Przykro nam, strona o podanym adresie nie istnieje.

Sprawd, czy wpisae poprawny adres strony, lub skorzystaj z katalogu lub wyszukiwarki.



Copyright 1996 - 2006 Grupa Onet.pl SA - zobacz wszystkie serwisy »

  • Czytasz wiadomości wyszukane dla frazy: AGRESJA WŚRÓD MŁODZIEŻY Młodzi
  • alt.pl.rec.videokamery czyli towarzystwo wzajemnej adoracji

    Cytat:
    alt.pl.rec.videokamery czyli towarzystwo wzajemnej adoracji

    o czym tutaj się rozmawia:

    1. o filmowcach weselnych, oraz o tym na ile trzeba skasować pana
    młodego mi panią młodą

    2. o kamerach od 10 tyś w górę (kogo interesują takie dupne kamery)

    Grupa staje się nudna i monotematyczna. Nic konkretnego nie mozna się
    tutaj dowiedzieć, więcej o kamerach dowiedziałem się na grupach o
    fotografi, niż tutaj na grupie o pięknie brzmiącej nazwie videokamery



    --

    He he, aleś trafił, kółko wzajemnej adoracji, toż więcej agresji nie ma
    wśród ludożerców niż na tej grupie. O kamerach jest dużo i to różnych, nie
    wiem jak Ty czytasz że tego nie widzisz. Zatem powodzenia na grupach o
    fotografii  :-D

     

    Szyici oglaszaja jihad

    Cytat:
    Nie przesadzaj. To wiadomo było od początku, że broń na wyścigi
    skupują wszyscy.



    nie przesadzam , nie sadzilem ze tak szybko sie uzbroja/dozbroja
    pamietaj ze przed agresja saddam rozdawal bron tylko sunnitom i turkmenom

    Cytat:Hmm. Zależy od zasięgu ruchu. Chyba masz rację choć sytuacja jest
    nieprzewidywalna.



    zupelnie nieprzewidywalna
    bojowcy sadra nie uznali odezwy sistaniego twierdzac ze zostala wymuszono
    przez okupanta
    biorac pod uwage to co sie dzieje teraz w sadr city , mlody sadr ma spory
    polsuch wsrod wlasnie mlodych ( starzy i tak nie walcza :-) ) , pytanie
    tylko jak duzy i ilu ich jest ( oficjalnie 5 tys a to jest o wiele za malo
    na cos powaznego )

    Szyici oglaszaja jihad


    Cytat:
    | Nie przesadzaj. To wiadomo było od początku, że broń na wyścigi
    | skupują wszyscy.
    nie przesadzam , nie sadzilem ze tak szybko sie uzbroja/dozbroja
    pamietaj ze przed agresja saddam rozdawal bron tylko sunnitom i turkmenom



    Przecież od samego początku skupywali broń. To ta rywalizacja windowała
    ceny na czarnym rynku.

    Cytat:biorac pod uwage to co sie dzieje teraz w sadr city , mlody sadr ma
    spory
    polsuch wsrod wlasnie mlodych ( starzy i tak nie walcza :-) ) , pytanie
    tylko jak duzy i ilu ich jest ( oficjalnie 5 tys a to jest o wiele za malo
    na cos powaznego )



    Na dużą akcję tak, ale na odpowiednik tego co się dzieje w trójkącie
    w sam raz.

    m.

    Muzeum Powstania Warszawskiego...

    Cytat:Użytkownik "Baton"
    | a tak z ciekawosci to czym sie to objawia, bo bylem tam juz dwa razy i nie
    | slyszalem jeszcze nic takiego
    Symbol 'Polska wlaczaca' i opowiesci o tym ze mlodziez nie wie co on oznacza
    i wine za to ponosi haslo 'robta co chceta', liberalne wychowanie i ze
    lekcje patriotyzmu to dobry pomysl... jakbym sluchal przemowienia dzialacza
    LPR.
    Opowiadanie o obecnie zyjacych sedziach z czasow wojny (podawanie imienia,
    nazwiska i dzielnicy Warszawy gdzie mieszkaja) , ich obecnych wysokich
    emeryturach - generalnie wywolywanie agresji i nienawisci wobec nich...



    To niestety smutny fakt. Komunistyczni oprawcy zyja sobie spokojnie i dostatnio,
    ich ofiary wrecz odwrotnie.

    Cytat:Gloryfikowanie osoby rzekomo dzieki wylacznie ktorej powstalo muzeum...
    Lecha Kaczynskiego. Oczywiscie nikt inny nie chacial aby powstalo i gdyby
    nie on to w tym miejscu bylby hipermarket...



    To jednak niezaprzeczalny fakt. Gdyby nie osobiste zaangazowanie prezydenta
    Kaczynskiego, muzeum powstania nie bylo by do dzis. Nie oznacza to oczywiscie
    tego ze byla to jedyna osoba tego pragnaca, ale to jest jego zasluga

    Cytat:Przyklady mozna mnozyc.
    Nie twierdze ze wszyscy przewodnicy sa tacy. Wrazenia mam po przysluchiwaniu
    sie 2 raczej mlodym... moze wszechpolacy ;-)
    Pozdrawiam
    Baton



    Moze rzeczywiscie wszecholscy, ale przynajmniej patrioci. Przewrotnie moglbym
    zapytac czy wsrod przewodnikow sa rowniez "przedstawiciele" innych partii.
    AM

     

    To co nas otacza

    „To co nas otacza...”

    Powiedz mi gdzie tu sens, żaden sens tylko śmiech, życie- grzech
    Wojny, morderstwa, gwałty
    Zawierane z diabłem pakty
    To temat dzisiejszej lekcji
    Dokonam teraz drobnej selekcji
    Pół na pół? Dobro zło?
    Teraz inaczej dobro to tylko tło / Teraz inaczej dobro to złego tło
    Dziś kolejny wybuch w metrze
    Ludzi z powierzchni ziemi zetrze
    W necie info: próba atomowa
    Chaos i wojna gotowa
    Gazeta i nagłówek: 14-latka nie żyje
    Mieszkańcy mówią: niech morderca zgnije
    Radio i audycja, temat młodzi i policja
    Myślą że coś da kolejna prohibicja?
    TV i krwawe z Iraku obrazy
    Nie dziwią już ludzi, żadnej odrazy
    Wychodzę z domu, ruszam w miasto
    Od nienawiści duszno i ciasno
    Ktoś wyrwał torebkę starszej pani
    Złodzieje? Oczywiście nie złapani.
    Zmierzam do autobusu
    Wyznaczam tor kursu
    Przystanek, staruszek wsiada
    Podobno zejść z miejsca wypada?
    Dziś znów samobójstwo, powód? Problemy osobiste
    Przed tym? we krwi dwa promile czystej
    Sąsiedzi? U nich patologia się szerzy
    Nikt mi nie wierzy?
    Dziś człowiek miarą złotego wszystko mierzy.
    Dziwi Cię agresja wśród młodzieży?
    To czemu nie próbujesz jej zapobiec?
    Nowy dziś powstał grobowiec
    Ojciec dziecko i żonę zabił
    Przed tym dwa litry wódki się napił
    Alkohol od zawsze go trapił
    Ale nikt się tym nie martwił
    Teraz efekt mamy
    W takim życiu wszyscy trwamy...

    Znieczulica :)

    Znieczulica - jest czy jest tylko w naszych glowach -> jak ludzie reaguja na krzywde innych.

    Przyklad nr 1 mam 16 lat dostaje po gebie na placu miarki o 12:00 nikt mi nie pomaga chociaz napastnikow jest 2 i sa niewiele starsi odemnie - wiecej nikt nie podchodzi pozniej zapyatc sie czy nic mi sie nie stalo ( a twarz mam cala we krwi - poszly 2 ostatnie mleczaki )

    Przyklad nr 2 mam 20 lat i 20m od mojego bloku 2 18-19 latkow szarpie babcie prubojac jej wyrwac torebke - biegne , rozpedzam sie , jeden dostaje butem a 2 gazem po oczach , 1 lezy a 2 probuje sie pronic - 30 sekund jest po wszystkim obaj leza na ziemi wzglednie unieruchomieni - ludzi przechodza obok jakby nic sie nie stalo omijaja mnie szerokim lukiem przechodza na 2 strone ulicy , babcia siada na lawce i dyszy ciezko - boje sie ze moglo jej sie cos stac np z sercem - prosze przechodzaca mloda atrakcyjna dziewczyne - najpewniej studentke pipsu ( bo kolo niego mieszkam a wychodzilem wtedy na zajecia ) o udzielenie pomocy tej pani ktora siedzi na lawce - w odpowiedzi slysze " nie mam czasu spoznie sie na wyklad " , po 10 minutach przyjezdza policja - wymiana usciskow dloni i joz jestem w drodze na uczelnie zastanawiajac sie czy gdyby mnie tam nie bylo a ta babcia byla by np moja prywatna babcia ktos by jej pomogl.

    Jakie wy macie doswiadczenia w tym temacie
    Jak oceniacie 2 skrajne postawy ( let it be / do something )
    Czy nie uwazacie ze w Polsce przestepczosc i agresja wsrod mlodych rodzi sie wlasnie z poczucia bazpieczenstwa ze strony innych ludzi ???
    Czy ktos kto bije , zabija , poniewiera - nie zasluguje na dokladnie to samo ???

    Pierwsza ikra barwniaka szmaragdowego a obsada

    Witam,

    Zbiornik 54l

    Temperatura 26*C
    ph 7
    KH 6
    GH 7
    NO2 0
    NO3 0

    Obsada:
    Pelvicachromis taeniatus 1+1
    Nannostomus marginatus x5
    Crossocheilus siamensis x3 (młode)
    L009 Peckoltia arenaria x3 (młode)

    Pytanie jak w temacie dotyczy towarzystwa P.taeniatus i towarzyszących młodych kosiarek oraz drobnoustków. Czytałem na forum o agresywności P.pulcher w stosunku do współmieszkańców w okresie tarła, a jak to się ma w przypadku P.taeniatus?
    Zachowanie barwniaków przed dniami nie wskazywało na chęć podejścia do tarła, nawet nie wyglądały na dobraną parę, a dzisiaj niespodzianka: ikra w kokosie.
    Nie widzę żadnej gresji w stosunku do obsady towarzyszącej, samiczka przebywa ciągle w kokosie a reszta rybek pływa jak dotychczas po całym baniaku, wśród nich samiec.

    Czy agresja może dopiero pojawić się z czasem?
    Pytanie drugie: czy towarzystwo jest zagrożeniem dla narybku?
    Mam możliwość odłowienia rybek do innego zbiornika, ale czy to koniecznie?

    Z góry dzięki za odpowiedzi.

    Zachwyt Faszyzmem?

    nie ukrywam ze dyskusja mnie zaciekawila. jednak mi ciagle wydaje sie ze osmieszania armii niemieckiej jak napisal Edward ma mniejsze ujemne skutki niz przedstawianie jednego z najwiekszych tyranow w dobrym swietle. poza tym tak naprawde w tv puszcza sie wszystko. mowi sie ze tv zwieksza agresje wsrod dzieci.ok zgadzam sie tylko mi sie ejdnak wydaje ze tu w tym wlasnie momencie powinna byc wieksza rola rodzicow i szkoly. te dwie instytucje powinny byc dla mlodych nie zachwianym zrodlem wiedzy. mlodzi powinni i w szkole i w domu dowiedziec sie ze np czterej pancerni to totalna fikcja. gorzej tylko jak tatus nie ma pojecia o historii...

    Zachwyt Faszyzmem?

    Moim zdanie m zachwyt faszyzmem,hitleryzmem wynika po 1.z braku autorytetów wsród polskiej młodzieży,choć moze wydawać się to dosyć naiwne,przecież historia naszej ojczyzny jest tak piękna i nie brak jest z pewnością aktów heroizmu.Zresztą literatura w szkołach,lektury są pod tym względem dobrze dobrane,i one powinny kształtować młodych ludzi intelektualnie.Po 2.w dzisiejszych czasach agresywne poglądy są poprostu atrakcyjne dla młodzieży,a rzucanie nazistowskich haseł to swego rodzaju chęć zaimponowania innym.A jeżeli chodzi o wycieczki do ośrodkow masowej zagłady,czy to kacetów lub natychmiastowej zagłady.Będąc podobnie jak kolega RA na wycieczce klasowej uczniowie mieli do wyboru:zwiedzenie Oświęcimia lub wesołe miasteczko młodzież wybrała .......Wybrali oczywiście to drugie.Młodzi ludzie muszą sami zrozumieć wartośc ważnych miejsc i nie należy nikogo zmuszać do tego co powinien robić,bo i tak nic z tego nie wyjdzie.Ja ze swojej strony serdecznie zapraszam do osławionego ośrodka masowej zagłady w C hełmnie,mieszkam zaledwie 4 km od tego miejsca.Leży wsłynnym Kraju Warty 70 km odŁodzi i właśnie ofiarami tego ośrodka byli żydzi z tamtejszego getta.POZDRAWIAM

    Gimnazjaliści palą i przeklinają

    To wszystko nie jest takie proste. W momencie kiedy dzieciaki uczą się takich zachowan od podstawówki, gdzie już powoli zaczyna panować "kult siły", a wszystko zenitu sięga własnie w gimnazjach, gdzie młodzi, zbuntowani, dojrzewający ludzie znajdują się w nowej sytuacji, wśród nowych ludzi. próbuja zyskac sobie źle pojęty szacunek, podziw, pozycję wśród swoich rówieśników. Nikt nie nauczył ich w jaki sposób to zrobić, więc staraja się jak mogą. Przemocą, agresją słowną jest im najłatwiej.
    Działania doraźne w tym momencie nie pomogą. Przynajmniej niewiele. Jesli chcemy z tym problemem sobie poradzić, to przede wszystkim trzeba zaczynac juz od najmłodszych lat, a nie dopiero kiedy problem się juz pojawił.
    Pytasz, Odzio, co z tym zrobić? Przyznam szczerze, łatwe pytanie to nie jest. Na pewno wiele by dała lepsza organizacja zajęć pozaszkolnych, stworzenie dzieciakom i młodziezy ciekawej alternatywy spędzania wolnego czasu. No i rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy. Ale nie zwykłe moralizatorstwo, bo to jak wiadomo nie daje nic. Tu potrzebne jest umiejętne podejście zwłaszcza do najmłodszych, bo tak naprawdę na nastolatków wielkiego wpływu w tym momencie nie ma. Zmądrzeją, jesli sami będą tego chcieli, a "uszczęśliwianie" ich na siłę przyniesie więcej szkody niż pożytku.

