Przykro nam, strona o podanym adresie nie istnieje.

Sprawd, czy wpisae poprawny adres strony, lub skorzystaj z katalogu lub wyszukiwarki.



Copyright 1996 - 2006 Grupa Onet.pl SA - zobacz wszystkie serwisy »

  • Czytasz wiadomości wyszukane dla frazy: agencji Profile PR
  • Walka o kontrakt w PKO BP trwa.

    I jak dla mnie esencja PRu :)
    Podobnie jak przy kontrakcie o samolot dla polskiej armii - firmy i
    obslugujac je agencje PR dwoja sie i troja, zeby dotrzec z przekazem
    do jak najwiekszej licby osob (zwlaszcza decydentow ;)

    Mozemy miec w tym udzial :) a przy okazji dowiedziec sie duzo
    ciekawych rzeczy.

    Firma Sanchez i jej Profile:

    Sumitomo Mitsui Banking Corp. wdrożył scentralizowany system bankowy
    Sanchez Profile w swoim oddziale w Paryżu

    Trzeci największy bank na świecie kontynuuje strategię technologicznej
    wymiany systemu bankowego. Profile został zainstalowany w Paryżu po
    sukcesach wymiany systemu w Nowym Jorku, Londynie, Brukseli i Los
    Angeles.
    http://prnews.pl/html.php/display?article=2711

     

    Jak dobrze wynagrodzić grafika?

    Cytat: Wiesz jeśli mówisz o szkicu dla klienta do przetargu to trochę inna sprawa. Ale ja osobiście nigdy nie zgadzam się na coś takiego. Szkic bowiem każe zazwyczaj wielu rzeczy się domyślać, a niestety klienci domyślni nie są i różnie sobie interpretują. Dlatego projekt powinien być ukończony, choć oczywiście zakładać może jakieś ew. zmiany.



    Agencja PR ma taki profil działalności, że grafika nie odgrywa aż tak wielkiej roli jak w agencjach reklamowych. Nie zdarza się, że klient zamawia u nas np. tylko i wyłącznie kompletną stronę internetową a zwykle chce projekt identyfikacji wizualnej lub nawet całą strategię komunikacji. Dostaje wtedy logo ( a nie kompletną księgę znaku z wszystkimi wariacjami ), dostaje szkic strony głównej a nie kompletną witrynę z podstronami. PR to cała gama innych usług poza samą grafiką, a własnie ta grafika kosztuje nas w zgłoszeniu do przetargu najwięcej. Ale zbaczamy troszkę z tematu w filozoficzne rozważania... pytam raczej o praktyczne rozwiązania i realia rynku

    Agencja Reklamowa! Pomożcie coś wymyślić:)

    Przede wszystkim wykreśl ze swojego słownictwa , sposobu myślenia, komunikacji agencja reklamowa.

    Wiem że to niełatwe, ale pytasz o radę.

    Wprawdzie profil twojej obecnej działalności strikte wiąże się z tym terminem ... ale , prawdopodobnie już jutro staniesz się kreatorem, twórcą pomysłów na promowanie twoich klientów. Niech idea twoich prac kojarzy im się z PR-em a nie reklamą.

    Masz rację , to co teraz wymyślisz będzie się ciągneło za tobą dosyć długo.

    ZaPRoś ją na kawę!

    Witam,
    zapraszam na piąte i ostatnie przed wakacyjną przerwą spotkanie z cyklu "PR przy kawie".

    We wtorek 16 czerwca o 17:30 rozmawiać będziemy wyjątkowo nie z jednym, lecz z dwoma gośćmi. Będą to Marcin Tutaj i Marcin Młodożeniec z katowickiej agencji PRIME PR. Tematem spotkania będzie tym razem PR terytorialny. Panowie pokażą prezentację pt. "Śląskiego grzech pierworodny - rola PR we wdrażaniu kampanii promujących region". Czy można zmienić niekorzystny wizerunek naszego województwa? Co można zrobić, by dobrze promować markę "śląskie"? Na te i inne pytania postarają się odpowiedzieć nasi goście.

    Tradycyjnie już spotykamy się w kawiarni Tratata przy Teatrze Rozrywki w Chorzowie (ul. M. Konopnickiej 1).

    WSTĘP WOLNY! Kawa gratis

    ZAPRASZAMY na naszą stronę www.prprzykawie.pl, gdzie znajdują się relacje i zdjęcia z poprzednich spotkań.

    W miarę możliwości proszę o potwierdzenie przybycia na ten profil lub na email daria.erazmus@wp.pl

    Partnerzy:

    Kawiarnia teatralna TRatata przy Teatrze Rozrywki w Chorzowie

    Mensa - wykwintny catering
    www.mensa.com.pl

    Organizatorem cyklu spotkań jest Europejskie Forum Studentów AEGEE
    Katowice
    www.aegeekatowice.org/

    Pozdrawiam
    Daria Erazmus
    Koordynatorka projektu

     

    Newsy 2008

    b]Mostostal opuści Wrocław?

    Teren, na którym znajduje się wrocławski Mostostal - na Tarnogaju, przy ulicy Klimasa - już może być przeznaczony pod budownictwo mieszkaniowe. Właściciele firmy z Grupy Kapitałowej FAM, po tej zmianie, rozważają przeniesienie produkcji w inne miejsce i sprzedaż terenu.
    Aneta Humska z agencji PR obsługującej FAM dodaje jednak, że na razie nie podjęto żadnych kroków w tej sprawie.[/b]

    - Najpierw FAM musi przejąć jakąś spółkę o podobnym profilu działalności i potem przenieść do niej produkcję Mostostalu - mówi Aneta Humska. - Takiego przejęcia jeszcze nie było.
    - Uzyskaliśmy zapewnienie, że w tym roku na pewno nie będzie przeprowadzki - mówi Stanisław Pankanin, przewodniczący Solidarności w Mostostalu.
    - Pracownikom powiedziano, że jeżeli zakład będzie przeniesiony, to w niedalekie sąsiedztwo wrocławskiej aglomeracji - mówi Kazimierz Kimso, wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Dolny Śląsk NSZZ Solidarność.

    Stanisław Pankanin ma wątpliwości, czy załoga będzie zadowolona z przeprowadzki.
    - Część ludzi pochodzi spoza Wrocławia - mówi Pankanin. - Dojazdy mogą być uciążliwe, zwłaszcza że często pracujemy na drugiej zmianie.
    We wrześniu 2007 roku szefowie FAM-u oficjalnie przedstawili strategię tej grupy kapitałowej.
    Wtedy to właśnie stwierdzono, że nieruchomość Mostostalu jest jednym z bardziej atrakcyjnych aktywów grupy FAM. Dodano, że spółka oczekuje na decyzję władz Wrocławia dotyczącą możliwości wykorzystania terenu na cele mieszkaniowe.

    Szefowie FAM-u poinformowali wtedy, że teren o powierzchni 3,3 hektara i o wartości księgowej ok. 7 mln zł wyceniany jest na ok. 20 mln złotych. Przewidywano, że po zmianie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego wartość ta jeszcze wzrośnie.
    Bardziej ostrożny w szacowaniu wartości tego gruntu jest Leszek Michniak, prezes Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości.

    - Moim zdaniem taki teren powinien być wart około 200 złotych za metr kwadratowy - mówi Leszek Michniak. - Musimy pamiętać, że przy większych powierzchniach cena za metr kwadratowy się obniża. Ewentualny deweloper będzie też musiał ponieść koszty przystosowania go do zabudowy. Poza tym ten teren nie jest zbyt atrakcyjny dla budownictwa mieszkaniowego.
    Przy założeniu, że cena za metr kwadratowy wyniesie 200 złotych, cała działka kosztowałaby 6,6 mln złotych. Jednak właściciele FAM-u z pewnością liczą na wiele więcej.

    Ryszard Żabiński - POLSKA Gazeta Wrocławska

    http://wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/839956.html

    Jak dobrze wynagrodzić grafika?

    Cytat: mienta napisał(a): Wiesz jeśli mówisz o szkicu dla klienta do przetargu to trochę inna sprawa. Ale ja osobiście nigdy nie zgadzam się na coś takiego. Szkic bowiem każe zazwyczaj wielu rzeczy się domyślać, a niestety klienci domyślni nie są i różnie sobie interpretują. Dlatego projekt powinien być ukończony, choć oczywiście zakładać może jakieś ew. zmiany.



    Agencja PR ma taki profil działalności, że grafika nie odgrywa aż tak wielkiej roli jak w agencjach reklamowych. Nie zdarza się, że klient zamawia u nas np. tylko i wyłącznie kompletną stronę internetową a zwykle chce projekt identyfikacji wizualnej lub nawet całą strategię komunikacji. Dostaje wtedy logo ( a nie kompletną księgę znaku z wszystkimi wariacjami ), dostaje szkic strony głównej a nie kompletną witrynę z podstronami. PR to cała gama innych usług poza samą grafiką, a własnie ta grafika kosztuje nas w zgłoszeniu do przetargu najwięcej. Ale zbaczamy troszkę z tematu w filozoficzne rozważania... pytam raczej o praktyczne rozwiązania i realia rynku

    Możliwe, że po prostu mijamy się rozumieniu "szkicu". Dla mnie szkic, to coś mocno wstępnego, nie wykończonego, zawierającego jedynie jakiś pomysł. Realizacja to niekoniecznie wszystkie podstrony, czasem nawet i strona główna ale wykończona tip top tak jakby ew. klient dostał ją jeśli nie wprowadzi żadnych zmian. Bez mówienia "tu grafik wstawił szary prostokąt bo tu może być jakiś panel ale nie ma bo to szkic". Tak samo logo. Szkic to dla mnie jest na kartce w tym wypadku ew. wstępne przeniesienie na krzywe, ale jeszcze trochę koślawe. Wersja skończona to niekoniecznie księga ale już na pewno wersja w kolorze + b&w i na różnych wersjach tła - dzięki temu łatwiej klientowi wybrać i unika się problemu, że grafik zrobi coś czego później nie da się wykorzystać w praktyce.

    No ale nie wymuszam przyjęcia mojej definicji :)

    mini folio / suckmyipod / playingdaily / notatki

    Warsztaty e-marketingu: E-marketing TRENDY

    E-marketing, TRENDY 21 czerwiec 2007, Warszawa. Szkolenie odbywa się w godzinach 9:00-17:00

    Program szkolenia obejmuje nastepujące zagadnienia:

    1. Witryna internetowa – podstawa e-marketing'u

    * Rodzaje serwisów internetowych
    * Zasady konstruowania dobrego serwisu internetowego
    * Funkcje realizowane przez witrynę
    * Kluczowe czynniki sukcesu: treść, nawigacja, projekt graficzny, mechanizmy i moduły
    * Content Management System – co to jest i jak go wybrać?
    * Etapy realizacji projektów WWW - kluczowe fazy
    * Najlepsze i najgorsze praktyki z rynku
    * Case studies

    2. Intranet i Extranet w służbie e-marketing'u

    * Wykorzystanie sieci intranetowej do działań e-marketingowych oraz komunikacji wewnętrznej
    * Extranet - platforma komunikacji z partnerami w sieci
    * Case studies

    3. Reklama internetowa

    * Rodzaje i formy reklamy internetowej
    * Zasady budowy reklam interaktywnych
    * Metody pomiaru efektywności kampanii reklamowych w Internecie
    * Jak przygotować i przeprowadzić kampanię reklamową on-line
    * Case studies

    4. Badania marketingowe w sieci

    * Internet na tle innych mediów i profil użytkowników sieci
    * Sposoby pomiaru efektywności projektów internetowych
    * Narzędzia i systemy monitoringu działań w sieci
    * Analiza i interpretacja wyników badań
    * Case studies

    5. Internet PR

    * Typy projektów Internet PR
    * Narzędzia budowania wizerunku w sieci
    * Media relations w Internecie
    * Sytuacje kryzysowe i jak nimi zarządzać
    * Case studies

    6. Społeczności internetowe i Web 2.0

    * Zjawisko i znaczenie wirtualnych społeczności dla biznesu
    * Praktyczne zastosowanie społeczności w biznesie
    * Liderzy opinii - znaczenie, identyfikacja, jak ich wykorzystać?
    * Idea Web 2.0
    * Case studies

    7. Współpraca z agencją interaktywną

    * Rynek agencji interaktywnych
    * Jak napisać Brief dla agencji?
    * Jak wybrać odpowiednią agencje?
    * Zasada pracy z agencją interaktywną

    więcej: http://www.szkoleniait.com/szkolenie-e-marketing-trendy.html

    Podstawy Marketingu (egzam)

    Mam test od qmpla z rocznika wyzej:

