Przykro nam, strona o podanym adresie nie istnieje. Sprawd, czy wpisae poprawny adres strony, lub skorzystaj z katalogu lub wyszukiwarki. |
| Copyright 1996 - 2006 Grupa Onet.pl SA - zobacz wszystkie serwisy » | |
Cytat:
Razem po kasę do Unii
Trzy porozumienia dotyczące: rozwoju infrastruktury turystycznej, zwiększenia bezpieczeństwa wodnego wokół zatoki gdańskiej oraz odrestaurowania zabytków i pomników dziedzictwa kultury podpisali 1 lutego w Rewie przedstawiciele miast i gmin powiatów puckiego i wejherowskiego.
Inicjatorem, tego szczególnego wydarzenia, były władze leżącej w powiecie puckim gminy Kosakowo. Celem porozumienia jest wspólne ubieganie się o środki z funduszy pomocowych Unii Eureopejskiej.
W spotkaniu udział wzięli pomorscy parlamentarzyści, przedstawiciele Agencji Rozwoju Pomorza, Nadmorskiego Parku Krajobrazowego, Straży Pożarnej, Zarząd Powiatu Puckiego, wójtowie, burmistrzowie oraz pracownicy merytoryczni urzędów gmin i starostw. Podpisane porozumień to szansa na rozwój Infrastruktury Turystycznej, a w szczególności szlaków i ścieżek rowerowych, zwiększenie Bezpieczeństwa Wodnego wokół Zatoki Gdańskiej i Puckiej oraz rewitalizacja pomników kultury dbanie o ich dobrą kondycję w ramach projektu „Nordowe Dziedzictwo”. Liderem w opracowaniu wymienionych projektów projektów jest Gmina Kosakowo. (...)
(ajg)
Cytat: Spory wokół Kaszubsko-Pomorskiej Telewizji Regionalnej
Władze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego nie chcą, by rodzina prezesa Artura Jabłońskiego kontrolowała telewizję kaszubską. Prezes wraz z krewnymi już nadzoruje Radio Kaszëbë
Rada Naczelna ZKP odrzuciła w sobotę projekt prezesa Artura Jabłońskiego utworzenia fundacji, która ma powołać do życia telewizję kaszubską. Prezes chciał, by kapitał założycielski fundacji wynosił 200 tys. zł, zrzeszenie miało wykupić dwa udziały w sumie za 80 tys. zł, za dwa kolejne, też za 80 tys., zapłaciłaby spółka Agencja Media Kaszëbë - kontrolowana przez rodzinę Jabłońskiego, jeden udział za 40 tys. zł należałby do Kaszubskiego Instytutu Rozwoju nadzorowany przez starostę kościerskiego.
Prezes zaproponował, by w projekcie "Kaszubsko-Pomorska Telewizja Regionalna" zrzeszenie było mniejszościowym udziałowcem, nie miałoby więc decydującego wpływu na to medium.
Jeden z członków rady - senator PO Kazimierz Kleina - zgłosił kontruchwałę zobowiązującą zrzeszenie do przejęcia ponad połowy udziałów. (...)
Działacze poparli ją zdecydowaną większością głosów, orzekli też, że chcą utworzyć telewizję. Odrzucili natomiast koncepcję prezesa Jabłońskiego, aby to on został prezesem fundacji, a do rady fundacji weszli obok dwóch przedstawicieli ZKP także jego żona Anna Jabłońska-Kościukiewicz, szwagier Michał Kościukiewicz z Media Kaszëbë oraz znajomy prezesa - Grzegorz Świtała z KIR.
(...)
Krzysztof Katka
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Cytat: Wejherowo. Powstaje inkubator przedsiębiorczości
Młodzi mieszkańcy miasta i okolic, chcący założyć własny biznes, mogą już niedługo liczyć na duże ułatwienia. W Wejherowie powstanie akademicki inkubator przedsiębiorczości. Wnioski o prowadzenie działalności w ramach inkubatora mogą składać osoby z całego Pomorza, w wieku do 30 lat.
W ramach tej inicjatywy młodzi ludzie mogą liczyć na nieodpłatne porady prawne, prowadzenie ksiąg rachunkowych swej nowej firmy, inkubator zapewnia biuro, a co najważniejsze - młodzi przedsiębiorcy będą zupełnie zwolnieni z płacenia składek ZUS. Od roku AIP funkcjonuje z powodzeniem na Uniwersytecie Gdańskim, w tym roku drugi uruchomi Kaszubsko-Pomorska Szkoła Wyższa w Wejherowie, w ramach funkcjonującego tutaj Punktu Konsultacyjnego Agencji Rozwoju Pomorza S.A.
