ceramiką artystyczną, użytkową, rysunkiem i fotografią. Laureatka konkursu „4. Internationale Biennale Keramik der Stadt Kapfenberg” w Austrii (2005).
    Prezeska Stowarzyszenia Artystyka. Właścicielka i projektantka firmy Kody Design.
    Trenerka zajęć rozwojowo-artystycznych w projektach „Kobieta w ruchu” i „Kobieta radosna (2008).

    Adres:
    Gospodarstwo Agroturystyczne ARTYSTYKA
    Nowa Bystrzyca 71 , 57-500 Bystrzyca Kłodzka
    Kotlina Kłodzka, województwo dolnośląskie
    www.artystyka.eu

    [Dolny Śląsk] Agroturystyka

    Biznes pod gruszą

    Wydanie 2008/01 (4)

    Moda wróciła z początkiem lat 90. minionego stulecia. Wróciła po przedwojennych czasach, gdy mieszczuchy zwyczajowo jechali na lato na wieś, a przynajmniej wysyłali żony i dzieci. Promowane przez resort rolnictwa, media oraz lobby rolnicze ośrodki agroturystyczne oraz gospodarstwa ekologiczne mnożyły się z roku na rok. Zwłaszcza na terenie Dolnego Śląska, zasobnego w cenne mikroklimaty oraz urokliwe krajobrazy.
    W 1993 roku powstały w regionie 23 gospodarstwa agroturystyczne, w tym 6 ekologicznych. A potem już krzywa pięła się ku górze, bardzo dynamicznie. W 2006 roku gospodarstw agroturystycznych powstało na Dolnym Śląsku 540, dając ostoję 7 tysiącom gości rocznie. W tym względzie trendy są spójne z zagranicznymi – coraz częściej dość mają rodacy kombinatów turystycznych i deptaków, na których spotyka się sąsiada i kolegę z pracy. Zaczyna się liczyć „butikowość” wypoczynku. A temu sprzyja ostoja w środku lasów: 5 pokoików, rowery, konie, szlaki górskie lub relaks nad wodą.
    Najdynamiczniej agroturystyka rozwinęła się w powiecie kłodzkim (185 gospodarstw!), jeleniogórskim, kamiennogórskim oraz lubańskim. Aż dziw, że tak niewiele powstało w pięknej okolicy Trzebnicy, Wołowa czy Milicza.
    Ubiegłe lato w dolnośląskich ośrodkach agroturystycznych spędziło około 120 tysięcy wczasowiczów. Wrocław, Poznań, Warszawa i Górny Śląsk zadbały o chętnych. 15 proc. gości to przybysze z zagranicy, głównie z Niemiec i Holandii. Cenią spokój, przestrzeń, czystość i znakomite jedzenie. No i ceny! Za około 100 zł dobowy koszt, pełny. W ramach promocji – zawsze zniżki dla bardzo małych dzieci i ulgi dla podrostków.
    Piętnastoletnie doświadczenie rolników-agrogospodarzy sprzyja tworzeniu się istnych przyjacielskich turnusów. Raz zadbany i dopieszczony turysta wraca i przywozi znajomych. Takim gospodarzom nie są już potrzebne anonse prasowe i obecność w internecie. Choć przydają się stowarzyszenia agroturystyczne, terenowe, które zrzeszają prawie połowę gospodarstw agroturystycznych i troszczą się o promocję.
    Każde z 13. stowarzyszeń dolnośląskich dąży do uzupełniania swojej oferty wypoczynkowej – wymiennie wspomagają się – jazda konna, wycieczki bryczką, kuligi zimą, wypożyczalnie sprzętu sportowego i rekreacyjnego, przewodnicy… Dla około 30 proc. gospodarstw agroturystycznych to właśnie organizacja wypoczynku dla gości stanowi główne źródło dochodu. Tendencja ma charakter rozwojowy.
    -To paradoksalne, ale czasem w najpiękniejszej okolicy trudno wystartować – mówi właścicielka gospodarstwa agroturystycznego w Regionie Wzgórza Trzebnickie i Dolina Baryczy. – Trudno, bo my jesteśmy po prostu biedni, jest pięknie u nas ale bez pracy i przemysłu, a w takie gospodarstwo trzeba zainwestować. Ja wzięłam kredyt hipoteczny i borykam się od 2004 roku. Jestem przekonana, że potrzebne jest wsparcie – radą, dobrym kredytem. Za mało wiemy o możliwości skorzystania choćby z funduszy unijnych. Ja nie wszystkie dokumenty rozumiem. Bardzo potrzebne są działania Dolnośląskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, Izb Rolniczych. Ale, to my chcemy zadawać pytania i nadawać ton tematom obligatoryjnych szkoleń i kursów.
    - Jak wynika z naszych opracowań – mówi mgr inż. Zbigniew Michalewski, dyrektor Dolnośląskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego we Wrocławiu ponad 90 proc. dolnośląskich gospodarstw agroturystycznych określa swoją działalność jako dochodową i sukcesywnie chce ją rozwijać, inwestując w modernizacje pomieszczeń, zakup zwierząt sprzętu sportowego, a nawet budowę kortów. Znaczącym działaniem DODR jest także promocja gospodarstw agroturystycznych, wydajemy informator „Dolnośląska wieś zaprasza”, od 1999 roku na bieżąco aktualizowane są dane o gospodarstwach w Internecie. Zresztą, sami gospodarze korzystają z Internetu, sprzętem dysponuje niemal połowa rolników, pozostają z nami w kontakcie we wszystkich sprawach, w których możemy im pomóc.
    Potrzebne są, prócz stale rosnącego zainteresowania wczasowiczów, pozytywne gesty władz samorządowych. Warto spojrzeć na tempo rozwoju agroturystyki w poszczególnych rejonach Dolnego Śląska: na asa wyrosły Góry Stołowe, Karkonosze i Kotlina Jeleniogórska a okolice Wrocławia i Nizina Śląska to raptem 9 gospodarstw agroturystycznych, tyle samo na Wzgórzach Strzelińsko-Niemczańskich.

    Ewa Cieciorko

    http://www.dolnoslaski.com/index.php?me=a&id=159

    KK wrażeni po, czyli chyba lepiej być nie mogło

    Maraton szosowy po drogach Kotliny Kłodzkiej. Na starcie w Zieleńcu prawie 400 osób wybierających się na jedną z trzech tras: mini, mega i giga.Na którą ja się porwałem to widać po kilometrówce . Wyjazd oczywiście czysto rekreacyjny, bez ambicji sportowych. Po prostu turystyka w pięknych górach.

    RELACJA

    Po pięciu latach ponownie zawitałem w piękne góry Kotliny Kłodzkiej, tym razem aby wziąć udział w maratonie szosowym ,,Klasyk Kłodzki’’. Z opisu trasy na dystansie GIGA wynikało, że jej część będzie mi znana; reszta pozostawała jednak nieodkrytą tajemnicą.

    Korzystając z uprzejmości zmotoryzowanych kolegów (początkowo Andrzeja z Elbląga, ostatecznie jednak pojechaliśmy samochodem Andrzeja z Fromborka), zawiozłem siebie i sprzęt do samego Zieleńca. Wielkie dzięki raz jeszcze . Po drodze kupiłem we Wrocławiu kask, bo swojego zapomniałem z domu .

    W dniu zawodów powitała nas gęsta mgła z której mogło wyjść słońce, albo coś całkiem przeciwnego. Jak to w górach często bywa, ujrzeliśmy w końcu nisko zawieszone chmury, z których w momencie mojego startu o 8.27 nie padało, ale startujący później nie mieli tak dobrze.
    Po starcie mojej ośmioosobowej grupy ulokowałem się w połowie stawki i obserwowałem sytuację. Początkowe kilometry z Zieleńca to szybka jazda w dół, momentami w okolicach 70-80 km/h. Ja najszybciej jechałem 67 km/h i jak się okazało później, była to największa moja prędkość w tym dniu. Myślałem też, że uda mi się dogonić Andrzeja z Fromborka, który wystartował jedynie 3 minuty przede mną. O naiwności .

    W okolicach Młotów zaczęło najpierw kropić, później padać i tak przez następne kilometry wyglądała nasza jazda. Ponieważ dobry asfalt się skończył, to zjazdy były pokonywane z dużą ostrożnością, co pozwoliło mi dojść grupę bikerów na szosówkach (przydał się amor w moim uszosowionym na tą okazję góralu ). Po chwili zaczęła się wspinaczka na pierwszą tego dnia przełęcz o wdzięcznej nazwie Spalona (20 km). Tego dnia powinna raczej nazywać się Zalana . Zjazd z przełęczy w strugach deszczu był nowym doznaniem w mojej 14-letniej rowerowej przygodzie (jechałem na slikach 26x1,0). Wymiatacze pędzili pewnie dobrze ponad 50 km/h, ja jednak ograniczyłem się do spokojnych 30-35 km/h. Tam też poznałem bikera Rebe z Włocławka - twardego człowieka, którego dopiero trzecie podejście do Klasyka Kłodzkiego zakończyło się pełnym sukcesem. To z pewnością wina jego numeru startowego -13 . I to sam o nią prosił !

    Pewnie byśmy przejechali razem trochę kilometrów, ale niestety na przeszkodzie stanął kawał jakiegoś drutu lub blachy, który przebił mi dętkę w przedniej oponie. Nie zdążyłem dobrze wyhamować, a za mną pojawił się samochód serwisowy z którego wyskoczyło dwóch mechaników i na oczach zdziwionego Mareckiego wymienili mi uszkodzoną dętkę . Poczułem się jak co najmniej na Tour de Pologne. Wszystko trwało 2-3 minuty i już mogłem jechać dalej. Po prostu szok!!! Działo się to w okolicach Niemojowa (35 km).

    Kontynuowałem swoją jazdę w kierunku pierwszego bufetu w Domaszkowie, na którym pobrałem tylko Powerada i pojechałem dalej. W międzyczasie dogonił mnie Andrzej z Elbląga, który wraz ze swoją grupą jechał w stylu superekspresów japońskich. Zdążyłem tylko powiedzieć do niego dwa zdania-drugiego myślę,że już nie słyszał . Deszcz, który trochę przestał padać, powrócił z nową siłą i lało na całego. W tych pięknych okolicznościach przyrody na wjeździe do Długopola Zdrój (56 km) poczułem podejrzaną miękkość z tyłu. Oczywiście nie mogłem się mylić – miałem przebitą dętkę w tylnym kole. Na samochód serwisowy tym razem nie było co liczyć, gdyż wyprzedził mnie dość dawno i pewnie znajdował się daleko z przodu.
    Rad nierad sam wziąłem się do pracy. Wymiana dętki poszła gładko, problemy były z napompowaniem jej na poziom 8,5 atmosfery. Pompka ślizgała się w ręku, koło uciekało i ogólnie było ciężko. Wpakowałem powietrza ile się dało i pojechałem dalej z mocnym postanowieniem szukania w Bystrzycy Kłodzkiej (61 km) stacji benzynowej z kompresorem. Znalazłem warsztat wulkanizacyjny, gdzie uzupełniłem ciśnienie i czym prędzej ruszyłem z powrotem na trasę kierując się na przełęcz Puchaczówka. Cała ta operacja kosztowała mnie dodatkowe 5 km i mnóstwo czasu. Poza tym po przejechanych 60 km byłem już bez żadnej dętki – kolejnym razem wezmę drewniane koła .