    1.Pozycjonowanie produktu to :
    - ocena walorow produktu
    - opracowanie oddzielnych produktow, jakie powinien on posiadac
    - tworzenie zamierzonego wizerunku produktu wśród nabywcow
    2. segmentacja rynku to :
    - podzial rynku wg okreslonego kryterium na jednorodne grupy klientow
    - wybor rynku celowego
    - rodzaj testu rynkowego
    - ustalenie konkurentow i wynikajacych stad zagrozen
    3. public relation to :
    - forma reklamy
    - instrument mixu promocji
    - bezplatna sprzedaz probek towarow
    - kreowanie w spoleczenstwei pozytywnego wyobrazenia o firmie i jej dzialalnosci
    4. karta stalego klienta to :
    - forma promocji konsumenckiej
    - forma promocji sprzedazy
    - forma promocji detalicznej
    - forma promocji reklamy
    5. udzelenie rabotu jest możliwe gdy
    - klient placi gotowka
    - klient kupuje okreslona przez sprzedawce ilosc towarow
    - wystepuje sezonowa wyprzedaz towaru
    - sprzedawca uzna to za celowe
    6. Strategia wysokiej wartosci to (jakosci) :
    - wysoka jakosc produktu za wysoka cene
    - wysoka jakosc produktu za srednia cene
    - srednia jakosc produktu za wysoka cene
    - oferowanie produktu o najwyzszej wartosci za max cene
    7. Organizacja konferencji prasowej to :
    - forma dzialan typu PR
    - forma reklamy
    - forma promocji sprzedazy
    - forma dzialan sponsoringowych
    8. Dystrybucja selektywna to :
    - kanal zapewniajacy dotarcie do max liczby klientow
    - kanal o niewielkiej liczbie posrednikow dla towarow luksusowych
    - kanal charakteryzujacy się starannie wybranba liczba posrednikow
    - kanal o najwiekszej liczbie posrednikow
    9. GRP to : (iloczyn zasiegu i czestotliwosci)
    - miara intensywnosci reklamy
    - iloczyn zasiegu reklamy i jej czestotliwosci
    - mniara skutecznosci reklamy
    - wskaznik dotarcia do tysiaca odbiorcow
    10. grupa odniesienia jest cztynnikiem okreslajacym profil
    - demograficzno-ekonomiczny konsumenta
    - psychologiczny konsumentow
    - spoleczny
    - osobowosciowy
    11. Produkty wybieralne to
    - towary trwalego uzytku
    - towary znacznej wartosci
    - towary nabywane pod wplywem impulsu, emocji
    - towary podstawowe kupowane najczesciej w sklepach samoobslugowych
    12. Tak zwany „brief” to :
    - prezentacja agencji reklamowej informacji o produkcie i firmie
    - wysylanei poczta listow rekalmowych do klientow
    - wysylanie probek towarow do klientow
    - dostarczanie do domow prasy reklamowej

    [ Dodano: 2008-02-06, 17:59 ]

    Zawodowe marzenie

    Chciałabym być doradcą komunikacyjnym przy zarządzie lub mieć własną firmę o takim profilu. W ostateczności agencję PR full service, choć to oznacza zajmowanie się mydłem i powidłem a ja wolę tą poważniejszą stronę komunikacji.

    Kosmiczny marketing?

    Mam profil na Goldenline.pl i dostalem kilka dni temu oferte pracy od firmy IQ Marketing a w zasadzie jej oddzialu AtomClick jako "flash developer/3d animator i bla bla bla". Stron nie podaje po co nabijac im odwiedzin. Zastanawia mnie ich chwyt a w zasadzie cos to uprawiaja, mianowicie "Marketing Kosmiczny". Tak mnie intryguje ta teoria ze az postanowilem załozyc temat. Moze sie nie znam, ale ta nazwa i teoria jest dla mnie jakas smieszna. Jesli to jest jakies globalne pojecie marketingu to mnie oswieccie, ponizej zostawiam tekst tej firmy wyjasniajacy co to niby jest...
    Cytat:Kończy się era podziału na ATL, BTL i PR. Dla nas tak naprawdę nigdy nie istniała. Istotą marketingu jest osiąganie celów biznesowych naszych klientów i ich marek.

    Marketing Kosmiczny 360 stopni jest jak teoria wielkiego wybuchu. Wszystko zaczyna się w pewnym miejscu, w pewnym czasie. Materia to marka, cel to kierunek działań, budżet to energia, a przestrzeń kosmiczna to rynek. Wybuch może być duży lub mały, najważniejsze jednak jest to, aby nasza materia została uwolniona we właściwym kierunku i osiągnęła odpowiednie miejsce w przestrzeni.

    Niektórzy ludzie mówiąc o marketingu 360 stopni ilustrują go symbolem koła. Dla nas to raczej trójwymiarowa bryła, która formuje się w efekcie kontrolowanego wybuchu i rozprzestrzenia z taką prędkością i do takich rozmiarów jak potrzeba.

    Czy można uprawiać Marketing Kosmiczny?

    Dlaczego nie, przecież można uprawiać biznes globalny. Wszystko jest kwestią punktu widzenia. Lokalna polska firma, bez aspiracji międzynarodowych powie, że lepiej być specjalistą w Polsce, niż przeciętniakiem na świecie, agencja eventowa powie, że lepiej być specjalistą w eventach niż przeciętniakiem w marketing services. dopóki nie stwierdzą, że aby się rozwijać muszą zmienić punkt widzenia.

    Dla naszej agencji, marketing zawsze oznaczał podejście 360 stopni, dlatego Marketing Kosmiczny jest nam tak bliski. Od wielu lat konsekwentnie inwestujemy we wszechstronność, która pozwala nam planować i realizować wybuchy kontrolowane
    w różnych częściach przestrzeni.

    Opowiedz nam coś o swojej marce i przestrzeni, w której się znajdujesz. Powiedz jaki masz cel i ile masz energii. Pozwól nam zaprojektować wybuch.



    PS. Jak ktos jest zainteesowany aplikowaniem moge dane firmy udostepnic.. na PW.

    [Promocja] Teledysk Danzela

    Cytat:Teledysk Danzela to obietnica bez pokrycia

    Promocja miasta przez wykonawcę dyskotekowego zawiera obietnicę, że to miejsce dobrej rozrywki. Jeśli goście nie znajdą tu tego, czego oczekiwali, to nie będzie to promocyjnym strzałem w dziesiątkę, a strzałem w nogę - oceniają specjaliści PR.

    Czy zdecydowalibyście się wydać 40 tys. zł na teledysk Danzela kręcony na ulicach waszego miasta? - zapytaliśmy osoby odpowiedzialne za promocję w kilku wojewódzkich miastach. - A kto to jest Danzel? - słyszeliśmy za każdym razem. Rzeszów w ramach promocji sfinansował teledysk belgijskiego wykonawcy muzyki dance, który realizowany był na tle widoków miasta.

    Tłumacząc się nieznajomością wykonawcy, większość szefów promocji unikała odpowiedzi na nasze pytanie. Pozostali zgodnie podkreślają, że trafność decyzji rzeszowskich urzędników zależy wyłącznie od tego, czy wpisuje się ona w strategię promocji realizowaną przez miasto.

    Problem polega na tym, że Rzeszów takiej strategii nie ma. - Do tej pory nie mieliśmy strategii promocji miasta - przyznaje Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta. Dopiero kilka dni agencja reklamy przekazała dokument zawierający założenia, na których ma zostać oparta promocja miasta. Na razie jednak urzędnicy się z nim zapoznają.

    - Nie wiem, kim jest Danzel i dla kogo śpiewa. Wszystko zależy od tego, na kogo ukierunkowana jest strategia promocji Rzeszowa. Jeśli na takich samych odbiorców, jakich ma Danzel - to w porządku. Jeśli Kraków miałby promować się w teledysku, musiałaby być to gwiazda z najwyższej światowej półki. Za taką promocję zapłaciłabym wszystkie pieniądze, ale pod jednym warunkiem: że widz nie miałby żadnych wątpliwości, że artysta ten jest właśnie w Krakowie. Nie wydaje mi się, aby wystarczył napis na witaczu - bo skąd obcokrajowiec miałby wiedzieć, co to w ogóle jest - mówi Izabela Helbin, dyrektorka Biura Promocji i Marketingu w Krakowie. - W promocji miasta nie można podejmować działań partyzanckich, trzeba mieć strategię. Pojedyncze działania, robione ad hoc, nie przyniosą efektu - dodaje.

    Celina Skrobisz, zastępczyni dyrektora Biura Promocji i Informacji w Szczecinie, uważa, że 40 tys. zł to kwota niewygórowana, ale też nieszczególnie niska. - Możliwe są działania promocyjne o wielkiej sile oddziaływania za znikome środki finansowe, jak np. umieszczenie ciekawego profilu miasta w portalu Nasza-klasa - podpowiada.

    - Jeśli Rzeszów kieruje promocję do takiego targetu intelektualnego, do jakiego skierowana jest muzyka Danzela - to taki teledysk jest strzałem w dziesiątkę, ale jeśli to jednorazowa akcja, niepoparta dalszymi działaniami - to strzał w nogę - ocenia Sebastian Łuczak, prezes Polskiego Stowarzyszenia Public Relations, dyrektor Eskadra Publica, agencji PR.

    Co ma na myśli, mówiąc o dalszych działaniach? - Chodzi o to, aby Rzeszów poprzez promocję teledyskiem nie składał obietnic bez pokrycia. A teledysk wykonawcy dyskotekowego zawiera obietnicę, że w Rzeszowie jest dyskotekowo. Teledysk może więc okazać się strzałem w nogę, nawet jeśli uda się zachęcić młodych ludzi do przyjazdu do Rzeszowa, ale nie znajdą tu żadnej ciekawej oferty, nie odnajdą tego, czego oczekiwali. Sam pomysł teledysku, polegający na tym, że dyskotekowy artysta śpiewa na tle zabytków miasta, jest dość karkołomny. Jeśli chodziło o wygenerowanie skojarzenia z zabytkami i romantyzmem, to ludzie mają już takie skojarzenia z innymi miastami, których Rzeszów - z całym szacunkiem - nie przeskoczy. Jeśli więc miasto kombinowało w tę stronę - to pomysł nie będzie skuteczny. Jeżeli jednak wybór takiej formy promocji polegał na założeniu: niech młodzi tu przyjeżdżają i się bawią, to taki teledysk jest pomysłem świetnym, pod warunkiem, że rzeczywiście znajdą tu ciekawą ofertę i będą mieli gdzie się bawić - podkreśla Łuczak.

    W piątek na stronie internetowej Urzędu Miasta Rzeszowa pojawił się rzeszowski teledysk Danzela. Tuż pod nim jest dział "Kultura", a w nim: "Repertuar w Teatrze Maska".

    Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów



    http://miasta.gazeta.pl/r...z_pokrycia.html

    [Wrocław] Riverview apartamenty

    Tak wygląda oryginalny komunikat agencji PR, dotyczący prac AKME przy tej inwestycji. Nie ma w tym komunikacie ani słowa o 150 metrach:

    Firma AKME zakończyła prace przy Riverview

    Data: 2008-02-20

    Roboty obejmowały teren ok. 4,3 tysięcy metrów kwadratowych. Specjaliści z AKME prowadzili prace ziemne i rozbiórkowe oraz badania archeologiczno - architektoniczne. Poza tym firma wykonała przełożenie podziemnej instalacji oraz zabezpieczyła ściany wykopu ściankami szczelnymi typu Larsen. - To metoda polegająca na umieszczeniu w ziemi stalowych profili za pomocą specjalistycznego sprzętu. Najczęściej wykorzystuje się ją do zabezpieczania wykopów archeologicznych i budowlanych, gdy poziom wody gruntowej jest wyższy niż poziom docelowego dna wykopu - wyjaśnia Andrzej Poddębniak z firmy AKME. - W czasie robót przy ulicy Sikorskiego zastosowaliśmy metodę mieszaną - część profili była wciskana przy pomocy prasy hydraulicznej, a do części zastosowano wibrator nierezonansowy - dodaje.

    W czasie prac archeolodzy natknęli się na ślady osadnictwa z XIII i XIV wieku. - Odkopane przez nas fragmenty naczyń pochodzą z okresu wczesnego średniowiecza. Prawdopodobnie ten teren zamieszkany był przez osadę służebną, która leżała poza granicami miasta, ale ponieważ ziemia była często zalewana przez wodę, nie natknęliśmy się na budynki użyteczności publicznej - mówi Andrzej Wiśniewski, archeolog z firmy AKME. Jednak na obszarze, gdzie prowadzone były badania archeologiczne, udało się znaleźć pozostałości po placach i budynkach fabryczno - magazynowych oraz przeładowani towarów z XIX i początków XX wieku.

    Inwestorem Riverview jest irlandzka firma Pathway Plaza. W skład budowanego kompleksu wejdzie budynek mieszkalno - usługowy oraz nadrzeczna promenada połączona z deptakiem, otoczonym kawiarenkami, restauracjami i sklepami. Autorem projektu jest Pracownia Architektoniczna Maćków z Wrocławia. - Inwestycja powstanie w dawnej portowej dzielnicy Wrocławia. Dzięki niej Przedmieście Mikołajskie odzyska swój dawny blask. Jako wrocławskiej firmie zależy nam szczególnie na rozwoju i wyglądzie miasta - mówi Zdzisław Wiśniewski, właściciel firmy AKME.

    To kolejna inwestycja AKME na terenie Wrocławia. Firma brała już udział w podobnych przedsięwzięciach. Prowadziła prace przy budowie m.in.
    * obiektu hotelowo - apartamentowego przy ulicy Menniczej dla firmy WINGS
    * budynku biurowo - usługowo - mieszkalnego przy ulicy Oławskiej CEE Centrum dla CEE Centrum
    * budynku biurowo - usługowo - mieszkalnego Justin Centre przy ulicy Krawieckiej dla SJM Development
    * centrum Handlowego CH Renoma przy placu Czystym dla DTC REAL ESTATE
    * budynku biurowo - usługowo - mieszkalnego Ogrody Grabiszyńskie przy skrzyżowaniu ulic gen. J. Hallera i Grabiszyńskiej na zlecenie STELLAR POLSKA
    * budynku biurowo - handlowo - usługowo - mieszkaniowego przy placu Bema dla GHELAMCO POLAND

    Więcej informacji
    Ada Kondratowicz
    akondratowicz@profitcomms.pl
    Tel. 502 33 23 58

    ARKSTEEL [ASL]

    Arksteel przejmuje Point Group tylko teoretycznie

    Jedna z najbardziej tajemniczych spółek na rynku medialnym, Platforma Mediowa Point Group wchodzi na giełdę przez fuzję z Arksteelem

    Formalnie giełdowy Arksteel przejmie Platformę Mediową Point Group. Jednak w praktyce, po uwzględnieniu wielkości obu firm, skutkiem ich połączenia będzie przejęcie Arksteelu przez jedną z najbardziej dynamicznych firm na polskim rynku marketingu i reklamy.