(...)
JOANNA KIELAS - Dziennik Bałtycki
Cytat: Powiat. Pożyczki dla przedsiębiorców bardziej dostępne
Władze powiatu wejherowskiego zwiększyły swój udział w kapitale Pomorskiego Funduszu Pożyczkowego. Oznacza to, że kredyty, udzielane na preferencyjnych zasadach dla przedsiębiorców, będą bardziej dostępne.
- Zainteresowanie pożyczkami jest dość duże, do końca czerwca nasi przedsiębiorcy otrzymali prawie 500 tys. zł pożyczek z funduszu - mówi Józef Reszke, starosta wejherowski. - Zwiększenie udziału z 20 do 30 tys. zł poprawi małym i średnim przedsiębiorstwom rozpoczęcie lub rozwój działalności gospodarczej.
Informacji o pożyczkach udziela punkt konsultacyjny Agencji Rozwoju Pomorza w Wejherowie, działający przy Kaszubsko-Pomorskiej Szkole Wyższej, przy ul. Dworcowej 7.
(JK) - Dziennik Bałtycki
Dlaczego duński szynobus wyjechał na tory województwa kujawsko-
pomorskiego dopiero w lutym?
Małgorzata Oberlan, Sobota, 23 Lutego 2008
Z WIESŁAWEM JAROSIEWICZEM, prezesem Urzędu Transportu Kolejowego w
Warszawie, rozmawia Małgorzata Oberlan.
Bez świadectwa z UTK żaden pojazd nie wyjedzie na tory. Duński
szynobus zbadano dopiero w lutym, choć PCC Rail od miesięcy się o to
starało. Dlaczego homologocja w przypadku prywatnej kolei pasażerskiej
Arriva PCC trwała tak długo? Pojawiły się opinie, że "prywatnemu rzuca
się kłody pod nogi".
To wcale nie był długi okres. PCC Rail, bo to ono składało wniosek,
uczyniło to 12 września 2007 roku. Ale był to wniosek bezprzedmiotowy,
bo bez wyników badań szynobusu. Zgodnie z przepisami, mogliśmy odmówić
jego przyjęcia i czekać na komplet dokumentów. Wykazaliśmy jednak
zrozumienie. Przyjęliśmy niekompletny wniosek i zgodziliśmy się na
sukcesywne dostarczanie wyników badań, które duński pojazd przechodził
w Instytucie Pojazdów Szynowych w Poznaniu. Urzędnicy analizowali
cząstkowe dokumenty, a firma na bieżąco było informowana, czego
jeszcze brakuje.
Ostatecznie wydał Pan pozytywną decyzję 7 lutego.
Tak. Na drugi dzień po tym, jak przewoźnik dostarczył ostatni z
brakujących dokumentów, dotyczący układu hamowania. Duński szynobus
otrzymał świadectwo dopuszczenia do eksploatacji - na razie na okres
próbny. Po jego pozytywnym przejściu będzie mógł ubiegać się o
bezterminowe dopuszczenie do użytku.
Biorąc pod uwagę otwieranie się polskiego rynku kolejowego na
prywatnych przewoźników, jakie wyzwania stają w najbliższym czasie
przed Urzędem Transportu Kolejowego?
Urząd Transportu Kolejowego od dawna dostosowuje się do wymagań
stawianych przez Europejską Agencję Kolejową (ERA), także w zakresie
dopuszczania taboru kolejowego i bezpieczeństwa systemu kolejowego. W
żadnym kraju unijnym nie są dopuszczane do użytku pojazdy kolejowe bez
zbadania, jak współpracują z krajowymi systemami sterowania ruchem. A
te bywają różne w różnych państwach. Polska jest jednym z najbardziej
otwartych krajów, jeśli chodzi o certyfikację kolejnictwa.