    Podjazd na Puchaczówkę nie należał do stromych, ale był długi - w granicach 10 km. Deszcz w międzyczasie przestał padać, ale o słońcu nie było jeszcze mowy. Dość powiedzieć, że z samej przełęczy nie było widać wieży telewizyjnej na Czarnej Górze, a to raptem 300 m w górę. Po drodze wyprzedziłem sporo bikerów, niektórzy z nich sprawiali wrażenie, że mają już dość. Na samej przełęczy nie zatrzymywałem się, bo nie było co podziwiać, chyba że chmury wiszące 100 metrów nad ziemią. Zjazd z przełęczy był mi dobrze znany z poprzedniego wyjazdu, niestety zły stan asfaltu oraz rozsypany gdzieniegdzie żużel (?!?) uniemożliwiły szybki zjazd. No, ale grunt że było z górki . W szybkim tempie minąłem Stronie Śląskie (87 km) i wjechałem do Lądka Zdroju (96 km) . W tym drugim zatrzymałem się na chwilę przy schronisku PTSM ,,Skalniak’’ w którym mieszkałem podczas poprzedniej eksploracji Kotliny i wjechałem do centrum w celu uzupełnienia zapasów.

    Za Lądkiem skierowałem się w kierunku Złotego Stoku, do którego droga wiodła przez Przełęcz Jaworową. Także ten podjazd był mi znany, dlatego jego pokonanie nie było trudne. Po drodze minąłem obelisk poświecony kierowcy rajdowemu Marianowi Bublewiczowi, który zginął w wypadku podczas zimowego Rajdu Dolnośląskiego. Na szczycie przełęczy był punkt kontrolny a potem dość dobrej jakości asfalt na zjeździe umożliwił szybki zjazd do Złotego Stoku (118 km).

    W Złotym Stoku nastąpiła zmiana kierunku jazdy na zachodni i pojawił się długi odcinek bez lasu. Dał się odczuć przeciwny wiatr, dzięki któremu jednak w końcu zaczęło świecić słońce. Wkrótce dojechałem do Laskówki i to był znak, że czas zmierzyć się z kolejną dzisiaj przełęczą – Łaszczową (138 km).

    Na tym podjedzie miałem ogromny kryzys, podczas którego zacząłem myśleć o zmianie trasy z GIGA na MEGA. Mam wrażenie że był to bardzie kryzys mentalny niż fizyczny - świadomość, że jadę bez dętek była dla mnie bardzo dokuczliwa. Każdy kolejny kapeć oznaczał przecież czasochłonne klejenie. Ponieważ jednak na szczycie przełęczy był zlokalizowany drugi bufet, pomyślałem sobie, że ostateczną decyzję podejmę na górze. Po wdrapaniu się na szczyt moim oczom ukazał się samochód serwisowy. Spytałem się chłopaków, czy mogą mi skleić jedną z pozostałych dętek. Tego typu usługi nie świadczyli, ale mieli na składzie dętkę akurat w moim rozmiarze. Kupiłem ją i po dobrych 15 minutach postoju, podczas którego podjadłem sobie i popiłem, ruszyłem w dół, do Kłodzka (150 km).

    Zjazd do Kłodzka był w fatalnym stanie, najgorszy podczas całego Klasyka. Miejscami leżał luźny asfalt wymieszany z kamieniami. Mój rower miał amortyzator, co dawało nieco wytchnienia nadgarstkom, ale co tu musieli przeżywać szosowcy.
    Oczywiście na rozjeździe tras MEGA/GIGA nie miałem już wątpliwości w którą stronę jechać . Zatrzymałem się tylko zrobić kilka fotek panoramy Kłodzka i już po chwili wyjeżdżałem z miasta kierując się na północ.

    Na celowniku były teraz dwie przełęcze - Wilcza i Srebrna. O tej pierwsze słyszałem przed startem opinie - lajtowa, niezauważalna, łyka się na blacie . Podjazd może i okazał się krótki, ale niezwykle upierdliwy. Droga na przełęcz prowadziła bowiem nie serpentynami, ale długimi odcinkami prostych, które przy prędkości 13-15 km/h wydawały się nie mieć końca . Ale przynajmniej asfalt był OK. Podjazd ten się w końcu skończył (168km) i można było się rozpędzić.

    Po chwili jednak wjechałem do Srebrnej Góry (173 km) i ujrzałem charakterystyczny znak ze wspinającym się samochodem i tabliczką: 2 km. To był podjazd na Przełęcz Srebrną, którą tak charakteryzowano przed startem: ściana płaczu, pionowo w górę, będziecie pchać i płakać . Po raz pierwszy użyłem przełożeń 1:1 i jadąc 7-8 km/h rozpocząłem wspinaczkę. Przebiegała ona pośród mieszkańców miasteczka, którzy zawzięcie dopingowali każdego bikera. Najlepsze były okrzyki: szybciej, szybciej .

    Tuż przed końcem podjazdu był punkt kontrolny, na którym spytałem się o której był tutaj pierwszy biker. Dowiedziałem się że o 14.07, a ja na zegarku miałem godzinę 16.47. Taka drobna różnica . Zjazd ze Srebrnej nie należał do spektakularnych, przynajmniej takie odniosłem wrażenie.

    Droga ponownie wiodła skrajem lasu, aby wkrótce prowadzić przez pola. W Gorzuchowie (188 km) nastąpił skręt na Ścinawkę i ponownie był to odcinek pod wiatr. Narastające zmęczenie powodowało, że pomimo nie był on mocny, wydawał się szczególnie uciążliwy. Na tym odcinku próbował wieźć się na kole inny maratończyk, ponieważ jednak nie dawał zmian, byłem zmuszony puścić go przodem .

    W Ścinawce Średniej (194 km) trasa zmieniła kierunek na zachodni i od razu jechało się lepiej. Wkrótce dojechałem do Ratna Górnego ( 201 km) , gdzie przejechałem obok gospodarstwa agroturystycznego ,,Chata Tyrolska ‘’ w którego gościnnych progach byłem 5 lat temu. Teraz jednak nie było już czasu na odwiedziny.

    W Radkowie (203 km) zlokalizowany był ostatni tego dnia bufet, na którym stanąłem na chwilę, a nawet siadłem na plastikowym taborecie.

    Ponad nami było już widać pasmo Gór Stołowych i rozpoczynającą się tutaj Drogę Stu Zakrętów. Spojrzałem na zegarek – była dokładnie 18.30. Wychodziło, że na mecie będę około 21. Na podjeździe dogoniłem bikerkę, która ruszyła nieco wcześniej z bufetu. Twarda dziewczyna bez większych problemów pokonywała podjazd na Przełęcz Lisią. Wyprzedzając się na przemian dojechaliśmy aż do mety w Zieleńcu.

    W trakcie podjazdu uciąłem sobie miłą konwersację z chłopakami z wozu serwisowego, których postawa i zaangażowanie jest godne pochwały. Zatrzymałem się aby sfotografować Szczeliniec pięknie oświetlony przez zachodzące słońce.

    Wkrótce wjechałem na Przełęcz Lisią i rozpocząłem zjazd do Kudowy (223 km) Z uwagi na fatalny asfalt zjazd odbywał się bez pedałowania, co spowodowało, że zrobiło mi się zimno. Pierwszy raz w życiu chciałem, aby zjazd już się skończył. Wiedziałem bowiem, że od Kudowy będzie ciepło, nawet bardzo ciepło .

    W Kudowie byłem o 19.30 i nie zatrzymując się już, skierowałem się od razu na krajową ,,8’’. Ruch na niej panował średni, niestety w przeważającej mierze były to TIR-y. Jazda pomiędzy nimi nie była przyjemnością. Przed Lewinem Kłodzkim
    zatrzymałem się aby sfotografować piękny wiadukt kolejowy,pozbyłem się niepotrzebnego balastu z bidonów i rozpocząłem wspinaczkę na ostatnią tego dnia przełęcz o wdzięcznej nazwie Polskie Wrota. Ósemka miała od tego miejsca dwa pasy ruchu w górę, tak więc jechało się w pewnej odległości od pędzących samochodów.

    Na przełęczy (232 km) zatrzymałem się, aby zrobić ostatnią tego dnia fotografię.

    Do mety było 8 km . Po wjechaniu do lasu od razu zrobiło się ciemno i na włączonych lampach mozolnie podjeżdżałem w górę. Pierwsze dwa kilometry to ostro w górę, potem podjazd nieco złagodniał, pojawił się nawet 12% zjazd . Ponieważ było już całkiem ciemno to i tak nie robiło większej różnicy. Do niewątpliwych atrakcji tego podjazdu należy zaliczyć szczekania wilków w otaczającym lesie. Bo psy to raczej nie były.

    Po dojechaniu do tablicy z napisem ,,Zieleniec’’ zatrzymałem się i zrobiłem sobie fotografię na jej tle.

    Do mety pozostawało 500 m zjazdu.
    Byłem na niej o 21.15 po przejechaniu 241 km w czasie 10 godzin 30 minut, czyli ze średnią 22.95 km/h. W sumie na trasie przebywałem 12 godzin i 48minut.

    Reasumując – wielkie brawa należą się organizatorom za przygotowanie fajnej imprezy. Wielkie podziękowania dla pracowitej ekipy samochodu serwisowego i życzliwej obsługi bufetów. Jedyne czego żałuję, to fakt, że na mecie nie zdążyłem zjeść ryżu z mięsem . Ale cztery kiełbasy też były OK .

    Ps. Wszystkie 46 zdjęć z KK na www.marecki73.fotosik.pl.

    WIATRAKI - miał swoje Don Kichot ma i nasza Rada Miejska

    Obszerny fragment protokołu XXV/08 z sesji Rady Miejskiej odbytej w dniu 25 kwietnia 2008 r.:

    (...)
    4.[b] Przewodniczący[/b] przystąpił do realizacji kolejnego projektu uchwały Rady Miejskiej i poprosił Panią Burmistrz o informacje dotyczące projektu uchwały.

    1/ Renata Surma - Burmistrz - przedstawiła projekt o zmianie studium uwarunkowań
    i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Bystrzyca Kłodzka w części wsi Stara Łomnica, Gorzanów, Wilkanów, Pławnica, Idzików i Poręba.
    Poinformowała, że studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Bystrzyca Kłodzka, zostało uchwalone uchwałą Nr XXXVIII/233/97 Rady Miejskiej
    w Bystrzycy Kłodzkiej z dnia 6 czerwca 1997 r.
    W trakcie przygotowania projektu studium brak było wniosków dotyczących propozycji budowy elektrowni wiatrowych. W wyniku tego, obowiązujące studium nie przedstawia żadnej oferty lokalizacyjnej i nie daje możliwości realizacji tego typu przedsięwzięcia.
    Propozycja inwestora, dotyczy budowy na terenie gminy Bystrzyca Kłodzka, 40 turbin wiatrowych tworzących tzw. Farmy wiatrowe.
    Są to:
    - farma położona na południe od wsi Wilkanów, gdzie znajdzie się 13 turbin,
    - farma położona miedzy wsiami Wilkanów, Pławnica i Idzików, gdzie zostanie
    zlokalizowanych 14 turbin,
    - farma położona miedzy wsiami Stara Łomnica i Gorzanów z 9 turbinami,
    - farma we wsi Poręba z 4 turbinami.
    Wyboru terenu dokonano na podstawie oceny położenia, ukształtowania powierzchni oraz co najważniejsze warunków dotyczących siły i częstotliwości wiatrów panujących w tej części gminy.
    Proponowana zmiana studium zgodna jest z wytycznymi Komisji Europejskiej, która nakazuje zwiększenie produkcji energii elektrycznej w oparciu o tzw. źródła odnawialne.
    W trakcie opracowania uzyskano do projektu zmiany studium wszystkie niezbędne pozytywne opinie i uzgodnienia. Informuje również, że gmina będzie otrzymywać środki związane z opodatkowaniem tych turbin podatkiem od nieruchomości i od jednej turbiny podatek będzie wynosił ponad 300 tys. zł.
    Podczas wyłożenia projektu zmiany studium do publicznego wglądu nie zgłoszono żadnych uwag.