    Jurek Owsiak

    To prawda że w wielu szpitalach znajduje się sprzęt z WOŚP który napewno pomaga ludziom ale prawdą jest też że Owsiak urządza dla młodzieży ,,super zabawę'' gdzie piwo i wóda leje się strumieniami sex wśród małolatów to ,,normalka'' tarzanie w błocie to kolejna atrakcja ogromna dawka decybeli podczas koncertu sprawic ma przyjemnośc a brodzenie w śmieciach których wszędzie są niespotykane ilości ma dodac świetności całej imprezie I jeszcze należ dodac atrakcję związaną z nowym ,,jakże ciekawym '' wyznaniem religijnym HARI KRISZNA nie wspomnę o muzyce która wyzwala agresję i wulgarnych tekstach piosenek R E W E L A C J A Przecież ten człowiek pod płaszczykiem dobra zmienia wam młodym mentalnośc sposób myślenia proponuje wam przemianę Jeśli uważacie że pijaństwo cpanie i wolny sex czyli róbta co chceta to normalka bo wszędzie tak robią to już nastąpiła w was ,,owsiakowa przemiana'' obrońcy Owsiaka- stajecie się jego wyznawcami A tacy jak luksajłoker-internauta swoimi żałosnymi wypowiedziami odkrywają swoje dno intelektualne gęba pełna chamstwa a rzucił raptem 1zł bo mu Owsiak trąbił przez cały dzień w telewizji o ściepie narodowej a głąb nawet nie wie że wPolsce już od kilkudziesięciu lat działa Caritas niosący potrzebujacym pomoc Tylko że oni nie robią takiej zadymy medialnej

    Traktowanie dzieci

    Dziecko do szkoły idzie w wieku 7 lat. Nie jest wypuszczany bez doświadczenia i jakiejś wiedzy niczym do buszu. Przez pierwsze 7 lat to rodzice są jedynym autorytetem dla dziecka i jedynymi nauczycielami. Skoro przedkładają czas spędzany z potomstwem nad własną pracę i pieniądze to nie ma co się dziwić, że maluchy są wychowywane "po łebkach". Zamiast ojca częściej widzą telewizję (a jaka telewizja jest - każdy widzi). Tatuś po pracy woli posiedzieć przy szklanym ekranie z puszką piwa niż poczytać coś dziecku lub po prostu się z nim pobawić. Zamiast tego wolą kupywać miłość dziecka najróżniejszymi zabawkami. Taki bachor (bo to już nie dziecko) nie zna słowa nie.

    Nie ma co składać na nauczycieli. Mam kilku pedagogów szkolnych wśród znajomych i rodziny więc wiem jak ciężko jest nauczycielom. Muszą umieć pokazać pazury bo inaczej ówczesna młodzież ich po prostu zje. Jak Kuba Bogu tak Bók Kubie. Nie uważam to za dobre rozwiązanie jednak kiedyś na widok nauczyciela uczniowe odczuwali respekt. Sama pamiętam jak dostałam po łapach linijką za odwracanie się do tyłu. Jeśli ktoś szedł na wagary to nauczyciel móg mu później strzelić kopa w tyłek. Nikt wtedy nie bulwersował się i nie wzywał policji. Teraz grozi się sądami, znajomościami, zradza się coraz więcej agresji. Nie dziwieę się, że młodzież jest bezkarna. Najlepiej bowiem dać się nauczycielowi zarżnąć przez bandę rozpieszczonym, zmutowanych i agresywnych nastolatków. I to za kilkaset złotych miesięcznie... Nikt nie patrzy na to, że kiedyś jedyną chorobą zawodową nauczycieli było zniszczenie się strun głosowych. Teraz dochodzi do tego nerwica, różnego rodzaju lęki itp. Bo oczywiście młodzi czują się poszkodowani... o drugiej stronie się nie mówi bo po co? To kolejny objaw narcyzmu i rozpieszczenia wśród młodzieży. Przykro mi to pisać ale żal mi Was i świata w jakim przyszło Wam dorastać.

    Ciekawy pomysł SLD

    Jeszcze dużo wody upłynie zanim w mózgach "statystycznego Kowalskiego"zakiełkuje myśl,że wódka ,papierosy szkodza bardziej od marihuany.
    Makaron mi chodziło o to,ze marihuana jest urzędowo podpięta pod narkotyki.
    Pij 10 lat prawie codziennie wódkę czy inny alkohol,a pal codziennie przez ten czas trawe.
    Gdybys miał jakiekolwiek pojęcie o marihuanie to nie pisałbyś takich głupot.
    Nie chodzi o to,że akurat sld się ocknęło bo spada im poparcie,chodzi o to,że dobrze opracowany pakiet ustaw i równie dobre ich wprowadzenie w życie dało by niewymierne korzyści finansowe dla państwa.
    Ale zaraz odezwą się głosy mało uświadomionych obywateli którzy to brudnego ćpuna z rynsztoku ze strzykawką w żyle stawiają na tej samej linii co młode dwudziesto kilkuletnie małżeństwo palace od czasu do czasu trawke.Czy człowieka o wysokim statusie społecznym,palącego raz na tydzień blanta na kanapie.
    Wódka i papierosy uzależniają,marihuana nie powoduje uzależnienia fizycznego:
    sprzedam telewizor bo nie mam dziś na worek skuna.
    Z alkoholem niestety tak jest.
    Zobaczcie na statystyki:zabił zonę i dziecko po latach katowania alkoholik ojciec.
    Zabił po pijaku,zabił za wino.Za dwa złote na wino.
    Nie ma w statystykach opisów typu:zabił matke bo nie dała mu na jonta itp.
    Alkohol sieje dużo większe spustoszenie w organizmie niż trawka.
    Mógłbym argumentować swoją racje przez dwadzieścia stron watku ,ale po co?
    Skoro dla takich jak Makaron jedna chmura trawy równa się narkomania w stopniu znacznym.
    To tak jak dla niektórych gej czy lesbijka to zboczeńcy równi pedofilom.
    Tak samo dla tych ludzi człowiek palacy marihuane to narkoman .

    Mam nadzieję,że doczekam czasów kiedy to pójde do haszbaru kupie sobie jonta spalę go i będe się dobrze bawił,bez kaca agresji i pijaństwa.

    A tak musze gnać 1000km do Amsterdamu żeby mieć to co tu ,może kiedyś będzie.
    Na plus legalizacji mozna zaliczyć :kolosalne pieniadze dla państwa,ukrócenie mafi od góry,az po ulicznego dilera.
    Minus jest taki,że zbyt młode łepki mogą się za to brać.Ale czy teraz ni sprzedają piwa dzieciom?
    Czy nie ma pijaństwa wśród młodzieży?

    Godzina policyjna dla małolatków

    Uczestniczyłem wczoraj w spotkaniach w ramach wizyt w szkołach tzw. „trójek Romana”
    Całość polega na spotkaniu przedstawiciela Poradni Psychologiczno Pedagogicznej (psycholog, pedagog) policjanta, przedstawiciela organu prowadzącego gminę z dyrektorem i pedagogiem szkolnym, uczniami, nauczycielami i rodzicami.
    Rozmawialiśmy głównie o przyczynach agresji wśród młodych ludzi, sposobach i możliwościach jej zapobiegania, problemach, z jakimi spotykają się uczniowie w kontaktach z rówieśnikami i dorosłymi oraz gdzie najczęściej szukają pomocy i komu ufają najbardziej.
    Przyznaję, że było to ciekawe doświadczenie.
    Chcę zwrócić uwagę na kilka wniosków, które mi się nasunęły.
    - młodzież twierdzi, że rodzice wymagają dokształcenia w wielu dziedzinach: rozpoznawania, czy dziecko jest po zażyciu używek, sztuki rozmawiania z dziećmi, kształtowaniu wzajemnego zaufania. Młodzi ludzie uważają, że w tych sprawach często widzą więcej niż ich rodzice.
    - zwrócono uwagę na wielki wpływ telewizji na postawy ludzi oraz na fakt braku programów edukacyjnych kierowanych do dorosłych i młodzieży, prezentacji krótkich filmów przedstawiających skutki zażywania używek, pokazujących możliwości wspierania zagubionego młodego człowieka
    - zgłaszano potrzebę wycofania z emisji bajek dla dzieci prezentujących agresje w różnej formie
    - wskazywano na fakt braku miejsca dla młodych ludzi

    Przyznaję, że młodzież sama zastanawia się nad sposobami pomocy i przyczynami obecnego stanu. To pocieszające, ale i zarazem bardzo trudne i odpowiedzialne. Obawiam się, żeby cała akcja nie skończyła się tylko podsumowaniem i przekazanie kolejny raz bez wsparcia finansowego zadań do realizacji przez samorządy.

    Różne wieści z kibicowskiej sceny.

    Cytat:Śmierć kibica - zamieszki w kraju i odwołane mecze
    PAP /19:48

    Przeradzająca się w agresję fala oburzenia we Włoszech po śmierci 26-letniego kibica klubu Lazio, zastrzelonego - jak wszystko na to wskazuje - przez policjanta w wyniku tragicznej pomyłki, wywołała zamieszki w miastach i na stadionach.
    Odwołano kilka meczów, przede wszystkim spotkanie Inter-Lazio, na które jechał zabity kibic, a także mecze tam, gdzie starcia rozwścieczonych kibiców z policją wymknęły się spod kontroli. W Rzymie, gdzie również doszło do zamieszek, odwołano wieczorny mecz klubu Roma z Cagliari.

    Młody mężczyzna został zastrzelony przed punktem restauracyjnym przy autostradzie koło Arezzo w środkowych Włoszech przez policjanta z drogówki, który wraz z innymi funkcjonariuszami interweniował w związku z trwającymi tam przepychankami między jadącymi do Mediolanu kibicami Lazio a fanami Juventusu, będącymi w drodze na mecz swojej drużyny.
    Według pierwszych ustaleń kibic był w samochodzie, do którego oddał strzał z odległości około 30 metrów funkcjonariusz policji drogowej.

    Komendant policji w Arezzo nazwał to, co się stało, "tragicznym błędem". Wyjaśnił, że policjant "interweniował, by przepychanki między dwiema grupami kibiców nie doprowadziły do poważnych konsekwencji", a jego celem było przestraszenie kibiców i nakłonienie ich, by się rozeszli. Oficjalnie nie potwierdzono jeszcze wersji o tym, że kibic został trafiony policyjną kulą. Trwa analiza balistyczna.

    Na wiadomość o tragicznej śmierci mężczyzny w wielu włoskich miastach radykalni kibice i chuligani zaatakowali policyjne oddziały. Napaści te miały wyjątkowo brutalny charakter. Do poważnych zamieszek doszło między innymi w Bergamo, gdzie w konsekwencji odwołano rozpoczęty kilka minut wcześniej mecz Atalanta-Milan. Narasta fala niepokojów w Rzymie i dlatego podjęto decyzję o odwołaniu wieczornego meczu Romy z Cagliari.

    Rozwścieczeni, uzbrojeni w kije i inne niebezpieczne narzędzia kibice zaatakowali oddziały policji w rejonie Stadionu Olimpijskiego, gdzie odwołano właśnie z powodu starć mecz Roma- Cagliari. Co najmniej dziesięciu funkcjonariuszy zostało rannych.

    Trwa szturm chuliganów i radykalnych kibiców na siedzibę włoskiego Komitetu Olimpijskiego.

    Około 200 młodych ludzi zaatakowało także posterunek policji.

    Ogromne zaniepokojenie falą zamieszek wyraził minister spraw wewnętrznych Giuliano Amato. O spokój zaapelowali przedstawiciele włoskiego Kościoła.

    Tymczasem wśród polityków wszystkich opcji nie brakuje opinii, że należało całkowicie zrezygnować na znak żałoby z niedzielnych rozgrywek Serie A.

    Śmiech z testosteronu

    Mężczyźni z natury mają większe poczucie humoru niż kobiety. To wynik działania testosteronu - twierdzi jeden z naukowców. Płeć brzydka częściej się wygłupia i wygłupy te są bardziej agresywne, mówi Sam Shuster z Norwich University Hospital.

    Shuster, który hobbistycznie jest komikiem, obserwował, w jaki sposób obie płci reagują na jego występy. Kobiety komentowały, zachęcały, a mężczyźni szydzili. Najbardziej agresywni byli młodzi mężczyźni.

    Już wcześniej zauważono, że np. kobiety opowiadają mniej kawałów, a wśród komików zdecydowanie przeważają mężczyźni.

    Badania wykazały też, że w swoich żartach mężczyźni częściej szydzą z innych.
    Zdaniem profesora Shustera, różnice w poczuciu humoru są związane z naszym życiem płodowym, podczas którego decydowała się nasza płeć. Udokumentował on zachowania ponad 400 osób, które oglądały jego występy. Stwierdził, że aż 75% mężczyzn odzywało się, próbując dodać coś śmiesznego. Kobiety były znacznie bardziej powściągliwe.

    Mężczyźni często atakowali go słownie. Szczególnie było to widoczne w przypadku młodych. Z kolei starsi panowie komentowali występy bardziej życzliwie, upodabniając się w tym względzie do kobiet.

    Doktor Nick Neave z University of Northumbria wyjaśnia, że agresja, to wynik działania testosteronu. Nabijanie się z komika może być spowodowane tym, iż występujący skupia na sobie uwagę kobiet, odwracając ją tym samym od innych mężczyzn. Próbują więc oni temu przeciwdziałać. Szczególnie dotyczy to młodych mężczyzn, gdyż dopiero rozpoczynają oni rywalizację, nie mają ustalonej pozycji, więc czują się szczególnie zagrożeni.