Jednocześnie posiada jednak jeden z najwyższych wskaźników
bezpieczeństwa. Wskaźnik ten, co prawda, w 2004 roku zaczął się
stopniowo pogarszać, ale już dwa lata później nastąpiła istotna
poprawa. Popieramy i będziemy popierać rozwój kolejnictwa, ale pod
warunkiem bezwzględnego zachowania norm bezpieczeństwa.
paciek
Kraków
http://www.magnus.lama.net.pl/znajome.htm
Cytat:Proszę o przekazanie tej informacji dalej do osób zainteresowanych
Jedna z największych w Polsce agencji reklamowych poszukuje Trabantów do
ogólnopolskiej kampanii reklamowej prowadzonej od 20 listopada do 24
grudnia. Potrzebne wozy z całej Polski. Część samochodów
Cytat:galeriach handlowych z doklejonym logo klienta, część będzie
Cytat:miastach. Za wynajęcie samochodu agencja będzie płaciła
Cytat:oczywiście koszty związane z użytkowaniem. Do tego wybrane pojazdy
dostaną
nowy lakier na koszt agencji. Samochody jeżdżące po mieście
Cytat:właściciel, lub osoba przez niego polecona - za odpowiednim
Cytat:Nadzwyczajne spotkanie dla regionu Kujawsko Pomorskiego związane z
omówieniem tego tematu odbędzie się 5-10-2003 (iedziela)o godzinie
15 na
parkingu przed marketem AS przy ul. Chodkiewicza w Bydgoszczy
Dodatkowe informacje:
KMT: http://www.trabant.to.pl dzisiaj około godziny 20
CartoonTrabant: http://www.cartoontrabant.pl
Forum Trabantowe: http://forum.cartoontrabant.pl
PozDDRawiam
Kamil Szczygielski
Klub Miłośników Trabanta
GSM/SMS +48 501 426624
GaduGadu# 59725
Cytat:Pewnie jakiś urzędnik odsprzedał za grosze (jak było w przypadku kamienic sprzedanych Agencji Rozwoju Pomorza).
Cytat:Słupski Inkubator Technologiczny ma powstać na terenie Słupskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, na gruntach po wysypisku śmieci, na wysokości ulicy Bałtyckiej. Zajmie ponad 6 hektarów powierzchni.
- Naszym celem jest rozwijanie przedsiębiorczości, przyciąganie inwestorów innowacyjnych branż, tworzenie nowych miejsc pracy poprzez zapewnienie przedsiębiorcom korzystnych warunków do prowadzenia działalności gospodarczej oraz rozwijanie współpracy środowiska naukowego i lokalnego biznesu
- mówi Mirosław Kamiński, prezes PARR.
Podstawą inkubatora będzie obiekt biuro-technologiczny o powierzchni całkowitej 6 500 metrów kw. oraz powierzchni użytkowej 4 580 metrów kw. W nim udostępnione zostaną najemcom powierzchnie biurowe, laboratoryjne, konferencyjne oraz technologiczne wraz z z przyłączami teleinformatycznymi.
W rezultacie będą tam mogły działać różnorodne firmy: informatyczne, metalowo-spawalnicze, związane z fizyką w przemyśle oraz energią odnawialną.
W budynku będą się mieścić: powierzchnia wystawowa, bardzo dobrze wyposażona sala konferencyjna, atrakcyjne cenowo lokale przystosowane do rozwoju działalności gospodarczej. Najemcy będą mogli korzystać z obsługi administracyjno-biurowej firm, doradztwa biznesowego, promocji firm, dostępu do laboratoriów i biblioteki lokalnej instytucji naukowej o profilu technicznym. Ma też zawierać zaprojektowane przez naukowców z Akademii Pomorskiej centrum popularyzacji nauki, które zgodnie z założeniami będzie stanowić dużą atrakcję turystyczną.
Przewidziano także otwarcie pracowni warsztatowej z ofertą szkoleń zawodowych dla pracowników w kierunkach, na które jest największe zapotrzebowanie, np. spawaczy.
Już teraz szefowie PARR uważają, że inkubator będzie przyciągał uwagę małymi kosztami i preferencyjnymi cenami za wynajem.
Przedsiębiorcy uzyskają również zwolnienia i ulgi od podatku od nieruchomości oraz obsługę administracyjno-biurową. Przewiduje się także doradztwo biznesowe, pomoc w pozyskiwaniu środków z różnych źródeł, wsparcie radcy prawnego i biura podatkowego.
Cytat:
Weszła w życie ustawa, która pomoże przekształcać lotniska wojskowe na potrzeby lotnictwa cywilnego. To znaczący krok do rozwoju kilku lotnisk w woj. pomorski. Władze województwa apelują jednak o cierpliwość. Zapowiadają, że w ciągu kilku tygodni przeprowadzą konsultacje z samorządowcami i mieszkańcami. Wówczas będzie można rozmawiać o szczegółach.