    Ratunkowa fuzja
    Arksteel nie prowadzi działalności od lat. Szukał cały czas inwestora. Jeszcze przed wakacjami spółkę chciał przejąć ukraiński Związek Przemysłowy Donbasu i za jej pośrednictwem zamierzał wprowadzić Hutę Częstochowa na parkiet. Jednak w czerwcu tego roku wycofał się. Ratunkiem dla giełdowej spółki okazał się Point Group. Wartość rynkowa Arksteelu, według danych z wtorku, to 19,23 mln zł przy cenie za jeden papier sprzed ogłoszenia fuzji 2,95 zł.

    Point Group podaje, że pierwszej połowie 2006 roku przychody firmy wyniosły ponad 16 mln zł, a zysk brutto przekroczył 4 mln zł. Wyniku netto nie podaje.

    Point Group planował od dawna wejście na giełdę
    Działająca od 1997 Platforma Mediowa Point Group o wejściu na giełdę mówiła już od kilku miesięcy. Jej plany miała uwiarygodnić czerwcowa przeprowadzka do prestiżowego kompleksu biurowców Jerozolimskie Business Park. Wczoraj okazało się, że chcąc ominąć długotrwałe procedury i kontrole związane z giełdowym debiutem, spółka zdecydowała się przejąć inną, zarejestrowaną na giełdzie, firmę. Zresztą Arksteel, który nie prowadzi żadnej działalności operacyjnej, od kilku miesięcy i tak utrzymuje się z pożyczek od Point Group. Uzasadniając decyzję o połączeniu, spółki napisały m.in., że Arksteel chce zmienić profil na bardziej atrakcyjny i odzyskać długoterminową zdolność do regulowania zobowiązań. Komunikat podpisał już jako nowy prezes Arksteelu, szef i założyciel Point Group Michał M. Lisiecki.

    Po połączeniu spółek, majątek Point Group zostanie przeniesiony na Arksteel, a kapitał firmy zostanie podwyższony przez nową emisję akcji. Point Group zniknie z Krajowego Rejestru Sądowego. Połączona firma będzie na razie działać dalej jako Arksteel. Jak poinformowała Agnieszka Dubik, koordynator ds. PR i patronatów w Point Group, procedura połączeniowa zakończy się na przełomie 2006 i 2007 roku.

    Jak mała spółka budowała grupę
    Point Group zaczynał swą działalność od biznesu wydawniczego. Jego pierwszym magazynem było bezpłatne początkowo pismo dla studentów "Dlaczego". Dziś, poza nim, firma wydaje m.in. magazyn kolorowy "The Warsaw Point" rozkładany m.in. w stołecznych pubach i restauracjach. Ma też kierowany do młodzieży portal korba.pl. Od marca tego roku wydawnictwo reaktywowało także młodzieżowymiesięcznik "Machina". Działalność wydawniczą i medialną prowadzi jako Media Point Group.

    Jednocześnie jeszcze pod koniec lat 90. firma zaczęła angażować się w akcje promocyjne kierowane do młodych odbiorców i utworzyła agencję Point Promotion.

    Dziś w skład Platformy Mediowej Point Group wchodzi, prócz gałęzi wydawniczej, pięć innych podmiotów: agencja reklamową BTL Group, Mobile Point Group (tę gałąź stanowi przejęta przez firmę w czerwcu 2005 roku agencja marketingu mobilnego adMobile), Online Point Group, Distribution Point Group i Studio Point Group. Założycielem i właścicielem firmy jest Michał M. Lisiecki.

    O samej spółce niewiele wiadomo. Wydawane przez nią tytuły, jak "Machina", silnie się promują. Wyniki sprzedaży (prócz "Dlaczego") nie są jednak kontrolowane przez Związek Kontroli Dystrybucji Prasy. W pierwszym półroczu "Machina" i "Dlaczego" zarobiły na reklamach ponad 19,2 mln zł (dane cennikowe Expert Monitora). Firma orientuje się teraz jednak głównie na usługi z marketingu mobilnego oraz deklaruje plany wejścia w sektor mediów elektronicznych - radia i telewizji.

    Zapytani przez "RZ'' analitycy nie potrafili nic powiedzieć o żadnej spółce. Arksteel nie jest objęty monitoringiem, ponieważ niewielu inwestorów tą spółką się interesuje. Natomiast Point Group nie był do tej pory zobligowany do informowania o swojej działalności i podawania szczegółowych danych finansowych. Trudno zatem wyrokować, jak giełda zareaguje na fuzję.

    mag, ele, reuters

    --------------------------------------------------------------------------------

    Platforma Mediowa Point Group
    Przychody > 18 MLN ZŁ
    Zysk netto > 1,5 MLN ZŁ
    Zatrudnienie > 120 OSÓB
    dane za 2005 rok

    Arksteel
    Przychody > 106 TYS. ZŁ
    Zysk netto > -134 TYS. ZŁ
    Zatrudnienie > 3 OSOBY
    dane za 2005 rok

    http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... _a_31.html

    Baner za tekst?

    Zgadzam się co do tekstowej Alternatywny dla banerów [zobacz www.cneb.pl/cneb2/alternatywa.php - przyp. moderator], ale w trochę innym wymiarze.

    Autor (Piotr Majewski) zaraz się obruszy cytując Art. 36. p. 3. Ustawy z dnia 26 stycznia 194 r. - Prawo prasowe, ale jednocześnie chciałbym przypomnieć Pana inne publikacje dotyczące PR.
    Zmierzam do tego, że reklama tekstowa jest alternatywą dla reklamy banerowej jako krypto reklama. Jeśli jako alternatywę potraktujemy TEKST np. w ramce z hiperlinkiem i tak wszyscy będą wiedzieć, że to reklama.

    Lepiej jeśli przekaz reklamowy wrzucimy w oryginalny tekst witryny. Wiem, że jest to mało eleganckie, ale jakie skuteczne! Przecież najlepszą formą reklamy jest krypto reklama. Z drugiej strony jest to bardzo trudne zadanie, ponieważ wymaga opracowania tekstu do treści konkretnej witryny, a nie zawsze można polegać na „umiejętnościach pisarskich” autora strony.

    Jeśli już chcemy mówić o reklamie banerowej i jej skuteczności lub nie...
    Wciąż nie wykorzystany element marketingu to sponsoring. Aż dziw bierze, że firmy z tego nie korzystają?

    I kolejna rzecz. Zgadzam się, z opinią, że czym większa reklama tym bardziej irytująca. Ale musze podkreślić, że często się na reklamę łapię. Np. podoba mi się rozwiązanie wyświetlania reklam pionowych w jednym z systemów statystyk. Reklama podąża za przewijanym paskiem, będąc zawsze na wierzchu.

    Nie zgodzę się jednak z autorem co do: „Paradoksalnie wyróżnianie się reklam ułatwia ich pomijanie. Na swoim przykładzie widzę to najlepiej. Z czasem wypracowałem sobie zdolność nie widzenia bannerów. Niezależnie od tego jak bardzo migają - ja ich nie widzę. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie nawet jednego bannera, który pojawił się ostatnio przed moimi oczami. „ Otóż panie Piotrze...Pan nie musi pamiętać teraz tej reklamy, nikt do tego Pana nie zmusza. Ale ona ma zapaść panu tak głęboko w pamięci, że robiąc zakupy do koszyka wrzuci Pan Pepsi, a nie Coca-Colę.

    O tej zasadzie zdaje się zapominają agencje reklamowe i ich klienci. Zawsze porównywałem reklamę banerową w internecie z reklamą bilboardową na ulicy. Efekt jest ten sam. Internet daje dodatkowo ruch (uliczny neon) i to czego nie daje nawet TV czyli wejście na stronę www i poznanie szczegółów, natychmiastowy zakup, wzięcie udziału w konkursie.
    Tymczasem niedouczeni specjaliści od reklamy za najważniejsze kryterium podają liczbę kliknięć, mówiąc, ze pozostałe efekty są nie mierzalne. A czy efekty reklamy plakatowej są mierzalne? No więc o co chodzi?

    Zastanawiał mnie fakt, dlaczego w Polsce tak źle rozwija się reklama internetowa. I przypomniałem sobie historię z przed lat (tekst z Aida-Media – nie wiem czy ten miesięcznik jeszcze się ukazuje). Opisano w niej dlaczego DUZE AGENCJE REKLAMY a dokładniej domy medialne nie są zainteresowane reklamą w lokalnych, regionalnych mediach. Odpowiedź była prosta. Rozliczane są z efektów a nie kosztów i efektów. Łatwiej jest wrzucić reklamę do dwóch, trzech programów TV zamiast siedzieć nad budowaniem media planu w kilku stacjach telewizyjnych w całym kraju, czy kilkunastu stacjach radiowych. To, że reklama regionalna byłaby o 50 procent tańsza przy tej samej skuteczności co reklama w TV 1 przed prognozą pogody, to już nikogo nie interesuje. To są pieniądze klienta. BA!!! Czym więcej zapłaci tym lepiej bo my żyjemy z prowizji.

    Tak samo jest w internecie.

    Po pierwsze mało komu chce się ten internet wykorzystać w akcjach reklamowych, a jeśli nawet (najczęściej życzy tego sobie klient, bo z agencji reklamy nikt na to nie wpadnie) to niech będzie Onet, Interia i WP.
    Tymczasem znalezienie kilkunastu (może kilkudziesięciu) interesujących (profil itp.) witryn internetowych i zaproponowanie ich autorom całoroczny sponsoring za miejsce na reklamę mogłoby dać porównywalne efekty. Ale komu się chce?

    LOBBYING

    Lobbing - uczciwy zawód czy prywata i łapówkarstwo?

    Działalność lobbystyczna w Polsce kojarzy się wyłącznie źle: z prywatą, łapówkarstwem i aferami. Taki wizerunek podtrzymują nie tylko media, które o lobbingu mówią najczęściej w kontekście politycznych afer, ale też sami lobbyści, którzy w sprawie regulacji prawnej swojej działalności umywają ręce.

    Marek Dochnal, który w ostatnim czasie stał się najsłynniejszym „lobbystą” Polski dla środowiska, jest antywzorem, ewidentnie robiącym mu czarny PR. Nikt z profesjonalnych lobbystów nie uważa go za przedstawiciela tej branży, ale zwyczajnie za aferzystę i człowieka załatwiającego własne podejrzane interesy. Dochnal łamał wszelkie zasady działania lobbysty, łącznie z tą, która mówi, że lobbysta zawsze pozostaje w cieniu. Uwielbiał rozgłos, jego zaś uwielbiali choćby pracownicy restauracji w całej Polsce, w których organizował wystawne bankiety dla swoich kontrahentów. Po udanym wieczorze każdy, od kuchcika po kierownika sali, mógł liczyć na kilkusetzłotowy, wręczany osobiście napiwek. Spotkania w knajpach to dla zwyczajnego lobbysty raczej konieczność niż forma wywarcia presji. Nikt nie oczekuje, że jednym obiadem z jedną osobą można przeforsować jakąś zmianę prawną.
    — Dostrzeganie w płaceniu za obiad znamion korupcji to zła wola albo zwykła niewiedza — uważa Arkadiusz Protas. — Posiłek to dobra okazja do spokojnej rozmowy z politykiem, który jest zazwyczaj człowiekiem mocno zajętym.

    Zresztą polityk czy urzędnik może zapłacić za siebie, jeżeli ma jakieś etyczne dylematy. Regulacja prawna instytucji lobbingu rozwiązałaby i tę kwestię, każąc posłowi po prostu zaznaczyć, że takie spotkanie miało miejsce.

    Oczywiście za pomocą ustawy nie da się uregulować wszystkiego. Można się pytać, czy granicą uczciwości jest obiad w restauracji, czy może wędkowanie na Mazurach, bo raczej nie fundowane wakacje na Karaibach. Z tym problem próbowano sobie poradzić już przy okazji obowiązku składania oświadczeń o korzyściach majątkowych, a i tak wciąż nie udało się wyeliminować patologii. Bo w gruncie rzeczy wszystko tu zależy od posłów i urzędników oraz od ich uczciwości.

    Skład komisji nadzwyczajnej ds. działalności lobbingowej wygląda imponująco. Mamy tu i Andrzeja Aumillera (UP) i Andrzeja Celińskiego (SdPl), członków komisji orlenowskiej, i Wiesława Kaczmarka, byłego ministra Skarbu Państwa, i Ludwika Dorna, czołowego czyściciela PiS-u. Te nazwiska mogłyby sugerować, że sprawę traktuje się nadzwyczaj poważnie. Niestety, oprócz Celińskiego, który był na jednym posiedzeniu roboczym, żaden z ww. posłów nie uczestniczył dotąd w pracach komisji.
    — O tym, jak zły jest klimat wokół lobbingu, świadczy fakt, że ustawę przygotowywało MSWiA. Resort zabrał się do prac nad ustawą o lobbingu w ramach programu i pod hasłem walki z korupcją. Oznacza to, że jest nastawione na penalizację, a nie na ucywilizowanie tak ważnego instrumentu wpływu obywateli na władzę, jakim może być lobbing, dający równe szanse wszystkim zainteresowanym, a nie tylko „swoim”. Samo to wystarczy, by zauważyć, iż w polskim życiu publicznym lobbing uważany jest za działalność organicznie związaną z łamaniem prawa lub przynajmniej na pograniczu prawa — mówi Witold Michałek, współwłaściciel firmy doradczej i lobbingowej Unilob.