    Źródło: Kopalnia Wiedzy

    1

    18 grudnia 2006 METRO

    Wyjątki z artykułu D. Brzostaka "Nauczycial i uczeń: pełna komitywa":

    "Pedagogom nie starcza autorytetu i wiedzy, by bronić się przed agresją młodzieży. Zamiast zdobywać szacunek uczniów wchodzą z nimi w układy towarzyskie."

    "W ciągu ostatnich dwóch lat zawieszono lub wyrzucono ze szkół 321 nauczycieli. (...) niestety czarne owce psują wizerunek całego grona (...)"

    "Młodzież ma podążać za przykładem nauczyciela, a nie on ma schodzić do poziomu uczniów (...)"

    "Większa władza nauczyciela, pomoże zdyscyplinować młodych"

    Czuję sie obrażonym. Wrzucono mnie do worka "młodych", którzy tylko: "piją, ćpiają i uprawiają seks". To na nas młodzi kręci się zero tolerancyjny bat. Tylko czy słusznie? W polskich gimnazjach dzieje się źle, czyja to wina? Porównójąc w dzisiejszym METRZE obraz szkoly z przed lat i tej dzisiejszej, hrabina Natali Sobańska mówi: "Daniej takie rzeczy były nie do pomyślenia. Nauczyciele odznaczali się dużą wiedzą i mieli szacunek u uczniów." Dodaje jeszcze: "Dziś nie ma już autorytetów w szkole". Czy to młodzi się zmienili, czy nauczyciele? Czy to do poziomu uczniów zniżają się pedagodzy, czy to uczniowie pozbawieni ograniczeń i wzorców rozpasali się nazbyt? W każdej grupie społecznej znajdują się jednostki, za które reszta może się tylko wstydzić. Jednak na fali informacji o patologiach wśród uczniów tworzy się dzieło "zero tolerancji" warte 23 mln zl. 321 ludzi krzywdzących młodzież to tylko "czarne owce". Nie należy dawać nauczycielom, których braki w wiedzy i dobrym wychowaniu są często tak widoczne większych praw, "narzędzi, które pomogą dyscyplinować" zanim nie zweryfikuje się prawdziwego poziomu pedagogów i ich zdolności do wykorzystywania owych narzędzi. Kto da bowiem pewność, że większa władza nauczycielska nie pogłębi patologii? W tym samym artykule czytamy o uczniu, który ośmiokrotnie poprawiał ocenę w łóżku. Czy to wina ucznia? Kto ma większe prawa w szkole? Kto może łatwiej posunąć się do szantażu? Pytania zostawiam do przemyślenia. Artykuł, chyba przypadkowo, zawiera w sobie zdanie będące receptą na przynajmniej część paatologii:

    "Dzieci szanowane i traktowane poważnie będą odwzajemniały się nam dokładnie tym samym."

    bariera dźwięku

    Basiak, Frido. Na temat encoprezy Andrzej napisał wszystkie niezbędne informacje. Niestety jest to też na tyle rzadkie zaburzenie, że nawet psycholodzy czy psychiatrzy nie wszyscy wiedzą co z tym robić.
    Są dwie opcje, faktycznie zależne od tego czy to jest pierwotne czy wtórne. Oczywiście po zdiagnozowaniu, że nie wchodzą w grę żadne czynniki organiczne.
    Przy pierwszej opcji należy postępować tak jak w tym tekście od Andrzeja. Po prostu należy uczyć kontroli prawie jak małe dzieci. Nagradzać za brak kupy w majtkach, cofać nagrodę za zrobienie kupy w gacie, Starsze dzieci uczyć samoobsługi w usuwaniu zanieczyszczenia. Odbarczyć z poczucia winy, nie karać.
    Przy drugiej opcji konieczne jest zdiagnozowanie etiologii. Jeżeli to wykorzystanie, to pracować jak z dzieckiem wykorzystywanym, jeżeli agresja, to uczyć ją rozładowywać w inny sposób.
    U mojego młodego to nigdy nie zostało do końca zdiagnozowane. Raz traktowano to jako rodzaj buntu i specyficzną formę agresji, raz jako reakcję na wykorzystanie seksualne, nigdy zresztą nie potwierdzone jednoznacznie. Faktem jest, ze im częściej się zanieczyszczał tym był spokojniejszy. Tak jakby stosował sobie ten objaw zamiennie za agresję.
    Nigdy nie karałam, kazałam jeno sprzątać, ale bywało że i ja sprzątałam, bo młody potrafił uznać, ze to nie jest jego hehe. Na tym tle nie powodowałam napięć. Chyba uznałam, ze to jego uroda i już. Faktycznie teraz dopiero kojarzę, ze ostatnio jak mu się zdarzały wpadki to były one związane z braniem narkotyków, znaczy z paleniem marychy. Nawet kiedyś się śmiałam, ze napewno nigdy nie zostanie narkomanem, bo ma biologiczny stymulator. Nie bierze, trafia do kibla, bierze, nie trafia.
    Młody był w bidulu dosyć ostro dyskryminowany z tego powodu. Nie można już go było dodatkowo karać. Ale tak naprawdę to tym zaburzeniem nikt się jakoś nie zajmuje wśród fachowców. Szukałam długo i nic.

    Nowinki z USA

    Cytat:"Rzad amerykanski uwaza programy abstynencji seksualnej za jeden ze
    srodkow unikania niepozadanej ciazy i chorob przenoszonych droga
    plciowa, min. smiertelnej choroby AIDS! Unia Europejska pozostaje
    nadal daleko za Ameryka, ktora juz dawno przejechala sie na rewolucji
    seksualnej, aborcji i antykoncepcji. Dobrze, ze polskie spoleczenstwo
    nie dalo sie oglupic promocja nieograniczonej wolnosci, co widac po
    reakcjach na raport "inzynierow terroryzmu" zalecajacy legalizacje
    zabijania nienarodzonych. "
    http://www.innestrony.pl/?isi=xi1306

    Przy czym nie ma żadnych odniesień do jakielkowiek religii.xc



    Dorzucę coś ze strony:
    http://prawdziwamilosc.w.interia.pl/czytelnia/prawdziwa.htm

    '..Dzisiaj w każdą niedzielę w kościołach różnych wyznań grupy młodych ludzi
    w
    obecności rodziców i krewnych składają przyrzeczenia życia w czystości.
    Przyrzeczenie takie jest jednocześnie deklaracją włączenia się w szeregi
    międzywyznaniowego i międzynarodowego ruchu "True Love Waits".

    Jak to się zaczęło?

    Inicjatorem ruchu na początku lat dziewięćdziesiątych był pastor, baptysta,
    Richard Rossa z Nashville. Zainicjował go w grupie młodzieży studenckiej.
    Szybko rozpowszechnił się on w różnych stanach Ameryki i innych krajach. Ma
    już swoje strony internetowe.

    głosiciele wolnej miłości z lat sześćdziesiątych zmienili obyczaje seksualne
    Amerykanów, tak ci młodzi mówią dziś dobitnie dorosłym, że dziewictwo należy
    uznać za wartościowy wybór.

    Przyczyną sukcesu tej kampanii jest to, że jest ona całkowicie różna od tej
    z mass mediów, w której mówi się tylko o
    "bezpiecznym seksie", to znaczy propaguje się stosowanie prezerwatyw, by
    zapobiegać zarażeniom i niechcianej ciąży. Ale młodzi z ruchu mówią:
    najbezpieczniejszym stylem seksu jest abstynencja....Problem leży w tym, aby
    wychowywać do nowych wartości tak młodzież, jak i dorosłych".

    Na łamach Time na temat ruchu znany w Stanach Zjednoczonych publicysta Lance

    samokontroli nie jest popularna wśród dzisiejszej młodzieży; wiele wartości
    zostało wyrzuconych za burtę, poczynając od lat sześćdziesiątych.

    Ale rozwijanie samokontroli jest społeczną koniecznością. Tym, czego dzisiaj
    potrzebowalibyśmy, byłby całościowy kontekst społeczny wspierający
    wstrzemięźliwość, ale musiałaby to być wstrzemięźliwość oświecona, dobrze
    rozumiana.

    Idea abstynencji wymaga posiadania ideałów, także w dziedzinie moralności.
    Im zachłanniej ktoś gromadzi doświadczenia negatywne - narkotyki, seks bez
    zobowiązań, ogłupiająca muzyka, prowadzenie samochodu z prędkością 150 mil
    ma godzinę dla przeżycia mocnych wrażeń, agresja, itd. - tym bardziej się
    zatraca; im bardziej się powstrzymuje, tym więcej zyskuje.

    Abstynencja jako przesłanie społeczne, prowadzi do osiągnięcia jasności,
    staje się oknem, poprzez które łatwiej jest dostrzec swoje miejsce w
    świecie, a także przyszłego towarzysza życia".

    Więcej na stronie:
    http://prawdziwamilosc.w.interia.pl/czytelnia/prawdziwa.htm

    Aktualne Dzieci Warszawy?

    Witam,

    Nie odzywałem się dawno bo właściwie nic konkretnego nie miałem do
    powiedzenia.
    Temat poruszony przez Szuwaksa jest bardzo poważnym. Jednak wiele wątków
    (nie wspomnianych wcześniej) ma na to wpływ.
    Czemu tak się dzieje?
        Spory wpływ mają filmy. Sam pamiętam, gdy wychodziłem z kina Praha po
    jakimś westernie, ręce miałem szeroko, w pobliżu wyimaginowanych kabur.
    Później na podwórku z chłopakami odgrywaliśmy sceny z filmu. Teraz mamy inne
    filmy a dzieciaki na podwórku odgrywają je tak samo jak my.
        Wpływ na zwiększenie agresji ma ogromna presja posiadania. Ostatnio
    rozmawiałem na temat zimowiska. Gość wziął kredyt. 1500 zł bo sąsiada
    chłopak jedzie. Jego też musi. Później się okazało, że sąsiad pożyczył od
    rodziny, żeby dorównać pierwszemu. Paranoja! Chłopak (nie tylko dziewczyny
    również) czuje presję posiadania _markowej_ kurtki. Nie może jej kupić a tu
    nadarza się "okazja". Idzie słebeusz w "jego" wymarzonej kurtce. Presja,
    presja, presja... I już ma kurteczkę :- Pomyśleć, że mnie wystarczały
    Szariki i później dżinsy Odra. Ja nawet Wildcatów nie miałem. I nie czułem
    się gorszy. Chociaż bardzo chciałem je mieć. Aaaale nie było jeszcze takiej
    presji.
        Kolejna sprawa to wymieszanie kultur w Warszawie i innych większych
    miastach. Ludzie czują się tu anonimowi. Moja Mama wychowywała się Za
    Żelazną Bramą. Później na Emilii Plater. Nie mieszkała tam elita. Ale zasada
    była jedna: Nie rozrabiasz u siebie w dzielnicy. Nie do pomyślenia było by
    złodziej okradł, tak jak to ma dziś miejsce, w kamienicy obok. Ja tego
    doświadczyłem. Wstyd. Tak, teraz znalazłem odpowiednie słowo. Wstyd było
    wśród swoich! Teraz wielu z nas nie zna sąsiada z piętra!
        Jeszcze jedno. Nie dawno wspominałem z Ojcem czasy, gdy chodziłem do
    podstawówki. Rodzice wracali o 16 do domu. Obiad i graliśmy w kości, karty,
    odwiedzaliśmy Ciotkę. R O Z M A W I A L I Ś M Y!!! Nie było 78 kanałów w TV.
    Przez pewien czas nie było TV (od dnia zaprzestania nadawania teleranka).
    Wtedy to rodzice wpoili mi zasady, których się trzymam do dziś i dzięki
    którym mogę spokojnie zerkać w lustro. Dziś? Kończę pracę często po 21! Nie
    dla tego, że muszę. Nie muszę! Ja nawet nie muszę pracować. Gdy moja firma
    umieściła ogłoszenie w GW zgłosiło się 500 chętnych. Nieeee, nie muszę! W
    sobotę i niedzielę jest tyle zaległych spraw, że w zasadzie znów rodzina
    umyka. A jeszcze film nadają. Cóż, że 5 raz? To _trzeba_ obejrzeć. A życie
    mija. I kto ma tym młodym ludziom powiedzieć, że nie można bić pana na
    ulicy?
        Tutaj nasuwa się kolejny wątek ale to pewnie na pl.praca.dyskusje. Bo
    rządzą nami młodzi gniewni samotni, sfrustrowani, często przyjezdni
    menedżerowie, którzy nie wracają do domu bo nic ich tam nie czeka. Gdy już
    jakimś cudem pożenią się i dostaną potomstwo, gdy zauważą, że trzeba temu
    dzieciakowi coś powiedzieć, to właśnie dowiadują się od swojego
    "młodego-prężnego" szefa, że firma wymaga i trzeba troszku posiedzieć. Ot
    co. I nie ma co tu na szkołę zwalać!
        W szkole pani dyrektor na rozpoczęciu roku szkolnego powiedziała:
    "wszystke dzieci co som na saly" Od nich nie wymagajmy. Niestety wielu (choć
    na szczęście nie wszyscy) trafiają z negatywnej selekcji. Oni do wykładania
    się nie bardzo nadają a co dopiero do wychowywania?

    Ufff rozpisałem się ale temat porusza mnie bo sam mam syna gimnazjalistę.
    Wiem, że zbyt mało czasu mu poświęcam i myślę, że wiem co chciał powiedzieć
    Szuwaks. Ja czasem czuję się nieswojo gdy wchodzę do swojego bloku. Stoją
    przed nim młodzi, gniewni, sfrustrowani. Gdzie im do Gitów wspomnianych
    wcześniej? Tamci mieli kodeks. Ci... każdy wie.

    Godzina późna i w dodatku kilobajty lecą. Przepraszam modemowców.
    Pozdrawiam

    Ictorn

    ---
    Outgoing mail is certified Virus Free.
    Checked by AVG anti-virus system (http://www.grisoft.com).
    Version: 6.0.562 / Virus Database: 354 - Release Date: 04-01-16

    Aktualne Dzieci Warszawy?