"Ustawa o zmianie ustawy o gospodarowaniu niektórymi składnikami mienia Skarbu Państwa oraz o Agencji Mienia Wojskowego" obowiązuje od minionego piątku.
- Nowelizacja ustawy stanowi ogromną szansę na zaadaptowanie istniejącej infrastruktury lotnisk wojskowych, niewykorzystywanych do realizacji ich zadań, lotnisk współużytkowanych ze stroną cywilną, a także lotnisk przekazanych do Agencji Mienia Wojskowego, na cele cywilnego transportu lotniczego - informuje Mikołaj Karpiński, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.
Dodaje on, iż nad nowelizacją ustawy resorty infrastruktury oraz obrony narodowej pracowały dwa lata.
Lotniska wojskowe, które mają stać się obiektami cywilnymi, wojewodowie przekazywać będą samorządowcom "w drodze darowizny w celu rozbudowy lub założenia lotniska użytku publicznego."
- Nieruchomości częściowo lub czasowo niewykorzystywane przez jednostki MON wojewoda będzie przekazywać jednostkom samorządu terytorialnego w drodze użyczenia co najmniej na 30 lat - dodaje Karpiński.
Co ta decyzja oznacza w przypadku województwa pomorskiego?
W ślad za rządowym Programem Rozwoju Sieci Lotnisk i Lotniczych Urządzeń Naziemnych, Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego zlecił zewnętrznej firmie analizę dotyczącą rozwoju sieci lotnisk cywilnych na Pomorzu.
Wynika z niej, że wojskowe lotniska w Gdyni-Kosakowie, Słupsku (dwa), Kornem, Jastarni i Borsku mają szanse w przyszłości stać się obiektami cywilnymi. W dalszym ciągu tylko do celów wojskowych przeznaczone będą lotniska w Malborku i Cewicach.

Cytat:
GDAŃSK. Rozpada się Zielona Brama
To tylko awaria
DOROTA MIKŁASZEWICZ; N
GW Trójmiasto (Gdańsk) nr 21, wydanie gdg z dnia 25/01/2002 MIASTO, str. 4
Runął filar Zielonej Bramy i część sklepienia tej renesansowej budowli, która od XVI wieku jest ozdobą Gdańska. Konserwatorzy, politycy oraz inżynierowie nadzorujący remont nazywają to awarią
A inspektorzy nadzoru budowlanego ostrzegają przed katastrofą budowlaną. Zalecili wydzielenie wokół budynku dwudziestometrowej strefy zagrożenia i odłączenie wszystkich mediów oprócz elektryczności. Zakazali wszelkich działań doraźnych. Nie może tam przebywać żaden człowiek, dopóki nie zostanie opracowana koncepcja wzmocnienia bramy i wykonane roboty zabezpieczające. Geodeci mają obserwować ewentualne ruchy budynku. Zamknięte jest przejście przez Zielony Most. - Mamy do czynienia z awarią filara, a nie z katastrofą - uspokajał wczoraj dziennikarzy Marcin Gawlicki, pomorski konserwator zabytków.
- Urząd Marszałkowski zdecydował się na rewitalizację bramy dlatego, że oceniał jej stan jako zły. To, co się stało, jest potwierdzeniem tej oceny - dodawał Bogdan Borusewicz, wicemarszałek województwa pomorskiego.
Wcześniej nie można było rozpocząć prac, ponieważ użytkownikiem bramy była Agencja Rozwoju Regionalnego. Nie zależało jej na remoncie budowli, ponieważ żyła z wynajmowania tam pomieszczeń. Agencję usunął dopiero marszałek Jan Zarębski. Remont zniszczonej budowli zaczął się pod koniec ubiegłego roku. W poniedziałek pracownicy Polnordu, który prowadzi prace budowlane, odsłonili fundament "pechowego" filara, żeby położyć przy nim izolację. Stwierdzili, że cegły są popękane. Wezwali konstruktora, który po dwóch dniach namysłu zalecił im odpowiedni sposób zabezpieczenia. Nie zdążyli wykonać jego zaleceń. Krótko po jego wizycie filar runął.