    2/ Jan Kunicki - Przewodniczący Komisji Rolnictwa i Zagospodarowania Gminy - poinformował, że Komisja na posiedzeniu w dniu 8 kwietnia br. zaopiniowała pozytywnie projekt uchwały Rady Miejskiej o zmianie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Bystrzyca Kłodzka w części wsi Stara Łomnica, Gorzanów, Wilkanów, Pławnica, Idzików i Poręba.

    3/ Maria Sajewicz - radna - mówi, że jest przeciwko tej uchwale, ponieważ uważa, że główny kierunek gminy, którym jest turystyka zostanie zrujnowany poprzez te elektrownie wiatrowe. Pyta, czy one faktycznie pasują do naszego krajobrazu, czy nie zakłócą tego ładu przestrzennego, który mamy, oraz czy turyści w dalszym ciągu będą chcieli podziwiać widoki, patrząc na te molochy, które powstaną. Dla niej nie jest to widok przyjemny, ponieważ oglądała z bliska takie elektrownie wiatrowe. Pracują one bardzo głośno i nie chciałaby ani blisko mieszkać, ani być właścicielem gruntu, na którym stałby wiatrak.
    Zadała pytanie do projektanta, jaki jest obszar objęty tym opracowaniem, ponieważ planowanych do budowy jest aż 40 turbin. W opracowaniu jest napisane, że zajmują około pół hektara, strefa ochronna to 500 m, czyli dość dużą, ale czy faktycznie jest ona wystarczająca? Uważa, że pełna odpowiedź na te wątpliwości da nam dopiero ocena oddziaływania na środowisko, która będzie opracowana w momencie przystąpienia do zmiany studium. Podkreśla, że Pani Burmistrz mówiła o dochodach gminy z podatku od nieruchomości, ale nie mówiła nic, jakie są konsekwencje podjęcia przez radę takiej uchwały. Jest to wyłączna kompetencja rady i za takie decyzje odpowiadają radni, więc jeżeli zmieniamy plan zagospodarowania przestrzennego gminy, to konsekwencją tego jest tzw. renta planistyczna. W przypadku wzrostu ceny gruntu możemy żądać od właściciela takiej renty, natomiast, jeżeli wartość gruntów się zmniejszy, a w tym przypadku na pewno się zmniejszy, to gmina będzie musiała zapłacić tą różnicę właścicielowi gruntu, że jego wartość ziemi uległa zmniejszeniu. Pyta również o to, jaka firma wystąpiła o zmianę tego planu, ponieważ w telewizji podano informację, że jest takich kilka firm, które w całej Polsce przystąpiły do wykupu gruntu od rolników, podpisując z nimi bardzo niekorzystne umowy przedwstępne, więc żeby na naszym terenie nie było podobnie i nie odbiło się to na mieszkańcach naszej gminy, którzy w pełni może nie są świadomi konsekwencji z tym związanych. Jeśli chodzi o gospodarstwa agroturystyczne, to ta turbina wiatrowa nie powinna być lokalizowana w pobliżu takich zabudowań, ponieważ ludzie przyjeżdżają tutaj wypoczywać, chcą spokoju. Kolejna sprawa, to są również takie zapisy, które przeczą podejmowaniu tej uchwały m.in. obszary i zasady ochrony środowiska i jego zasobów, ochrony przyrody i krajobrazu kulturowego oraz tereny zmiany studium leżą w granicach głównego zbiornika wód podziemnych Kudowa – Bystrzyca Kłodzka. Jest to więc teren gdzie zlokalizowane są odwierty wód mineralnych. Pyta, czy w związku z tym nie będzie zakłócenia tego co mamy w ziemi, tych naszych zasobów budując takie inwestycje. Kolejny zapis, który niepokoi radną dotyczy komunikacji, ponieważ jest napisane, że przez teren farm wiatrowych w Porębie, Wilanowie, Idzikowie przebiega ustalona planem Województwa Dolnośląskiego droga Śródsudecka o znaczeniu ponadregionalnych ma ona stanowić oś rozwoju funkcji turystycznych o znaczeniu międzynarodowym. Uważa, więc, że nie powinno się lokalizować takich inwestycji na terenie naszej gminy, ponieważ niedługo nastąpi zmiana prawa budowlanego, gdzie nie będą wymagane pozwolenia na budowę
    i w takiej sytuacji mając plan zagospodarowania przestrzennego, wystarczy tylko zgłosić do starostwa bądź do gminy, że przystępuję się do realizacji takich inwestycji i zamiast 40 turbin może powstać jeszcze raz tyle na tym terenie i nie będziemy mieli już nic do powiedzenia. Zaznacza, że pytała również na posiedzeniu Komisji Rolnictwa
    i Zagospodarowania Gminy, w jaki sposób były przeprowadzone konsultacje społeczne
    i otrzymała odpowiedź, że projekt ten został wyłożony do wglądu. Nie było zebrań, więc jeśli ta uchwała zostanie podjęta, złoży wniosek, aby takie zebrania zorganizować w tych sześciu wsiach, w których planowana jest budowa turbin wiatrowych, aby mieszkańcy mogli się wypowiedzieć na ten temat i nie mieli pretensji później do radnych.

    4/ Bogdan Krynicki - radny - wyrażając swój pogląd mówi, że nie wyobraża sobie
    w terenie górskim zepsucia krajobrazu taką ilością turbin, która przysłoni właściwie
    z każdego punktu obserwacyjnego np. Masyw śnieżnika czy inne widoki, tą plątaniną machających skrzydeł czy wirników tych elektrowni. Przypomina, że kiedy był burmistrzem i po raz pierwszy wysłannicy czy harcownicy włoskich inwestorów przybyli do niego w tej sprawie, to taką odpowiedź właśnie od niego usłyszeli. Oczywiście odpowiedział, że zgonie z prawdą to nie on podejmuje decyzje, tylko rada. Informuje, że również nie będzie głosował pozytywnie za podjęciem tej uchwały. Przyznaje rację radnej Sajewicz, która słusznie zwróciła uwagę na pewną rzecz, a mianowicie, aby przeprowadzić zebrania
    i uświadomić ludzi, dokładnie im wytłumaczyć, bo jak już powstanie wiatrak, to już święty Boże nie pomoże. Zdaje sobie sprawę, że pazerność ludzka, w tym przypadku właścicieli tych kilku arów, na których będzie posadowiona taka elektrownia i obieca mu się takie pieniądze, których on w życiu nie widział i pewnie w inny sposób nie miałby możliwości widzieć, to oczywiście zgodzi się ją sprzedać. Jest to jedna z takich uchwał, czy takich inwestycji, które rodzą łatwy efekt pomnożonych pieniędzy, więc nie dziwi się pani Burmistrz, że w takich kategoriach stawia sprawę, ale skutek odłożony za kilkanaście czy kilkadzięsiąt lat może być odwrotny. Jest to okres koniunktury gospodarczej i ludzie wyrywają ziemię „z rąk do rąk”, bo jest to teren atrakcyjny, tak w sytuacji, kiedy będzie tyle turbin wiatrowych, możemy w ogóle nie mieć zainteresowania inwestorów w tych miejscowościach, gdzie to jest umiejscowione i nie tylko w tych. Uważa, że w terenach nizinnych jest to element dekoracji można powiedzieć, bo tam jest przestrzeń niczym nie przegrodzona, natomiast w górach i jeszcze w kotlinie, jest to bardzo wątpliwe. Można zrobić sobie nawet symulację komputerową lub wyobrażenie jak to będzie wyglądało
    i zobaczyć, w jaki sposób wpłynie to na wizualizację, na krajobraz, na widoki
    i cały wygląd naszej kotliny.

    5/ Adam Jaśnikowski - radny - mówi, ze rozmawiał z mieszkańcami gminy Międzylesie, bo tam jest podobny problem i mieszkańcy większości wsi się sprzeciwili. Tam zorganizowano zebrania, gdzie omawiano plusy i minusy, a nie tak jak u nas wywieszono tylko informację i Pani Burmistrz poinformowała, ile będziemy mieć zysku, a wiadomo, że inwestorzy podają nam górną granicę. Jeśli chodzi o Austrię, o Alpy i w ogóle góry, to tam jest zakaz budowy tego typu wiatraków. Mogą one powstać na nizinach, na przedgórzach itp. Uważa, że utracimy walory turystyczne poprzez budowę tych turbin. Na pewno będą te śmieszne migocące światełka, które z różnych posesji będziemy widzieć i na pewno ograniczymy możliwość budowy pensjonatów, więc nie wie czy warto podejmować taką uchwałę. On sam postawiłby w naszej gminie na małe elektrownie wodne, które nie paskudzą nam terenu, a elektrownie wiatrowe pozostawiłby na niziny. Oczywiście projektanci będą nam mówić, że wszystko jest super, bo takie jest ich zadanie, ale tak naprawdę nie jest to takie piękne. Przypomina, że w gminie Międzylesie mieszkańcy dopiero się obudzili i są przeciwni budowie tych turbin, a także uczestniczą w sesji. Podejrzewa, że nasi mieszkańcy w ogóle nie wiedzą, że jest taka sprawa, a jeśli wiedzą to niewiele.

    6/ Jan Kunicki - radny - chciałby rozwiać swoje wątpliwości, ponieważ 2% od budowy to jest ok. 20 tys., a Pani Burmistrz podaje jakieś milionowe kwoty.

    7/ Renata Surma - Burmistrz - odnosząc się do tych wszystkich wypowiedzi informuje, że jeśli chodzi o umowy z rolnikami, to nie zna szczegółów, ponieważ gmina nie ingeruje w te tematy. Jeśli natomiast chodzi o migające światełka, to mamy ich więcej, chociażby maszty telefonii komórkowej. Padły również stwierdzenia, że jest to teren górski i zostanie zeszpecony krajobraz, ale jeśli pojedziemy do miejscowości nadmorskich, to można tam zobaczyć fermy wiatrowe, są to także miejscowości uzdrowiskowe i naprawdę nikomu to nie przeszkadza, mimo, że odległości od zabudowań i pensjonatów są mniejsze niż proponowane u nas. Unia Europejska stawia również na energię odnawialną, a fermy wiatrowe to nic innego jak energia odnawialna. Odnośnie zmiany przepisów, że nie będzie potrzeby podejmowania zmian studium czy planów, to w chwili obecnej obowiązują nas przepisy takie, jakie są. To, o czym się mówi, a mówi się o wielu rzeczach, to nigdy nie wiadomo, czy ono będzie pewne, dopóki nie będziemy mieć tych zmian na papierze. Pyta, czy radni zdają sobie sprawę, gdzie proponowane są te fermy wiatrowe, bo tak naprawdę turbiny nie będą budowane przy bezpośrednim sąsiedztwie budynków. Informuje, że miasto Kudowa nie ma żadnego sprzeciwu do tych podziemnych zbiorników wody, które znajdują się na tych terenach, o których mówiła radna Sajewicz. Jeżeli chodzi o wysokość podatku od turbin, to przeprasza, ale w pośpiech źle policzyła.