    Cytat:
    Witam,

    Nie odzywałem się dawno bo właściwie nic konkretnego nie miałem do
    powiedzenia.
    Temat poruszony przez Szuwaksa jest bardzo poważnym. Jednak wiele wątków
    (nie wspomnianych wcześniej) ma na to wpływ.
    Czemu tak się dzieje?
        Spory wpływ mają filmy. Sam pamiętam, gdy wychodziłem z kina Praha po
    jakimś westernie, ręce miałem szeroko, w pobliżu wyimaginowanych kabur.
    Później na podwórku z chłopakami odgrywaliśmy sceny z filmu. Teraz mamy inne
    filmy a dzieciaki na podwórku odgrywają je tak samo jak my.
        Wpływ na zwiększenie agresji ma ogromna presja posiadania. Ostatnio
    rozmawiałem na temat zimowiska. Gość wziął kredyt. 1500 zł bo sąsiada
    chłopak jedzie. Jego też musi. Później się okazało, że sąsiad pożyczył od
    rodziny, żeby dorównać pierwszemu. Paranoja! Chłopak (nie tylko dziewczyny
    również) czuje presję posiadania _markowej_ kurtki. Nie może jej kupić a tu
    nadarza się "okazja". Idzie słebeusz w "jego" wymarzonej kurtce. Presja,
    presja, presja... I już ma kurteczkę :- Pomyśleć, że mnie wystarczały
    Szariki i później dżinsy Odra. Ja nawet Wildcatów nie miałem. I nie czułem
    się gorszy. Chociaż bardzo chciałem je mieć. Aaaale nie było jeszcze takiej
    presji.
        Kolejna sprawa to wymieszanie kultur w Warszawie i innych większych
    miastach. Ludzie czują się tu anonimowi. Moja Mama wychowywała się Za
    Żelazną Bramą. Później na Emilii Plater. Nie mieszkała tam elita. Ale zasada
    była jedna: Nie rozrabiasz u siebie w dzielnicy. Nie do pomyślenia było by
    złodziej okradł, tak jak to ma dziś miejsce, w kamienicy obok. Ja tego
    doświadczyłem. Wstyd. Tak, teraz znalazłem odpowiednie słowo. Wstyd było
    wśród swoich! Teraz wielu z nas nie zna sąsiada z piętra!
        Jeszcze jedno. Nie dawno wspominałem z Ojcem czasy, gdy chodziłem do
    podstawówki. Rodzice wracali o 16 do domu. Obiad i graliśmy w kości, karty,
    odwiedzaliśmy Ciotkę. R O Z M A W I A L I Ś M Y!!! Nie było 78 kanałów w TV.
    Przez pewien czas nie było TV (od dnia zaprzestania nadawania teleranka).
    Wtedy to rodzice wpoili mi zasady, których się trzymam do dziś i dzięki
    którym mogę spokojnie zerkać w lustro. Dziś? Kończę pracę często po 21! Nie
    dla tego, że muszę. Nie muszę! Ja nawet nie muszę pracować. Gdy moja firma
    umieściła ogłoszenie w GW zgłosiło się 500 chętnych. Nieeee, nie muszę! W
    sobotę i niedzielę jest tyle zaległych spraw, że w zasadzie znów rodzina
    umyka. A jeszcze film nadają. Cóż, że 5 raz? To _trzeba_ obejrzeć. A życie
    mija. I kto ma tym młodym ludziom powiedzieć, że nie można bić pana na
    ulicy?
        Tutaj nasuwa się kolejny wątek ale to pewnie na pl.praca.dyskusje. Bo
    rządzą nami młodzi gniewni samotni, sfrustrowani, często przyjezdni
    menedżerowie, którzy nie wracają do domu bo nic ich tam nie czeka. Gdy już
    jakimś cudem pożenią się i dostaną potomstwo, gdy zauważą, że trzeba temu
    dzieciakowi coś powiedzieć, to właśnie dowiadują się od swojego
    "młodego-prężnego" szefa, że firma wymaga i trzeba troszku posiedzieć. Ot
    co. I nie ma co tu na szkołę zwalać!
        W szkole pani dyrektor na rozpoczęciu roku szkolnego powiedziała:
    "wszystke dzieci co som na saly" Od nich nie wymagajmy. Niestety wielu (choć
    na szczęście nie wszyscy) trafiają z negatywnej selekcji. Oni do wykładania
    się nie bardzo nadają a co dopiero do wychowywania?

    Ufff rozpisałem się ale temat porusza mnie bo sam mam syna gimnazjalistę.
    Wiem, że zbyt mało czasu mu poświęcam i myślę, że wiem co chciał powiedzieć
    Szuwaks. Ja czasem czuję się nieswojo gdy wchodzę do swojego bloku. Stoją
    przed nim młodzi, gniewni, sfrustrowani. Gdzie im do Gitów wspomnianych
    wcześniej? Tamci mieli kodeks. Ci... każdy wie.

    Godzina późna i w dodatku kilobajty lecą. Przepraszam modemowców.
    Pozdrawiam

    Ictorn



    Witam!

    Prwadziwe. Ciekawe, czy obecne szurki czytaja jeszcze cokolwiek? Albo -
    jak czytaja - czy znaja Niziurskiego...?

    Uklony

    kpawlak

    I jeszcze jedna Kawaleria Powietrzna.

    Cytat:

    :Potrafisz wychować agresywnych tylko względem przeciwnika?
    : A ty nie!? Super inaczej mowiac twierdzisz, ze jedynym sposobem wpojenia
    : dziecku (chlopakowi) aby nie dawal sie obijac w szkole jest nauczenie go
    : aby w tejze wyszukiwal slabszych i znecal sie nad nimi tudziez bil
    : wszystkich uczniow po kolei a nie tych, ktorzy sami ccha go pobic???

    Nie, tego nie twierdzę. Twierdzę, że agresywność musi się odbić
    jakoś także w życiu codziennym.



    Czlowiek to nie pies Pawlowa. Nie dawanie sobie "w kasze dmuchac" nie
    znaczy wcale, ze nalezy caly czas wszystkim na okolo udowadniac, ze "ja
    sie wam nie dam". Bez powodu odniesie to tylko takie skutki, ze wszyscy
    beda chcieli takiemu "gierojowi" dokopac prowadzac do spirali przemocy i
    agresji. Tak wlasnie dzieje sie dzieki ludziom o twoich pogladach
    (przynajmniej takich jakie przedstawiasz na grupie) w wojsku. Tam
    hierarchia wsrod mlodszych zolnierzy przestala byc srodkiem dla
    zapewnienia sprawnosci dzialania i zwiekszenia szybkosci szkolenia a
    stala sie celem samym w sobie. A do tego zapewniana jest srodkami
    znanymi z wiezien a nie z
    innych - bardziej godnych nasladowania organizacji hierarchicznych.

    Ja w przeciwienstwie do Kennetha calkowicie rozumiem, ze zolnierz
    starszy sluzba ma prawo wydawac rozkazy innemu zolnierzowi, ktory mimo
    starszenstwa wiekiem i wyksztalceniem jest w wojsku od niedawna. Jest to
    zrozumiale. Tak jak zrozumiale sa przejawy budowania hierarchii w
    stosunkach spolecznych w jednostkach przez na przyklad nakazanie
    "mlodemu" pojscia po piwo/herbate dla "starszych" czy tez uznanie, ze
    sprzatanie toalet nalezy wylacznie do "mlodych" zolnierzy. Takie
    zachowania sa normalne i spelniaja swoj cel (budowanie stosunkow
    hierarchicznych). Znane sa zreszta z innych struktur hierarchicznych
    (wszystkich zreszta). Nazwijmy je fala sensu largo.

    Jednak budowanie hierarchii jako podstawowa sfera aktywnosci zolnierza w
    jednostce to przesada. Taka samo jak kwiatki typu zakaz poruszania sie
    po korytarzu inaczej niz biegiem i koniecznosc pytania starszego
    zolnierza pozwolenie wyjscia do toalety (oczywiscie pytanie o zgode jest
    zrozumiale gdy na przyklad odbywaja sie jakies zajecia typu szkolenia
    itp.). Bezsensowne udowadnianie "mlodym" swej przewagi nad nimi przez
    "dziadkow" i to przy uzyciu metod znanych z gangow, wiezien i
    poprawczakow jest niedopuszczalne. Prowadzi wlasnie do wzrostu
    niekontrolowanej, zwierzecej agresji i do rozbicia jednostek na
    szeregowcow i cala reszte. I to jest to co dla wiekszosci ludzi jest
    fala. My mozemy nazwac to fala sensu stricto.

    I tolerowanie jej przez kadre pod plaszczykiem tego, ze osiaga ona cele,
    ktore mozna osiagnac znacznie mniej radykalnymi i szkodliwymi srodkami
    jest karygodne, nie przystaje do wspolczesnosci i roli ZSW. I wlasnie to
    zjawisko prowadzi do sytuacji gdy ogromna wiekszosc wyksztalconych
    mlodych ludzi stara sie wywinac od armii. Nawet tych, ktorzy wcale nie
    maja "w dupie patriotyzmu". A przeciez jest tak ogromna liczba
    mozliwosci pozytywnego motywowania zolnierzy. Przeciez jest to najlepszy
    sposob na przekoanianie czlowieka aby wlozyl jak najwiecej wysilku w
    dana aktywnosc. Zmieni to wizerunek armii wsrod mlodych ludzi i zwiekszy
    jej sprawnosc. Wystarczy jedynie przemyslec sprawe szkolenia od podstaw
    i przestac trzymac sie argumentu, ze: "ja tez tak mialem" albo, ze
    "zawsze tak bylo" bo to po pierwsze kiepski argument a po drugie
    nieprawda.
    Marcin B.
    P.S. I prosze, nie dawaj argumentu, ze sa tacy co wszystko olewaja lub
    sa po wyroku. Jasne, ze tacy sa ale stanowia mniejszosc zolnierzy. Nie
    mozna wszystkich traktowac podlug najgorszych z nich. To niesprawiedliwe
    i bez sensu.

    I jeszcze jedna Kawaleria Powietrzna.


    Cytat:Ja w przeciwienstwie do Kennetha calkowicie rozumiem, ze zolnierz
    starszy sluzba ma prawo wydawac rozkazy innemu zolnierzowi, ktory mimo
    starszenstwa wiekiem i wyksztalceniem jest w wojsku od niedawna.



    Sorki, ale ja to DOSKONALE rozumiem, i nie oto mi chodzilo...
    Po prostu nie wyobrazalem sobie by gowniarz st. szeregowy wydawal
    polecenia gosciowi w czasie SPR... Niewazne zreszta, twoje zdanei
    pokrywa sie z moim...

    Cytat:Jest to
    zrozumiale. Tak jak zrozumiale sa przejawy budowania hierarchii w
    stosunkach spolecznych w jednostkach przez na przyklad nakazanie
    "mlodemu" pojscia po piwo/herbate dla "starszych" czy tez uznanie, ze
    sprzatanie toalet nalezy wylacznie do "mlodych" zolnierzy.
    Takie zachowania sa normalne i spelniaja swoj cel (budowanie stosunkow
    hierarchicznych). Znane sa zreszta z innych struktur hierarchicznych
    (wszystkich zreszta). Nazwijmy je fala sensu largo.



    Te zachowania sa jak najbardziej okey, tylko czy zolnierz musi myc
    szcoteczka do zebow kibel ?! (nie mowie ze ta sama co do zebow
    wlasnych...)

    Cytat:Jednak budowanie hierarchii jako podstawowa sfera aktywnosci zolnierza w
    jednostce to przesada. Taka samo jak kwiatki typu zakaz poruszania sie
    po korytarzu inaczej niz biegiem i koniecznosc pytania starszego
    zolnierza pozwolenie wyjscia do toalety (oczywiscie pytanie o zgode jest
    zrozumiale gdy na przyklad odbywaja sie jakies zajecia typu szkolenia
    itp.). Bezsensowne udowadnianie "mlodym" swej przewagi nad nimi przez
    "dziadkow" i to przy uzyciu metod znanych z gangow, wiezien i
    poprawczakow jest niedopuszczalne. Prowadzi wlasnie do wzrostu
    niekontrolowanej, zwierzecej agresji i do rozbicia jednostek na
    szeregowcow i cala reszte. I to jest to co dla wiekszosci ludzi jest
    fala. My mozemy nazwac to fala sensu stricto.



    ZGADZA SIE... Nareszcie... ;)

    Cytat:I tolerowanie jej przez kadre pod plaszczykiem tego, ze osiaga ona cele,
    ktore mozna osiagnac znacznie mniej radykalnymi i szkodliwymi srodkami
    jest karygodne, nie przystaje do wspolczesnosci i roli ZSW. I wlasnie to
    zjawisko prowadzi do sytuacji gdy ogromna wiekszosc wyksztalconych
    mlodych ludzi stara sie wywinac od armii. Nawet tych, ktorzy wcale nie
    maja "w dupie patriotyzmu".



    Dlatego wlasnie ja celowo ujawnilem swoje wady na WKU... Moglem
    spokojnie przemilczec 2/3 powodow !!! Moglem wymusic na zolnierzu
    odpowiednie zmierzenie, wzrostu bez garbienia sie...
    Ale jak sie posluchalo opowiadan co tam sie dzieje, poczytalo gazetki
    itd...
    Ludzie wrecz walczyli byleby dostac te "B"...

    Cytat:A przeciez jest tak ogromna liczba
    mozliwosci pozytywnego motywowania zolnierzy. Przeciez jest to najlepszy
    sposob na przekonanie czlowieka aby wlozyl jak najwiecej wysilku w
    dana aktywnosc. Zmieni to wizerunek armii wsrod mlodych ludzi i zwiekszy
    jej sprawnosc. Wystarczy jedynie przemyslec sprawe szkolenia od podstaw
    i przestac trzymac sie argumentu, ze: "ja tez tak mialem" albo, ze
    "zawsze tak bylo" bo to po pierwsze kiepski argument a po drugie
    nieprawda.



    Popieram. Z. Y tez z cala pewnoscia :)
    I tu nie chodzi o nasz miekkie de...

    Cytat:Marcin B.
    P.S. I prosze, nie dawaj argumentu, ze sa tacy co wszystko olewaja lub
    sa po wyroku. Jasne, ze tacy sa ale stanowia mniejszosc zolnierzy. Nie
    mozna wszystkich traktowac podlug najgorszych z nich. To niesprawiedliwe
    i bez sensu.



    Zgadzam sie...