- Oceniłem, że jego stan niczym nie zagraża - tłumaczy inż. Piotr Gołubiewski, który prowadzi nadzór konstrukcyjny nad projektem rewitalizacji. - A o przyczynach awarii nie mogę nic powiedzieć. Trzeba poczekać na ekspertyzę.
Pomorski konserwator zabytków jest podobnego zdania. Uważa on, że prace budowlane są prowadzone prawidłowo.
- Elementy, które uległy awarii, miały około 400 lat. Filar posadowiony był na sklepieniu XVI-wiecznej piwnicy - tłumaczył wczoraj. - Pomiędzy nim a sklepieniem istniał słaby, ceglany fundament. Sam filar był kamienny, bardzo solidny i czterystuletnie cegły mogły nie wytrzymać jego ciężaru. Mogło też zawieść jego zamocowanie u stropu. Trudno powiedzieć, co nim zachwiało. Może budowniczowie mieli "szewski poniedziałek" i położyli krzywo cegły? Wykonane przed remontem ekspertyzy nie wykazały zagrożenia w tym miejscu. Prawda, że w budynku były spękania, a filar trzymał elementy konstrukcyjne, jednak eksperci nie zalecili w tym miejscu szczególnej ostrożności.
Cytat:
Słupsk. MON szuka min w lotnisku
Na byłym wojskowym lotnisku w Redzikowie koło Słupska pojawiły się ekipy saperów i geodetów. Sprawdzają one czy były teren wojskowy nadaje się do ewentualnego rozmieszczenia elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Prace trwają, jak się okazuje od listopada, jednak do tej pory nie pojawił się żaden oficjalny komunikat w tej spawie.
Lotnisko w Redzikowie znajdowało się do niedawna w rękach Agencji Mienia Wojskowego, która nim zarządzała. Okazuje się, że w ostatnim czasie czasowo przekazała jednak obiekt ponownie Ministerstwu Obrony Narodowej, które zadecydowało o udostępnieniu lotniska do badań amerykańskim ekipom.
- Faktycznie MON zwrócił się do nas o czasowe udostępnienie obiektu pewnym osobom - informuje Jolanta Plieth-Cholewińska, rzecznik prasowy Agencji Mienia Wojskowego. - Taka zgoda została wyrażona.
Rzecznik nie chciała jednak zdradzić jakie osoby uzyskały dostęp do lotniska i jakie pełnią funkcje. Okazuje się jednak, że w lakonicznym komunikacie MON powiadomił (choć początkowo miał wątpliwości czy w ogóle może o tej sprawie informować), że strona amerykańska prowadzi na lotnisku badania geotechniczne. Mają one na celu weryfikację tego obiektu pod względem jego przydatności do ewentualnego rozmieszczenia elementów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej. Pierwsze prace na lotnisku rozpoczęli geotechnicy i geodeci. Ci ostatni dzielili teren lotniska na strefy bezpieczeństwa. Teraz dołączyli do nich saperzy, którzy sprawdzają, czy 400 hektarów lotniska i teren wokół niego jest przydatny do zainstalowania na nim wyrzutni przeciwrakiet. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jest to związane z wojenną historią tego lotniska, na którym stacjonowały samoloty niemieckiego Luftwaffe.
- Mogą znajdować się tam niewybuchy jeszcze za czasów II wojny światowej - usłyszeliśmy od żołnierzy pilnujących jednostki.
Nie wiadomo na razie czy w skład amerykańskiej bazy wejdzie również pas startowy z drogami kołowania. Lokalne samorządy chcą wykorzystać nieczynne lotnisko do utworzenia w Redzikowie cywilnego portu lotniczego. Za takim i właściwie tylko takim rozwiązaniem obstaje wójt gminy Słupsk Mariusz Chmiel, który w ostatnim czasie sprzeciwił się budowie amerykańskiego obiektu w Redzikowie. Zdaniem wójta tarcza mogłaby powstać na tym terenie, ale pod warunkiem podjęcia przez rząd działań, które mimo lokalizacji tarczy, mogłyby zagwarantować rozwój regionu. W innym przypadku, jak twierdzi wójt, budowa obiektu to nieporozumienie i pomyłka.
- Rząd z nami się nie liczy. Poza tym Amerykanie jako najlepszą lokalizację dla swojego obiektu wojskowego wybrali teren Redzikowa dlatego, że jest tu lotnisko, a cały teren posiada dobrą infrastrukturę - dodaje wójt.