    W podobnym tonie wypowiada się poseł Marek Zagórski:
    — Ustawa jest raczej reakcją na powszechne łapownictwo, a nie stara się wyodrębnić działalności lobbingowej jako legalnej formy wpływania na kształt prawa.

    Długi okres prac nad ustawą lobbingową może wynikać również z tego, że w tym akurat przypadku lobbyści są wyjątkowo mało aktywni. W posiedzeniach komisji nadzwyczajnej bierze udział tylko jeden przedstawiciel środowiska, Arkadiusz Protas, akurat w tym przypadku reprezentujący Business Centre Club, choć prowadzi poza tym własną działalność lobbingową. Środowisko BCC obok Stowarzyszenia Profesjonalnych Lobbystów w Polsce to najbardziej zainteresowane dobrymi regulacjami prawnymi podmioty. Często słychać, że wielu lobbystom, szczególnie tym działającym bez otwartej przyłbicy, nie zależy wcale na jakichkolwiek regulacjach prawnych, bo to w naturalny sposób ograniczałoby ich skuteczność.
    — Jeżeli ktoś chce pozostać niezauważonym, to będzie przeciwko projektowi i w ogóle dyskusji na ten temat — uważa Protas.

    W komisjach parlamentarnych osób, które przyznają się do uprawiania zawodu, pojawia stosunkowo niewiele. Często ukrytymi lobbystami są kancelarie prawnicze, firmy konsultingowe oraz agencje PR. Na posiedzeniach komisji pojawiają się w roli ekspertów lub doradców, i to o dziwo działających jako eksperci partii oraz poszczególnych posłów, a nie reprezentanci strony trzeciej. To powoduje, że układ sił nie jest do końca czytelny, a proces stanowienia prawa — obarczony piętnem partykularyzmu.

    Zdaniem Witolda Michałka, nie ma interesu ogólnospołecznego; zawsze jest interes jakiejś grupy społecznej. Natomiast działania lobbystyczne mogą pełnić społecznie użyteczne funkcje:
    — Prawem obywatela jest nie tylko zagłosować raz na cztery lata, ale też permanentnie dostarczać informacje potrzebne do podejmowania racjonalnych decyzji. Nasza rola w tym procesie to rola pośredników w przekazywaniu informacji — broni lobbystów Michałek. Firmy lobbingowe, które otwarcie przyznają się do prowadzenia takiej działalności, zabiegają o to, żeby bez żadnych przeszkód i obostrzeń móc działać jako reprezentanci konkretnych grup interesu. Do tego potrzebna jest jednak nie tylko regulacja prawna, ale i psychologiczna zmiana nastawienia. Póki co, otwarcie działający lobbyści padają ofiarą niedomówień i pogłosek, spraw nagłaśnianych w mediach, ale przede wszystkim niezrozumienia ich roli przez samych parlamentarzystów. Doświadczenia ostatnich 3 lat stworzyły sytuację, którą można określić jako kwadraturę koła; lobbing z góry uznawany jest za coś nieetycznego, więc wszelkie działania postrzegane są jako obarczone co najmniej dwuznacznością.
    — Dopóki nie oczyści się atmosfery, niejasności pozostaną, więc pozostaną i podejrzenia. Chcemy oswoić opinię publiczną z instytucją lobbingu — mówi Arkadiusz Protas.

    Definicja działalności lobbingowej proponowana w polskim ustawodawstwie prowadzić może do absurdu — do tego, że każdy zamierzający wyrazić swoją opinię wobec władzy publicznej będzie musiał wpisać się wcześniej do rejestru podmiotów prowadzących działalność lobbingową. Jak piszą analitycy BCC: „Idąc tym tropem do rejestru musieliby wpisywać się m.in. dziennikarze, których jednym z celów działania jest niewątpliwie wpływanie na organy władzy publicznej. Do rejestru musieliby wpisać się także uprawiający tzw. „lobbing kowbojski”, czyli organizatorzy strajków i blokad dróg, gdyż oni także starają się wywierać wpływ na organy władzy państwowej.”

    Na dobrą sprawę przez kilkanaście lat transformacji w Polsce nie dorobiliśmy się jeszcze definicji lobbingu. Ustalenie tego, co jest lobbingiem, a co nim nie jest, to trudne zadanie.
    Wszyscy są zgodni — lobbing dotyczy polityków i pracowników administracji publicznej z różnych szczebli. Z drugiej strony, gdyby za niego uważać wszelkie próby wpłynięcia na decyzje polityków i urzędników, w zasadzie nie byłoby osoby, która lobbingiem by się nie zajmowała. Wszyscy bowiem w jakiś sposób, nie zawsze bezpośrednio, próbujemy wpłynąć na decyzje, od których zależą nasz sposób i jakość życia. Teoretycy lobbingu ukuli zresztą stosowny termin — grass roots lobbing — dla kampanii prowadzonej z pozycji „szarego obywatela” trudnej do uruchomienia, ale o największej sile oddziaływania. W Polsce jak do tej pory nie mieliśmy takiej oddolnej kampanii.

    – W naszym kraju nie ma tradycji i odpowiedniego nastawienia obywatelskiego, aby takie kampanie można było uruchomić — przekonuje Arkadiusz Protas z Profile PR. — Jedyny przykład, który przychodzi mi do głowy, to działalność przeciwników liberalizacji ustawy antyaborcyjnej. Dobrze zorganizowani i skuteczni są też polscy działkowcy, działający — choć raczej nieświadomie — według modelu amerykańskiego, czyli jako obywatelska grupa nacisku.

    W Stanach Zjednoczonych, gdzie lobbing ma długą tradycję za lobbystów uważa się osoby, które utrzymują więcej niż jeden kontakt lobbystyczny w Kongresie, spędzają więcej niż 20 proc. czasu pracy (w ciągu 6 miesięcy) na zajęciach związanych z działalnością lobbystyczną (badania, prezentacje, zebrania itp.). Ustawa federalna o lobbingu (Federal Regulation of Lobbying Act) z 1946 r. definiuje „lobbies” jako grupy poszczególnych interesów usiłujące wpływać na procedurę ustawodawczą w Kongresie. Ustawa ta poprzez jej późniejsze zawężenie orzeczeniem Sądu Najwyższego z 1954 r. obejmuje swym zasięgiem wyłącznie oddziaływanie na legislację przez bezpośrednie kontakty z członkami Kongresu. Taka definicja prawna nie stwarza niebezpieczeństwa, że za lobbystów zostaną wzięci przedstawiciele szeroko pojętego interesu społecznego, którzy później będą musieli przedstawiać swoje racje w podobnym trybie.

    Polski projekt ustawy o lobbingu zaproponowany 2 lata temu przez MSWiA, zdaniem ekspertów BCC utrudnia dostęp do parlamentarzystów zwykłym wyborcom, traktując tych ostatnich na równi z lobbystami. Również posłowie z nadzwyczajnej komisji sejmowej, którzy od 2 lat próbują coś zrobić z ustawą, nie bardzo wiedzą, jak sprawę ugryźć. Są, co prawda, bardzo liberalnie nastawieni członkowie, jak Marek Zagórski z SKL, którzy praktycznie nie chcą żadnych ograniczeń, jednak większość domaga się restrykcyjnych warunków współpracy lobbystów z politykami. Wymóg rejestrowania, a nawet szczegółowego opisywania wszystkich spotkań, musi zniechęcić do kontaktu wielu posłów i urzędników. Dodatkowo ci ostatni narażają się od razu na zainteresowanie ze strony przełożonych. — Znając urzędniczą mentalność, wątpię, aby ktoś, kto ma w miarę spokojną posadę, za kilka tysięcy chciał się narażać na zbytnie zainteresowanie jego pracą. Tym samym urzędnicy przestaną słuchać tych, dla których w zasadzie pracują — uważa Arkadiusz Protas. Sam poseł Zagórski o rządowym projekcie nie ma dobrego zdania, ponieważ nie gwarantuje on w rzeczywistości transparentności w tworzeniu prawa, a zajmuje się nadmiernie kontrolą urzędników i polityków, jakby chciał „uchronić” ich przed wszelkimi dwuznacznymi kontaktami.
    — A takie kontakty wcale nie muszą być dwuznaczne, jeżeli da się zawodowym lobbystom marchewkę w postaci możliwości jawnego uczestniczenia w pracach komisji sejmowych lub na innych szczeblach stanowienia prawa — zauważa Zagórski.

    Na przeciwnym biegunie stoi posłanka Krystyna Grabicka z Ruchu Katolicko-Narodowego. Ten drugi biegun to właśnie chęć rozciągnięcia jak najszerszej kontroli nad urzędnikami wszystkich szczebli, aż po samorządy lokalne. Wówczas każdy kontakt z „osobą urzędową” musiałby być rejestrowany i później sprawdzony, a to, biorąc pod uwagę liczbę takich kontaktów, byłoby niemożliwe. Zaś ustawa o działalności lobbingowej stałaby się kolejnym martwym przepisem prawnym.

    Marek Zagórski zwraca uwagę na jeszcze jedno niebezpieczeństwo — możliwość politycznej dyskredytacji posłów, jeśli jakaś zmiana prawna okaże się błędna lub szkodliwa.
    — Wówczas nawet rejestracja spotkań nie uchroni polityka przed oskarżeniem. Co więcej, może być dowodem jego nawet niezasłużonej winy — twierdzi Zagórski. — To może spowodować niechęć posłów do wszelkich konsultacji. I znowu posłowie będą tworzyli prawo, które odbiega od potrzeb i oczekiwań.

    Z doświadczeń państw demokratycznych wiadomo, że lobbyści działający według legalnych zasad tego zawodu pełnią ważną rolę w procesie przepływu informacji między społeczeństwem a władzą. Bowiem w gruncie rzeczy „lobbowanie” sprowadza się do przekazywania informacji. Rzetelnej, doskonale opracowanej, analitycznej, takiej której decydent może zaufać. Na podjęcie przez nich decyzji wywiera wpływ wiele czynników. Lepiej, gdy wiadomo, jak one oddziaływają, kto i w imię kogo je przekazuje. Taką jasność może zapewnić jedynie lobbysta. Im bardziej klarowne będą zasady, według których z jednej strony działają lobbyści, a z drugiej politycy uzyskują informacje, tym zdrowszy stanie się klimat wokół grup wpływów i ich roli w kształtowaniu społeczeństwa demokratycznego.

    Lobbyści nie przyznają się do dawania łapówek ani działań niezgodnych z prawem. Dla nich najważniejsze jest, by pozostać wiarygodnym w oczach polityków i urzędników. Praca takiego lobbysty to nie jednorazowy „skok na kasę”, ale ciągłe podtrzymywanie korzystnych relacji z władzami państwa, rządem oraz parlamentem.

    Codzienna praca lobbysty to przede wszystkim szukanie kontaktów. „Rzecznik interesów” musi zwyczajnie wiedzieć, co w trawie piszczy, ponieważ skuteczność jego pracy zależy od tego, na jak wczesnym etapie włączy się w proces decyzyjny dotyczący zmian legislacyjnych. Osobiste znajomości, mimo że przydatne, nie są tu najważniejsze. Ci, którzy do lobbingu przychodzą z administracji czy polityki, mają o wiele łatwiejsze zadanie, bo doskonale znają mechanizmy pracy urzędów.

    Ale zbyt bliskie kontakty z jedną tylko opcją polityczną mogą być dla lobbysty niebezpieczne. Przekonał się o tym Marek Matraszek, szef warszawskiego CEC Government Relations. Swego czasu uważany za lobbystę numer jeden w kraju, reprezentował m.in. interesy Boeninga i Lockheed-Martina. Towarzysko powiązany z politykami prawicy, choćby przez tzw. grupę Windsor, stracił pozycję po przejęciu władzy przez SLD. Teraz pracuje z mozołem nad odbudowaniem nazwiska, ale jak głoszą środowiskowe plotki, ostatnie 3 lata mocno uderzyły go po kieszeni.

    Wbrew pozorom, firmy lobbingowe nie rezydują w kapiących złotem i kryształami biurach. Pieniądze, choć „bywają” ogromne, zazwyczaj są skromniejsze. Tak wielkie sprawy, jak przeforsowanie kupna F-16 czy przepchnięcie ustawy o biopaliwach, nie zdarzają się codziennie. W większości przypadków chodzi o lobbowanie w sprawach znacznie mniejszego kalibru, często dotyczące niszowej branży lub produktu. I o mniejsze pieniądze.

    Michał Chmielewski
    Gazeta Finansowa
    03/11/04

    Humira (adalimumab) nagrodzona

    Cytat:Lek firmy Abbott o nazwie HUMIRA® (adalimumab) otrzymał prestiżową Nagrodę Galena za innowacyjność w opiece nad pacjentem

    Prix Galien USA okrzyknęła HUMIRĘ Najlepszym Produktem Biotechnologicznym.