    Pozdrawiam !

    65.000 bezrobotnych warszawiakow


    Cytat:jak slucham ludzi ktorzy grzeja sie na cieplych posadkach
    i wypowiadaja na temat rynku pracy
    to pusty smiech mnie ogarnia



    Zaś zmarznięta staniem pod Urzędem Pracy pięść zdaje się zaciskać w
    przypływie agresji, że Rico i Alex grzeją się na Sylwestra w wiedeńskim
    hotelu i przez takich właśnie burżujów ja nie mam pracy.

    :-

    Cytat:jaki to kazdy cwany, jak by on od razu prace znalazl



    Wiele lat musiało minąć, abym pracę znajdywał od razu.

    Cytat:szkoda tylko ze takiego cwaniactwa nie chce zweryfikowac z
    rzeczywistoscia



    Chchciałeś nasze PITy oglądać?
    Lustrować mieszkania?

    Cytat:tylko niewielkiemu procentowi ludzi uda sie z tego wyjsc,
    a reszta przecietnych obywateli co ma zrobic?



    Marsz do łopaty, a co?

    Zdziwiony?
    Miejsce pana jest w fotelu, miejsce robola jest w wykopie.
    To chyba normalne?

    Cytat:chca pracowac, chca zarabiac pieniadze



    Chcieć to sobie każdy może cóż tam sobie zapragnie.
    Od chcenia a dostania do daaaleeeeka droga.

    Cytat:normalne pracy nie bedzie to i nawet ty to odczujesz, bo kazdy na tym
    straci tylko ci co sie wybili pozniej oberwa, takie sa prawa rynku



    Taaak taaak tak,  uczyć mnie będzie ekonomii bezrobotny przybłęda.
    Ja już swoje studia jakiś czas temu skończyłem.

    Cytat:a sugestie ze taki 22 latem moze robic strony internetowe to
    sobie w buty wsadz



    Mówisz tak, bo nie znasz nikogo w tym wieku, kto się wybił. Ma już w tym
    wieku samochód i mieszkanie.
    Są tacy, ja znam takich, ale ty znać nie możesz, gdyż obracasz się wśród
    bezrobotnego plebsu machającego miotłą za 200 złotych.
    Poczytał byś trochę parę grup w internecie - tam właśnie siedzą tacy,
    którzy w bardzo młodym wieku doszli do tego, czego miliony oferm przez całe
    życie nie osiągnęło.

    Cytat:rynek jest tak nasycony roznego typu uslugami ze szanse
    na wybicie sie sa nikle



    Rzekłbym zerowe dla takiego cieniasa mającego dwie lewe ręce, szukającego
    dwa lata pracy i narzekającego, że jej nie ma i inni są temu winni.
    Faktycznie, takie zero nie ma szans na nic poza robieniem hamburgerów w
    Donaldzie.

    Rzeczonych 22-latków, którzy są właścicielami firm designerskich poznasz
    jedynie myjąc posadzki w knajpach, do których oni chodzą.

    Cytat:i co wtedy taki czlowiek ma robic,
    nawet prawo go nie chroni



    Prawo jest dla ludzi, nie plebsu.

    A teraz szoruj do Tesco, miernoto - tam zatrudnią w piekarni młodych
    chłopaków. Dziś widziałem tabliczkę.

    Artykuły z prasy

    Czyżby definitywny koniec???

    z Gazety.pl:

    Cytat:
    Upada Klub Kibica TKH - ewenement w skali Polski. Zwykle na hokejowych meczach jeden z jego członków grał żywiołowo na trąbce, by zagrzewać hokeistów do walki. Teraz też może zagrać. Ale już inną melodię - smutną. Może nawet pożegnalną.
    Kibice żartują: kto tworzy teraz jedyną grupę kibiców na toruńskim lodowisku, którzy są jednakowo ubrani i siedzą w tym samym sektorze? Żołnierze.

    A to dlatego, że wizytówka Tor-Toru - obiektu, na którym rywalizują hokeiści - jaką był blisko 200-osobowy Klub Kibica upada. Dziś została z niego garstka najwierniejszych fanów. Powód: założone rodziny, dzieci, praca, inne obowiązki. Ale też znudzenie tym, co charakteryzowało Klub Kibica - kulturalnym dopingiem. Michał Piszczek, jego założyciel: - Niektórym osobom nie podobało się to, że właśnie taki model propagowaliśmy.

    Początek 2005 r. - zima. Hokej na lodzie w Toruniu to w tym okresie najważniejszy sport - na lodowisko trudno się dostać. Korki na drodze dojazdowej do obiektu, parking przed Tor-Torem wypełniony po brzegi. Szczęśliwi są ci, którzy znajdują wolne miejsca gdzieś w bocznych, osiedlowych uliczkach w jego pobliżu. A na trybunach lodowiska prawdziwa fiesta i tłum kilku tysięcy ludzi. Obiekt aż dudni od hałasu - nie płynącego z kolumn zawieszonych pod dachem. Słychać przede wszystkim grupę fanów ubranych w klubowe stroje.

    Najpierw była niewielka - kilkunastoosobowa. Ale przyciągała uwagę - dołączali do niej kolejni kibice. Na trybunach rosła grupa w granatowo-białych barwach. Z kilkunastu osób zrobiło się kilkadziesiąt. Później ponad 200. Wśród nich głównie młodzi mężczyźni, ale sporo kobiet, które nagle zapałały wielkim uczuciem do dyscypliny uznawanej za za czasami brutalną i typowo męską.

    W ciągu kilku miesięcy Klub Kibica stał się równie istotnym elementem widowiska na Tor-Torze jak sami hokeiści. Oni wręczali na powitanie zawodnikom i kibicom gości tradycyjne toruńskie pierniki. Nagle z lodowiska zniknęły tradycyjne okrzyki "k...", "ch..." - żeby zdeprymować rywala, który siadał na ławkę kar za faule, fani pokazywali mu wyciągnięte w górę czerwone kartki. Tor-Tor żył: zamiast ciszy na trybunach, słychać było rytmiczny odgłos uderzania w wielki bęben, pieśni - autorstwa fanów - o zespole TKH. I prawdopodobnie najbardziej charakterystyczny element meczów w Toruniu - "Forza TKH", wygrywany na trąbce prawdziwy przebój zagrzewający hokeistów do walki. Później Klub Kibica nagrał go - wraz z innymi swoimi piosenkami - w profesjonalnym studio. Wydał płytę, którą sprzedawał na Tor-Torze. Zysk trafiał do klubu.

    Teraz to wspomnienia. Klub Kibica TKH kurczy się z każdym meczem. Grupa jest coraz mniejsza, coraz mniej widoczna. Energia fanów się wypaliła. Po dwóch latach z Klubu Kibica została niewielka grupka, którą i widać i słychać już niewiele. Reszta wyjechała - Anglia, Szkocja, Irlandia ciągle kuszą młodych - a inni zrezygnowali z aktywności w grupie, która chciała zmienić Tor-Tor w miejsce tętniące życiem i kojarzone z pozytywnym dopingiem pozbawionym agresji.

    Klub Kibica - a właściwie to, co z niego teraz pozostało - ciągle działa. Raz w tygodniu spotyka się w klubowej kawiarni, a za priorytet postawił sobie teraz pomoc Adamowi Fraszko. To były hokeista toruńskiego klubu - po wylewie krwi do mózgu potrzebuje pieniędzy na leczenie. Kibice rozpoczęli produkcję kubków hokejowych - wpływ ze sprzedaży przekażą zawodnikowi.

    Dla Gazety

    Michał Piszczek

    założyciel Klubu Kibica TKH

    Kiedyś wraz z przyjaciółmi uznaliśmy, że warto stworzyć oficjalny fan-club drużyny. Pomysł wypalił. W ciągu dwóch miesięcy z 15 rozrosło się to do ponad 100 osób. Ludziom podobało się to, co robiliśmy - zabawa podczas meczu, śpiewy, gra na trąbce. To było coś innego. A teraz? Wiem, że wygląda to inaczej - z kilku powodów. Część osób założyła rodziny, mają dzieci, a brak im czasu. Ale innym po prostu nie podobało się to, że chcieliśmy kulturalnego dopingu. A nowe osoby trudno w to wciągnąć - problemem jest gra i wyniki TKH. Ludzie po porażkach się zniechęcili. Nie ma wyników, nie ma kibicowania - znów tak myślą.

    not. fł

    Komentarz

    Klub Kibica można jeszcze uratować. A warto: mecze hokejowe pokazały, że sport może łączyć, a nie dzielić. Że mecze mogą być rozrywką dla całej rodziny i pozbawione wszystkiego, co na trybunach złe. Teraz Toruń wraca do korzeni. Niezbyt chlubnych.

    r

    Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń

    Nowy postrach stadionów

    Nowy postrach stadionów
    Wiedzą, jak zwieść kamery i policjantów. Sprawiają wrażenie dobrze wychowanych, wykształconych młodych ludzi. Po przemoc sięgają "tylko” od czasu do czasu i kierują się "humanitarnym" ich zdaniem kodeksem: pobić – tak, zabić – nie.
    Stéphane (imię zostało zmienione) to 28-latek dbający o swój wygląd. Jest sprzedawcą w agencji podróży. Właśnie wrócił z pracy: ma na sobie dżinsy, ciemną marynarkę i białą koszulę. W swoim czasie zrobił licencjat, a dziś prowadzi urozmaicone życie: ma dziewczynę, regularnie chodzi do teatru, do kina i na mecze na słynnym paryskim stadionie Parc des Princes. Żadnych ekstrawagancji w ubiorze, normalna fryzura, życzliwy wyraz twarzy. Wieczorami, gdy klub piłkarski Paris Saint Germain (PSG) gra mecze, wchodzi dyskretnie na trybuny. Do całego obrazu nie pasuje tylko jeden element: to, że Stéphane od trzynastu lat należy do ruchu "niezależnych" ultras, czyli najbardziej agresywnych kibiców. (…)
    Ten młody człowiek jest administratorem strony pariscasuals.com poświęconej ruchowi "okazjonalnych hooligans" zafascynowanych przemocą. Fakt, że nie wyróżniają się niczym z tłumu, utrudnia policjantom ich rozpoznanie. Specjalne jednostki odpowiedzialne za bezpieczeństwo na stadionach oceniają, że do agresywnych ultras zaliczyć można jakieś 150-200 osób należących do dziesięciu małych, niezarejestrowanych grup ultras. "Ich cechą charakterystyczną jest to, że z wyglądu sprawiają wrażenie wykształconych młodych ludzi, całkowicie zintegrowanych ze społeczeństwem" – wyjaśnia policjant pełniący często służbę na Parc des Princes. Siłom porządkowym dają się we znaki zwłaszcza dwie grupy: Casual Firm i Commandos pirates, najgroźniejsi wśród "niezależnych", którzy "niczego już nie muszą nikomu udowadniać" – jak mówi policja.

    Stéphane określa się jako hooligan, który szuka przemocy, bo sprawia mu ona przyjemność: "Podczas walk można nauczyć się panowania nad sobą, dowieść swojej odwagi, poczuć przypływ adrenaliny". Opowiada o "elitarnym" ruchu ultras, gdzie "każdy zdobywa zaufanie innych w terenie" w trakcie procesu "naturalnej selekcji". Do ich zadań należy wspieranie drużyny PSG, także na meczach wyjazdowych, dawanie dowodów solidarności z grupą, bicie się i udowadnianie innym swojej odwagi.

    Aktywni "niezależni" uczestniczą rocznie w dziesiątkach walk z kibicami innych drużyn, niektóre burdy są nagrywane, a następnie rozpowszechniane w internecie. Świat ultras jest zamknięty, charakteryzuje się nawet odrębnym językiem. Niektóre starcia mogą być wcześniej ustalane z przeciwnikami (tzw. free fights), co pozwala zmniejszyć ryzyko policyjnej interwencji. Inne są niespodziewane – wtedy ultras wkraczają na trybunę przeciwnika bez ostrzeżenia. "Hooligan nie napada na X czy Y tak zwyczajnie na ulicy – wyjaśnia Stéphane. – Nie dochodzi do sytuacji dziesięciu na jednego. Kiedy się bijemy, używamy tylko rąk i nóg. Jeśli ktoś upadnie, może zostać pobity, ale nie zlinczowany".

    Celem jest bowiem nie zabicie, ale "zdominowanie" przeciwnika. Stéphane podkreśla, że liczba poważnych obrażeń jest ograniczona. On sam ma na twarzy ślad po uderzeniu butelką przez członka Tigris Mystic, wrogiej grupy z trybuny Auteuil (jakiś czas temu została ona rozwiązana). "Nasze bójki są bardzo spektakularne dla ludzi z zewnątrz, ale wychodzimy z nich zazwyczaj z drobnymi kontuzjami, najwyżej ze złamaniami" – dodaje.

    Stéphane zaprzecza, jakoby miał jakikolwiek związek ze skrajnie prawicowymi i w górę i w dół. "Boulogne ma silną tożsamość. Jesteśmy ultrapatriotami i nacjonalistami, ale nazistowskie gesty nas nie pociągają. Osobiście nie jestem rasistą. Byłoby to zresztą bez sensu: za faszystowskie gesty gliny od razu by mnie zatrzymały". Tego samego zdania jest większość kibiców ultras i nic dziwnego – kamery umieszczone na stadionach działają na nich zniechęcająco.

    Nacjonalizmu Stéphane na pewno nie nauczył się w rodzinie. Jego ojciec jest dyrektorem technicznym w jednej z firm, matka urzędniczką. "Mój ojciec głosuje na komunistów. Nie można zatem powiedzieć, że poglądy odziedziczyłem po rodzicach – opowiada. – Sam stałem się ultrapatriotą wskutek osobistych doświadczeń. Tam, gdzie dorastałem, mogłem zaobserwować brak szacunku i rasizm emigrantów, którzy plują na Francję, ich adopcyjną ojczyznę. Wywołało to we mnie bunt".