Jednak lokalizacja tarczy antyrakietowej nie jest przeszkodą w uruchomieniu lotniska cywilnego w Redzikowie. Tak uważa senator Platformy Obywatelskiej Kazimierz Kleina.
- Możliwe współistnienie tych dwóch inwestycji bez szkody dla regionu. Redzikowo to wciąż nieoficjalne miejsce lokalizacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej. To teren około czterystu hektarów z których Amerykanie tak naprawdę potrzebują tylko około połowy - twierdzi.
Zdaniem parlamentarzysty PO rolą lokalnych samorządów oraz posłów z województwa pomorskiego jest stworzenie lobby, które przekona stronę amerykańską oraz polski rząd do umożliwienia uruchomienia w Redzikowie cywilnego portu lotniczego.
MARCIN KAMIŃSKI - POLSKA Dziennik Bałtycki
Cytat:
USA: Redzikowo najlepsze na tarcze
Amerykańska delegacja gościła dzisiaj w Słupsku. Goście potwierdzili, że USA chce bazy tylko w Redzikowie.
Generał Ron Kadish, były szef amerykańskiej obrony przeciwrakietowej, Robert Joseph były podsekretarz stanu oraz Riki Ellison z fundacji wspierającej budowę tarczy antyrakietowej spotkali się dziś w ratuszu z radnymi gminy, miasta i powiatu słupskiego.
Amerykanie zapewniali, że tarcza nie niesie społeczeństwu żadnych zagrożeń.
Na zarzuty, że rakiety rosyjskie będą wycelowane w Słupsk odpowiadali, że nie należy się tym przejmować, ponieważ Rosjanie swoje rakiety skierowali swego czasu również w Stany Zjednoczone.
Bagatelizowali zagrożenie terrorystyczne twierdząc, że tarcza będzie doskonale strzeżona i nie powinna być celem ataku.
O ewentualnych korzyściach dla regionu mówili bardzo mało.
Przyznali, że amerykańskie miasteczka znajdujące się w pobliżu tarcz antyrakietowych nie dostały od rządu żadnych rekompensat, jednak skorzystały na jej budowie i istnieniu.
Po spotkaniu w ratuszy goście odwiedzili lotnisko w Redzikowie
Cytat:Dolny Śląsk potrafi zatrzymać fachowców
Puls Biznesu 19.11.2007 05:25
Przedsiębiorcy obalają mity dotyczące problemów na rynku pracy. Dobre firmy sobie radzą.
Mit trudnego Dolnego Śląska powtarzają wszyscy: od urzędników, przez doradców, po przedsiębiorców. - Najtrudniej o pracowników jest w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Paradoksalnie, na pewno takiego problemu nie mają pracodawcy z Poznania, choć bezrobocie jest tu najniższe w Polsce - mówi w "Pulsie Biznesu" Sebastian Bedekier, szef działu promocji w Poznaniu.
- Wszędzie jest trudno o pracowników. Problemy ma np. LG w Kobierzycach - uważa Marcin Kaszuba z Ernst & Young, który brał udział w ściągnięciu tej firmy do Polski.
- Rynek pracy zmienił się kardynalnie i to pracownik ma teraz najwięcej do powiedzenia. Ta sytuacja występuje szczególnie na Dolnym Śląsku, gdzie w ostatnich dwóch latach powstało około 15 tys. miejsc pracy. Część inwestorów, o ile jest to dla nich możliwe, już dziś koncentruje się na innych regionach Polski, np. ścianie wschodniej czy Pomorzu - wtóruje im Peter Knauer, szef Cadbury Wedel.
Kierowana przez niego firma myśli jednak o rozbudowie swojej fabryki w Bielanach Wrocławskich. Zresztą Cadbury nie jest wyjątkiem. W ciągu dwóch lat działalności Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej ściągnęła ponad 20 firm, które chcą w najbliższych latach zatrudnić 7,3 tys. osób - czytamy w dzienniku.
Koncern Hewlett-Packard, który w kwietniu 2005 r. obiecał zatrudnić w centrum usług księgowych we Wrocławiu 1000 osób w ciągu pięciu lat, już na początku przyszłego roku przyjmie tysięcznego pracownika. I zapowiada, że nadal będzie powiększać zespół.