    ABBOTT PARK, Illinois, 27 września /PRNewswire-FirstCall/ - Firma Abbott (NYSE: ABT), lider w leczeniu chorób autoimmunologicznych, otrzymała nagrodę Galena za Najlepszy Produkt Biotechnologiczny Roku 2007. Nagrodzony lek o nazwie HUMIRA® (adalimumab) jest pierwszym w pełni humanizowanym przeciwciałem. Został on zatwierdzony do leczenia łagodnych i ciężkich stanów reumatoidalnego zapalenia stawów, łuszczycowego zapalenia stawów, zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa i łagodnej formy choroby Crohna. Nagroda Galena, przyznawana przez organizację Prix Galien USA, uznawana jest za medyczny odpowiednik Nagrody Nobla. Nagroda jest jednym z najwyższych wyrazów uznania w przemyśle farmaceutycznym oraz biomedycznym, a przyznawana jest za dokonania z zakresu badań medycznych i innowacyjności.

    W tym roku nagrodę, którą ufundowano we Francji w 1970 r. i przyznawano jako wyraz międzynarodowego uznania dla badaczy, po raz pierwszy wręczono za osiągnięcia amerykańskiego przemysłu farmaceutycznego i biotechnologicznego. Firma Abbot już raz zdobyła międzynarodową Nagrodę Galena w 1999 r. za stworzenie jednych z pierwszych inhibitorów proteazy służących do leczenia HIV.

    "Abbott jest niezwykle zaszczycona otrzymaniem nagrody, ponieważ potwierdza ona nasze zaangażowanie w odkrywanie i rozwijanie innowacyjnych metod leczenia chorób immunologicznych - stwierdził John Leonard, wiceprezes firmy Global Medical and Scientific Affairs, Abbott. - Lek HUMIRA stał się istotną opcją leczenia, którą mogą wybrać osoby walczące z tymi schorzeniami".

    Lek HUMIRA przypomina inne przeciwciała znajdujące się w organizmie i blokuje TNF-alfa (Tumor Necrosis Factor), białko którego nadmierna produkcja wewnątrz organizmu odgrywa kluczową rolę w zapaleniach związanych chorobami autoimmunologicznymi. Lek ten jest w pełni humanizowanym przeciwciałem, które chory może samodzielnie przyjmować. Obecnie na świecie, 190á000 osób poddawanych jest terapii tym preparatem.

    "HUMIRA jest owocem wieloletnich, pełnych poświęcenia badań i stanowi nasz wkład w polepszanie warunków życia ludzkiego - powiedział doktor Jochen Salfeld wiceprezes Bioresearch Center oddziału firmy odpowiedzialnego za badania biologiczne, który odegrał ważną rolę w wynalezieniu leku. - Wierzymy, że istnieje możliwość skutecznego zastosowania tego preparatu w innych chorobach, które nie posiadają jeszcze skutecznego antidotum i dlatego kontynuujemy nasze badania, by przynosić ulgę pacjentom na całym świecie".

    Informacje o Prix Galien USA

    Nagrodę, nosząca imię Galena, greckiego ojca medycyny i farmakologii, ufundował w 1970 r. francuski farmaceuta Roland Mehl, by nagrodzić krajowe osiągnięcia w dziedzinie medycyny. Z biegiem czasu stała się ona jedną z najważniejszych europejskich nagród w dziedzinie badań oraz osiągnięć medycznych i uznawana jest za odpowiednik Nagrody Nobla. Obecnie włączając w to amerykańską wersję nagrody, Prix Galien obecna jest w 11 krajach. W zgodzie z tradycją, ustanowioną przez fundatorów nagrody, w narodowych panelach oceniających muszą zasiadać czołowi naukowcy o niepodważalnych osiągnięciach klinicznych i możliwościach oceny nowoczesnej medycyny.

    Ważne informacje na temat bezpieczeństwa dotyczące preparatu HUMIRA

    Poważne infekcje, posocznica, gruźlica (TB) i inne zakażenia oportunistyczne, włączając w to przypadki śmiertelne, zostały odnotowane przy użyciu preparatów blokujących czynnik martwicy guza TNF-alfa, włączając w to lek HUMIRA. Wiele z tych poważnych zakażeń miało miejsce u pacjentów przyjmujących również inne preparaty blokujące system immunologiczny, co wraz z czynnikami chorobowymi, mogło sprawić, że byli oni bardziej podatni na infekcje. Infekcje zostały również odnotowane u osób przyjmujących tylko lek HUMIRA. Leczenie preparatem HUMIRA nie powinno być rozpoczynane u pacjentów z aktywnymi zakażeniami. Preparaty blokujące czynnik TNF-alfa, włączając w to lek HUMIRA, powodowały u przewlekłych nosicieli HBV reaktywację zapalenia wątroby typu B. W niektórych przypadkach doszło do zgonu. Przed rozpoczęciem leczenia preparatem HUMIRA pacjentów będących w grupie zwiększonego ryzyka zakażeniem HBV, należy poddać ocenie, pod kątem oznak, wcześniejsze zakażenia HBV. Kombinacja leku HUMIRA i anakinry jest niewskazana i pacjenci stosujący HUMIRA nie powinni otrzymywać zastrzyków.

    W kontrolowanej części badań klinicznych leków z grupy antagonistów TNF-alfa (również HUMIRA) zaobserwowano więcej przypadków nowotworów złośliwych, niż u pacjentów z grupy kontrolnej. Nowotwory te inne niż chłonniaki złośliwe oraz czerniak złośliwy, były podobne w rodzaju i liczbie do tych, które charakterystyczne są dla populacji ogólnej.

    Podczas testów klinicznych, chłonniak występował 3,5 raza częściej w próbie kontrolnej. Nie znana jest potencjalna rola terapii antagonistami TNF-alfa w rozwoju nowotworów złośliwych. Preparaty blokujące czynnik TNF-alfa, włączając w to lek HUMIRA, rzadko wiązano z wystąpieniem lub zaostrzeniem objawów klinicznych chorób deminilizacyjnych oraz z ciężkimi reakcjami alergicznymi. Zanotowano również rzadkie lecz poważne zaburzenia hematologiczne.

    W badaniu klinicznym, przy stosowaniu preparatów blokujących czynnik TNF-alfa, zaobserwowano pojawienie się nowych objawów zastoinowej niewydolności serca i pogorszenie istniejących objawów. Stosowanie preparatu HUMIRA może skutkować tworzeniem się autoprzeciwciał, rzadziej rozwojem zespołu toczniopodobnego.

    Najczęstszym działaniem niepożądanym, występującym w badaniach klinicznych, były odczyny w miejscu wstrzyknięcia (20% HUMIRA - 14% placebo), infekcje górnych dróg oddechowych (17% HUMIRA - 13% placebo), ból w miejscu zastrzyku (12% HUMIRA - 12% placebo), ból głowy (12% HUMIRA - 8% placebo), wysypka (12% HUMIRA - 6% placebo), zapalenie zatok (11% HUMIRA - 9% placebo). Przerwanie stosowania preparatu, wskutek działań niepożądanych, miało miejsce w 7% w przypadku HUMIRA i w 4% w przypadku placebo. Tak jak w każdym programie leczenia, korzyści i ryzyko stosowania preparatu HUMIRA, powinny zostać dokładnie rozpatrzone przed rozpoczęciem leczenia.

    W testach klinicznych, dotyczących używania preparatu HUMIRA, przy reumatoidalnym zapaleniu stawów, łuszczycowym zapaleniu stawów, zesztywniającym zapaleniu stawów kręgosłupa i przy chorobie Cohna, profil dorosłego pacjenta, poddanego terapii, był podobny do profilu dorosłego pacjenta z reumatoidalnym zapaleniem stawów.

    Informacje o preparacie HUMIRA

    W Stanach Zjednoczonych HUMIRA zatwierdzona jest przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków, jako substancja redukująca objawy i symptomy, wywołująca poważną reakcje kliniczną, powstrzymująca postęp uszkodzeń strukturalnych i wspomagająca funkcjonowanie fizyczne dorosłych pacjentów z łagodnymi i ciężkimi objawami reumatoidalnego zapalenia stawów.

    HUMIRA zalecana jest w redukcji oznak i symptomów reumatoidalnego zapalenia stawów, czynnego zapalenia stawów jako środek powstrzymujący postęp uszkodzeń strukturalnych oraz wspomagający funkcjonowanie fizyczne pacjentów z łuszczycowym zapaleniem stawów. HUMIRA może być stosowany jako oddzielny lek lub w kombinacji z metotreksatem lub innymi lekami antyreumatycznymi.

    HUMIRA zatwierdzona jest również do redukcji oznak i symptomów zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa.

    Na początku tego roku HUMIRA została zatwierdzona jako substancja redukująca objawy i symptomy oraz hamująca i utrzymująca kliniczną remisję choroby Cohna u dorosłych pacjentów, którzy nie uzyskali zadawalających wyników w terapii konwencjonalnej i u tych pacjentów, u których organizm nie toleruje i nie reaguje na infliksymab.

    Obecnie przeprowadzane są testy kliniczne oceniające potencjalne możliwości leku HUMIRA w leczeniu innych chorób związanych z systemem odpornościowym.

    Zaangażowanie firmy Abbot w immunologię

    Firma Abbott koncentruje się na odkrywaniu i rozwijaniu innowacyjnych leków zwalczających choroby immunologiczne. Centrum badawcze - Abbott Bioresearch Center - założone w 1989 r. w Worcester, w amerykańskim stanie Massachusetts, jest światowej klasy jednostką badawczą, wspierającą badania i rozwój terapii biologicznych. Abbott Biotechnology Limited - firma otwarta w tym roku w miejscowości Barceloneta w Puerto Rico w USA, jest głównym producentem wspierającym leczenie przy pomocy antagonisty TNF i jednym z największych na świecie producentów przeciwciał monoklonalnych.

    Więcej informacji o preparacie HUMIRA wraz ze wszystkimi informacjami dotyczącymi przepisywania leku można znaleźć na stronie internetowej http://www.HUMIRA.com lub uzyskać dzwoniąc do Abbott Medical Information w USA pod numer telefonu 1-800-633-9110.

    Informacje o firmie Abbott

    Abbott jest światową firmą medyczną bazującą na odkryciach naukowych, rozwoju, produkcji oraz marketingu farmaceutyków i produktów medycznych, m.in. produktów żywieniowych, urządzeń oraz diagnostyki. Firma zatrudnia 65 000 osób i sprzedaje swoje produkty w ponad 130 krajach na świecie.

    Aktualne wiadomości o firmie Abbott i inne informacje są dostępne na stronie internetowej: http://www.abbott.com.

    KONTAKT:
    Media w USA
    Liz Shea
    tel. +1-847-935-2211
    lub
    Media międzynarodowe
    Tracy Sorrentino
    tel. +1-847-937-8712
    lub
    Dział Finansowy firmy Abbott
    John Thomas
    tel. +1-847-938-2655

    Źródło informacji: PR Newswire

    Wybory prezydenckie w Polsce 2010 rok

    Dałem głos na "inny kandydat" bo wszyscy wymienieni w ankiecie już się dość zbłaźnili i zawiedli oczekiwania Polaków.

    Po kolei:

    1. Lech Kaczyński - brak samodzielności (sterowany przez Jarosława), otacza się ludźmi niekompetentnymi jak Anna Fotyga czy Maciej Łopiński, bardzo słaba prezencja medialna i kupa wpadek jak ta z odwróconą flagą Polski, czy z przekręcaniem nazwisk piłkarzy (albo Irasiad), kłopoty z ustawieniem się na mównicy (chociaż plusem jest to, że nie ma wystąpień czytanych z kartki), zakompleksienie i pycha jak u Ludwika XIV, ośmieszająca Polskę polityka zagraniczna (kłótnie o samolot z rządem), brak jakiejkolwiek inwencji własnej jeśli chodzi o pomysły na reformowanie kraju, ten prezydent tylko trwa i czeka aż mu się skończy kadencja przy okazji podstawiając nogę rządowi gdzie się tylko da.

    2. Donald Tusk vel Słońce Peru - wycieczka do Machu Picchu za pieniądze podatnika, totalny brak przygotowania do rządzenia (dopiero teraz się coś ruszyło pozytywnego po odebraniu pomostówek), brak jasno określonych przekonań i wizji Polski, brutalne pozbycie się Jana Rokity i Zyty Gilowskiej i wstawienie na ich miejsce byle jakiego Chlebowskiego (kapciowy), Tusk ma 0 kompetencji jako premier - nigdy nie był w żadnym rządzie i nie do końca rozumie jak ten twór powinien funkcjonować (chociaż ma dobrych specjalistów od PR i niewiele ustępuje pod tym względem Marcinkiewiczowi), gdyby nie przyjazna postawa mediów prywatnych to raczej ten pan by nie był premierem (już lepszy by był Schetyna).

    3. Jarosław Kalinowski - jeden z przywódców PSL, partii prostytuującej się na lewo i prawo byle by trwać przy przeróżnego typu agencjach i stołeczkach, zootechnik, człowiek bez jakichkolwiek kompetencji do rządzenia krajem, niczego sobą nie reprezentujący jako mąż stanu (nikt nie wie nawet jakie ten człowiek ma poglądy oprócz ochrony interesów wierchuszki PSL), gdyby nie układziki partyjne w PSL pewnie byśmy o nim nie słyszeli, poza tym partie o profilu tzw. chłopskim to nie moja działka - w kraju, który wychodzi z zacofania gospodarczo-społecznego (odchodzenie od gospodarki rolniczej do przemysłowo-usługowej) takie formacje raczej powinny zanikać zamiast obrastać w piórka.