    8/ Bogdan Krynicki - radny - zwracając się do Pani Burmistrz z całym szacunkiem, ale polemika, co do światełek, to nie o to chodzi. My rozstrzygamy bardzo istotną sprawę, mówimy o pewnej strategii. Telefonia komórkowa jest innym zjawiskiem cywilizacyjnym
    i jesteśmy tu jak gdyby poza dyskusją w tej sprawie. Jeżeli już przywołała Pani Burmistrz sprawę wsparcia przez Unię Europejską energii odnawialnej, to jest sprawa polityki państwa, a nie gminy. My mamy się zajmować np. selekcją śmieci, bo to jest nasze zadanie strategiczne. Natomiast kwestia wprowadzenia takich instrumentów ekonomiczno-planistyczno-podatkowych, aby wspierać tego typu przedsięwzięcia to jest kwestia polityki w skali państwa. Przypomina, że mamy u siebie niezakończoną inwestycję, która spełnia w 149% postulaty odnawialnej energii. Zaczyna się u nas przywracać znów koncepcję budowy siłowni energetycznych, atomowych, mówi się też, że być może wrócimy do Młot, więc inwestycja elektrowni szczytowo-pompowej w Młotach da nam za podatki połowę więcej dochodów niż te wiatraki. Podkreśla, że nie stawiałby tych śmiesznych pieniędzy na szalę postawienia 60 obracających się śmigieł w tej kotlinie. Zwracając się do Pani Burmistrz mówi, że widział takie wiatraki i nad morzem i w Danii
    i uważa, że pominęła bardzo ważny argument, a mianowicie to, że mieszkamy w kotlinie. O ile nad morzem nie zasłania ten wiatrak niczego, stanowi nawet pewną dekorację przestrzenną i pewną ciekawostkę, o tyle w tle naszych gór posadowienie 60 śmigieł,
    a jeszcze drugie tyle w Międzylesiu i gdzieś jeszcze, to co my zrobimy z tego zagłębia uzdrowiskowo-wypoczynkowego pod tytułem: „Ziemia Kłodzka”? Kudowa nie jest tu dla nas najlepszym przykładem, bo ona jest już na schodzącej w kierunku Czech nizinie, nic tam się nie zasłoni, a ten kawałek góry, to, co to za góra - jest to tylko problem komunikacyjny w okresie zimy. W tym kontekście to jest naprawdę problem strategii. Decyzja strategiczna i później odwrotu już nie będzie. Przewidywalne zyski dla gminy są nieporównywalne, jeśli chodzi o straty atrakcyjności naszej kotliny.

    9/ Andrzej Wziątek - radny - w nawiązaniu do niektórych wypowiedzi, mówi, że jest za przyrodą, za geologią i pięknym krajobrazem, ale odnosi wrażenie, że nie mamy wyjścia i jesteśmy skazani na pozyskiwanie nowych źródeł energii. Jesteśmy zobligowani przez Unię Europejską do uzyskania iluś tam procentów energii odnawialnej. Była również mowa, że mieszkańcy są niedoinformowani. Tego nie wie, ale wśród naszych radnych są również sołtysi poszczególnych miejscowości i nie sądzi, żeby w Idzikowie czy Pławnicy mieszkańcy nie wiedzieli o tym, a szczególnie ci, którzy sprzedają ziemię lub ich sąsiedzi - uważa, że ten argument odpada. Podkreśla, że oczywiście nie powinniśmy się kierować tym, że pieniądze są najważniejsze, ale jest zaniepokojony tym, że w trosce o ekologię
    i przyrodę mnóstwo zadań jest nie do zrealizowania, bo albo nietoperz jest w elektrowni
    w Młotach i nie możemy nic tam zrobić, w Piotrowicach nie mogliśmy wybudować kamieniołomów, bo protesty, po wtóre strefa ekonomiczna, którą Pani Burmistrz w ciągu półtora roku działalności załatwiła przy ul. Orężnej, gdzie byli inwestorzy i również się nie powiodło, bo ludzie protestują. Szanuje wszystkich ludzi, ale jak zaczniemy kontestować, kwestionować pewne decyzje, to nie będziemy mieli nic. Z drugiej strony Pani Burmistrz jest atakowana za to, że nic nie robi, aby polepszyć budżet gminy, więc skoro większość działań jest blokowana, to jak ma to zrobić. Podkreśla jeszcze raz, że jesteśmy zmuszeni
    i on będzie głosował za budową turbin wiatrowych.

    10/ Adam Jaśnikowski - radny - uważa, że dyskusja nie skupia się bezpośrednio nad tematem elektrowni. Pyta, czy inni widzieli w Karpaczu, w Szklarskiej Porębie i w innych podobnych gminach górskich 40 turbin? Na pewno nie, bo nie buduję się w górach tego typu wiatraków. Pomyślmy o tych, którzy się sprowadzają i budują domki letniskowe, to chcą mieć widok na piękne góry, a nie na wiatraki. Inwestorzy wykorzystują naiwność naszych władz i rolników. Ostrzega, bo stracimy na pewno więcej, jak zyskamy. Uważa, że przegłosowanie tej uchwały bez debaty społecznej nie powinno się odbyć. Radny Wziątek powiedział, że pewnie sołtysi wiedzą, no może i wiedzą, ale rozmowy są prowadzone
    w swoich gronach i na pewno nie było rozmów o kosztach i konsekwencjach, bo nie było tego typu spotkań, a powinny być. Powtarza, że w gminie Międzylesie odbywały się takie oddolne spotkania z mieszkańcami i to chyba one zmieniły obraz i decyzję Burmistrza. Uważa, że sam nie chciałby mieszkać przy kamieniołomie, czy przy takich wiatrakach, bo na pewno jego działka pod względem atrakcyjności by straciła.

    11/ Bogdan Krynicki - radny - zwracając się do radnego Wziątka, mówi, że nie powinien używać takiego ryzykownego sformułowania, że „jesteśmy skazani”. Uważa, że jesteśmy skazani - ale mądrze podejmować decyzje. Nie jesteśmy skazani na wykonywanie funkcji, które należą do funkcji państwa, bo to państwo odpowiada za globalną politykę. Jeżeli kiedyś by się tak wydarzyło, że ludzie pisaliby do sejmu czy do parlamentu, że rada ich uszczęśliwiła taką sytuacją, to oni nie powiedzą: „no tak zajmie się tym premier”, tylko „mieliście swój parlament lokalny, przecież to wasi wyborcy podejmowali taką decyzję” – więc, co napiszemy, że byliśmy skazani? Uważa, że finansowego nie jest taka porażająca, jakby się wydawało.

    12/ Andrzej Wziątek - radny - podtrzymując swoje zdanie powtarza, że jesteśmy skazani na podejmowanie niepopularnych decyzji w najbliższym czasie. Państwo powinno się tym zająć, ale ono tego nie zrobi, podobnie jak nie wybuduje nam dróg obiecanych przed EURO 2012, on w takie cuda nie wierzy. Uważa, że ci na tym najniższym szczeblu też czasem muszą podejmować jakieś niepopularne decyzje, ale nie chce nikogo przekonywać, on tylko wyraził swój pogląd, bo każdy z radnych podejmuje decyzje zgodnie ze swoim sumieniem.

    13/ Bogdan Krynicki - radny - uważa, że brakuje systemowej dyskusji. Cyt: „Tak - jako rada skazani jesteśmy na podejmowanie często niepopularnych decyzji, ale te decyzje dzielą się na konieczne i rozsądne np. lokalizacja wysypiska śmieci, lokalizacja oczyszczalni ścieków, ale są też niepopularne i nie są zasadne”. Uważa, że taka decyzja jaką muszą dzisiaj podjąć, nie jest konieczna, nie jest bezwzględnie wymagana. Niepopularne decyzje mogą być mądre i głupie, ujmując krótko. Nie mówi, co do tego tematu, ale tak to się klasyfikuje. Dzisiaj nie zamykamy sprawy w tym temacie, dyskusje mogą się jeszcze odbyć w trakcie. Dzisiaj zgłaszamy swoje wątpliwości, bo lepiej teraz niż po fakcie, tak jak to było w gminie Międzylesie, gdzie ludzie zaczęli się budzić po fakcie
    i wracali do problemu i dyskusji. Jesteśmy skazani na to, aby dyskutować.

    14/ Przewodniczący prosi, aby głos zabrała Pani Kierownik Wydziału Urbanistyki
    i Planowania i przedstawiła radnym dokładnie topografię, umiejscowienie tych wiatraków, czy to jest z dala od zabudowań mieszkańców, prosi o bardziej szczegółowe informacje.

    15/ Bogdan Krynicki - radny - mówi, że rozumie, iż Pani Kierownik występuje jako strona w sprawie, bo Pan Przewodniczący użył takiej figury stylistycznej, że wobec tego poproszę Panią Kierownik, która ma uzasadnić gdzie te stoją i gdzie inne robić. Uważa, że radni są ludźmi, którzy umieją czytać, mają przedstawione, w jakich miejscowościach i w jakim rejonie tych miejscowości, więc przedstawienie przez Panią Kierownik, że w pobliżu nie ma budynków o niczym nie decyduje. Cyt: „Jeżeli Pani Kierownik przedstawi założenia do tego tematu, to rozumie, że przedstawi to jako urzędnik samorządowy, a jeżeli ma być jako świadek w sprawie, to jest to nieporozumienie”.

    16/ Przewodniczący zgodnie z sugestią radnego Krynickiego, zmienił swoją decyzję
    i poprosił o przedstawienie szczegółowych informacji w tym temacie Panią Burmistrz.

    17/ Renata Surma - Burmistrz – prosi planistę Pana Romana Waniurskiego, aby wypowiedział w tej sprawie i bardziej uszczegółowił ten temat.

    18/ Roman Waniurski - planista - obawia się, że również zostanie potraktowany jak strona w tej sprawie, ponieważ jest wykonawcą pewnego zlecenia i może jego wypowiedź wydawać się innym nieobiektywna. Mimo wszystko chciałby kilka zdań na ten temat powiedzieć. Podkreśla, że dzisiaj rozmawiamy o uchwaleniu zmiany studium, na co radni dali przyzwolenie podejmując rok temu uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia zmiany studium i byłoby dobrze, żeby ta cała dyskusja, którą tutaj dzisiaj obserwował, odbyła się wtedy, bo może by się okazało, że ten cały trud, który włożono i który poniósł osobiście był zbyteczny i nie stałoby się to, co się dzisiaj tutaj dzieje. W trakcie przeprowadzenia
    i opracowania tej zmiany studium zostały spełnione wszystkie wymogi ustawowe, to znaczy zawarte w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, nie ma tam żadnych uchybień. Dokumentacja planistyczna jest załącznikiem do uchwały i idzie do Wojewody w celu oceny zgodności z prawem. Wracając do samego pomysłu, to jesteśmy na etapie sporządzenia zmiany studium i jest to pewien rodzaj strategii. Sporządzenie studium jest przeznaczeniem określonych terenów na różne cele. Mówi, że jasnym jest, iż nie muszą one być wykorzystane na ten cel, bo w obowiązującym studium, którego również jest autorem, zostało przeznaczone tysiące hektarów np. do zalesienia, gdyż
    w roku 1996 taki był trend. Pani profesor Fatyga wykonała ocenę do studium jako załącznik, które tereny mogą być przeznaczone do zalesienia z tego względu, że nie są efektywne dla rolnictwa i to zostało zrobione. Natomiast dzisiaj mówimy, że z tych 4 tys. ha przeznaczonych do zalesienia w studium podstawowym, jest zbyteczne, bo możemy ją przeznaczyć na inne cele i nic się nie dzieje, możemy zmieniać zdanie. To czy dzisiaj będzie przyjęte studium, czy też nie, jest to wola państwa radnych i to jest słuszne. Natomiast, jeżeli o wszystkie te problemy, które zostały tu poruszone, będą rozpatrzone ponownie przy opracowaniu planu miejscowego dla tych obszarów i wtedy będzie można bardziej szczegółowo rozpatrzyć wszystkie elementy za i przeciw, które będą w tym planie rozstrzygane. Będą też opracowania pomocnicze, związane z ochroną środowiska,
    z ochroną ptaków, nietoperzy, bo to może też zadecydować, że np. zostanie zmniejszona ilość turbin na tym terenie, czy farma wiatrowa zostanie ukształtowana w innym sensie. Chcąc uspokoić innych, a jest to jego zdanie nie tylko subiektywne, ale też poparte pewną wiedzą na ten temat, mówi, że farmy wiatrowe i turbiny wiatrowe nie są zagrożeniem dla środowiska. Nie chce się wypowiadać geopolitycznie, odnośnie, że taka jest polityka UE, że mamy 20% ze źródeł odnawialnych energii do 2020 roku w Polsce przygotować - to jest inna zupełnie sprawa. Wyboru terenu pod te farmy dokonano na podstawie obserwacji wiatru, bo to jest czynnik podstawowy i są to obszary poza terenami zabudowanymi,
    w określonej odległości tzw. strefą ochronną tj. 500 m. rzeczywista strefa ochronna wynosi 150 m dla turbin nowoczesnych, które będą realizowane, stąd jest pewność, że ta powiększona strefa zapewni bezpieczeństwo i spokój dla mieszkańców wsi. Jeżeli chodzi o straty działek na wartości, to tylko w tym przypadku, jeżeli byłyby one przeznaczone pod zabudowę, natomiast te tereny są przeznaczone do użytkowania rolniczego i lokalizacja turbiny nie ogranicza w niczym użytkowania rolniczego terenów sąsiednich. Tereny rolnicze więc nie mogą stracić na wartości z powodu tego, że po sąsiedzku jest postawiona turbina wiatrowa. Nie zamierza przekonywać nikogo, ale poproszono go
    o osąd w tej sprawie i to czyni. Jeśli chodzi o funkcję rekreacyjną dla tej gminy, która jest przyszłościowo rozwojowa, to w obowiązującym studium określono obszary dla tej funkcji. Podzielono gminę na trzy strefy tj. masyw Śnieżnika z okolicznymi pasmami górskimi na wschodzie, pasmo Gór Bystrzyckich i Orlickich na zachodzie i dolina Nysy Kłodzkiej, część środkowa. O ile dla obu obszarów górskich funkcja rekreacyjno-turystyczna jest najważniejsza i tam nie będzie żadnych takich ingerencji, to w tym obszarze środkowym, dolinnym, gdzie określono dla niej jako funkcję rozwojową – rolnictwo, to realizacja na tym obszarze turbin wiatrowych niczym nie przeszkadza w gospodarowaniu ziemią.