    Nie wyraża jednak swego gniewu poprzez politykę, bo polityka go nie interesuje. Wyładowuje się na trybunie Boulogne. Nie obawia się ewentualnych aresztowań. Mówi, że już dwa razy został skazany na karę więzienia w zawieszeniu za stosowanie przemocy, ale to nie zdołało go zmienić. Obawia się za to czegoś innego: że któregoś dnia Parc des Princes stać się może miejscem dla "burżujów" z powodu podniesienia cen biletów. To by nie pozwoliło chłopakom pojawiać się na trybunach. "Tylko tak mogliby nam zaszkodzić" – kwituje.

    Szatan a muzyka

    Myslę,że warto to przeczytać :

    Cytat:Muzyka stała się medium, środkiem społecznego przekazu, nośnikiem informacji. Myli się ten kto sądzi, iż jest ona tylko źródłem estetycznych wrażeń, nieszkodliwym spędzeniem czasu czy dziedziną sztuki. Ostatnie wydarzenia słupskie czy katowickie skłaniają do poszukiwania przyczyn takiego zachowania się młodego pokolenia. Wielu nie docenia wpływu ostrej muzyki, słuchanej przez młodzież, na jej agresywne zachowanie. Wpływ ten jest jednak niepodważalny
    Muzyka niepostrzeżenie stała się czwartym medium, obok telewizji, radia i prasy. Towarzyszy nam wszędzie: w sklepach, restauracjach, na ulicy, w autobusie. Każdą chwilę wypełnia się człowiekowi muzyką, nawet gdy czeka na połączenie telefoniczne, czy otwiera kartkę z życzeniami. Od niemal pierwszych chwil życia skazuje się niemowlę na jej słuchanie. I tak będzie już przez całe życie człowieka.
    O jej wpływie na ludzki organizm mówi się mało, choć jest on niewątpliwie ogromny. Wiedzą o tym właściciele barów szybkiej obsługi. W ciągu dnia serwują swoim klientom bardzo szybką muzykę. Wtedy szybciej spożywa się posiłek, robiąc miejsce innym. Dopiero wieczorem muzyka spowalnia tempo. Goście mogą, czy raczej pozwala się im, dłużej siedzieć przy posiłku.
    Jako środek przekazu muzyka może nieść każdą informację, w zależności od tego, kto tym medium dysponuje. Nie jest dziś żadną tajemnicą, że idee satanistyczne rozprzestrzeniają się głównie poprzez ostrą muzykę. Niezależnie, czy intencją wykonawców jest tylko zdobycie popularności czy świadome szerzenie idei zła. Kard. J. Ratzinger powiedział, że "obecnie coraz liczniejsze są przejawy satanizmu w muzyce, a z jego niebezpiecznego wpływu nie wszyscy zdają sobie sprawę". Jeden z liderów grupy haevymetalowej powiedział: "Muzyką możemy zahipnotyzować ludzi, a kiedy dojdą do punktu najbardziej podatnego, możemy głosić ich podświadomości co chcemy". Wielu współczesnych wykonawców otwarcie głosi nienawiść i zło. Wystarczy przeanalizować słowa piosenek, które często młodzież zna w całości na pamięć. Również po angielsku, nie znając w ogóle tego języka.
    Muzyka wpływa na cały ustrój człowieka ze względu na psychosomatyczną jedność ludzkiego organizmu. Nie można oddzielić sfery duchowej człowieka od jego cielesności. One się przenikają, wpływają na siebie, są ze sobą powiązane. Prof. Marco Todoschini stwierdził, że słuchanie muzyki uruchamia miliardy komórek mózgowych, które reagują w sposób zależny od tego, czego się słucha. Muzyką można leczyć różnego rodzaju schorzenia. Muzykoterapia pomaga m.in. w rehabilitacji kardiologicznej, stosuje się ją podczas operacji, zwłaszcza przy znieczuleniu miejscowym. Niektórzy stomatolodzy zakładają wystraszonym pacjentom słuchawki na uszy, by nie myśleć lub raczej nie słyszeć świszczącego wiertła. W niewłaściwych rękach muzyka zamiast lekarstwa staje się trucizną. Może wywołać agresję, bunt, prowokować do zachowań nagannych. Znany muzykoterapeuta Khleslo stwierdził, iż pod wpływem hałasu ludzie znajdują się w stanie jakby dziwnej narkozy, powodującej zamęt w psychice słuchającego. Spotęgowanie tego zamętu częstym słuchanie agresywnej muzyki może zachwiać równowagę wewnętrzną, aż do przekroczenia granicy nieodwracalnych skutków. Efektem końcowym takiego stanu jest brak właściwej oceny rzeczywistości, zatarcie granicy pomiędzy dobrem a złem, uległość sugestiom innych, osłabienie woli. Słuchacz ostrego rocka wyobcowuje się z środowiska w którym żył i wychowywał się. Zamyka się w swoim świecie. Szuka innych, którzy podobnie myślą i czują. Dlatego rockowe koncerty gromadzą tłumy młodzieży, których jednoczy niejako "filozofia metalu". Tylko tam czują się jak swoi wśród swoich. Kard. J. Ratzinger stwierdził, że "ten rodzaj muzyki (chodzi o haevy metal - przyp. autora) niszczy indywidualizm i osobowość - człowiek uwalnia się od swojego świadomego jestestwa. Muzyka staje się przeżyciem ekstatycznym, uwolnieniem od samego siebie. Takie uwolnienie nie różni się niczym innym od narkomanii i jest całkowicie sprzeczne z wiarą w zbawienie chrześcijańskie". Skutkiem może być tylko rozpad duchowy istoty ludzkiej.
    O kryzysie duchowym młodego pokolenia świadczą ostatnie wydarzenia. Jeśli dodać do tego wszystkie zabójstwa i gwałty, rozboje i bandyckie napady, dokonywane przez młodocianych przestępców, to rzeczywistość może budzić uzasadniony niepokój. Niepokój powinny budzić przede wszystkim niebotyczne nakłady agresywnej muzyki, którą karmi się bez umiaru młode pokolenie. Płyty i kasety rozchodzą się w milionowych nakładach, a efekty widzimy na co dzień. Pomija się milczeniem destrukcyjny wpływ muzyki metalowej na psychikę młodzieży, boleje się natomiast nad skutkami duchowego okaleczenia. Czy nie jest to hipokryzja?

    Ks. Waldemar Packner




    http://credo.otd.pl/omuzyce/odmozarta.html

    Pozdrawiam

    Samookaleczanie - daj sobie pomóc

    http://wiadomosci.onet.pl...2,kioskart.html
    Coraz częstszy problem nastolatek
    Samookaleczanie się jako oznaka wewnętrznego cierpienia to coraz częstszy problem dzisiejszych nastolatek.
    – Wiele razy nacinałam sobie skórę na nadgarstkach metalowym spinaczem. Robiłam to wieczorem w moim pokoju. Byłam równocześnie zła i smutna – zwierza się 14-letnia Marion. Wygląda jak większość dziewcząt w jej wieku: długie włosy, T-shirt, dżinsy i adidasy. Tenisowa opaska wokół nadgarstka maskuje ledwie widoczne już dzisiaj blizny.
    Niepewnym głosem opowiada po raz pierwszy o swoich „głupotach” pani psycholog z wyspecjalizowanego ośrodka leczniczego w departamencie Aisne. Owe „głupoty” nazywają się skaryfikacja (nacięcie skóry) lub samookaleczenie.

    Owa „moda” zaczyna się one upowszechniać wśród nastolatków. W mniejszym stopniu dotyczy to chłopców, którzy wolą wyrażać cierpienie kierując agresję raczej na zewnątrz niż na własne ciało. Okaleczenie polega na nacinaniu skóry na nadgarstkach, ramionach, czasami na udach i brzuchu, za pomocą ostrego przedmiotu, zwykle brzytwy czy nożyka. W pierwotnych społeczeństwach stanowiło element rytuału przejścia do dorosłości lub oznaczało przynależność do określonej grupy.

    – Dojrzewanie zawsze było okresem trudnym, ale dzisiaj młodzi patrzą inaczej na swoje ciało i niektórzy zdają się odczuwać czasami potrzebę jego kaleczenia – mówi z niepokojem Dominique Versini, rzecznik praw dziecka. Postanowiła zająć się nowymi przejawami psychicznych cierpień nastolatek – w tym samookaleczaniem – w swoim rocznym raporcie, który ma być ogłoszony pod koniec tego roku.

    We Francji nie przeprowadzono jeszcze popartych danymi liczbowymi badań owego zjawiska, wciąż jest to temat trochę wstydliwy. Wiadomo jednak, że samookaleczeń dokonuje ponad trzy miliony Amerykanów, a w Wielkiej Brytanii stanowią one 10 procent przyczyn hospitalizacji młodych ludzi. Są to oceny psychiatry Armando Favazzy z jego raportu z 1996 roku. Narodowy Instytut Zdrowia i Badań Medycznych we Francji (INSERM) ujawnił w przeprowadzonym w 2004 roku sondażu na temat stanu zdrowia młodzieży w wieku 14-20 lat pozostającej pod nadzorem sądowym, że 14 procent dziewcząt i cztery procent chłopców przyznało się do posiadania nacięć.

    Na pierwsze spotkanie z panią psycholog Marion przychodzi w towarzystwie matki, która cały czas mówi, pozwalając córce zachowywać uporczywe milczenie i wyrażać swoją postawą pewne zażenowanie. – Marion, skąd przyszedł ci do głowy taki pomysł? – pyta wreszcie psycholog. – Zauważyłam na dziedzińcu szkolnym dziewczynę, która się cięła. Powiedziałam, że ja też to zrobię – wspomina Marion. – Ona naśladuje wszystkie głupoty swoich koleżanek – wzdycha matka. Jest troskliwa i nieco apodyktyczna.

    – Naśladownictwo nie może przysłaniać prawdziwych przyczyn złego nastroju, nazywanego niekiedy bólem istnienia – twierdzi psycholog i psychiatra Catherine Rioult. – Te nastolatki robią sobie nacięcia, aby zmaterializować trudne do wytrzymania cierpienia psychiczne. Dzięki okaleczeniom ból staje się bardziej realny, łatwiejszy do opanowania, odczuwają więc potem ulgę.

    Marion mówi jednak, że nie czuła żadnej ulgi po pocięciu się. Zrobiła to jednak powtórnie, kilka miesięcy po pierwszym razie, drapiąc sobie brzuch pręcikiem od kolczyka. Większość dziewcząt, które dokonują samookaleczeń twierdzi, że podczas tej czynności nie odczuwają żadnego bólu. Lubią potem patrzeć na płynącą krew. – To jest dowód życia i akt zaklinania. Chcą usunąć złą krew, jak to robiono niegdyś upuszczając ją – analizuje Rioult.

    Pewną rolę grają również blizny pozostawione przez zranienia. Nastolatki pokazują je lub ukrywają, zależnie od okoliczności. – Zaznaczają swe ciało w ten sposób, aby odróżnić się od rodziców i pokazać, jak bardzo cierpią, nie ubierając tego w słowa. Być może czasami chcą odwrócić uwagę od pojawiających się oznak kobiecości. Chyba tak te ślady powinny być odczytane – mówi na zakończenie Catherine Rioult.

    Kopne napoje

    PAP 2001-12-24
    Lekarze ostrzegają przed napojami energetyzującymi

    Ludzie spożywają nadmierne ilości kofeiny. Spożywanie napojów energetyzujących, zwiększających jeszcze jej poziom w organizmie, niesie dodatkowe ryzyko.

    Napoje energetyzujące, zawierające silną dawkę kofeiny, cukier, wyciągi z ziół i inne substancje - cieszą się olbrzymim powodzeniem wśród młodzieży i sportowców. Robią karierę barach i pubach, gdzie barmani mieszają je z alkoholami, tworząc drinki.

    Dr Michael Hirt, kierownik medyczny Centrum Medycyny Integralnej w Regionalnym Centrum Medycyny w Encino (Kalifornia) ostrzega, że ludzie i tak spożywają nadmierne ilości kofeiny. Podnoszenie jej poziomu w organizmie za pomocą napojów energetyzujących jest niebezpieczne.

    Hirt przypomina, że część tego typu napojów zawiera efedrynę, składnik leków zmniejszających ukrwienie. "Udowodniono, że efedryna razem z kofeiną śmiertelnie zagraża sercu" - mówi Hirt.

    Częściej stosowanym dodatkiem do napojów energetyzujących jest tauryna (aminokwas). Jedna puszka "Red Bulla" zawiera jej tyle, co pięćset szklanek czerwonego wina - ocenia Hirt. Przestrzega, że efektów działania takiej ilości tej substancji na organizm nie zbadano dokładnie.

    Kolejne źródło kofeiny w napojach energetyzujących to guarana lub wyciąg z jej nasion. - "To jak wywar wiedźmy. Igramy z rzeczami, których dobrze nie rozumiemy, a odległe konsekwencje ich użycia są nieznane" - ostrzega Hirt.

    Według niego skłonność do mieszania alkoholu i tych silnych stymulatorów może źle wpływać na zdrowie.

    Od ubiegłego roku szwedzka Narodowa Administracja Żywności odradza picie napojów energetyzujących - czy to z alkoholem, czy też jako napojów gaszących pragnienie. Akcja ruszyła po śmierci młodej kobiety - najprawdopodobniej spowodowanej odwodnieniem po wypiciu drinka - napoju energetyzującego z alkoholem.

    Julie Wood, australijska dietetyczka pracująca dla Stowarzyszenia Zdrowia Publicznego przypomina, że napojów energetyzujących nie powinno się podawać dzieciom, kobietom w ciąży, karmiącym matkom i osobom wrażliwym na działanie kofeiny. Proponuje ona wprowadzenie ograniczenia sprzedaży tych napojów, np. dla osób przed 18. rokiem życia.

    FATALNY DRINK

    W barach i dyskotekach energizer z procentami to popularny drink, mimo że na opakowaniach tych napojów jest wyraźny napis "Nie łączyć z alkoholem". Niestety, taki koktajl może bardzo zaszkodzić. Alkohol wymieszany z energy drinkiem szybciej się wchłania, łatwiej więc nie tylko się nim upić, ale i zatruć. U części osób pod wpływem tej kombinacji wzrasta poziom agresji. W dodatku składniki pobudzające "maskują" działanie alkoholu, więc imprezowicz nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest pijany. Przekonuje się o tym wtedy, gdy musi wykonać bardziej skomplikowane zadanie, czyli np. w wersji optymistycznej - zamówić taksówkę.