    4. Włodzimierz Cimoszewicz - nic o gościu nie wiem poza tym, że był kiedyś premierem, wypomniał powodzianom w 1997 roku, że się nie ubezpieczyli i sami są sobie winni (co w połowie było prawdą), zatajenie w oświadczeniu majątkowym posiadania akcji PKN Orlen (sprawa z Jarucką), poza tym nie wiem jakie ma poglądy polityczne - czy to przedstawiciel dawnego betonu PZPR czy też jakiś zwykły pływak na lewicy i oportunista ?

    5. Andrzej Lepper - ten człowiek nie wiem w ogóle z jakiej racji trafił do parlamentu, zwykły chłop bez jakichkolwiek kompetencji, typowy watażka, wycieczki do Moskwy i kontakty ze służbami specjalnymi Rosji, totalny brak kultury osobistej, afery: gruntowa i z wykorzystywaniem seksualnym, totalne dno.

    6. Roman Giertych lub ktoś inny z LPR - zbyt radykalny, chociaż dość inteligentny jak na środowisko moherowe, zaściankowość, typowy oportunista, zbyt uległy klerowi, głupie wojenki o lektury Gombrowicza i innych pisarzy żydowskiego pochodzenia (za czasów kiedy był ministrem edukacji narodowej), zbyt małe doświadczenie jak na bycie głową 40 milionowej nacji, za młody, hipokryzja - zwalczał UE ale tatusia wepchnął do PE i ten grubą kasę bierze z "przeklętej Brukseli" i mu to nie przeszkadza, Giertych to typowy pływak - jak rząd PiS-LPR-SO upadł to ten uciekł do kancelarii adwokackiej zostawiając swoją partię samą sobie, jeśli chodzi o kogoś innego z LPR to nie widzę tam żadnych wartościowych person - sami nieopierzeni fanatycy/karierowicze z MW, bataliony rydzykowe albo klakiernia klanu Giertychów.

    7. Kazimierz Marcinkiewicz - brak jakichkolwiek kompetencji (bo jakie pojęcie do przewodzenia 40 milionowym krajem może mieć nauczyciel fizyki z Gorzowa Wielkopolskiego), jako premier - zwykła marionetka Jarosława Kaczyńskiego, która nie miała swojego zdania, ale za to świetne zaplecze PR-owski, pajacowanie z 'yes, yes, yes', nie wiadomo jakie ma przekonania polityczne, zwykły pływak i karierowicz bez własnego zaplecza politycznego (chociaż sympatyczny, ale samą sympatycznością nie reprezentuje się kraju).

    8. Dariusz Rosati - poza tym, że ma włoskie korzenie oraz córkę, która lubi starszych panów to niewiele o nim mi wiadomo, był ministrem spraw zagranicznych za czasów władzy lewicy i jest ekonomistą, ale o jakiś specjalnych jego osiągnięciach na polu polityki nic nie słychać, wgląda na typowego nijakiego urzędnika partyjnego, którego wsadzano na przeróżne stanowiska, bo nie było nikogo innego lepszego, obecnie poseł do PE w Brukseli, który nie wiadomo czym tam się wykazał i z jakiego powodu w ogóle tam został wybrany, poglądy polityczne - nie znane, taki byle jaki, pewnie wspierany przez lewicę, z którą ma nie do końca jasne zwykłemu obserwatorowi sceny politycznej układy.

    9. Kandydat niezależny - takich nie ma, każdy kto myśli o prezydenturze musi mieć jakąś bazę polityczną, którą po ewentualnym zwycięstwie trzeba wynagrodzić stołeczkami, bo nikt za friko w polityce nic nie robi.

    10. Inny kandydat - na tą opcję oddałem głos, mile widziany jakiś człowiek nie splamiony obecnością w polskim parlamencie, otwarty na nowe pomysły, z dobrą prezencją w mediach, który ma jakieś pozytywne osiągnięcia, nie zakompleksiony, o stałych jasno określonych poglądach, z wizją, nie radykalny ... na razie ciężko o takiego kogoś, ale jakbym miał zagłosować to od biedy na Rafała Dutkewicza - obecnego prezydenta Wrocławia, fakt że Wrocławiowi się nie udało ze staraniami o Expo i Europejski Instytut Innowacji i Technologii, ale to nie jest raczej wina Dutkiewicza tylko zaniedbań na polu dyplomatycznym obu rządów PiS i PO ... Wrocław pomimo tych niepowodzeń i tak jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się miast (obok Katowic i Poznania, Szczecina), a jego mieszkańcy są zadowoleni, facet jest dość wykształcony, ma niezłą prezencję i nie wygląda na jakiegoś fanatyka, chociaż jego minusem jest brak bazy politycznej, która by go jakoś mocno popierała ... oddałbym na niego swój głos ze względu na brak nikogo lepszego na obecny czas ...

    Wyłom w murze i zło w okienku, czyli polska batalia o wolny

    Wyłom w murze i zło w okienku, czyli polska batalia o wolny rynek

    2009-04-16 Tomasz Kozłowski, Sebastian Bykowski, Marcin Szczupak |
    PRESS-SERVICE Monitoring Mediów

    Państwo to ja – mawiał król Ludwik XIV. Jednak postawiony pomiędzy sektorem
    MSP, fiskusem, ZUS-em i biurokracją struchlałby i mówił mediom to samo, co
    polscy politycy: Państwo to nie ja! Państwo to urzędnicy!

    Mówi się, że żyjemy w gospodarce wolnorynkowej. Ale mówi się i inaczej.
    Mówi się, że gospodarką wolnorynkową Polska była i być przestała. Kiedy to
    było? Tuż po upadku Muru Berlińskiego, w pierwszej połowie lat 90-tych.
    Wtedy to, jeśli przypomnieć sobie nawet treści popkultury, przeżywaliśmy
    intensywne zachłystywanie się wolnością gospodarczą. Ideałem Polaka stał
    się wówczas prywaciarz, przedstawiciel small business , a czasem nawet
    biznesu nieco większego. Nawet poczciwy fajtłapa, Stefan Karwowski,
    legendarny „40-latek 20 lat później” parał się zakładaniem własnej spółki i
    rozkręcaniem biznesu, a jego koledzy po fachu urządzali pizzerie,
    intensywnie inwestowali lub handlowali tym i owym.

    Wtedy też dominowało przekonanie, że aby założyć firmę, wystarczy sam
    pomysł. Potem w delikatne relacje łączące rynek z przedsiębiorcą wkroczyło
    państwo. Zdecydowano, że zbyt proste procedury obowiązkowo należy uściślić
    (utrudnić), że samowolę biznesmenów należy ukrócić, zakładając specjalne
    ciała, trudniące się niespodziewanymi inspekcjami i w ogóle całą tę wolność
    uregulować. Skutkiem tego jest utrata wiary w wolnorynkowe mechanizmy, a
    ich wyobrażenia z przeszłości stały się jedynie nieosiągalnym ideałem.
    Diametralnie zmieniło się podejście do i myślenie o własnym biznesie, a
    szczególnie o jego rozpoczęciu i pierwszych krokach przedsiębiorcy . To
    kierat i mordęga, na spotkanie z którymi warto wyposażyć się w mosiężne
    siedzenie i anielską cierpliwość do wypełniania druczków i grzecznego
    odpowiadania na wszystkie pytania urzędników-łaskawców.

    Biznes czy szarpanina?

    Przegląd ogólnopolskich mediów pod kątem obecności tematów, które zbiorczo
    możemy określić mianem „perypetii na linii państwo-rynek” ukazuje ponury
    wizerunek polskiej biurokracji, umacniając stereotyp nieprzyjaznego
    państwa.

    Wygląda bowiem na to, że w polskich mediach jeszcze długo nie będzie się
    pisać spokojnie o starciach na froncie przedsiębiorca – państwo Analiza
    treści prasowych doniesień ujawnia klimat dużego zniechęcenia do działań
    państwa. Wśród polskich dziennikarzy postawa ta jest w zasadzie powszechna.
    Wolny rynek? Mrzonki!

    Prasa pisze wprost, że przedsiębiorczość w Polsce należy uwolnić! Na drodze
    do tego celu dziennikarze wymieniają pięć zasadniczych barier, z których
    praktycznie wszystkie odnoszą się bezpośrednio do działalności państwa:

    a) za wysokie podatki ,

    b) uciążliwe relacje z organami administracji, czy mówiąc po ludzku –
    biurokracja ,

    c) ZUS ,

    d) zmienność przepisów prawa oraz

    e) jego niska jakość .

    Obraz, jaki wyłania się z prasy, ukazuje przedsiębiorców jako umęczonych i
    obolałych. Sektor MSP to motor polskiej gospodarki, który - jak pisał jeden
    z regionalnych magazynów - „już dawno mógłby wejść na wyższy bieg, gdyby
    gazu nie dławiło państwo”. Szamotanina, biurokracja i niekończące się
    kontrole – to najczęstsze synonimy państwa w relacjach z biznesem.

    Co złego to nie my!

    Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że w temacie tym, w mediach panuje
    wyraźne rozróżnienie państwa oraz polityki. Państwo jawi się jako
    skostniała struktura, polityk zaś nierzadko, wespół z przedsiębiorcami,
    stara się tę strukturę zmienić. Hasła typu: „Jedno okienko”, „Jak najmniej
    państwa w państwie”, „Przyjazne państwo” itp. każdorazowo ubarwiają
    sztandary kampanii wyborczych.

    Wszyscy znamy te zwroty, powtarzane jak mantra w kolejnych odsłonach walki
    o władzę. W tym wypadku państwo reprezentuje nie polityk, ale urzędnik i to
    na wojnę z nim idą zarówno przedsiębiorcy , jak również i politycy. A pod
    rękę z nimi, rzecz jasna, media . Obraz państwa upersonifikowanego w
    postaci urzędnika jest katastrofalny i doprawdy ze świecą szukać desperatów,
    gotowych się z nim utożsamić. Trudno jest znaleźć jakikolwiek materiał,
    stawiający urzędników w dobrym świetle. Raczej przedstawiani są oni jako
    frontowcy, pierwsza bariera, jaką należy – dosłownie – pokonać. A nie jest
    to łatwe.

    Media lubują się w przytaczaniu zastraszającej ilości druków oraz czasu,
    jaki zajmuje ich wypełnianie. Mówi się o wyjątkowej – i to w skali
    światowej – uciążliwości polskiego systemu podatkowego. Jego twórcy muszą
    stawić czoła atakom pochodzącym z dwóch kierunków. Po pierwsze – przytacza
    się określone rankingi, gdzie przyjazność polskich przepisów wypada
    żenująco (np. 142. miejsce na 181 ocenianych państw w rankingu Banku
    Światowego itd.), po drugie – czyni się bezpośrednie porównania z krajami
    unijnymi, a jeszcze lepiej – z krajami dawnego bloku wschodniego, na
    których tle wypadamy gorzej niż źle. Oczywiście ataki te uderzają w
    próżnię. Kłania się stara jak świat prawda, że porażka jest sierotą. O
    twórcach tych przepisów nikt nic nie wie.

    Pakiety, komisje i dobry PR

    Żeby oddać politykom i ustawodawcom sprawiedliwość, śledząc, co w tej
    sprawie mają do powiedzenia media , nie jest tak, że nie robią oni zupełnie
    nic. Działania te są dobrze widoczne w mediach, a i one pozostają na ogół
    względem nich życzliwe.

    Po pierwsze, zaznacza się aktywność takich ciał, jak Polska Agencja Rozwoju
    Przedsiębiorczości , wsparcie dla takich instytucji, jak Akademickie
    Inkubatory Przedsiębiorczości, czy nawet działania komisji „Przyjazne
    Państwo” Palikota. Wspomina się również o dodatkowych projektach rozwiązań
    i ułatwień, które co jakiś czas pojawiają się w mediach, opatrzone
    chwytliwą etykietką „pakiet”.

    O takich propozycjach jest głośno, traktowane są one jednak nieco
    ambiwalentnie i nie bez odpowiedniej rezerwy (tym bardziej, że „promocja”
    takich pakietów odbywa się pod nieustającą kanonadą najcięższych dział
    wytaczanych przez opozycję). Skutkiem tego widoczne są one bardziej jako
    próby pewnych propozycji aniżeli konkrety. Pytanie jednak, na ile działania
    takie jawią się jako uświadamiana konieczność, a na ile jako reakcja na
    oddolne naciski i próba budowania dobrego PR. Z powodzeniem poczytać możemy
    zatem o wyciąganiu pomocnej dłoni przez premiera w stroną MSP , wpisuje się
    to jednak w szerszy proces budowania zaufania przedsiębiorców.

    Rynek broni się sam

    Przyglądając się przestrzeni medialnej na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy,
    można dojść do wniosku, że frustracja i trudności, których źródłem są
    państwowe regulacje, z powodzeniem przekształcane są na polskim rynku na
    kapitał konsumencki. Skoro polski sektor MSP przyjął rolę bękarta i dziecka
    do bicia, którym państwo mało się przejmuje, trzeba się nim zaopiekować. I
    właśnie taką niszę z powodzeniem zagospodarowują banki , oferując cały
    wachlarz produktów. Co chwila można przeczytać o wysypie najróżniejszych
    produktów, których zadaniem jest pomoc w nieustającej batalii
    przedsiębiorcy o przeżycie.

    Specjalne konta, kredyty , ułatwienia – od początku do końca pomyślane jako
    produkty dla sektora MSP to, można by rzec, jeden z bardzo ważnych
    elementów kreowania wizerunku banków. Najwyraźniej bardzo pragną one stać
    się nieodłącznym partnerem biznesu.