    19/ Bogdan Krynicki - radny - komentuje wypowiedź Pana Waniurskiego, bo jest również współautorem tego studium, więc ma prawo się wypowiedzieć i pamięta, jakie były założenia. Podkreśla, że nikt nie mówi, że to będzie szkodzić produkcji rolnej i każdy wypowiadał się w imieniu własnym, nikt tu nie agitował. Zwraca uwagę na to, że Pan Waniurski, podkreślił strategiczne znaczenie tej mapy rolno-leśnej, a radni się do tego odwołują. Mówi: „A dlaczego myśmy ograniczyli te miejscowości do rekreacyjno-wczasowych, dlaczego one są takie – bo całe otoczenie jest piękne i tym rozmawialiśmy wielokrotnie konstruując to studium. Tu nie przyjeżdżają ludzie, dlatego, że to się nazywa Długopole Zdrój czy Poręba, tylko, że ta cała otoczka domu wczasowego, czy posadowionej chaty górskiej lub rekreacyjnej, powoduje, że tu się chce się być”. Uważa, że wystąpienie Pana Waniurskiego było bardzo pouczające.

    20/ Maria Sajewicz - radna - odnosząc się do wypowiedzi Pana Waniurskiego uważa, że sam sobie zaprzeczył w swojej wypowiedzi, bo powiedział, iż ta dyskusja odbywa się
    w momencie przystąpienia do zmiany studium, a powinna się odbyć w momencie podejmowania tej pierwszej uchwały. Był to pierwszy krok i radni nie mieli tych informacji, jakie mają dzisiaj. Nie uzyskała odpowiedzi również, jaki to jest obszar objęty tym opracowaniem i kto jest wnioskodawcą tego opracowania, czyli inwestorem? Podkreśla, że mówił, iż się napracował – oczywiście Pan Waniurski napracował się i chciałby, aby był efekt finalny tego opracowania, ale ta dyskusja na pewno jest bardzo potrzebna, aby uświadomić radnym, jakie decyzje podejmują i jakie są konsekwencje tych decyzji. Jeśli dzisiaj zostanie podjęta uchwała, dalszym krokiem będzie przystąpienie do zmiany planu zagospodarowania przestrzennego, gdzie będzie trzeba ponieść duże większe koszty związane z dalszymi opracowaniami np. pomiary geodezyjnymi, ocena oddziaływania na środowisko, studium wykonalności itd.

    21/ Renata Surma - Burmistrz - odpowiadając na pytanie radnej Sajewicz, informuje, że inwestorem jest firma z Kłodzka LEWANT-POL, natomiast obszar jest określony
    w załączniku do uchwały, nie zostało policzone ile jest to dokładnie hektarów. Wracając do uchwały sprzed roku, to umiejscowienie tych sześciu ferm wiatrowych w załącznikach było takie same.

    22/ Joanna Wilewska - radny - zaznacza, że przypomina sobie, kiedy była podejmowana uchwała o przystąpieniu do zmiany studium i podnosiła taką wątpliwość, mówiąc, aby ktoś przygotował wpływ na środowisko zamontowanych turbin. Informuje, że została wtedy niestety wyśmiana, a jedyny argument, który został wobec niej użyty, to taki, że jakie to będzie gmina pieniądze z tego tytułu czerpała.

    23/ Renata Surma - Burmistrz - podkreśla, że na pewno nikt tu nikogo nie wyśmiewał. Zwracając się do Pani Wilewskiej mówi, że jeśli zna całą procedurę, to wie, że dopiero
    w momencie przystąpienia do planu zagospodarowania przestrzennego jest przygotowywane studium oddziaływania na środowisko i takie będzie. W dalszej procedurze są także konsultacje społeczne, więc obiecuje ze swej strony, że we wszystkich miejscowościach, w których mają być umiejscowione turbiny, zwołane zostaną zebrania, gdzie będą przygotowane i przedstawione pełne informacje. Jeśli faktycznie będą sprzeciwy ze strony mieszkańców obiecuje, że nie będzie przygotowywała projektu uchwały dotyczącej zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego.

    24/ Adam Jaśnikowski - radny - odnośnie wypowiedzi Pana Waniurskiego, który powiedział, że umiejscowienie turbin wiatrowych nie skutkuje dla krajobrazu, ale on uważa, że jednak ma na pewno, bo patrząc na tą drogę Pławnica – Wilkanów, to część tych wiatraków przebiega bezpośrednio przy szlaku turystycznym, a część się kończy bezpośrednio przy Parku Krajobrazowym, prawie na granicy. Patrząc więc nawet
    z obwodnicy, to będziemy widzieć chyba kilkanaście wiatraków i nie wierzy, że to nie spaskudzi nam krajobrazu. Mówiliśmy też na temat utraty wartości nieruchomości, a Pan Waniurski powiedział, że większość terenów są to tereny rolnicze, ale duża część
    z rolników tak naprawdę myśli o tym, aby znaleźć dobrego kupca na ziemię pod hotel lub coś innego i w tej chwili to jest rolnicze, ale może w przyszłości będzie to turystyczna część. Z tego, co wie większość radnych jest za tym, aby utrzymać status turystyczny naszej gminy, a nie energetyczny itp. Prosi Panią Burmistrz, aby na tych spotkaniach
    z mieszkańcami przedstawiła minusy oraz jak naprawdę to będzie wyglądać, nie tylko plusy.

    25/ Bogdan Krynicki - radny - mówi: „niech ta dyskusja będzie dobrym wstępem do innych dyskusji i do ewentualnej zmiany planu w tej sprawie” i zgłosił wniosek, aby zamknąć dyskusję w tym temacie i przystąpić do głosowania.

    Przewodniczący poddał pod głosowanie wniosek radnego Krynickiego.
    Rada w obecności 18 radnych, w głosowaniu jawnym, 18 głosami za, jednogłośnie przyjęła wniosek o zamknięciu dyskusji
    Przewodniczący Rady przystąpił do przeprowadzenia głosowania nad projektem uchwały.
    Rada w obecności 20 radnych, w głosowaniu jawnym, 11 głosami za, przy 5 przeciwnych
    i 4 wstrzymujących się podjęła:
    Uchwałę Nr XXV/198/08 o zmianie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania
    przestrzennego gminy Bystrzyca Kłodzka w części wsi Stara Łomnica, Gorzanów, Wilkanów, Pławnica, Idzików i Poręba
    (...)

    WIATRAKI - miał swoje Don Kichot ma i nasza Rada Miejska

    Cytat:Bies, nie czytałam Twoich wcześniejszych postów, a że mam teraz chwilkę to wdam się w polemikę z Tobą.


    No niestety jeżeli mam odpowiedzieć na te zarzuty musi to być elaborat ( kto chce niech czyta )

    Zacznę od tego że zasadą każdego forum ( a mamy jak pisał Rumcajs – cudowną demokrację )jest to, że każdy może się wypowiadać ( mieć swój pogląd ) na jakiś temat i aby nie obrażać drugiej strony . Czy ja Cię obraziłem tym że mam swój pogląd na ten temat ? Czy ja kogoś namawiam do zmiany decyzji ...NIE ! Wyrażam swój pogląd ....ot co.

    W odpowiedzi będę cytował niektóre kwestie znaczkiem „....”

    „ Bies, Ty sobie żarty stroisz a to jest poważna sprawa .....”
    Nie czytasz uważnie , żart tyczył się Bystrzyckiego „ szkieletora „ i jego rozbiórki....

    „ Jak sądzisz, co jest naszym największym bogactwem? Złoża naturalne? Warunki dla rolnictwa? Rozwinięte zaplecze naukowe dla nowoczesnego przemysłu? Przecież nie. Jedyną szansą na rozwój i polepszenie warunków MATEIALNYCH dla WSZYSTKICH mieszkańców doliny są jej walory turystyczne i kapitalne położenie dla wykorzystania tych walorów. To jest nasze bogactwo. I to jest WIELKIE bogactwo. „

    Mieszkam tu jakiś czas( długo ), pamiętam czasy jak nie można było znaleźć miejsca do parkowania np. w Międzygórzu , autokar za autokarem tam jechał ....( o Międzylesiu i jego okolicy nie będę pisał -rzadko bywałem ...) co teraz mamy padaczkę ? Nie lubię jak ktoś karmi mnie tylko obietnicami ......że piękne tereny , widoki , bogactwo ...... , a gdzie byliście do tej pory ? Co zrobiliście aby tą sytuację zmienić ? Gdzie te „ komitety na rzecz ocalenia tych miejsc ? ”, pikiety ,ulotki ? Gdzie ?
    Tereny owszem mamy piękne , co z tego ? Czy mam się podniecać tym że jakaś Zośka , Franka czy Stasiek otworzy na tym terenie „ gospodarstwo agroturystyczne „ z 5 miejscami noclegowymi ? Ile powstanie takich gospodarstw w 10 leciu ? 5 ,10 ? Jaka z tego będzie kasa dla Gminy ? Co skorzystam na tym ja szary obywatel ?

    „Postawienie elektrowni z pewnością zmniejszy atrakcyjność turystyczną tego regionu. Czy musimy się na to godzić ??? Czy musimy dobrowolnie oddawać to co mamy najlepszego dosłownie ZA NIC ??? „

    Czy jesteś w stanie udowodnić tą tezę ?

    A może będą ściągać do nas turyści chcący obejrzeć wiatraki ?
    Czy tak za nic – tu bym polemizował. Widzę konkretne korzyści , miejsca pracy przy budowie, zyski z dzierżawy gruntów,sprzedaży prądu , kasę na rozwój Gmin itp.

    „ aha, i porównanie Kluski czy wiadomego piekarza do Lewandowskiego nie jest jednak trafione! „

    A mnie się wydaje trafione ! Jak pisałem , każdemu można przypiąć łatkę i w ten sposób go zniszczyć jak było z piekarzem czy Kluską .
    Ktoś chce budować wiatraki – kasę dostanie po wybudowaniu !