    źródło http://samozdrowie.interi...s?inf=100087427

    Łączenie napojów energetyzujących z alkoholem może miec nieprzewidziane skutki:
    http://www.razem.pl/page/...?id=14&where=87

    Napoje energetyczne są dla zdrowych i doroslych ludzi i mogą być spozywane od czasu do czasu w wyjatkowych sytuacjach.
    Organizm nie potrzbuje az takich ilosci kofeiny do pobudzenia.
    Osoby chore na cukrzyce, mlodziez, osoby z nadcisnieniem i osoby znerwicowane, kobiety karmiace oraz dzieci absolutnie nie powinny pic tego typu napojow.

    Przegląd prasy

    Kurier z 04.05.2007
    TEMAT DNIA: Bandycka dogrywka poza boiskiem

    PIŁKARZE TOMASOVII ZOSTALI POBICI, GDY SZYKOWALI SIĘ DO ODJAZDU

    Młodzi piłkarze z Tomaszowa zapamiętają wizytę w Lublinie jako koszmar. Kiedy wsiadali do autokaru, zostali napadnięci przez grupę chuliganów. – W tej bandzie byli nie tylko kibice Motoru, ale także piłkarze tego klubu – mówią członkowie ekipy Tomasovii.

    Wtorek, 1 maja. W Lublinie, na boisku przy ul. Kresowej, grały drużyny juniorów Motoru i Tomasovii. Atmosfera na boisku i trybunach była bardzo nerwowa: sędzia pokazywał piłkarzom kolejne kartki, a w stronę rodzin graczy z Tomaszowa Lubelskiego sypały się obelgi. Jedno ze spotkań skończyło się zwycięstwem gospodarzy, w drugim zdecydowanie lepsi byli przyjezdni. Jak się wkrótce okazało, dogrywka nastąpiła poza boiskiem. W wykonaniu chuliganów.
    Zaczęło się gdy zawodnicy Tomasovii wsiadali do autobusu. – Wtedy podeszła grupa osiłków z miasta i graczy Motoru – mówi Jarosław Korzeń, trener piłkarzy Tomasovii. – Chcieli wejść do środka.
    Napastników próbował powstrzymać kierowca. Zaczęła się szarpanina. Mężczyzna nie miał szans, został odepchnięty przez najbardziej agresywnych. Zabrano mu telefon komórkowy. Później napastnicy podeszli do piłkarzy Tomasovii. Jeden z nich próbował ich uspokajać. Posypały się na niego ciosy. Młodemu chłopakowi złamali nos, został też okradziony. Ciosy spadły także na innych.
    – Kiedy starałem się zapanować nad sytuacją, sam dostałem kilka razy w plecy – opowiada J. Korzeń. – Najgorsze w całej historii jest nie to, że doszło do bijatyki z udziałem osiłków i młodych piłkarzy, ale to, że całe zdarzenie obserwował miejscowy trener. I nie interweniował!
    Zdaniem przyjezdnych, incydent trwał kilka minut. Chuliganów nikt nie próbował powstrzymywać. Sytuacja została opanowana dopiero, gdy na miejscu pojawili się policjanci. Ekipa Tomasovii jest w stanie rozpoznać część napastników, bo wcześniej grała z nimi na boisku. Poszkodowani nie mają wątpliwości, że wśród agresorów są zawodnicy juniorów starszych i młodszych Motoru Lublin.
    – Jestem wstrząśnięty tym, co się stało. Rok temu nas w Lublinie okradziono, teraz pobito. Co będzie następnym razem? – zastanawia się trener Korzeń. WIT

    POWIEDZIAŁ KURIEROWI

    Tomasz Brzozowski, trener juniorów starszych Motoru Lublin
    Owszem, były jakieś drobne przepychanki, ale na pewno nie w takiej formie, jak opisują to przedstawiciele Tomasovii. Ktoś mógł dostać lekko po nosie, ale to, co widziałem po wyjściu z szatni, działo się w większości poza autokarem, który był zamknięty. Na pewno nie brali w tym udziału moi piłkarze, którzy dwie godziny wcześniej skończyli mecz. Ich młodsi koledzy byli wtedy w szatni, więc tym bardziej nie można mówić, że znajdowali się w gronie osób rzekomo atakujących. Nie wiem komu zależy na takim przedstawieniu sprawy. Może wynika to z faktu, że nie wszyscy nas lubią. Na meczach z Sygnałem dochodziło do większych utarczek, ale tam nikt do nikogo pretensji nie miał. SAD

    Nasza służba zdrowia

    Witam

    QLIG - pokazać ci mój pasek albo mojej narzeczonej? Za etat w państwowym szpitalu dostajemy *mniej* niż 1200 na rękę. To nie jest kwestia twojej wiary bądź jej braku, to są fakty. Wg GUS młody polski lekarz dostaje w szpitalu pensję na poziomie robotnika fizycznego niewykwalifikowanego, z wykształceniem podstawowym.

    Na tyle ceni się w Polsce osobę, która przepędziła setki godzin na nauce, studiowała 6 lat na najbardziej wymagających studiach w kraju, miała 4 lata stypendium naukowe za dobre wyniki, indywidualny tok studiów w zakresie chorób wewnętrznych, musi sobie sama opłacac kursy dokształcające (6 dni z USG kosztuje ok. 1800 złotych, oszczęda się na to przez jakieś 5 miesięcy z etatowej pensji, dlatego nie pojedziemy na wakacje), w pracy ponosi pełną odpowiedzialność cywilną, karną i zawodową za każdą swoją decyzję, od której nierzadko zależy życie lub zdrowie pacjenta. Codziennie narażona jest na kontakt z bardzo zjadliwymi szczepami bakterii i wirusów. Pracuje nierzadko 40-50 godzin z rzędu aby zarobić dyżurami na podręczniki, rachunki, paliwo lub wyjście do kina w niedzielę (co za luksusy....). Codziennie na izbie przyjęć jest obiektem agresji werbalnej i często fizycznej wobec pacjentów, nie ma żadnej ochrony prawnej, każdy może ją zwymyślać od najgorszych. Otwarła specjalizację z pierwszego miejsca w województwie śląskim, osiągnęła na Lekarskim Egzaminie Państwowym (200 pytań z zakresu całej medycyny klinicznej) 20 miejsce na 2000 zdających lekarzy.

    Jest zdolna, młoda, ambitna, zna swoją wartość, chce być lekarzem, uwielbia swoją pracę, wykonuje swój zawód z pasją i poświęceniem, niestety wyjedzie z kraju w przyszłym roku na stałe leczyć w Skandynawii.
    Nie ma siły walczyć z systemem i z mentalnością ludzi, nie ma żadnych perspektyw na rozwój zawodowy w kraju, w Europie czekają na nią z otwartymi rękami, opłacają kursy językowe, dają dom, spokój i wysoką pensję tylko po to, aby u nich pracowała. Chce mieć dzieci, chce je widzieć częściej niż raz na trzy dni, chce mieć czas dla swojej rodziny i normalnie żyć, a nie biegać między dwoma etatami i dyżurami 6-10 razy w miesiącu.
    To tak wiele?

    QLIG - obudź się. To jest Polska. Na całym świecie na takiego młodego lekarza się chucha i dmucha, bo będzie on 40 lat wykonywał najbardziej odpowiedzialny zawód na świecie i nie ma prawa być zmęczony i pracować ponad 48 godzin tygodniowo (bo będzie niebezpieczny dla chorych, w np. Danii lekarz pracuje 37,5h/tydzień z pensją 2-3 duńskich średnich krajowych - to norma europejska) ani nie ma prawa martwić się o pieniądze (bo jest najwyższej klasy specjalistą i państwo nie można pozwolić sobie, że wyjedzie za pieniędzmi lub lepszymi warunkami pracy gdzie indziej - wykształcenie np. gastrologa to 6lat studiów +1 rok stażu + 5 lat specjalizacji z interny + 3 lata specjalizacji z gastrologii = 15 lat nauki po maturze). Lekarz w całym cywilizowanym świecie zna swoją wartość i jest zawsze wśród grupy najlepiej zarabiających obywateli (dlaczego miałby być biedny?).
    Zastąpienie operatora wózka widłowego to tydzień przeszkolenia, zastąpienie lekarza to parenaście lat nauki.

    2600 brutto za etat kliniczny to sorry, ale stawka śmieszna i upokarzająca dla lekarza specjalisty (bo to była pensja specjalisty drugiego stopnia) w stosunku do odpowiedzialności i kwalifikacji, jakie musi posiadać, to nawet nie jest jedna średnia krajowa. Na Białorusi specjaliści zarabiają w państwowych szpitalach o ok. 200 dolarów więcej niż w Polsce, w Czechach prawie 5000/etat w przeliczeniu na złotówki. Chcemy po prostu godności i szacunku, nie opluwania i szykanowania.

    pozdrawiam
    drKrzyś

    Zero tolerancji, czyli wojna dorosłych z dziećmi

    Kaganiec oświaty
    Minister edukacji wyruszył na wojnę z uczniami
    Gorliwość ministra edukacji we wprowadzaniu odgórnego patriotyzmu i zasad opartych na wierze chrześcijańskiej zaczyna się odbijać czkawką w szkołach. Przeciwko kneblowaniu wolności słowa protestują uczniowie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Szczecinie i Częstochowie. Minister najwyraźniej wyruszył na wojnę z uczniami, ale wcale nie jest pewne, że to on wróci z tarczą.
    Pomysły ministra Stanisława Sławińskiego zaczęły niepokoić, gdy zapowiedział utworzenie Narodowego Instytutu Wychowania (ma on kosztować 11 mln zł rocznie), którego głównym zadaniem stanie się wymuszanie respektowania chrześcijańskiego systemu wartości w szkole i poza nią. Niestety, minister zamiast rozprawić się ze szkolnymi chuliganami, zabrał się do kneblowania wolności słowa w szkołach, wypychając z nich organizacje, które uczą szerszego spojrzenia na świat. Pierwszym krokiem było wysłanie przez wiceministra Jarosława Zielińskiego listu do kuratorów oświaty, w którym przestrzega przed wpuszczaniem do szkół organizacji pacyfistycznych („pacyfista jest zaprzeczeniem patrioty”) i ekologicznych. Zdaniem PiS-owskiego wiceministra, mogą one wypaczać charakter młodego człowieka.
    (...) onet.pl
    Owsiakowi sie też oberwało....a szkoda, bo tylko on jest na tyle zakręcony,żeby cokolwiek zdziałać z młodzieżą. Nie sądzę żeby udało się to (jak chciałby pan wice) harcerstwu. To już nie ta epoka.

    i jeszcze bardzo ważny tekst gwoli wyjaśnienia:

    Czyje jest dziecko w szkole?

    Ucznia, jak piłkę, przerzucają sobie nawzajem rodzice i nauczyciele. Pierwsi mają prawo uważać, że posyłając dziecko do szkoły, oddają je w ręce nie tylko edukatorów, ale i wychowawców. Jednak gdy dochodzi do konfliktu nauczyciel-uczeń, rodzice zwykle biorą stronę dziecka. W ten sposób podważają i tak nadwątlony już autorytet pedagogów. Ci z kolei słusznie zarzucają rodzicom, że za mało uwagi poświęcają wychowaniu własnych dzieci. A to przede wszystkim w domu młody człowiek powinien poznać system wartości i wynieść wiedzę, co jest dobre, a co złe, na co można sobie pozwolić, a na co nie. Tymczasem w jednym z badań wyszło na jaw, że przeciętny rodzic poświęca na rozmowę z dzieckiem... 7 minut dziennie.

    – Wychowanie dziecka to przede wszystkim trud rodziców, szkoła jedynie rodzinę wspomaga. Polska rodzina przeżywa jednak kryzys. Przejawia się on m.in. w tym, że dorośli coraz mniej czasu poświęcają swoim dzieciom, rwą się rodzinne więzi, coraz mniej nam na sobie wzajemnie zależy. Nieobecni w życiu dzieci ojcowie, zapracowane matki, życiowy pośpiech, nieustanny stres, lęki, niepokój związany z zapewnieniem środków finansowych albo pomnażanie dóbr – wszystko to odsuwa rodziców od dzieci. Pozostają same ze swoimi problemami, młodzieńczymi niepokojami. Dziecko jest lustrem, w którym odbija się jego dom. Niestety, często jest on ułomny, chory – zauważa dr hab. Grażyna Miłkowska, prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego, zajmująca się problematyką niedostosowania społecznego. Na początku tego roku wraz z zespołem opracowała program walki z przemocą w szkołach.

    Nauczyciele z przymusu

    Zarzut ministra, że źródłem przemocy w szkole jest liberalne podejście nauczycieli do młodzieży, wywołuje tylko uśmiech politowania wśród ekspertów. To, że nauczyciel nie reaguje na zaczepne zachowanie ucznia, nie oznacza, że jest on zwolennikiem liberalnego wychowania, tylko że jest kiepskim pedagogiem, który nie umie sobie poradzić z trudną młodzieżą. – Gdyby nauczyciele umieli traktować dzieci jak partnerów, nie byłoby problemów z agresją. Ale nauczyciele tego nie potrafią – mówi Krystyna Starczewska, dyrektor gimnazjum nr 20 w Warszawie.

    Do pracy w szkole trafiają często osoby, które nie potrafią się zrealizować na żadnej innej ścieżce kariery zawodowej. O powołaniu nie ma mowy. Ale niedoinwestowana szkoła nie może wybrzydzać. – Uczniowie doskonale wyczuwają, kto uczy, bo to kocha, a kto przychodzi do szkoły tylko dlatego, że musi zarabiać – uważa Marcin Bednarz, terapeuta pracujący z trudną młodzieżą.
    Kiedy w czerwcu tego roku MEN przedstawiło raport na temat przestrzegania wybranych praw ucznia, okazało się, że ponad 30% uczniów było świadkiem, jak nauczyciel poniżał ich kolegów. 17% twierdziło zaś, że sami byli obiektem kpin ze strony uczących. Wyśmiewali oni najczęściej brak wiedzy podczas odpowiedzi lub po sprawdzianie. Tradycyjnie używają epitetów: „ty ośle, baranie, matole, durniu”. Niewłaściwe relacje pomiędzy nauczycielami a uczniami zaogniają sytuację w szkole. Uczeń lider, którego przy całej klasie upokorzył nauczyciel, odbije sobie to (ratując źle pojęty „honor”) na słabszym koledze.
    -onet.pl - więcej na:http://wiadomosci.onet.pl/1370028,2677,2,kioskart.html

    Remedium Pub - nowy lokal - Wasze opinie.