    Korzystnie należy również ocenić działania samej prasy. Wyselekcjonowana
    część przekazu pozwala stwierdzić, że na tym polu istnieje wyraźne poczucie
    misji. Prasa funkcjonuje jako istotne i prężne źródło cennych porad.
    Większość dzienników opiniotwórczych, część prasy o profilu ekonomicznym
    (nie mówiąc o konkretnych, wysoce specjalistycznych tytułach, zajmujących
    się np. tylko podatkami) posiada już odpowiednie rubryki i działy, których
    jedynym zadaniem jest merytoryczne wsparcie dla przedsiębiorców (porady
    podatkowe , analiza poszczególnych przypadków, liczne wywiady z ekspertami,
    raporty cenionych firm doradczych).

    Wszystko to powoli staje się nieodłącznym elementem przekazu. Prasa ponadto
    bardzo chętnie angażuje się w liczne przedsięwzięcia – od targów po
    konkursy – których ambicją jest podnoszenie świadomości i wiedzy przyszłych
    przedsiębiorców oraz nieustanna stymulacja wszelkich oddolnych inicjatyw.

    Twierdza na skale

    Na podstawie przeglądu przekazu medialnego można by sformułować ostrożną
    tezę, że obraz stosunków państwo-rynek jawi się jako nie tylko jako
    nieustająca batalia, ale bardziej, jako oblężenie twierdzy, przy czym
    najwyraźniej oblegana jest ona przez dwie armie.

    Z jednej strony inicjatywa wychodzi wprost od samych zainteresowanych.
    Wywierają oni odpowiednie naciski, w prasie roi się zatem od stosownych
    komentarzy, propozycji ułatwień. Piętnowane jest prawo , traktujące
    raczkujące mikroprzedsiębiorstwa na takich samych zasadach, co potężnych,
    starych wyjadaczy. KPP narzeka na obowiązki związane z przedsiębiorczością,
    Izby Przemysłowo-Handlowe domagają się regulacji partnerstwa
    prywatno-publicznego itd. Wespół z nimi, rozbiórkę murów twierdzy
    uskuteczniają banki , które co chwila wypuszczają na rynek kolejny
    przyjazny produkt .

    Z drugiej strony mury atakują sami politycy, czy to przy pomocy szumnych
    programów, czy to dzięki medialnym pakietom, czy wreszcie konkretnym
    działaniom, przejawiającym się we wspieraniu wielu inicjatyw.

    Jednoznacznie negatywnie oceniana jest sama twierdza. Jawi się ona jako
    ciężka warownia, biurokratyczna, zbita ze starych przepisów góra, moloch
    praktycznie nie do ruszenia. Tym, co tezę tę pośrednio potwierdza jest w
    dodatku – wynikający z owego przestarzałego poglądu na świat – brak
    polityki wizerunkowej. Takie instytucje jak np. ZUS wydają się nieustannie
    lewitować gdzieś daleko poza kontekstem społeczno-politycznym, nie mając
    praktycznie żadnego kontaktu z twardą rzeczywistością.

    ZUS-owi nie przeszkadza, gdy ktoś pisze o mozaikach i marmurach, w które
    przyoblekają się kolejne jego przybytki. ZUS nie przejmuje się, gdy prasa
    trąbi o przetargach na dostarczenie setek tysięcy dyskietek 3,5-calowych i
    tym samym – topieniu ciężkich pieniędzy w przestarzałe technologie , o
    których reszta cywilizowanego świata już nie pamięta. ZUS nawet nie
    zabierze głosu, kiedy tylko pojawiają się apokaliptyczne wizje o upadku
    całego systemu ubezpieczeń społecznych, o zapychaniu dziury bez dna,
    duszeniu przedsiębiorców, systematycznym stymulowaniu szarej strefy, do
    której uciekają wszyscy, którym nie w smak jest płacenie składek.

    Podobnie jest z fiskusem, podatkami i prawnymi absurdami. Strefa ta jawi
    się wręcz jako wroga struktura, potworek, którego jedynym zadaniem jest
    psucie krwi wszystkim naokoło. Przykłady? W świadomości społecznej na długo
    pozostanie spektakularny przypadek bankructwa piekarza, któremu fiskus
    naliczył ponad 200 tys. zaległego podatku z tytułu darowizny na rzecz
    instytucji charytatywnych, czy tzw. przypadek Kluski, w którym aparat
    państwowy niszczy nawet świetnie prosperujący prywatny biznes .

    Nie ma winnych

    Komentarze, które pojawiają się przy okazji takich rewelacji są
    jednoznaczne. W Polsce po prostu nie opłaca się robić biznesu, a
    przynajmniej nie opłaca się przez długi czas . Szkoda nerwów. Szkoda czasu.
    Szkoda pieniędzy. Wszystko pochłonie biurokracja . Wydaje się ponadto, że
    owa walka wypala tych, na których rynek liczy najbardziej – młodych,
    pomysłowych absolwentów. Jeden z założycieli inkubatorów, w wywiadzie
    udzielonym dla „Gazety Wyborczej”, gorzko stwierdza, że „zapał studentów do
    zakładania firm szybko stygnie. Rodzina, znajomi przekonują ich, że
    najlepsza jest praca na etacie. W Polsce własny biznes wciąż postrzegany
    jest jako bardzo ryzykowne przedsięwzięcie (…). To marzenia plus ciężka
    praca – i często minus zdrowy rozsądek.”

    Oczekiwane od dawna jedno okienko, póki co, w dalszym ciągu pozostaje
    postulatem. Urzędnik, który za nim siedzi, nadal kojarzony jest z kimś, z
    kim trzeba się – zanim ruszy się ze swoim projektem – przeprosić. Firm i
    pomysłów, które spaliły na panewce nie przeprosił na razie nikt. Winnych
    brak.

    Tomasz Kozłowski - Starszy analityk mediów

    Współpraca:

    Sebastian Bykowski - Dyrektor Generalny, Wiceprezes Zarządu

    Marcin Szczupak - Kierownik Działu Raportów Medialnych

    źródło:
    http://www.nf.pl/Artykul/...wo-wolny-rynek/

    Bilans Prześlugi

    Magik główny pana Palikota

    Dlaczego Tusk nie wyrzucił Palikota z partii? Opowiada jeden z liderów Platformy: Było takie spotkanie w lutym, na którym pojawili się najważniejsi ludzie PO. Przyszła wiadomość, że poparcie dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego spadło do najniższego poziomu w historii. Tusk skomentował: "zawdzięczamy to temu człowiekowi" i wskazał na Palikota. Janusz dumnie wypiął pierś.

    Siedzimy z Januszem Palikotem w sejmowej kawiarni. Do stolika podchodzi grupka 10-latków, klasowa wycieczka. "Chcieliśmy zrobić sobie z panem zdjęcie" - zaczepia chłopiec, i zaraz oblewa się rumieńcem.

    "Za pół godziny" - rzuca poseł i wraca do przerwanego wątku. "Jak duży odsetek Polaków pana rozpoznaje?" - pytamy. "Z moich ostatnich badań wynika, że 86 proc." - w głosie Palikota czuć satysfakcję.

    Najbliższy współpracownik premiera: "Jak dziecko cieszy się, kiedy słupki popularności mu rosną. Chwali się tym na zamkniętych naradach."

    Jeszcze przed wyborami w 2007 r., gdy zamówił w Lublinie badania własnej rozpoznawalności, te wyszły fatalnie. Rozpoznawał go procent, może dwa. Dziś rozpoznawalność posła PO, zdobyta dzięki głośnym skandalom, rzeczywiście imponuje.

    Postanowiliśmy sprawdzić: czy sukces Palikot osiągnął sam, czy dzięki doradcom? Przeprowadziliśmy kilkadziesiąt rozmów z PR-owcami, członkami rządu i posłami Platformy.

    Typowali różnie. "Nikt mu nie doradza" - mówili jedni. Znany polityczny doradca przekonywał z ekscytacją: "Stawiałbym na specjalistów z Włoch, Francji. Może z Rosji?"

    Francuskie korzenie nie dają słupków

    Janusz Palikot zjadł zęby na własnym PR-ze. A może lepiej powiedzieć: nieraz sparzył się na własnych pomysłach. Przynajmniej na początku.

    Kilka lat temu budował wizerunek człowieka z rodu, którego korzenie sięgają Francji. To nie był dobry pomysł - przynajmniej w Lublinie. "Tu każdy wie, że Palikot to człowiek ze wsi pod Biłgorajem, w której, gdzie nie rzucić kamieniem, trafia się w Palikota. Związki tej wsi z Francją są chyba tylko takie, że 200 lat temu stacjonowali tam żołnierze Napoleona" - śmieje się Ireneusz Bryzek, były wiceszef lubelskiej Platformy.

    Stylizacja na ziemianina też była własnego pomysłu. Palikot długi czas paradował w tweedowych marynarkach, fularach, apaszkach, zapuścił włosy. "Nawet chód mu się zmienił na bardziej dostojny. Wyglądał, jakby przed chwilą zgubił flintę i służącego" - opowiada Bryzek.

    Kiedy Palikot kupił lubelski Polmos, w 2004 r. wyprodukował nalewkę "Duma i honor majątku Jabłonna" (w dworze miał swą rezydencję - red.). Znajomym opowiadał, że przepis na nalewkę znalazł w piwnicach dworu. Nie uwierzyła mu nawet ówczesna żona.

    Mimo nalewek, fularu, apaszek i francuskich korzeni, do wyborów w 2005 r. wciąż był mało znany.

    Może dlatego kiedy w 2005 r. szedł do polityki, postanowił postawić na fachowców. Na początku pracował dla niego znany warszawski PR-owiec Andrzej Długosz i jego firma Cross Media. Palikot był zadowolony. "Ale Długosz we wrześniu 2005 r. został aresztowany i trafił za kraty" - opowiada były współpracownik posła.

    Dwa lata temu Palikot znajduje wreszcie własną drogę do popularności. Zaczyna skandalizować. Żartuje: nieważne co napiszą dziennikarze, byleby nie przekręcili nazwiska. W kwietniu 2007 pojawia się w Lublinie na konferencji prasowej z lateksowym penisem i z pistoletem. Cel inscenizacji: napiętnowanie tego, że w jednym z lubelskich komisariatów dochodziło do gwałtów, a sprawa została wyciszona. Palikot domaga się wyrzucenia szefów lubelskiej policji.

    "W jego akcjach nie ma miejsca na spontaniczność. To wyrachowane działania, zaplanowane przez PR-owców" - mówi Maciej Skwarcz, były członek zarządu lubelskiej Platformy, który od początku obserwował polityczną karierę Palikota.

    Palikot, źródło przychodów

    Prawdopodobnie w przemianie ziemianina w happenera największy udział ma Jacek Prześluga, były dziennikarz, PR-owiec. Jak sam twierdzi - najlepszy w Polsce. To on stoi za pomysłem wyciągnięcia wibratora i pistoletu na konferencji.

    Ciekawe, że jesienią 2007 roku Prześluga oficjalnie pracuje dla Lewicy i Demokratów. Gdy kilka miesięcy później DZIENNIK ujawni, że PR-owiec pracuje równocześnie dla konkurencji LiD, czyli dla Palikota, Prześluga się wścieknie i zarzuci gazecie kłamstwo.

    Ale już w 2008 r. przyzna "Dziennikowi Wschodniemu": "Moja firma pomagała mu przy kampanii dotyczącej odwołania komendantów lubelskiej policji, akcji z Gombrowiczem oraz w starcie bloga i przygotowaniu strony internetowej (Palikota - red.)". Wszystkie te akcje miały miejsce w 2007 roku.

    W sprawozdaniu finansowym firmy Prześlugi za 2007 r. czytamy: "Palikot jest stałym klientem spółki, na jego rzecz prowadzone są działania z dziedziny PR". "Ważnym wydarzeniem dla spółki były wybory parlamentarne, które stały się źródłem wysokich przychodów. Spółka uruchomiła, na zlecenie Janusza Palikota, własne radio internetowe, które powinno być źródłem przychodów w następnych latach" - głoszą sądowe dokumenty spółki Look At, której Prześluga jest jedynym właścicielem.

    Rok wyborów to pierwszy rok samodzielnej działalności Prześlugi. A korzyści z PR rzeczywiście imponujące - blisko 3,5 mln zł przychodu, czysty zysk - ponad 600 tys. zł.

    Człowiek, który wymyślił arbuza

    Oficjalnie Prześluga z Palikotem są wstrzemięźliwi. Ale czasami Prześluga przestaje trzymać język za zębami.

    Znany warszawski PR-owiec: "Pamiętam, jak chwalił się ludziom z branży, że to on wymyślił rzekomą obecność Palikota na krakowskim kongresie PiS w styczniu tego roku".

    Doradca w dużej spółce: "Kilka miesięcy temu rozmawiałem z Prześlugą. Spytałem, dlaczego zapadł się jak kamień w wodę i nie pojawia się u nas. Usprawiedliwiał się, że ma sporo roboty przy Palikocie".

    Polityk Platformy: "To Prześluga na jednym z zebrań wymyślił akcję z arbuzem. Jak to, nie pamiętacie arbuza?!"

    Na początku tego roku w walce o fotel prezydenta Olsztyna starli się Krzysztof Krukowski z PO i Piotr Grzymowicz z PSL. Palikot wystąpił na konferencji prasowej w Olsztynie z arbuzem. Opowiadał, że polityk PSL przypomina mu właśnie ten owoc. "Arbuz jest jak pan Grzymowicz. Z zewnątrz zielony, w środku czerwony" - mówił Palikot, krojąc owoc na pół (otaczało go jeszcze kilkanaście owoców z napisem: "Nie głosuj na arbuza"). Ale Platforma wybory przegrała, prezydentem został arbuz Grzymowicz.