Jednak mimo tych ocen, inwestorzy znajdują metody na pracowników: trzeba im po prostu więcej zapłacić. Np. w Świdnicy, gdzie jedna z piekarń szuka piekarza i cukiernika, oferując 3 tys. zł netto. Jeden z większych inwestorów w mieście w ostatnim roku najmniej wykwalifikowanym pracownikom przyznał 400 zł podwyżki, a na innych stanowiskach jeszcze więcej.
Z informacji "PB" wynika, że jeszcze półtora roku temu szwedzka firma Electrolux, która na Dolnym Śląsku, w tym w Świdnicy, ma trzy zakłady, płaciła pracownikom na stanowiskach produkcyjnych 900-1000 zł brutto. Dziś jest to minimum 1200 zł.
Nie chodzi jednak tylko o pensje. - Trzeba zadbać o swoich pracowników, i to nie tylko płacąc im więcej. Chodzi o stworzenie dobrego klimatu, dobrego zaplecza socjalnego, organizację przedsięwzięć kulturalnych, przywiązanie zespołu do zakładu pracy i do firmy - przekonuje na łamach "PB" Peter Knauer.
Władze Świdnicy mają pomysł na przyciągnięcie i zatrzymanie fachowców. - Jednym z pomysłów jest budowa mieszkań pracowniczych - wyjaśnia Wojciech Murdzek.
Do projektu mają przystąpić jeszcze dwa inne samorządy i spółka zarządzająca Wałbrzyską Specjalną Strefą Ekonomiczną. Na przykład po dwóch latach korzystania z mieszkania pracownik mógłby je odkupić.
http://praca.wnp.pl/dolny-slask-potrafi ... 1_0_0.html
Cytat: Samorządy podejmują już pierwsze decyzje związane z tarczą antyrakietową
Ruszyły już projekty związane z inwestycjami rządowymi w regionie słupskim. Chodzi o inwestycje, które sfinansuje tu rząd, w ramach rekompensaty za instalację w podsłupskim Redzikowie amerykańskiej tarczy antyrakietowej.
Wczoraj rano do wojewody pomorskiego w Gdańsku trafiły pierwsze projekty dotyczące przekształceń dróg wojewódzkich na drogi krajowe.
Chodzi m.in. o ulicę Portową, Bałtycką, Mikołaja Kopernika, Henryka Sienkiewicza i Anny Łajming w Słupsku, drogę dojazdową do Ustki oraz ulice Słupską i Westerplatte w Ustce. Po podjęciu uchwał przez rady miejskie poszczególnych miast drogi te znajdą się pod pełną opieką rządu, co oznacza, że ich ewentualne modernizacje i remonty nie będą finansowane z lokalnych funduszy. Zresztą, jak się okazuje, inwestycje drogowe to priorytety, na których skupia się rząd.
- Rozumiemy, że w momencie kiedy region został pozbawiony pomysłu na lotnisko, potrzebna jest szybka i sprawna komunikacja - mówił podczas piątkowej debaty z mieszkańcami Słupska Donald Tusk, premier RP. - Również Amerykanie sugerowali nam, że sprawy komunikacyjne, zarówno z Trójmiastem, jak i z portem morskim w Ustce, mają dla nich duże znaczenie. Dlatego jak najszybciej będą podejmowane dzałania mające doprowadzić do remontów i modernizacji tych dróg.
Okazuje się jednak, że samo wpisanie tych dróg do krajowego rejestru nie powoduje, że poprawi się ich standard.
- Jedyne, co się zmieni, to jakość i częstość zimowego odśnieżania - mówi Artur Mrugasiewicz z biura prasowego Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Warszawie. - Co do samych remontów, to najpierw musimy ocenić, czy stan tych dróg jest na tyle zły, że trzeba je modernizować. Lista takich bieżących modernizacji jest uchwalana raz w roku.
Ponadto przyspieszona została budowa południowej obwodnicy Słupska (prace zaczną się już 10 września). Szybciej niż pierwotnie planowano powstanie również tzw. trasa kaszubska, łącząca Słupsk z Gdańskiem (pierwotnie budowa drogi była planowana dopiero w 2020 roku, według nowych zapowiedzi - budowa ma się rozpocząć w 2013 roku). To jednak nie koniec prac. Już w czwartek w Pomorskim Urzędzie Marszałkowskim odbędzie się spotkanie, na którym przedstawiciele Pomorskiej Agencji Rozwoju Regionalnego ze Słupska, zarządzający Słupską Specjalną Strefą Ekonomiczną, przedstawią pomysły związane z uzbrojeniem części strefy znajdującej się właśnie w Redzikowie. Zarządzający strefą chcieliby, aby powstał tu inkubator technologiczny oraz specjalne miejsce dla firm zbrojeniowych.