    „ aha, i jeszcze jedno, gdyby gospodarze sprzedali tę ziemię "miastowym" to zarobiliby znacznie więcej i byliby bardziej zadowoleni !!! Chętnych jest całkiem sporo. „

    A co wtedy z krajobrazem , widokami ?
    Dlaczego nie wymyślicie sposobu , żeby rolnicy na tej swojej ziemi mogli produkować zdrową i ekologiczną żywność ? I za nią dostawać godne wynagrodzenie. ?
    Sprzedać ziemię miastowym bo są chętni , a z czego rolnik będzie żył ? A my za jakiś czas ? Co włożysz do garnka ?

    „ Ad1. Czy 300m to dla Ciebie blisko czy daleko? W takiej odległości znajdują się zamieszkałe domy od planowanych lokalizacji. „

    Słyszałem , czytałem o 500 metrach – to jednak różnica .

    „ Ad2.Niestety w zależności od kierunku wiatru uciążliwy dźwięk turbiny (niezbyt głośny, ale po pewnym czasie bardzo dokuczliwy) niesie się dość daleko (do kilku kilometrów). Dla ludzi mieszkających w pobliżu takich urządzeń będzie to prawdziwa katastrofa. Nie mówiąc o oddziaływaniu infradżwiękami. Co do tych nowoczesnych urządzeń to możemy się zdziwić kiedy nam postawią przechodzone wiatraki z demontażu od naszych zachodnich sąsiadów (tego nie wiem na pewno ale jest taka ewentualność). „

    A co mają powiedzieć ludzie mieszkający przy torach , autostradach , dyskotekach , nocnych klubach ? Przyzwyczajają się , bądź będą zabiegać o skuteczne sposoby zabezpieczenia np. ekrany akustyczne ....
    Co do drugiej części – nie wypowiem się , bo zarówno jak Ty – nic nie wiadomo....

    „ Ad3. Jak wcześniej pisałam nie ma dzisiaj problemu ze zbyciem ziemi. Chętni ciągle się pytają bo to dobra inwestycja. Jeśłi wiatraków nie będzie cena ziemi będzie stale rosła. Rolnik sprzedając ziemie pod inwestycje nazwijmy je turystyczne może zyskać podwójnie zaopatrując przyjezdnych w zdrowe atykuły żywnościowe. „

    Co to są inwestycje turystyczne ?I jak może zyskać podwójnie ?( jak sprzeda ziemię to nie będzie podwójnego zysku )
    Taak już dzisiaj rolnik się cieszy jak odstawia do skupu świnię i dostaje za nią ( strzelam ) 3,20 za kilogram , a potem idzie kupić żonie ( bo kazała ) na zupę kości i płaci 3,50 za kilogram ( o kiełbasie , schabowym , szynce nie wspomnę .....) , a przecież produkował ekologicznie .....

    „ Ad4. Co do masztów TK to już Ci ktoś wcześniej odpowiedział - przeszkadzają, ale jest ich dużo mniej, nie są tak wielki i tak uciążliwe i nie szpecą tak bardzo. Lepiej gdyby ich nie było, ale wszyscy używamy komórek i chcemy mieć ja najlepszy zasięg - a więc w tym przypadku jest coś za coś - a z "wiatraków'' nic nie będziemy mieli. „

    A prądu nie używamy ?

    „Ad4. Co do zysków dla gminy. Oczywiście że są - podatki. Im więcej turystów tym większe podatki (sklepy, restauracje, noclegi itp). Przychody będą wyższe niż z "wiatraków" a zagrożeń i strat mniej (nikt nie zdaje sobie sprawy jak ucierpi infrastruktura (drogi) podczas budowy tch elektrowni - naprawa teg bedzie kosztwać). „

    Są jakieś dowody że będą wyższe ? - dowodem jest Międzygórze i inne .....
    Infrastruktura, czy jej ewentualne zniszczenie podczas budowy ( naprawę ) można obwarować umowami.

    „ Poza tym korzyść z turystów będą mieli bezpośrednio mieszkańcy gminy poprzez oferowane usługi - tutaj jest bardzo duże pole dla naszej inwencji. Dozwój usług w naszym regione jest dopier przed nami. Zobacz jak robią Czesi. Pojedź przykładowo do Kralik. Oni stawiają na turystów i akoś nie narzekają i dobrze na tym wychodzą „

    Czesi stawiali i stawiają na turystykę , a mnie tacy jak Ty ( bez urazy ) karmią obietnicami turystycznego eldorado już jakieś 20 lat , a na usługach jak piszesz też dorabiać się będą tylko jednostki...

    „ Ad5. Ekoligia. Może to nie jest najwazniejszy argument, ale nie powiesz że elektrownie wiatrowe nie mają żadnego wpływu na środowisko. Ja wiem, że mało osób przywiązuje do tego wagę i tym argumentem przeciwnicy wiatraków nic nie zwojują, ale elektrownie wiatrowe nie są przyjazne dla otoczającego je środowiska „

    Nie powiem , ale uważam ,że są mniej szkodliwe jak węglowe..., czy atomowe ( tych się boję..... )

    „ Co do elektrowni węglowej czy atomowej to na razie nikt nie ma takich planów aby je u nas budować. Natomiast bardzo sensowne dla wszystkich byłoby budowanie małych EKOLOGICZNYCH elektrowni wodnych (to co robili Niemcy już przed wojną) oraz pozyskiwanie energii z biomasy (np siana z którym niektórzy nie mają co robić). „

    Małe elektrownie wodne ,to też zagrożenie dla ryb ( kiedyś w Nysie Kłodzkiej były nawet szczupaki , węgorze i inne gatunki ryb znane nam teraz z obrazka ....)

    Co do siana lub wierzby energetycznej jestem ZA

    „ Ad6. Bies. Sam nie wierzysz w to co piszesz. Elektrownie wiatrowe atrakcją przyciągająca turystów? Chyba tylko jak będą w przelocie mijać samochodem, pociągiem czy czymkolwiek jeszcze naszą Kotlinę. „

    Bies. Sam nie wierzysz w to co piszesz.- nie lubię !!!! jak ktoś decyduje za mnie ( wrrrrrr) w co wierzę , a w co nie .....

    Poczekamy zobaczymy !

    Zaznaczam że takie jest moje zdanie , ale nikogo nie namawiam do takiego samego sądu , stwierdzam fakty...........

    Pozdrawiam bies

    WIATRAKI - miał swoje Don Kichot ma i nasza Rada Miejska

    WSPÓLNY POLSKO-CZESKI PROTEST
    PRZECIWKO
    ELEKTROWNIOM WIATROWYM

    W sobotę, 11 października 2008 r. na polanę położoną w Kamieńczyku, tuż przy granicy z Czechami, przybyło ponad 150 osób, którym nie jest obojętne, jak wyglądało będzie za kilka lat życie w tej części Ziemi Kłodzkiej. Polscy i czescy organizatorzy spotkania protestowali wspólnie przeciwko planowanej dewastacji terenów położonych po obu stronach granicy poprzez lokalizację na nich kilkunastu farm wiatrowych.
    Wspólny protest zadał kłam opiniom szerzonym przez Urzędy Gmin w Bystrzycy i Międzylesiu, że wiatraki odrzucone przez polskie wsie, natychmiast i z radością przyjmą do siebie Czesi (ci ostatni walczą z wiatrakami od 2003 roku i odnieśli już szereg sukcesów).
    Na temat wiatraków większość mieszkańców Ziemi Kłodzkiej wie bardzo niewiele, stąd panujące wśród nich – błędne niestety – przekonanie, że planowana inwestycja rozwiąże liczne bolączki gmin Bystrzyca Kłodzka i Międzylesie, gdzie mają stanąć wiatraki. Wiele osób wierzy, że zmniejszą one bezrobocie, obniżą cenę energii i ściągną turystów, których marzeniem jest oglądanie Marii Śnieżnej poprzez obracające się skrzydła wiatraków.
    Ponieważ władze gmin nie są w najmniejszym stopniu zainteresowane informowaniem mieszkańców o tym, jak wygląda cała prawda o wiatrakach, organizatorzy protestu przygotowali obszerne materiały informacyjne na temat funkcjonowania elektrowni wiatrowych, ich zalet, ale także ich nieprzydatności w warunkach naturalnych Kotliny Kłodzkiej. Stowarzyszenie Turystyki Ziemi Kłodzkiej zaprosiło też do Kamieńczyka polskich i czeskich specjalistów, którzy wszystkim zainteresowanym przedstawili tajniki funkcjonowania wiatraków i wyjaśnili, jak ich budowa wpłynie na środowisko.
    Techniczne warunki funkcjonowania wiatraków przedstawił dr inż. Henryk Wojciechowski z Instytutu Energoelektryki Politechniki Wrocławskiej. Podkreślił on, że mapy wiatrów opracowane przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie nie pozostawiają żadnych wątpliwości, iż warunki wiatrowe na terenie gmin Bystrzyca Kłodzka i Międzylesie są wyjątkowo niesprzyjające pracy elektrowni wiatrowych. Wiatry są tu tak słabe, że bez wysokich dotacji produkcja energii nie będzie w ogóle możliwa. Energię produkowaną przez wiatraki dotował będzie w przyszłości każdy mieszkaniec Ziemi Kłodzkiej w cenie płaconej za pobieraną energię elektryczną. Dr H. Wojciechowski podkreślił też, że oprócz olbrzymich, szpecących krajobraz wiatraków konieczne będzie pobudowanie potężnych linii przesyłowych, co nie tylko dodatkowo zmniejszy atrakcyjność turystyczną tych terenów, ale także zakłóci na przykład w znacznym stopniu odbiór programów telewizyjnych. Co szczególnie ciekawe – i szkoda, że nikt z gminnych decydentów tego nie słyszał – elektrownie wiatrowe, gdy już funkcjonują, nie potrzebują praktycznie żadnej obsługi. Nie ma więc żadnej nadziei, że po ich postawieniu zwiększy się w gminach zatrudnienie.
    O szkodliwości wiatraków dla otaczającej przyrody mówili naukowcy, zaproszeni przez czeskich przeciwników wiatraków. Podkreślali oni z oburzeniem, że planowanymi inwestycjami objęte mają być także obszary Natura 2000, a więc tereny o wybitnych walorach przyrodniczych.
    W dyskusji nie zabrakło głosu mieszkańców zagrożonych przez wiatraki miejscowości: Gajnika, Domaszkowa, Kamieńczyka i Wilkanowa, którzy podkreślaji swoje obawy, co do wpływu olbrzymich turbin na zdrowie i jakość życia mieszkańców.
    Przeciwko budowie wiatraków wypowiedziała się też mieszkanka Nowej Wsi, Elżbieta Brzostowska, Przewodnicząca Związku Producentów Produkcji Roślinnej i Zwierzęcej w Międzylesiu, której działalność na rzecz mieszkańców Ziemi Kłodzkiej jest szeroko znana i powszechnie ceniona. Jej obawy budzi z jednej strony spadek wartości gruntów, który obserwowany jest wszędzie tam, gdzie budowane są wiatraki, z drugiej strony spadek dochodów rolników, szczególnie tych, którzy prowadzą gospodarstwa agroturystyczne.
    Na spotkaniu nie zabrakło polityków i to zarówno z polskiej, jak i czeskiej strony. Zdecydowanie przeciwko planowej inwestycji wypowiedział się radny powiatowy, Jacek Tyniec. Podkreślił on, że strategia rozwoju województwa dolnośląskiego i wynikająca z niej strategia rozwoju powiatu kłodzkiego przewiduje na tym terenie rozwój rolnictwa, turystyki i uzdrowisk, a to stoi w sprzeczności z budową olbrzymich konstrukcji przemysłowych, produkujących prąd.
    W czasie całego spotkania zbierano podpisy pod petycją o powstrzymanie budowy wiatraków, a kulminacyjnym punktem programu było spalenie makiety wiatraka. Ku radości zgromadzonych pogoda była tak bezwietrzna, że makietę trzeba było dwukrotnie podpalać. I jak tu – przy tak słabym wietrze – budować na Ziemi Kłodzkiej prawdziwe wiatraki?!
    Organizatorzy spotkania w Kamieńczyku powiadomili o swojej inicjatywie przedstawicieli lokalnej władzy (obu burmistrzów i wszystkich członków Rad Gminnych). Ponadto Związek Producentów Produkcji Roślinnej i Zwierzęcej w Międzylesiu i Stowarzyszenie Turystyki Ziemi Kłodzkiej przygotowały stoisko informacyjne na temat elektrowni wiatrowych na IV Kulturalnych Zderzeniach Przygranicza, które w tym samym dniu odbywały się w szkole w Międzylesiu.
    A jaka była reakcja władz samorządowych obu gmin? Otóż nie tylko nikt z zaproszonych nie pojawił się w Kamieńczyku, ale na dodatek dyrektor szkoły, w której odbywały się „Przygraniczne Zderzenia” SKONFISKOWAŁ (czy na pewno z własnej inicjatywy?!) WSZYSTKIE LEŻĄCE NA STOISKU MATERIAŁY INFORMACYJNE.
    Tak więc – wbrew oficjalnym wypowiedziom Burmistrzów – ze strony władz obu gmin nie ma widocznego zainteresowania informowaniem i rzeczową dyskusją na temat wiatraków. A szkoda, bo to przecież właśnie samorządowcy z obu gmin podjęli uchwały o zmianie planu przestrzennego zagospodarowania „pod lokalizację farm wiatrowych”.