    Prześluga zostawił więcej śladów swojego PR w polityce. "To on wymyślił dla nas hasło w kampanii 2007 r." - opowiada jeden z liderów lewicy. "Potem Palikot urządził akcję . Analogia była dla nas czytelna".

    Pięć kamer na gwizdnięcie

    Działacze PO, z którymi rozmawiamy, twierdzą, że Przyjazne Państwo, sejmowa komisja do walki z biurokracją, była PR-owskim pomysłem wymyślonym "pod Palikota". Czy to przypadek, że jej internetową stronę zrobiła firma Prześlugi, a zapłacił za nią Palikot z własnej kieszeni? "Janusz miał pokazać, że nie jest tylko błaznem, ale profesjonalistą i ekspertem. Nic z tego nie wyszło. Fatalnie, bo Przyjazne Państwo było jednym ze sztandarów Platformy" - żali się polityk ze ścisłego kierownictwa PO.

    W styczniu szefowie PO zmusili Palikota do rezygnacji z prowadzenia komisji. Poszło o kolejny wybryk: wypowiedzi pod adresem byłej minister rozwoju regionalnego Grażyny Gęsickiej z PiS. Kiedy Gęsickiej zarzucono słabe wykorzystanie przez Polskę funduszy unijnych, Palikot powiedział: "Przykro mi, że prostytucja w polityce sięga nawet pani minister Gęsickiej. Nie myślałem nigdy, że ona się tak prostytuuje".

    Ale jeden z najlepszych ekspertów od politycznego marketingu mówi: "Palikot ma wielkie zasługi dla Donalda Tuska. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy wciągnął w magiel Lecha Kaczyńskiego. A Pałac Prezydencki dał się sprowokować. To wielka zasługa przed kampanią prezydencką, w której Tusk ma się zetrzeć z Kaczyńskim" - opowiada PR-owiec. "PiS się napręża, wydaje setki tysięcy na spoty reklamowe. A Palikot tylko gwizdnie i ma na rynku w Lublinie pięć kamer telewizyjnych, a potem otwierające materiały w i ".

    Bez wątpienia Palikot wszedł do najważniejszych gier w polskiej polityce. Zabrał tam ze sobą Jacka Prześlugę, o którym do tej pory słyszeli głównie kolejarze - był przez półtora roku szefem PKP Intercity.

    Dla ciebie kręcę pupcią

    Znajomi Prześlugi z podziwem zauważyli, że ostatnio zmienił image. Z państwowego urzędnika z konduktorską bródką przeistoczył się w artystowskiego wizjonera: mimo pięćdziesiątki na karku i poważnych zakoli zapuścił siwe włosy, zmienił oprawki. Na profilu na Naszej-Klasie umieścił zdjęcia samego siebie - ze zmarszczoną brwią, zamyślonego, wesołego. Już kilka lat temu na wizytówce pod nazwiskiem kazał sobie wydrukować: "magik główny".

    Czy marszczył brwi, kiedy pod koniec lat 80. co rano przekraczał próg redakcji "Nowin Pilskich"? Nie miał raczej powodów do radości. Gazeta była słaba, prowincjonalna, a na dodatek pozostawała prasowym organem umierającej PZPR.

    Niespełna 30-letni Prześluga korzysta z pierwszej okazji, żeby rzucić "Nowiny": w 1989 r. zostaje szefem kampanii wyborczej Henryka Stokłosy. To ponoć on wymyślił, żeby karmić gawiedź kiełbasą na wiecach wyborczych. Stokłosa dostaje się do Senatu, jako jedyny spoza list "Solidarności". To wielki sukces.

    Potem Prześluga ostro pokłóci się z senatorem. Opluwa byłego chlebodawcę w serii artykułów "Byłem Murzynem Stokłosy" na łamach "Panoramy Pilskiej". W Pile robiło mu się za ciasno. Przeprowadza się do Poznania (do dziś mieszka tu z żoną i córkami). W 1994 r. wydaje "Kalendarz szalonego małolata", pełny kiepskich dowcipów i złotych myśli. Oraz porad Prześlugi: co napisać w kartce walentynkowej? "Kocham Cię słodko i tylko dla Ciebie kręcę swoją pupcią".

    To był strzał w dziesiątkę. "Kalendarz" miał kilka wydań, przez kilka lat rozchodził się w gigantycznym nakładzie.

    Kazachstan to piękny kraj

    W latach 90. Prześluga jest rzecznikiem Prokomu, pod koniec dekady działa w Wielkopolsce. Zostaje wspólnikiem biznesmena i lobbysty Michała Wojtczaka.

    Sam Wojtczak obejmuje właśnie stanowisko szefa Polskiego Funduszu Kapitałowego (PFK), na który "zrzuciło się" kilkanaście państwowych elektrowni i zakładów energetycznych. W ciemno, nie przejmując się celem inwestycji. Firma ma spory kapitał, ponad 25 mln zł, ale jej krótka historia jest pasmem bolesnych porażek. Chciała tworzyć fundusz emerytalny - nie wyszło. Miała handlować energią - też nie wyszło. Próba otwarcia portalu internetowego kończy się klapą.

    PFK już nie istnieje. Zanim znika, Wojtczak jako szef PFK pompuje ponad 2 mln zł pożyczek w firmy, których wiceprezesem lub udziałowcem jest Prześluga. Za pieniądze PFK (250 tys. dol.) były dziennikarz Prześluga miał też uprawiać bawełnę na kazachskich polach. Pomysł nie wypalił, ale Prześluga w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" cieszył się z idei, bo przecież Kazachstan to piękny kraj.

    Pod koniec rządów AWS Prześługa trafia jako doradca do gabinetu Janusza Steinhoffa, wicepremiera i ministra gospodarki.

    Wypływa znów w kwietniu 2005 r. Choć nie ma bladego pojęcia o kolei, zostaje prezesem zarządu PKP Intercity. Nie ukrywa, że pracę zdobywa dzięki znajomości z ówczesnym prezesem PKP.

    Intercity szefuje półtora roku. Za jego rządów firma wychodzi z długów. Kiedy w 2006 r. rozstaje się z posadą, z megafonów na Dworcu Centralnym płynie utwór Perfectu "Niepokonany". W ten sposób żegnają go pracownicy spółki PKP Intercity. Kto wpadł na ten świetny PR-owski pomysł? Nie wiadomo.

    Z przodu kolej, z tyłu kancelaria

    Nikt w PKP nie wiedział, że prezes Intercity w rzeczywistości związany był z dwoma biurami: jedno, oficjalne i państwowe, ma na warszawskiej Ochocie. Drugie, prywatne, otworzył w 2003 r. na Mokotowie.

    W 2003 r. Prześluga zakłada kancelarię z byłym ministrem gospodarki i wiceministrem w rządzie AWS Januszem Steinhoffem. Trzecią wspólniczką zostaje Lucyna Roszyk, była asystentka Steinhoffa. Jako cel spółki podają "prowadzenie przedsiębiorstwa zarobkowego".

    Wkrótce i Roszyk, i Prześluga trafiają do PKP. Roszyk do dziś pracuje tam w biurze zarządu.

    Kancelaria rozwiązała się dopiero w 2007 r. - to oznacza, że i Prześluga, i Roszyk, pracując w PKP, jednocześnie mieli na boku zarejestrowaną działalność gospodarczą.

    Janusz Steinhoff: "To byli moi doradcy, asystenci z ministerstwa. Bardzo ceniłem ich za fachowość. Współpracowałem z nimi po odejściu z ministerstwa, ale w kancelarii nie osiągnęliśmy sukcesu. Nikt z nas nie miał na tyle czasu, żeby koncentrować się na takiej działalności. Wykonaliśmy kilka zleceń o niewielkiej wartości. Od pewnego momentu ta spółka była uśpiona".

    Czy pracowali dla PKP?

    "O ile pamiętam, wykonywaliśmy dla grupy PKP jedno zlecenie. Innych szczegółów nie pamiętam. Jeśli interesują pana sprawy związane ze spółką, to część z nich na pewno jest w rejestrze sądowym".

    Zaglądamy do rejestru: przez cztery lata działalności kancelaria nie złożyła żadnego bilansu. Oficjalnie nie wiadomo, dla kogo pracowała. Pytamy Lucynę Roszyk o jej związki z kancelarią. Twierdzi, że spółka przestała działać w 2004 r.

    Locomotiva nabiera rozpędu

    Prześluga odchodzi z PKP w 2006 r. Dwa dni wcześniej sąd rejestruje jego spółkę Look At. Jego Interesy nabierają impetu rok później.

    Prześluga zgłasza się do Aleksandra Gudzowatego, jednego z najbogatszych Polaków. Biznesmen zgadza się, żeby były kolejarz napisał o nim książkę. "Główny magik" pisze pean na cześć Gudzowatego, ale ma problem ze znalezieniem wydawcy.

    W końcu książka ukazuje się w oficynie, której współwłaścicielem jest Palikot. Prześluga i jego Look At współpracuje już wtedy z Palikotem przy PR-owych występach. Wśród stałych klientów agencji pojawia się Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, którego szefem rady nadzorczej jest prezydent miasta Paweł Adamowicz z PO.

    W lutym 2008 r. "główny magik" idzie dalej: kupuje udziały od byłego działacza PO i zostaje prezesem agencji reklamowej Locomotiva.

    Dzisiaj jego obie spółki - Look At i Locomotiva - zarejestrowane są pod tym samym adresem w Warszawie.

    Do 2008 r. Locomotiva nie miała związku z publicznymi pieniędzmi. Agencja przygotowała raptem - i to charytatywnie - dwie kampanie dla Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

    Ale od kwietnia 2008 r. w agencjach Prześlugi coś drgnęło. Obie firmy zaczynają lawinowo zdobywać kontrakty w regionach i instytucjach rządzonych przez Platformę.

    Jeszcze w kwietniu Locomotiva wygrywa konkurs na "kompleksową obsługę kreatywną działań promocyjnych Szczecina" za 150 tys. zł. W zamian, dla miasta rządzonego przez Platformę, wymyśla billboardy z hasłem "Szczecin wita" w kilku językach.

    W maju Look At wygrywa przetarg na promocję jednej z inwestycji PKP za blisko 50 tys. zł.

    W czerwcu Locomotiva dostaje od PFRON-u zlecenie (druk ulotek i ogłoszenia w radiu) na 500 tys. zł. We wrześniu Locomotiva wygrywa przetarg na zlecenie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego na kampanię informacyjno-promocyjną za 2,5 mln zł.

    Zadzwonił pan Janusz i spytał o hasło

    Jedne z najbardziej frapujących kontraktów Prześluga zdobywa w Lublinie. Tutejszą Platformą rządzi Janusz Palikot. W Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie za promocję odpowiada Piotr Franaszek. Przyznaje: tak, zna Palikota, tak, sympatyzuje z Platformą.

    W 2008 r. Urząd Marszałkowski z Lublina szuka firmy, która stworzy strategię marketingową Lubelszczyzny. Ale nie organizuje przetargu (żeby ograniczyć koszty), tylko wysyła zapytania ofertowe do czterech agencji, w tym do Locomotivy i Look At. Dyrektor Franaszek długo zwodzi dziennikarzy, którzy pytają o zwycięzcę. W końcu przyznaje, że zwycięzcą jest Locomotiva. I że kontrakt jest warty ponad 400 tys. zł brutto. I że nie wiedział, że Look At i Locomotiva to firmy Prześlugi.

    Sam Prześluga tak opowiedział w prasie, jak zdobył kontrakt: Palikot zadzwonił do niego i zapytał, czy ma fajne hasło promocyjne dla Lublina. A potem zaaranżował spotkanie z prezydentem Lublina. Miasto nie skorzystało z pomysłów Prześlugi. "Ale w spotkaniu brał udział pan Franaszek i pewnie zapamiętał nasze propozycje" - Prześluga nie owija w bawełnę.

    To nie koniec zleceń z Lublina. Za ponad 40 tys. zł Look At wygrała kolejny przetarg - na wizję rozwoju regionu. W tej chwili startuje w następnym.

    Wracam do Przyjaznego Państwa

    W pierwszym roku rządów Platformy obie firmy "głównego magika" uwijają się jak w ukropie. Tylko z publicznych pieniędzy przez obie przechodzi ponad 3,6 mln zł. Do tego dochodzą szkolenia dla lokalnych działaczy PO w Lublinie, które Prześluga organizuje w Janowie Podlaskim.

    Ten rok jest równie pracowity. Tydzień temu Prześluga był w Szczecinie - pilnował, żeby Palikot dobrze wypadł w czasie wyborczego wiecu. Szykuje całą serię internetowych filmów, które szydzą z PiS i promują Palikota (pierwszy z nich pojawił się kilka dni temu na blogu polityka).

    "Główny magik" pomaga też przy książce, która będzie politycznym manifestem Palikota. Poseł już zaciera ręce i zapowiada wielką kampanię promocyjną na przełomie maja i czerwca. Co dalej? Prześluga i Palikot zaraz po wyborach do europarlamentu będą mieli dużo do roboty w Sejmie. "Po 7 czerwca wracam na stanowisko szefa komisji Przyjazne Państwo. Sprawa jest już uzgodniona" - opowiada poseł.

    Z kim uzgodniona? Z liderami Platformy?

    Palikot uśmiecha się i wbija wzrok w sufit sejmowej kawiarni: "Z najważniejszymi".

    Michał Majewski, Anna Gielewska, Wojciech Cieśla (Dziennik, 16.05.2009)

    I może jeszcze to: Ustawki posła Janusza Palikota