Hubert Bierndgarski - POLSKA Dziennik Bałtycki
Cytat: Atomowe plany Pomorza
Katarzyna Włodkowska
Władze województwa chcą mieć elektrownię jądrową. Marszałek Jan Kozłowski pisze w tej sprawie do premiera
- Czas poważnie zająć się w Polsce bezpieczeństwem energetycznym - tłumaczy inicjatywę Małgorzata Pisarewicz, rzecznik marszałka. - Nasza energetyka opiera się przede wszystkim na węglu kamiennym i brunatnym oraz - dostarczanych z zewnątrz - ropie i gazie. Musimy poszukiwać alternatywnych rozwiązań. I to z różnych przyczyn - ekonomicznych, politycznych, związanych z ochroną środowiska. Nasz kraj w ciągu siedmiu lat może zacząć odczuwać brak energii.
Według danych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, na świecie eksploatowanych jest 439 reaktorów energetycznych. 35 kolejnych jest w budowie. Kraje, które w nie inwestują, to m.in. Bułgaria, Rumunia, Finlandia i Szwajcaria.
- Polski rząd również rozważa taką inwestycję, a pomorską lokalizacją zainteresowanych jest wiele międzynarodowych koncernów - dodaje Włodzimierz Szordykowski, szef departamentu rozwoju gospodarczego Urzędu Marszałkowskiego. - Tylko nasze województwo importuje 70 proc. energii, bo nie jesteśmy w stanie wydobyć z własnych źródeł więcej jak 30 proc. A wytwarzanie energii elektrycznej z paliwa jądrowego jest najtańsze i ekologiczne.
By na Pomorzu powstała elektrownia jądrowa, zgodę musi wyrazić rząd. Dlatego marszałek szykuje list, który trafi na biurko premiera Donalda Tuska w przyszłym tygodniu. Potem samorząd województwa będzie musiał wpisać inwestycję do regionalnej strategii rozwoju energetyki.
O terminie realizacji Urząd Marszałkowski wypowiada się na razie ostrożnie. Szacuje, że elektrownia byłaby gotowa za 10 lat. Ale już teraz prowadzi konsultacje. W poniedziałek w Pomorskiej Strefie Ekonomicznej marszałek zorganizował debatę z przedsiębiorcami oraz samorządowcami. Potem mają się odbyć konsultacje społeczne, poprzedzone kampanią informacyjną. Wstępny projekt zakłada, że elektrownia powstałaby w rejonie Gniewina, Wejherowa lub Krokowej, a koszt przedsięwzięcia wziąłby na siebie inwestor.
- Polska musi w końcu włączyć się do rozwoju energetyki jądrowej - uważa prof. Andrzej Reński z wydziału elektrotechniki i automatyki Politechniki Gdańskiej. - Realny termin uruchomienia elektrowni to rok 2021-22, a czas ten powinniśmy wykorzystać na przygotowanie się do realizacji tej inwestycji pod względem technicznym i organizacyjnym oraz wyedukowanie społeczeństwa. Energetyka jądrowa ważna jest też w kontekście ochrony środowiska, czyli nadmiaru dwutlenku węgla w atmosferze i konieczności ograniczenia jego emisji do 2020 r.
W 1990 r. polski rząd przerwał podobną inwestycję nad Jeziorem Żarnowieckim - przede wszystkim ze względu na przestarzały projekt, kłopoty finansowe i protesty społeczne, nasilające się od czasu awarii reaktora w Czarnobylu.
- Nie można nawet porównywać technologii wykorzystanej w Czarnobylu do tej stosowanej obecnie - dodaje prof. Reński. - To zupełnie inny poziom techniki - wyższy, a przede wszystkim bezpieczniejszy.
Przeciw elektrowniom jądrowym od lat jest organizacja ekologiczna Greenpeace. - By klimat się poprawił, na świecie musiałoby ich powstać przynajmniej tysiąc - tłumaczą działacze Greenpeace. - Zatem jest to inwestycja nieefektywna, droga, niebezpieczna. Zamiast tego powinniśmy stawiać na odnawialne źródła energii.
12 mld euro
To prawdopodobny koszt budowy elektrowni atomowej