    Dolny Śląsk dba o promocję

    Dolny Śląsk musi wykorzystać kryzys, by przyciągnąć turystów

    Nasz region szykuje się na tłumy turystów. Hotelarze zyskają dzięki słabej złotówce.
    Podwyżki cen za wyjazdy zagraniczne powodują, że w biurach turystycznych panuje ruch znacznie mniejszy niż przed rokiem. Te zaczynają martwić się o przyszłość. Włodzimierz Perliceusz, szef biura Juventur w Wałbrzychu, nie ukrywa, że musiał podnieść ceny wyjazdów zagranicznych o 10 procent.



    - Ale tylko dlatego, że zmniejszamy maksymalnie nasze zyski. W przypadku niektórych wyjazdów nawet dopłacamy. Wszystko po to, żeby nie zniechęcić turystów. Przecież kryzys kiedyś minie - tłumaczy.

    Jednak szansę na niezły zarobek i wypromowanie regionu widzą w słabej złotówce lokal-ni właściciele hoteli czy gospodarstw agroturystycznych. Już dziś wiadomo, że będą mieli latem więcej gości niż zwykle. Bo wakacje w regionie kosztują kilka razy mniej niż za granicą.
    - Oprócz tego, wyjątkowych atrakcji naprawdę nie brakuje i można świetnie spędzić dwa tygodnie wakacji, ani sekundy się nie nudząc - przyznaje Jerzy Rodak, prezes Stowarzyszenia Kwaterodawców Gór Sowich, który prowadzi gospodarstwo w Michałkowej.

    Krzysztof Mojek z Biura Turystycznego Sudety dodaje również, że standardy są coraz wyższe.
    - A dwa tygodnie wakacji z wyżywieniem w Karkonoszach będą kosztowały jedną osobę 800 złotych - mówi.
    Za taką kwotę można spędzić niecały tydzień w średnich warunkach np. we Włoszech. I coraz więcej osób wybiera tę tańszą opcję.

    Na wakacje do naszego regionu, właśnie wskutek coraz wyższych cen, wybiera się rodzina Majchrzyków z Warszawy.
    - Chcieliśmy jechać do Egiptu, ale straciłam pracę. Zaplanowaliśmy sobie więc wyprawę na Dolny Śląsk i powiem szczerze, że zapowiada się świetnie - opowiada Anna Majchrzyk.

    Z zagranicznych wojaży musiał również zrezygnować Wojciech Neska z Wrocławia. Jeszcze kilka tygodni temu planował wakacje w Niemczech. Ale szalejący kurs euro uśmiercił jego marzenia.
    - Dlatego też wybieram się w polskie góry, być może do Karpacza - mówi pan Wojciech.

    Władze miejscowości wypoczynkowych robią wszystko, by pobyt u nich był niezapomniany. Na sezon letni szykują się w Szklarskiej Porębie, gdzie pojawi się kilka nowych atrakcji turystycznych.
    Ruszy park aktywności ruchowej, park dinozaurów i wyciąg przy stoku, po którym będzie można jeździć na desce z kółkami.
    - Będziemy również kontynuować akcję Aurun, w której turyści z mapą poszukują ciekawych miejsc w mieście i okolicy - zapowiada Marlena Grochowska z Informacji Turystycznej w dolnośląskim kurorcie pod Szrenicą.
    W Karpaczu, po dwóch latach budowy, w maju otwarty zostanie jeden z dwóch największych hoteli w mieście - Sandra. - Przy obiekcie powstał aquapark, z którego wszyscy turyści będą mogli korzystać w razie niepogody - informuje Elżbieta Gołębiowska z Informacji Turystycznej.
    Karkonoskie kurorty liczą na zwiększone zainteresowanie ze strony turystów zagranicznych. Podobnie uzdrowiska w Kotlinie Kłodzkiej czy Szczawno-Zdrój.
    - W porównaniu z ubiegłym rokiem jest znacznie więcej turystów niemieckich - mówi Marcin Piaścik z pensjonatu Karkonoskiego.

    Zamarł jednak rynek konferencji, szkoleń i spotkań integracyjnych. - Od kilku miesięcy firmy tną koszty i ograniczają wyjazdy - wyjaśnia Eugeniusz Zielenkiewicz, właściciel hotelu Las w Piechowicach. Dla dużych obiektów hotelowych, które posiadają nawet po kilka sal konferencyjnych, to poważny problem. - Liczymy jednak na ożywienie w tym segmencie - mówi Zielenkiewicz.

    Kryzys ściąga klientów z zagranicy

    Rozmowa z Robertem Gwiazdowskim, ekonomistą z Centrum im. Adama Smitha

    Czy droższe wyjazdy zagraniczne są szansą dla rozwoju turystyki w kraju?

    Zacznijmy od tego, że wyjazdy nie są wcale droższe, tylko my więcej za nie płacimy, przeliczając na złotówki. I z tego powodu więcej osób zdecyduje się spędzić urlopy na miejscu. To przyniesie oczywiście korzyści właścicielom pensjonatów, hoteli czy różnych atrakcji turystycznych właśnie w kraju.

    Ale tańsza złotówka jest także bardziej atrakcyjna dla klientów z zagranicy.

    Oczywiście, i zyskają na tym wszyscy, którzy zainteresowali swoją ofertą zagranicznych turystów. Teraz może być ich znacznie więcej, bo dla nich, inaczej niż dla Polaków, słaby złoty jest korzystny. Teraz wiele do powiedzenia mają ci, którzy eksportują oferty turystyczne - czy będą potrafili skorzystać z sytuacji, czy nie.

    Czyli powinni zebrać siły, by pokazać się z jak najlepszej strony?

    Właśnie tak. Muszą zrobić wszystko, by turyści byli zadowoleni. Ważne jest zapewnienie atrakcji bez względu na pogodę, bo z tą w Polsce różnie bywa. Jeżeli klient wróci z wakacji z miłymi wspomnieniami, to jest ogromna szansa, że będzie chciał przyjechać tam również za rok.

    Sylwia Królikowska Współpraca: JUKO, MAT - POLSKA Gazeta Wrocławska
    http://wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/975978.html

    Filmy górskie

    Z n.p.m.-u:

    "Górska wersja Przystanku Woodstock
    „Tu kończy się Lądek Zdrój. Dalej jest tylko szara rzeczywistość” – głosi billboard na szosie wylotowej z miasta. Jakby na przekór temu hasłu, mieszkańcy uważają, że to oni żyją w szarej rzeczywistości, a kolorowo jest gdzieś hen, za horyzontem. Wszystko się jednak zmienia pod koniec września, kiedy to w Lądku Zdroju odbywa się Przegląd Filmów Górskich.