    Cytat:E no to i ja cos powiem, pewne rzeczy tez widziałem...
    Wszystko zalezy od punktu widzenia....Padł jeden cios? Padł...Kto uderzył? Młody człek w kapturze...Kogo? Gościa który zwrócił im wczesniej uwagę, że nie nalezy grac tam w karty...I tu koles pokazał klase, bo mimo wszystko, że był duzo wiekszy nie zrobił wiekszego chaosu, choc pewnie duzo kosztowało powstrzymanie sie, oj mało brakowało i mogło byc nie ciekawie
    I co potem własnie? Przeprosił, szanując klienta, a to wcale nie oznacza, że przyznał sie do winy....O takim poziomie agresji mówie, jak Ci zwracam uwage Ty mnie w ryj
    A luuuzerów jak nie lubię tak lubic nie będe, nie wszyscy na tym swiecie musza sie kochać



    Twoj punkt widzenia odbiega od rzeczywistosci.

    Cios padl, poniewaz "gosc zwracajacy uwage" przeslyszal sie (podlsuchal rozmowe - zle wywnioskowal) i z wielkim oburzeniem zaczepil chlopaka siedzacego z dziewczyna przy tym stoliku (chlopak ten nie jest ani dresem ani jakims kapturnikiem). Pod wplywem procentow (broniac siebie i swoj honor) udezyl ów wielkiego bohatera, ktory uwazal sie za waznego. Pokrzywdzony panicz przeprosil tego chlopaka, poniewaz wytlumaczyli sobie o co chodzilo i zrozumial ze nie mial racji - dlatego przeprosil. Zachowal sie OK. Nie jestem zwolennikiem rozwiazywania spraw w ten sposob ale czasami nic innego nie pomaga.

    Co do gry w karty.... to nie gralismy w zadna gre tylko zdmuchiwalismy karty ze szklanki - ostani pil 5 lykow piwa. Nie gralismy o pieniadze wiec nie uprawialismy hazardu - nie wisi regulamin zabraniajacy gry w karty.

    Co do starszych ludzi siedzacych obok:

    "Pub remedium" - jak sama nazwa wskazuje jest to PUB czyli miejsce, do ktorego uczeszczaja mlodzi ludzie, zeby wypic % i sie pobawiac. Jezeli mam 40 lat i nie odbowiada mi towarzystwo mlodych pianych ludzi TO ZMIENIAM LOKAL na RESTAURACJE np: "Stara Chata" lub "Staromiejska".
    Wlascicielka zapraszajac tych ludzi powinna sie z tym liczyc ze to miejsce do nich nie pasuje. I to ze wydadza jednej nocy nawet 1000 nie daje jej tak naprawde nic, poniewaz prawdopodobnie ludzie ci nigdy wiecej nie odwiedza tego lokalu, a mlodzi ludzie z biegiem czasu zostawia tam duzo wiecej pieniedzy.

    Wlascicielka zabierala nam krzesla. Cytuje " TO krzeslo jest wolne od 30 min - zabieram je". Tlumaczylismy jej ze osoba siedzaca na tym krzesle gra w bilard (daje zarobic wlascicielce) ale to nie pomoglo.

    Latwo jest ocenic czlowieka z gory i po wygladzie - uwazasz sie za takiego inteligentnego i bardzo normalnego a oceniasz pochopnie.

    Kazdy ma swoje zdanie i swoja racje. Ja np. nie lubie "metalow" uwazam ze sa gnojeni od dziecka i nie potrafia odnalezc sie wsrod normalnych ludzi. - to nie jest prowokacja tylko moje zdanie skoro ty oceniasz mnie to ja ocenie Ciebie.

    I nie badz taki przystojny bo na forum latwo komus ublizyc majac nawet 10 lat.

    Pozdrawiam,

    Wesolych Swiat

    Oski86 [db] Zaginiona Planeta

    Hayato<br /><br />Niebieski wojownik w milczeniu wysłuchał tyrady Hayato. Niczym mały chłopiec słuchający kazania nauczyciela. Kiedy młody wojownik skończył, on tylko pokiwał głową. Westchnął cicho, jakby rozważając słowa walecznego chłopca. Czy było w nich trochę prawdy? Być może, jednak anielski byt nie mógł zmienić tego kim był. Nie mógł także zrezygnować z mocy i odpowiedzialności jakie dzierżył. Nie w taki sposób. Podszedł powoli w stronę Hayato. Sposób jaki szedł decydował różne możliwości następujących wydarzeń. Czy taki byt mógł odczuwać gniew? Czy rozgniewał się na młodego wojaka ? Minął go. I położył rękę na ramieniu. Rękawica była ciężka, a chłopiec miał poważne trudności by utrzymać równowagę i omal nie ugiął się pod jej ogromnym ciężarem. Słowa anioła były bez emocjonalne, wyważone. Wydobyły się spokojnie z jego ust, jakby stwierdzając prawdę uniwersalną: <br /> <br />- Dam ci dobry argument. Jeśli pójdziesz ze mną, istnieje szansa, choć drobna, że bestia która żyje w twoim wnętrzu, nie przejmie w końcu nad tobą kontroli i nie zabije wszystkich których tak bardzo kochasz i pragniesz ochronić. Wiesz o czym mówię. Czułeś ją już dziś kilkakrotnie. I wiesz do czego jest zdolna. <br /><br />Puścił bark chłopca. Ten stał niczym posąg. Jego powieki nie mrugały, oddech się zatrzymał. W głębi Hayato ktoś rzucił cegłą prawdy. Przebił się przez szybę dumy i agresji, a następnie idealnie trafił w lustro jego duszy. Dało się słyszeć pęknięcie szkła i jego upadanie na podłogę w całkowitych ciemnościach. A jeszcze dalej, na granicy słyszalności, rozchodził się, śmiech. Dziki śmiech bestii która faktycznie tam była. Czaiła się tuż za rogiem. I czekała. Czekała na odpowiedni moment. Hayato na powrót zogniskował wzrok, zaczerpnął gwałtownie oddech. <br /><br />Mikal<br /><br />Niebieski wybawca podszedł również do młodej dziewczyny. Jednak w sposób mniej stanowczy i zdeterminowany niż uczynił to jeszcze kilka sekund temu w przypadku Hayato. Wydawało się, że czuł jej smutek i podzielał troski. Ukląkł przed nią i spojrzał wzrokiem pełnym zrozumienia. Mimo, że klęczał, nadal był dużo wyższy od niej. Pogładził ją po głowie, jego dotyk był ciepły i kojący. Zaczerpnął tchu i powiedział: <br /><br />- Rozumiem twe obawy dziewczę. Jednak nie mogę pozwolić na to, aby ktokolwiek dowiedział się o mym istnieniu. A także o planach które mam w stosunku do was. Co za tym idzie, nie możecie się z nimi pożegnać. Miej jednak moje słowo, że wasi rodzice i bliscy nie poczują smutku po waszym odejściu. Co więcej, nigdy go nie zauważą. A ja nie pozostaję gołosłowny… proszę, zrozum moją sytuację. <br /><br />Wstał i oddalił się na bezpieczną odległość. Uniósł obydwie dłonie i wyciągnął je przed siebie. Trysnęło z nich wyjątkowo jasne, żółtawe światło. Poczęło formować się, zmieniać kształty. I w końcu przybierać stan stały. Sylwetki i kształty. Nie minęło wiele czasu a przed gromadą stało sześć nowych postaci. Każda biała i jaśniejąca niczym kryształ. Dopiero po chwili blask ustąpił i pojawiły się normalne kolory ubrania, jak i skóry. Były dokładnymi kopiami prawdziwych wojowników. Co do joty i najdrobniejszego szczegółu. Wśród nich znajdował się nawet klon Vengera. Choć ta traciła wiele ze swej prawdziwości na skutek braku jakiejkolwiek agresji. Fałszywa Mikal uśmiechnęła się do prawdziwej i wyciągnęła rękę na przywitanie. Ta prawdziwa była lekko wstrząśnięta i nie wiedziała co powiedzieć. Następnie postaci rozbiegły się i pozostały w takich samych pozycjach w jakich znajdowały się ich odpowiedniki przed wejściem w „szarą sferę”. Zastygły niczym aktorzy przed krzyknięciem słowa akcja. Anioł wyprostował się i rozluźnił. Wydawało się, że ten proces bardzo go osłabił. Jeszcze raz spojrzał na dzieci, a następnie na portal falującej energii. Nic jednak nie powiedział, jakby czekając na inne pytania.

    Literatura Dla Kobiet / Mężczyzn

    @Rado - o ile wiem, przykład, który podałeś (sławne doświadczenie Gerianne Alexander i Melissa Hines z Pracowni Zwierząt Naczelnych Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles) dotyczył koczkodanów, nie szympansów – a to dosyc ważne, bo wysuwane wnioski dotyczyły m.in. zachowania samców w stadzie. Szympansy są agresywne - polują na młode antylopy i pawiany, koczkodany zaś w większości wcinają zielsko i owoce, a szczytem instynktu łowieckiego jest u nich mysz polna, czy wiewiórka.

    Posłużę się również tym przykładem, bowiem z tych sześciu zabawek, które dano zwierzakom (lalka, samochodzik, piłka, książka z obrazkami, garnek, pluszak – o wspomnianym przez Ciebie kiju pierwsze słyszę) akurat książka z obrazkami, cieszyła się takim samym zainteresowaniem zwierząt i została zakwalifikowana jako neutralna. Nie pamiętam, czy było wspomniane, jakie obrazki znajdowały się w tej książce, ale gdyby to były ilustracje tych przedmiotów byłoby interesujące, co wybrały. Niestety. Takie same zainteresowanie – czyli książka nie zdobyła przewagi. Jednak rozumiem, że to miał być argument za potwierdzeniem dośc popularnego niegdyś podejścia biologicznego (biological approach) w psychologi (wszak Panie – przynajmniej Gerianne - były aktywnymi propagatorkami psychologii fizjologicznej oraz ewolucyjnej). Wnioski eksperymentu podsumowano jako wykształcenie się w procesie ewolucji tych cech u chłopców, które wywodzą się od przysłowiowego polowania i zachowań agresywnych. Ale dalej nie mamy argumentu wpływu testosteronu na wybór takich, a nie innych lektur. A już zupełnie nie u ludzi, bo metoda analogii może Cie zwieść na manowce: koczkodan samica - dziecko dziewczynka - bierze przedmiot wytworzony przez kulturę ludzką, a nie koczkodanską (garnek) => stąd wpływ, że wybrała przedmiot symbolizujący gotowanie (ale nie u koczkodanów). Hm... nie widzisz nieco ryzyka takiej analogii, bo ja na podłożu humanizmu widzę olbrzymie naciąganie podobnych badań i przekładanie je na teorie humanistyczne (dotyczące człowieka).

    Ciekawą zależność ukazuje Judith Rich Harris w swej pracy Geny czy wychowanie? Co wyrośnie z naszych dzieci i dlaczego: dzieci (nie koczkodany, ani nie szympansy czy wombaty) w grupach rówieśników wybierają te zabawy, które tam powszechnie dominują. O zabawach tych decydują liderzy grupy – i reszta w obawie przed odrzuceniem bawi się w zabawy przez nich inicjowane. Czyli nacisk kulturowy. Robię to, co akceptowalne w obawie przed odrzuceniem z grupy. Biologia nie ma wiele z tym wspólnego.

    Jeszcze bardziej ciekawą pracą - i jest to najlepszy moment, aby ją wyciągnąć - jest opracowanie Danuty Świerczyńskiej-Jelonek Wybory czytelnicze dzieci i młodzieży, na podstawie której wiele bibliotekarek przeprowadzało własne ankiety. Otóż z danych statystycznych wynika, że:

    a) wsród 14/15 letnich czytelników – uwaga! - przytłaczająca większość (prawie 90%) to dziewczynki! Wow! Ciekawe jak wyglądałaby statystyka dotycząca koczkodanów;

    b) mamy nawet tytuły popularnych książek i konwencji (lektury zostały pominiete), z których możemy do lamusa wrzucić wszelkie bzdury o kobiecych książkach i poradnikach kucharskich. Znacznie mniejszy testosteron nie przeszkodził dziewczynkom w większości sięgać po horrory, kryminały i sensację. Później mamy baśń (zaliczamy tu Tolkiena, Harrego Pottera, Braci Lwie Serce, itp.), a następnie tytuły takie jak Ania z Zielonego Wzgórza, czy cykl jeżycjadę Musierowiczowej i znany nam na pewno Pamiętnik Narkomanki. Czyli to, co niektórzy nazywają literaturą dziewczecą.

    Na tym zakończę przydługie wywody. Jutro wyłożę Wam koncepcję, jaka się mi sama urodziła w autobusie. A jest bardzo kusząca jeżeli chodzi o podział literatury na kobiecą i meską. Nie zamykaj jeszcze, Joanno, wątku., a może dojdziemy do czegoś ciekawego.

    Aha. Przykładowa literatura:
    Dorota Pankowska, Wychowanie a role płciowe
    Margaret Mead, Płeć i charakter w trzech społecznościach pierwotnych - ta akurat jest dość skrajna w swych poglądach i mało wiarygodna, odkąd jej tezy dotyczące Czambułów czy innych dzikich okazały się naciągane, niemniej zapoczatkowała silny ruch w antropologii kultury, więc głupio o niej nie wspominać.
    Jutta Burggraf, Kobieta - pani profesor ma duzy autorytet naukowy i listę tytułów naukowych dłuższą od dozwolonej stopki w Polterze. I napisała niejedno w sprawie wpływu wychowania na kształtowanie mentalności i psychiki.
    D. Świerczyńska-Jelonek, Wybory czytelnicze dzieci i młodzieży.