    „Londyn? Nie ma takiego miasta. Jest Lądek, Lądek Zdrój” – przekonuje jedna z bohaterek w kultowym filmie Stanisława Barei „Miś”. Istotnie, Lądek Zdrój jest jak najbardziej realny – to ładne, malowniczo położone miasteczko w Kotlinie Kłodzkiej, wciśnięte pomiędzy zalesione zbocza niewysokich gór. W dniu kiedy tam przyjeżdżam, wychodzi akurat słońce, zalewając swoim światłem kameralny rynek i usytuowane wokół niego kamieniczki, z których część została niedawno odnowiona. Pomimo to atmosfera jest senna. Na rynku widać niewiele osób. Nieco więcej ludzi, z reguły starszych, spaceruje po części zdrojowej miasta. To kuracjusze. Turystów nie widać w ogóle, a przecież to sierpień, sam środek wakacji.
    Tutaj niewiele się dzieje
    - Tu nie ma nic. Nie ma szans na pracę i żadna turystyka nam nie pomoże – żali mi się siwiejący jegomość w panterce, mieszkaniec jednej z podlądeckich wsi, który dosiada się do mnie w autobusie PKS-u z Kłodzka. – Żałuję, że przed 30 laty nie przeprowadziłem się do Bełchatowa, a miałem taką szansę – wspomina z tęsknotą.
    - Kolejny, polski malkontent – myślę sobie, ale słowa mężczyzny potwierdzają inni mieszkańcy miasteczka.
    - O pracę jest trudno. Choć wydawać by się mogło, że w takim turystycznym miasteczku nie powinno być z tym problemów. Ale tu w ogóle nic się nie dzieje – przekonuje Katarzyna Jarosz, młoda sprzedawczyni w Cafe Cukiernia Toch na lądeckim rynku. – Pobliska, mniejsza od Lądka, Polanica jakoś potrafiła się dźwignąć po powodzi, a u nas marazm - konstatuje ze smutkiem.
    Skąd takie nastroje w górskim miasteczku, które powinno kwitnąć dzięki bliskości granicy, turystyce i uzdrowisku?
    - Owszem, jest uzdrowisko, ale ludzie nie mają pieniędzy, które mogliby zainwestować, żeby zarobić na turystyce – tłumaczy Małgorzata Bednarek, dyrektor Centrum Kultury i Rekreacji w Lądku Zdroju. – Poza tym niektórzy mieszkańcy wciąż mają mentalność peerelowską. Potrafią tylko czekać, żeby ktoś im powiedział, co mają robić – dodaje po namyśle.
    - Może to dlatego, że mieszka tu ludność napływowa, bez korzeni? – sugeruję.
    - Chyba nie – pani dyrektor kręci głową. – Przecież ci, którzy prowadzą tu prężnie działające gospodarstwa agroturystyczne, też są napływowi!
    Również burmistrz Kazimierz Szkudlarek (pochodzący z Wielkopolski) ocenia mieszkańców Lądka bardzo krytycznie.
    - Mieszkańcy lubią narzekać – podsumowuje. – Dlaczego? O to by trzeba już zapytać jakiegoś socjologa. A przecież nie jesteśmy gorsi od Polanicy. Tamto miasto ma po prostu deptak, gdzie koncentruje się życie, a u nas jest większa przestrzeń i ludzie się rozchodzą. Ale robimy, co możemy. Odnawiamy kamieniczki na rynku, kładziemy nową nawierzchnię w części zdrojowej. Mamy nawet potencjalnego inwestora, który chciałby wyremontować nasz kościół ewangelicki. Czekamy tylko na uregulowanie spraw własnościowych...
    Gmach kościoła to duma i zarazem hańba Lądka Zdroju. Duma, bo budynek jest imponujący, z bogatą historią. A hańba, bo od lat jest opuszczony i popada w ruinę. Na razie niewiele można zrobić, bo Komisja Regulacyjna, w której zasiadają przedstawiciele MSWiA oraz różnych wyznań (w tym Kościoła ewangelicko-augsburskiego), debatuje, komu obiekt przekazać. Jeżeli otrzyma go gmina, będzie mogła rozpisać przetarg. Potencjalny inwestor na razie jest jeden.
    Festiwal ponad podziałami
    - To są ludzie gór, ludzie, którzy znają Lądek, bo przyjeżdżają jako widzowie na nasz Przegląd Filmów Górskich – Kazimierz Szkudlarek uchyla rąbka tajemnicy. – Mają też swój pomysł na rewitalizację gmachu. Zrobiliby wieżę widokową, dziedziniec z restauracją, może teatr. Nic zresztą nie stoi na przeszkodzie, żeby na dziedzińcu odbywały się także niektóre wydarzenia, związane z festiwalem – zastanawia się. – Możemy to inwestorowi, jako gmina, podpowiedzieć...
    Jest kilka imprez, które ożywiają senne miasteczko. To na przykład Lądeckie Lato Muzyczne, czy Festiwal Tańca. Ale bezwzględnie największą sławę przynosi Lądkowi wrześniowy Przegląd Filmów Górskich, o którym głośno nie tylko w Polsce, ale i w Czechach, Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Do miasteczka ściąga wtedy kilkuset ludzi gór. Przyjeżdżają zarówno anonimowi, plecakowi turyści, jak i sławni himalaiści. Krzysztof Wielicki, Piotr Pustelnik, Ryszard Pawłowski, Anna Czerwińska, Kinga Baranowska, Piotr Morawski – to tylko niektóre nazwiska z czołówki polskiego himalaizmu, które zjawiły się w Lądku Zdroju.
    - Nie przyjeżdżam tu dla popularności, czy zdobycia sponsorów – podkreśla Piotr Morawski, himalaista. –W Lądku jest po prostu specyficzna atmosfera, bo to przegląd dla prawdziwych pasjonatów. Poza tym, to po prostu fajna impreza towarzyska.
    Skoro zatem jest taka atmosfera, to nic więc dziwnego, że na filmowy przegląd wszyscy w mieście czekają:
    - Impreza ma markę w Polsce i poza jej granicami – podkreśla burmistrz Kazimierz Szkudlarek. – Jest elementem promującym miasto. Wiele osób, które przyjeżdża do Lądka na ten festiwal, potem tu wraca. Niektórzy zostają tu nawet na stałe.
    - Podczas Przeglądu coś się wreszcie w naszym Lądku dzieje. Widać, że miasto zaczyna żyć. Nawet klientów w lodziarni od razu jest więcej – podkreśla Katarzyna Jarosz z cukierni na lądeckim rynku. Jednak sama szczerze przyznaje, że rzadko chodzi na seanse. – Pamiętam film „Hybryda”, który wygrał jedną z edycji. Grał w nim mąż mojej nauczycielki – dodaje z uśmiechem.
    Na pomysł wpadł
    Zbyszek Piotrowicz
    Pomysłodawcą i twarzą tej jedynej w swoim rodzaju imprezy jest Zbigniew Piotrowicz, himalaista, dziennikarz, społecznik i samorządowiec. Pierwszy lądecki festiwal zorganizował w 1995 roku jako prywatna osoba.
    - Udało mi się wtedy zainteresować tematem radnych, którzy przyznali niewielką dotację, bodajże w kwocie dziesięciu tysięcy złotych. Dzięki temu udało się w ogóle przegląd zorganizować – wspomina.
    Impreza od razu odniosła spory sukces. Nic dziwnego, bo był to wówczas jedyny przegląd filmów górskich w Polsce (choć nie pierwszy, wcześniej trzykrotnie odbyły się podobne festiwale w Katowicach). Dziś lądecki festiwal ma już poważnych konkurentów, choćby w Zakopanem czy Krakowie. Nadal są jednak ludzie, dla których Lądek Zdrój to numer jeden.
    - To bardzo fajne miejsce bez wieżowców, za to ze skałkami – ocenia Maciej Kubiak, który od lat przyjeżdża do Lądka, żeby jako wolontariusz rozklejać plakaty, pomagać w budowie ścianek wspinaczkowych, a nawet stać na bramce. – Lubię tu bywać, bo poznaję wielu ciekawych ludzi. I chodzi nie tylko o sławnych himalaistów, ale także zwykłych, górskich pasjonatów.
    Zanim impreza zdobyła swoją markę, jej pomysłodawcy musieli się nieźle napracować. Tym bardziej, że spektakularnych wpadek nie brakowało.
    - W czasie drugiej edycji festiwalu puściłem jeden z filmów bez dźwięku – wspomina Zbigniew Piotrowicz. – Chciałem naprawić swój błąd, więc ściągnąłem dodatkowy projektor z zagranicy, ale okazało się, że coś jest nie tak i film znów poszedł bez dźwięku. W akcie rozpaczy zaproponowałem autorowi, żeby własnymi słowami opowiedział, co się w filmie dzieje. Nie muszę dodawać, że spojrzał na mnie dziwnie. Dziś widzowie już mi chyba wybaczyli tamtą wpadkę, ale autor więcej się w Lądku nie pojawił...
    Ponieważ jednak każdy uczy się na błędach, w następnych latach stronę techniczną festiwalu wzięli na siebie pracownicy Parku Narodowego Gór Stołowych. Od tej pory zawsze jest rezerwowy rzutnik.
    Jaka jest recepta na sukces przeglądu filmów górskich? Czy wystarczy mieć sprawny projektor, filmy, plakaty, samorządowe dotacje i dobre chęci?
    - Kiedyś tak myślałem – przyznaje Piotrowicz. – Teraz już jednak wiem, że jest to bardzo skomplikowane przedsięwzięcie od strony logistycznej. Trzeba zainteresować i ściągnąć do miasta kilkaset osób. Zorganizować wszystko tak, żeby impreza miała swój charakter, a ludzie wyjechali zadowoleni i chcieli wrócić. Żeby był to festiwal dla ludzi, a nie dla organizatorów, sponsorów czy oficjeli. Przegląd nie powinien przynosić strat, ale nie może to być impreza komercyjna, która może i da zarobić organizatorom, ale zabraknie jej ducha i po paru latach umrze. To powinno być coś takiego, jak Przystanek Woodstock i mam nadzieję, że jest.
    A jak zrobić dobry film górski? Czy wystarczy wziąć kamerę i iść z nią w góry?
    - Nie trzeba być zawodowcem, ani mieć wielkie pieniądze – uważa ojciec festiwalu. - Nie chodzi o to, żeby zrobić olbrzymią, hollywoodzką produkcję z Izabellą Scorupco. Najważniejszy jest pomysł, znalezienie klucza.
    Sukces w Lądku odniósł między innymi „Mustang” Słowaka Pavla Barabáąa, niezwykły film o wyprawie do Nepalu.
    - Kamera była cały czas na statywie, a jednak malarskie kadry plus mądry dokument o ginącej cywilizacji sprawiły, że powstało prawdziwe dzieło – podkreśla Piotrowicz, który przez kilka lat organizował festiwal jako dyrektor Centrum Kultury i Rekreacji. To stanowisko piastował do 2002 roku. Potem kilkakrotnie zmieniał pracę, był na przykład wiceburmistrzem miasta. Nadal jednak to on trzymał rękę na pulsie.
    - Od 2003 roku przygotowywałem imprezę po godzinach pracy – śmieje się. – Nie wszyscy to doceniali. Padały nawet zarzuty, że za publiczne pieniądze robię festiwal dla znajomych. Zresztą i do pewnego stopnia była to prawda, bo jak zorganizować dobry przegląd filmów górskich, nie opierając się po części na ludziach, których się zna z górskiego środowiska? – pyta retorycznie.
    W tym roku ojciec festiwalu chce się jednak swojego dziecka pozbyć.
    - Organizatorem jest Centrum Kultury i Rekreacji w Lądku Zdroju – podkreśla. – Ja mogę służyć radą, ale na samej imprezie pojawię się jako widz oraz jako autor książki, którą piszę.
    Moje pagóry
    Dzieło nie ma jeszcze tytułu. Może będzie się nazywać „Moje pagóry”, a może „Góry i pagóry”:
    - Będzie to książka i o Sudetach, i o Himalajach, a przede wszystkim o moim pokoleniu, które w latach 80. i 90. zaczęło jeździć po świecie – zdradza autor.
    Patronem Przeglądu Filmów Górskich w Lądku Zdroju jest dziś Andrzej Zawada, ceniony polski himalaista, autor wielu filmów górskich, szef słynnej, polskiej wyprawy, która zimą 1980 roku zdobyła Czomolungmę. Dlatego gościem honorowym imprezy jest teraz wdowa po Andrzeju Zawadzie, znana z serialu „Złotopolscy” aktorka - Anna Milewska. Przyjmowana jest zawsze z należnymi jej honorami. A na pierwszych pięć edycji festiwalu przyjeżdżał sam Andrzej Zawada.
    - Pierwszy raz pojawił się w Lądku o piątej rano – wspomina Zbigniew Piotrowicz. – Potem bardzo czynnie się udzielał, był duszą towarzystwa i dobrym organizatorem. Podczas szóstej edycji właśnie w Lądku miał świętować pięćdziesięciolecie swojej działalności górskiej.
    Niestety, około miesiąca przed rozpoczęciem festiwalu, Andrzej Zawada przegrał walkę z ciężką chorobą. W jego imieniu pamiątkowe drzewko posadziła w Lądku Anna Milewska, wdowa po himalaiście.
    - Było dla mnie oczywiste, że Andrzej, z uwagi na swój górski dorobek i osobiste zaangażowanie w festiwal powinien zostać patronem przeglądu – mówi Piotrowicz. – Anna Milewska wyraziła na to zgodę, a i społeczność Lądka przyjęła patrona dobrze.
    W tym roku Andrzej Zawada został zresztą również patronem lądeckiego LO; taka była wola uczniów, rodziców i nauczycieli.
    Damy Everestu i sąsiedzi z Czech
    Czego możemy się spodziewać w Lądku pod koniec września 2008 roku?
    - Chociażby sławnych kobiet – mówi dyrektor Małgorzata Bednarek. – Zaprosiliśmy Damy Everestu, czyli Annę Czerwińską, Martynę Wojciechowską i Agnieszkę Kiela-Pałys.
    Owe trzy damy to przedstawicielki różnych pokoleń. Różni je też podejście do życia, ale łączy jedno: wszystkie zdobyły Czomolungmę.
    Kolejna nowość to Dzień Czeski. Będą pokazy filmów naszych sąsiadów z południa, czeski poczęstunek i muzyka. Wszystko to dzięki bliskiej współpracy z festiwalem z Teplic nad Metují. Czy te atrakcje wystarczą, żeby ściągnąć do Lądka wszystkich ludzi gór? Na pewno nie.
    - Zastanawiałem się, czy nie pojechać do Lądka, ale zrezygnowałem – wyznaje Radosław Łazarz, turysta sudecki i doktor filozofii wrocławskiego uniwersytetu. – Miasteczko nie jest w moim typie. A po górach wolę chodzić niż oglądać o nich filmy.
    Czy mimo takich głosów warto przegląd organizować?
    - Na pewno tak – nie ma wątpliwości dyrektor Małgorzata Bednarek. – Mój 23-letni syn pracował kiedyś przy festiwalu jako wolontariusz i oglądał filmy o znanych himalaistach. Dziś sam jeździ w Tatry i Alpy. Nasiąkł atmosferą gór. Po części dlatego, że w górach mieszkał, ale po części także dzięki naszemu festiwalowi."

    Lądecki festiwal odbędzie się w dniach 25 - 28 bm.